Weekend z przygodą – Ilona Łęcka o tegorocznych Kolosach

W dniach 9-11 marca 2018 roku odbyły się w Gdyni 20. Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów, zwane potocznie Kolosami. Jest to zdecydowanie największy festiwal podróżniczy na Pomorzu, rozmiarami największy w Europie, a przy tym odmienny w formie od innych wydarzeń tego typu. Dlatego pojechałam na niego z radością.

Kieruję się w stronę Gdyńskiej Areny. Jedynym dostrzegalnym sygnałem, że zmierzam w dobrym kierunku, jest szpaler banerów. Reklama okazuje się jednak zbyteczna. Jest piątek, 8.30 rano, a przed wejściem ustawia się już kolejka chętnych. Dostaną się do środka najwcześniej za półtorej godziny, lecz to ich nie zniechęca. Jeszcze przez oficjalną ceremonią otwarcia odkrywam, że publiczność przychodzi dobrze przygotowana: zaopatrzona w koce, śpiwory, termosy i jedzenie (to ostatnie być może dlatego, że wiktuały w festiwalowej kafejce są koszmarnie drogie). Na korytarzach wystawcy rozkładają swoje stanowiska, a szef ochrony przeprowadza odprawę połączoną z szybkim szkoleniem. Niebiletowana impreza na 4 tys. miejsc musi być dla nich potężnym wyzwaniem.

Laureaci Kolosów za rok 2017 (fot. Maurycy i Marzena Śmierzchalscy)

***

Jako członkini Rady Dziennikarzy, przyznającej wyróżnienie dla najlepszej prelekcji, czuję się zobligowana do tego, by obejrzeć wszystkie prezentacje. Już pobieżna analiza programu wskazuje, że to dla jednej osoby niewykonalne. Dobrze, że jest nas ośmioro (poza mną są to Kasia Rojek z „Poznaj świat”, Asia Szyndler z „Podróży”, Paweł Drozd z „Trójki”, Paweł Kunz z „Fly4Free”, Krystian Walczak z „Red Bull Adventure”, Marek Zwierz z „Żagli” oraz Tomek Cylka z „N.P.M.” w funkcji przewodniczącego).

Każdy festiwal ma swoje stałe punkty: nerwowość ostatnich przygotowań, pompa i entuzjazm towarzyszące uroczystemu otwarciu, mnogość propozycji, tajemnice kuluarów, wreszcie – zakończenie w atmosferze radości, ale i pewnego niedosytu, bo nie sposób zobaczyć wszystkiego. „Kolosy” mają coś jeszcze: prestiżowe wyróżnienie, które chciałby otrzymać bodaj każdy miłośnik przygód i podróży. Ale o nagrodach później. Teraz znamy tylko jeden werdykt: SuperKolosa otrzyma himalaistka Anna Czerwińska.

Anna Czerwińska i Leszek Cichy (fot. Maurycy i Marzena Śmierzchalscy)

Imprezę otwiera przedstawicielka agencji MART oraz wiceprezydent Gdyni, pani Katarzyna Gruszecka – Spychała, która przytacza znaczące w kontekście obecnych zawirowań politycznych słowa Marka Twaina: „Podróże są najlepszym antidotum na zaściankowość i fanatyzm”.

Rychło okazuje się, że Kolosy, mimo generalnie świetnej organizacji, cierpią na niedostatek w postaci obecnej na scenie osoby prowadzącej. Głos z offu (dziś funkcję prowadzącego pełni Dariusz Podbereski) nie jest w stanie zastąpić elektryzującego efektu, jaki daje kontakt oko w oko z widzami.

Dzień pierwszy

Do wygłoszenia prezentacji na dużej sali Gdyńskiej Areny zapraszani są wszyscy, których wyprawy nominowano do jednej z kategorii: wyczyn roku, eksploracja jaskiń, alpinizm, żeglarstwo, podróże.  Dzień pierwszy poświęcony jest głównie wędrowcom i rowerzystom. Monika Picz, Grzegorz Dzik i Dariusz Bukowski opowiadają o docieraniu na krańce cywilizowanego świata, Grzegorz Gehrke i Krzysztof Story koncentrują się na terenach znacznie nam w sensie geograficznym bliższych – okazuje się jednak, że nawet za przysłowiową miedzą jest jeszcze sporo do odkrycia. Prelekcja Krzysztofa Storego szczególnie wyróżnia się na tle innych – nie tylko oparta jest na znakomitym pomyśle i okraszona świetnymi zdjęciami, ale także pomysłowo i logicznie poprowadzona. Póki co nie mogę afiszować się z tym, że mam swojego faworyta, by nie sugerować niczego kolegom.

Monika Picz opowiada o przemierzaniu Colorado Trail – od Denver po Durango. Jakkolwiek sama prelekcja jest mało zajmująca, jednak jej ważnym aspektem jest zwrócenie uwagi na etyczny aspekt wędrowania, kodeks leave no trace, który po niewielkich modyfikacjach znajduje zastosowanie w każdym aspekcie ludzkiego kontaktu z przyrodą. Michał Szczęśniak opowiada o trwającej niemal trzy lata podróży przez Amerykę Południową. Choć jego przesłanie jest mocno okraszone duchowością spod znaku po hipisowsku pojmowanego Aleistera Crowley’a, to jednak Michał ujmuje nas pozytywną energią i nonszalanckim stosunkiem do kwestii formalnych.

Po przerwie swoje dokonania prezentują: szczery i dokładny Łukasz Supergan, wesołe trio kajakarzy w składzie Maciej Tarasin, Dominik Szczepański i Michał Dzikowski, wioślarz Romuald Koperski, trekkerka Kamila Kielar oraz dziarski pilot maleńkiej cessny, Tomasz Wojtowicz. Dominika znamy jako autora niezłej biografii Aleksandra Doby oraz współautora, z Piotrem Tomzą, relacji spod Nanga Parbat. Odkrywam jednak, że swoboda w pisaniu niekoniecznie idzie w parze z lekkością narracji, zwłaszcza improwizowanej.

Zwieńczeniem wieczoru jest wyprawa, a właściwie pobyt Magdaleny Konik wśród autochtonów Tuszetii. Autorka nie tylko z szacunkiem i wrażliwością wniknęła w tradycyjną kulturę Tuszów, ale też dokłada starań, by utrwalić ją dla ich samych. Zatem podróż trwa nadal, już nie tyle w wymiarze dosłownym, co w warstwie pamięci, zyskując tym samym głębszy sens.

Dzień drugi

Dzień drugi. Jest żeglarstwo i alpinizm. Dzisiejsze spotkania prowadzą Sylwia Bukowicka oraz Radek „Chopin” Siuda, od lat zaangażowany w przygotowania i przebieg Kolosów.

Zaraz po Zbigniewie Czarnieckim, relacjonującym swą samotną wyprawę przez Atlantyk, za mikrofonem siada Przemysław Domański, który radiowym głosem, z potężną dawką humoru i suspensu opowiada o wyprawie jachtem Naschachata II z Europy na Antarktydę. Wyprawa Drake 2016/2017 robi na mnie ogromne wrażenie, tymczasem prelekcja Zbyszka Czarnieckiego mocno rozczarowuje ze względu na fatalną jakość zaprezentowanego materiału filmowego.

Zbyszek Pawlak przybliża rzeczywistość Afganistanu. Choć można posądzić go o pewną naiwność czy populizm, to jednak wydaje się, że unaocznienie konfliktu zbrojnego i jego skutków dla miejscowej ludności za pomocą precyzyjnie dobranych historii i obrazów ma głęboki sens.  Zaraz po nim Michał Kiełbasiński zabiera nas na Jukon i Alaskę szlakiem psich zaprzęgów, który przemierza pieszo, by w symboliczny sposób podziękować zwierzętom, które przez lata brały udział w tysiąckilometrowym wyścigu Yukon Trial, za ich oddanie. Po nim swą wyprawę prezentuje rodzina entuzjastów wędkarstwa i podróży pontonem: Katarzyna, Krzysztof, Joanna i Natalia Machulscy, a następnie laureat „Kolosa” w kategorii podróże z 2015 roku, Piotr Strzeżysz, który ujmuje nas swoją prostodusznością i dziecięco niewinnym spojrzeniem na świat. Jeszcze większe wrażenie robią Michał Woroch i Maciek Kamiński, podróżnicy na wózkach inwalidzkich, którzy przekonują publiczność, że prawdziwe ograniczenia tworzymy sobie sami za pomocą uprzedzeń, lęków i sztywnego trzymania się wydumanych nakazów.

Aleksander Doba, pełen niespożytej energii, z wdziękiem zaskarbia sobie publiczność, a po spotkaniu długo rozdaje autografy. Janusz Adamski z kolei opowiada o swym trawersie Mount Everestu, w jednej jedynej aluzji odnosząc się do zamieszania, jakie wywołał swym kontrowersyjnym projektem (brak pozwolenia – przyp. red.). Niestety, nie widzę w nim cienia skromności ani refleksji, zupełnie jakby nie zdawał sobie sprawy, że jego skądinąd imponujący “wybryk” niósł za sobą konsekwencje.

Aleksander Doba (fot. (fot. Maurycy i Marzena Śmierzchalscy)

Sławek Ejsymonta relacjonuje jachtowo-alpinistyczną wyprawę w poszukiwaniu dziewiczych ścian Grenlandii (“Ekstremalnie i wysoko – Grenlandia 2017” – przyp. red.). Karolina Ośka i Michał Czech w pełnej bezpretensjonalnego uroku prelekcji zaznajamia nas ze swymi osiągnięciami na El Capitanie w dolinie Yosemite. Po nich wystąpił Ryszard Pawłowski, laureat zeszłorocznych „Kolosów” w kategorii „Wiecznie młody”. W nieco  irytujący sposób przedstawia swoje wejście na Manaslu (8163 m) – trochę tak, jakby opowiadał o niedzielnej wycieczce. Nie chodzi bynajmniej o epatowanie grozą, lecz o to, by nie sprawiać wrażenia, że ośmiotysięczniki są dla każdego. Bo nie są. Są dla tych, którzy na nie zasłużyli ciężką pracą, treningiem, zaangażowaniem, roztropnością w działaniu.

Sobota to także prezentacja świata jaskiń. Krzysztof Starnawski, dwukrotny laureat Kolosa, ukazuje widzom najbardziej niedostępne obszary ziemi – świat zalanych jaskiń. Przebywając w Meksyku, Krzysiek mógł być w Gdyni obecny jedynie duchem, słowem i obrazem; tak też czyni, intrygując liczną – mimo późnej pory –publiczność.

Fotoplastykon

Równolegle w piątek i sobotę odbywają się spotkania w Sali Seminaryjnej w ramach Fotoplastykonu. Pod tą dość enigmatyczną nazwą kryją się dziesiątki fascynujących prelekcji i rozmów. Udaje mi się wcisnąć na spotkanie autorskie z Piotrem Pustelnikiem, podczas którego z zadowoleniem odkrywam, że ani książka, ani poprzednie spotkania nie wyczerpały jeszcze krynicy, z której Piotrek czerpie swe pełne humoru, ciekawostek, a niekiedy głębokich refleksji dykteryjki.

Określenie „wcisnąć się” wiele mówi o zainteresowaniu, jakim cieszą się te z założenia kameralne spotkania – Sala Seminaryjna zwykle pęka w szwach. Specjalnie na tę okazję zorganizowany autobus kursuje pomiędzy Areną Gdynia a Centrum Konferencyjnym Pomorskiego Parku Naukowo – Technologicznego, więc można, przy odrobinie determinacji, wziąć udział także w spotkaniach w ramach Fotoplastykonu. A tam podróże przez Indonezję, Tajlandię, Chiny, Izrael, Arabię Saudyjską, Palestynę, Kolumbię, Appalachy, Himalaje, Stany Zjednoczone, Ugandę, Kongo, Australię, Oman, Nową Zelandię, Szwecję, Włochy, Peru, a nawet … wschodnią Polskę i Tatry.

Moją uwagę przykuwa szczególnie postać Huberta Jarzębowskiego, którego do tej pory kojarzyłam głównie jako przewodnika tatrzańskiego i autora wyjątkowej powieści „Carolus Victor” oraz jako elokwentnego eseistę. Tym razem wraz z Katarzyną Wiercioch Hubert opowiada o wyprawie w egzotyczne Góry Księżycowe. Ostatecznie okazuje się, że publiczność za najlepszą prezentację w tym bloku uznaje opowieść Eweliny i Pawła Chwastów o spontanicznej włóczędze po świecie w poszukiwaniu wrażeń i przygody.

Dzień trzeci – nagrody, nagrody…

W kuluarach trwają gorączkowe narady Kapituły Kolosów w składzie: Krystyna Chojnowska-Liskiewicz, Leszek Cichy, Andrzej Ciszewski, Piotr Chmieliński i Janusz Janowski. W skład rady wchodzi także Krzysztof Wielicki, naturalnie w tym roku nieobecny. Nad wyborem najlepszej prelekcji debatuje też Rada Dziennikarzy. Nasze spotkanie nie trwa długo, gdyż jesteśmy zgodni co do werdyktu. Naszą nagrodę przyznajemy Krzysztofowi Storemu „za usunięcie siebie samego w cień, by na pierwszym planie pokazać piękno polskich krajobrazów i różnorodność zamieszkujących nasz kraj ludzi; za przypomnienie nam, iż bogactwo doświadczeń można znaleźć nie tylko po drugiej stronie globu, ale i po drugiej stronie ulicy; za dziennikarską dociekliwość przy ogromnym szacunku do wszystkich rozmówców”, słowem: za reportaż „Polska pod jednym adresem”.

Postanawiamy także wyróżnić „Pasterskie życie w Tuszetii” Magdaleny Konik „za podmiotowe podejście do odmiennej kultury i tworzących ją ludzi, za nienachalną obserwację, za pragnienie utrwalenia piękna tradycji Tuszów na użytek ich samych”. Nasza opinia rozminęła się nieco z opinią publiczności, która za najlepszą prezentację uznała fotograficzno – filmową opowieść Piotra Strzeżysza o sensie samotnej podróży. Przyznać trzeba, że nieco przydługa część „baśniowa” relacji nieco zbiła nas z tropu.

Spośród ośmiu zdjęć, nominowanych do nagrody FotoGlob, Grand Prix przyznano Dominice Mizerskiej za zdjęcie „wyjście z cienia”. Publiczność miała jednak innego faworyta, Artura Filipczaka, autora zdjęcia „niebiańskie poletko”.

Przed oficjalnym ogłoszeniem tegorocznego werdyktu jest jeszcze chwila na wspomnienia przebiegu 20 lat Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów, od nieśmiałych początków po obecny rozmach oraz krótkie spotkanie z Anią Czerwińską. Ania, która samą siebie określa skromnie wysokogórską turystką, wydawała się nieco oszołomiona zamieszaniem wokół własnej osoby.

Statuetki Kolosów (fot. Maurycy i Marzena Śmierzchalscy)

Podsumowując pokazy, snuję rozważania na temat dobrych i kiepskich prezentacji. Generalnie prelekcje są dobre lub bardzo dobre, zdarzają się jednak mniejsze lub większe wpadki. Podstawowymi błędami, które popełniają prelegenci, są: słabe radzenie sobie z tremą (gwoli sprawiedliwości: nietrudno o nią wobec tak licznej publiki), nadmiernie eksponowanie siebie samego (czyli tzw. „sweetfocie” i niczego nie wnoszące ujęcia z kija „do selfie”), brak dystansu wobec zdjęć, które mogą mieć ogromną wartość emocjonalną dla uczestników przy jednoczesnej nikłej wartości poznawczej dla obserwatorów (słynne „my na tle zabytku, niech to będzie Sagrada Familia”), „relacja wędkarska”, brak głębszej refleksji nad sensem wyprawy – co sprawia wrażenie, że mówiący zwyczajnie popisuje się swoją dezynwolturą; dalej: obojętność, utylitarny stosunek albo wielkopański dystans wobec tubylców („nie poprosimy nikogo o pomoc”; „bardziej niż przyroda interesuje nas rama własnego roweru”), chaos relacji i niedopowiedzenia. Nie trzeba chyba wspominać o rozsądnej, krytycznej analizie zebranego podczas wyprawy materiału filmowego i zdjęciowego, by uniknąć przegadania i nie wywrzeć wrażenia, że bohater jest niejako przymuszany do wypowiadania się w danym momencie, mimo iż nic konstruktywnego nie przychodzi mu do głowy.

Z wielkim żalem i w obliczu nieustępliwej konieczności opuszczam budynek gdyńskiej Areny jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu Kapituły Kolosów. Wieczorem dowiaduję się, że Kolosa za Wyczyn Roku otrzymuje – co nie zaskakuje chyba nikogo – Aleksander Doba za trzecią i wedle jego deklaracji ostatnią samotną kajakową wyprawę przez Atlantyk.

Wszyscy laureaci Kolosów i wyróżnień za rok 2017 TUTAJ.

***

Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów są imprezą pod wieloma względami niezwykłą. Konsekwentnie organizowane w Gdyni, zawsze w marcu (w ciągu 20 lat tylko raz odstąpiono od tej reguły), zawsze z darmowym wstępem na wszystkie pokazy, cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem publiczności i na stałe wpisują się w kalendarz ważnych wydarzeń całego Trójmiasta.

Janusz Janowski, pomysłodawca i główny organizator Kolosów, konsekwentnie podkreśla niezależność i unikatowość festiwalu, podczas którego można spotkać się z podróżnikami i eksploratorami, o których głośno w mediach, ale też poznać osoby i wydarzenia, o jakich do tej pory nie mieliśmy pojęcia. Potężne to przedsięwzięcie nie szuka poklasku ani taniej reklamy, nie nastawia się na zysk, lecz spokojnie podąża raz wyznaczonym szlakiem. Co więcej, w programie łączy się i zestawia w jednym rzędzie tak odmienne dziedziny aktywności, jak choćby żeglarstwo i alpinizm (choć okazuje się, że Mariusz Zaruski miał rację: mają one ze sobą wiele wspólnego). Jest to wreszcie jedyny bodaj festiwal podróżniczy, na którym tak niszowe rodzaje aktywności, jak eksploracja zalanych jaskiń czy ekstremalne trekkingi znajdują uznanie szerokiej publiczności.

Wprawdzie  nakładanie się czasowe propozycji nie pozwala w pełni doświadczyć obfitości programu, a monumentalne rozmiary dużej sali Gdyńskiej Areny onieśmielają nawet bardziej wprawionych mówców, lecz mało komercyjny charakter całej imprezy przyciąga prawdziwych miłośników przygody, nie zaś poszukiwaczy nowych rynków zbytu. Mimo monumentalnych rozmiarów impreza charakteryzuje się wysokim poziomem merytorycznym, dbałością o logistykę, dopracowaniem kwestii technicznych, jak nagłośnienie czy światło, a także punktualnością. Krótko mówiąc, warto przyjechać do Gdyni i wyjątkowy weekend na początku marca spędzić w atmosferze wspaniałej przygody.

Ilona “Księżniczka” Łęcka

Tagi:



  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum