6 sierpnia 2018 10:19

Andrzej Bargiel podsumowuje zakończoną sukcesem wyprawę na K2

Podczas konferencji prasowej 3 sierpnia Andrzej Bargiel podsumował wyprawę K2 Ski Challange. Wraz z całą ekipą Sunt Leones cieszy się z sukcesu, którym na stałe zapisał się w historii podboju K2 i najwyższych gór świata w ogóle. Udało nam się dopytać Andrzeja o kilka szczegółów dotyczących tegorocznej wyprawy.

W 2017 roku Andrzej Bargiel po raz pierwszy zmierzył się z K2. Niestety, pierwsza próba nie powiodła się. Jak wspomina alpinista:

Wtedy zdecydowanie zawiodła pogoda. Chociaż mogłem wejść na szczyt, to zjazd ze względu na bezpieczeństwo był wykluczony.

W tym roku ekipa Sunt Leones wróciła pod “górę gór”. Czy była to kwestia ambicji?

Zupełnie do tego tak nie podchodzę. Stwierdziłem po prostu, że szkoda wielkiej pracy, którą już wykonaliśmy. Trzeba to wykorzystać jak najszybciej, ponieważ ocieplenie klimatu sprawia, że lodowce zmieniają się z roku na rok. Powrót za 3, 4 lata oznaczałby zaczynanie wszystkiego od początku i niepotrzebną stratę czasu.

Decyzja okazała się słuszna. A Andrzej dodaje:

Kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń. To konsekwencja wieloletniej pracy, by przedsięwzięcie mogło być rozsądne i bezpiecznie. W tamtym roku pomyślałem, że jestem na to gotowy. W tym roku czułem się pewniej i bezpieczniej. Czasem, żeby wygrać trzeba zrobić krok w tył i w tamtym roku tak było.

Andrzej Bargiel (fot. wspinanie.pl)

Pogoda, warunki oraz świetne przygotowanie. Nie oznacza to jednak, że wszystko przebiegało bez komplikacji. Andrzej przyznaje, że problemów podczas wyprawy nie brakowało:

Bardzo dużo się działo. Podczas wyprawy były takie momenty, w których wydawało się, że nic z tego nie będzie, ale koniec końców wszytko dobrze się skończyło.

Pierwsze perturbacje rozpoczęły się już na początku:

Chcieliśmy pojechać na Gaszerbruma II, aby się zaaklimatyzować. To był świetny pomysł, ale spadło tyle śniegu (1,5 metra), że jakiekolwiek działanie nie wchodziło w grę i po tygodniu przenieśliśmy się pod K2, gdzie pobyt zacząłem od choroby. Później dwa wypadki, aklimatyzacja – na początku wszystko topornie szło.

Z dolegliwościami pleców borykał się również Janusz Gołąb, który znalazł się w trudnej sytuacji na wysokości powyżej 7000 m. Jak relacjonuje Andrzej:

Przed samym atakiem szczytowym też były kłopoty. Janusz w obozie 3 miał problemy z plecami i wydawało się, że to już koniec. Nie był w stanie sam schodzić. Konsultowaliśmy się z lekarzami. Jednak mój młodszy brat, Bartek, dostarczył dronem leki, które pomogły go podleczyć. Wtedy ja mogłem ruszyć w górę.

Janusz Gołąb – wyprawa Andrzeja Bargiela K2 Ski Challenge (fot. Marek Ogień)

Atak szczytowy opóźniał się również dlatego, że Andrzej zapomniał zabrać ze sobą kamery. Do akcji po raz kolejny wkroczył Bartek Bargiel, który na raty dostarczył do “trójki” kamerę i potrzebne baterie:

Musieliśmy kamerę dowozić za pomocą drona, bo słabo byłoby, gdybyśmy dokonali czegoś tak wielkiego i nie mielibyśmy jak tego nagrać.

Bartek Bargiel

Bartek Bargiel (fot. Marek Ogień)

Andrzej wspomina również ze śmiechem inną sytuację:

Chwila nieuwagi i dosłownie zrobiło się gorąco. Między nogami miałem palnik, nad którym topiłem śnieg. Na szczęście szybko udało się ugasić ten mały pożar

Andrzej Bargiel na lodowcu po historycznym zjeździe z K2 (fot. Marek Ogień)

Zanim jednak doszło do decydującego ataku szczytowego i zjazdu, cała ekipa Sunt Leones musiała wykonać ogromną pracę przygotowawczą. Trasa zjazdu Andrzej musiała zostać dokładnie zaplanowana i sprawdzona pod kątem zagrożeń obiektywnych (szczelin, lawin, seraków). W tych przygotowania olbrzymią rolę odegrali piloci dronów – Bartek Bargiel, Piotr Pawlus oraz fotograf Marek Ogień.

15 lipca Bargiel wyruszył na samotny rekonesans. Drogą Abruzzi dotarł do wysokości niemal 8000 m, po czym zjechał na nartach do bazy kombinacją trzech dróg (Cesena, trawersu Messnera oraz polskiej Jerzego Kukuczki i Tadeusza Piotrowskiego) – jeszcze tego samego dnia. Jak wspominał Marek Ogień, Andrzej wyglądał wtedy na dużo bardziej zmęczonego, niż po finalnym zjeździe. Podczas tego wyjścia Bartek Bargiel miał okazję podejrzeć górne partie góry (do wysokości 8400 m) przy pomocy drona.

Andrzej Bargiel pod K2 (fot. Marek Ogień)

Decydujące wyjście rozpoczęło się w czwartek, 19 lipca. Andrzej z Januszem Gołąbem i czwórką HAPsów wyruszyli w górę. Noc z piątku na sobotę alpiniści spędzili w obozie 3, gdzie pozostał Janusz. Bargiel wyruszył samotnie do czwórki, po czym przed północą w nocy z soboty na niedzielę rozpoczął decydujący atak. Na szczycie K2 stanął o godzinie 08:25 czasu polskiego. 15 minut później rozpoczął zjazd. Spytaliśmy Andrzeja o ten krótki moment na szczycie:

Wiedziałem, że dam radę, ale wiedziałem też, że muszę być totalnie skoncentrowany, żeby nie popełnić błędu. Nie czułem specjalnie takiego momentu, że jestem na K2, że jestem jakoś super szczęśliwy. Byłem totalnie sfokusowany, bo wiedziałem, że najtrudniejsze jest przede mną. Myślę, że pobyt na szczycie trwał maksymalnie jakieś 15 minut. Później zapiąłem narty i ruszyłem na dół.

Andrzej zjeżdżał najpierw drogą klasyczną (Żebro Abruzzi, czyli linią, którą wychodził z obozu 4) do momentu, gdzie łączy się ona z Drogą Česena / Basków (ok. 7800 m). Dalej już drogą Česena do obozu 3, gdzie czekał na niego Janusz Gołąb. Z “trójki” Andrzej pojechał kombinacją dróg – z Cesena przetrawersował w prawo (Trawersem Messnera), aby połączyć się z Drogą Kukuczka-Piotrowski.

Przybliżona trasa zjazdu narciarskiego Andrzeja Bargiela z K2 (fot.K2 Ski Challange)

Co podczas zjazdu przysporzyło Andrzejowi najwięcej trudności?

Najwięcej stresu wywołał odcinek między obozem 4 a 3, bo po prostu z powodu chmur nie było nic widać. Kiedyś widziałem w tym rejonie lawinę. Ona schodzi z taką siłą, że się kończy 3 tysiące metrów niżej i zasypuje całą dolinę.

Na filmie widzimy, jak Andrzej zsuwa się ostrożne, pomagając czekanem w najwyższych partiach góry. Jak wyglądały najtrudniejsze technicznie odcinki? Na ile Andrzej musiał wspomagać się linami poręczowymi?

Bardzo się cieszę, że udało się jeździć tam na nartach. Podczas głównego ataku użyłem nad Butelką 50 m liny – bardziej z powodu bezpieczeństwa – bałem się, że zrzucę śnieg na ludzi, którzy schodzili. Choć teren nie był na tyle trudny, żeby używać liny. Drugi odcinek to maksymalnie 10 m liny na wjeździe spod seraka do Drogi Kukuczka-Piotrowski. To wszystko na tak dużą ścianę.

Trawers pod serakiem podszczytowym, nad Butelką, był świetny – bezpiecznie można było zjechać pod pionowym, prawie przewieszonym lodem. A samą butelkę objeżdżałem z lewej strony i było tam mnóstwo śniegu – ten teren był na prawdę ok. Szczerze mówiąc, myślałem, że tam wyżej będzie trudniej. A w zasadzie tej najtrudniejszy, najbardziej niebezpieczny odcinek był właśnie pomiędzy obozem trzecim, a Drogą Kukuczka-Piotrowski, czyli Trawers Messnera.

Andrzej Bargiel na lodowcu po historycznym zjeździe z K2 (fot. Marek Ogień)

Po udanym zjeździe Andrzej wpadł w ramiona ekipy oczekującej na niego w obozie. Jak wspominał olbrzymia radość udzieliła się wszystkim, choć on sam, był bardzo zmęczony:

Miałem wszystkiego dość. Leżeliśmy z godzinę na śniegu, ja z nartami – nawet ich nie odpinałem.

Zapytaliśmy Andrzeja o atmosferę na wyprawie i rolę, jaką odgrywa w takim projekcie dobrze dobrany zespół:

Było super. Zawsze o to dbam i to jest dla mnie bardzo ważne, żeby jechać na wyprawę z ludźmi, z którymi się znam i lubię. Z którymi czuję dobrą energię. Musimy się dobrze bawić, musimy mieć dobrą atmosferę do tego, żeby móc stworzyć coś wielkiego. A to było wielkie przedsięwzięcie. W takich sytuacjach potrzebny jest spokój, a nie konflikty. U nas wszyscy grali na jedną bramkę. Wszyscy zasługują na pochwały, bo ja sam przecież tego nie zrobiłem. Nie chciałbym nawet robić tego typu rzeczy sam. Nie jestem takim człowiekiem, który pakuje plecak i jedzie samotnie na wyprawę.

Ekipa Andrzeja Bargiela pod K2

Ekipa Andrzeja Bargiela pod K2 (fot. K2 Ski Challange)

Zespół pracuje na zbiorowy sukces, a Andrzej jako lider czuje się odpowiedzialny za bezpieczeństwo grupy, bo jak sam żartobliwie mówi:

W końcu to ja tych chłopaków namawiam do tego.

Pod względem organizacyjnym i pracy zespołowej wydaje się, że wyprawa Sunt Leones mogłaby służy za przykład dobrze przeprowadzonej akcji w górach najwyższych. Sam Andrzej odnosi się do tego z dystansem, choć przyznaje, że jest to bardzo ważny element:

Myślę, że bardzo ważne jest to, aby dobierać odpowiednio ludzi. W złej atmosferze nie rodzą się wielkie rzeczy. U nas wszystko działało świetnie, jednak nie jest to łatwe. Nie na każdej wyprawie się to niestety udaje.

Andrzej podkreślał jednak kilkukrotnie, że bardziej od swojego wyczynu, ceni wartości, jakimi kierują się ludzie w górach:

Bardziej niż zjazd na nartach z K2 ucieszyła mnie informacja o uratowaniu rosyjskiego himalaisty Aleksandra Gukowa na Latoku I. Dało mi to dużo pozytywnej energii.

Ekipa na konferencji: Bartek Bargiel, Janusz Gołąb, Andrzej Bargiel, Marek Ogień i Piotr Pawlus (fot. wspinanie.pl)

Na koniec naszej rozmowy zapytaliśmy o kwestię wykorzystania dronów w górach najwyższych:

Zawsze znajdzie się jakiś człowiek, który uzna, że taka pomoc wpływa na styl przejścia. Ale tak samo jest ze sprzętem – teraz jest nowy, dobry, a 10 lat temu był gorszy. Ja uważam, że jeśli coś może podnieść bezpieczeństwo, to trzeba z tego korzystać – to jest bardzo ważne. A koniec końców to ty jedziesz na nartach. Nikt ci nie pomoże, dron Ci nie powie, jak masz jechać w totalnej ciemności, nie zaufasz mu. To jest pomocne w researchu, w rozpoznawaniu terenu, ocenie zagrożenia lawinowego – może przyśpieszyć to działanie.

Jeżeli wywoziłbyś dronem w górę swój namiot, śpiwór, sprzęt wspinaczkowy to ok, byłaby to przesada. Ale jeśli to są leki – to dobrze, że jest w ogóle taka szansa.

***

Andrzej Bargiel na lodowcu po historycznym zjeździe z K2 (fot. Marek Ogień)

Andrzej Bargiel zdobył  szczyt K2 (8611 m) w niedzielę 22 lipca i jako pierwszy człowiek na świecie zjechał na nartach do bazy. To czwarty ośmiotysięcznik 30-letniego alpinisty, z wierzchołka którego udało mu się zjechać na nartach do podstawy góry. Wcześniejsze zjazdy Bargiela w Himalajach to:

Michał Gurgul




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum