14 marca 2018 13:54

Marc-André Leclerc i George “Ryan” Johnson zginęli na Mendenhall Towers

Od zeszłej środy (7 marca) nieznane były losy dwóch wspinaczy Marca-André LeclercaGeorge’a “Ryan” Johnsona, którzy zaginęli podczas wspinaczki w masywie Mendenhall Towers. Trudne warunki pogodowe co chwilę stawały na przeszkodzie w akcji poszukiwawczej, prowadzonej przez Juneau Mountain Resarch. Niestety, dzisiaj Serge Leclerc zakomunikował światu smutną wiadomość o śmierci swojego syna Marca-André oraz George’a…

Marc-André na szczycie Torre Egger po 1. zimowym, solowym wejściu (fot. arch. Marc-André Leclerc)

George “Ryan” Johnson (fot. profil FB Philippe Poulet)

W tym momencie nie znamy szczegółów tragedii, wiemy jedynie (za gofundme.com), że Juneau Mountain Rescue potwierdził zaginięcie wspinaczy po tym, jak dokonali pierwszego przejścia północnej ściany głównej turni masywu Mendenhall Tower.

[Aktualizacja, 15.03.2018] Decyzję o zaprzestaniu poszukiwań podjęto po tym, gdy zespół ratowników odnalazł nienaruszone stanowisko zjazdowe na szczycie czwartej Mendenhall Tower oraz zauważył dwie liny u podstawy ściany (200 metrów niżej), wpadające do “szczeliny brzeżnej”. Wypadek nastąpił najprawdopodobniej podczas zjazdów.

To wielka strata nie tylko dla społeczności kanadyjskiej i środowiska w Squamish. Cały wspinaczkowy świat stracił jednego z najlepszych alpinistów – niezwykle skromnego, zawsze uśmiechniętego i roztaczającego pozytywną aurę człowieka.

Mieliśmy okazję poznać Marca-André 2 lata temu podczas Krakowskiego Festiwalu Górskiego. Urzekł nas nie tylko swoją osobowością, ale też wielkim zaangażowaniem w pasję wspinania. Był jej oddany bezkompromisowo, o czym świadczyły jego wybitne przejścia. Marc-André, mimo swojego młodego wieku, na swoim koncie zgromadził wiele świetnych przejść. Był na początku swojej wspinaczkowej drogi. Drogi, która zakończyła się tak niespodziewanie w górach Alaski…

Ryan był również doświadczonym alpinistą. Dokonał choćby pierwszego przejścia północnej ściany Zachodniej Wieży Mendenhall Towers drogą Great White Conqueror V AI4 M5 A1 (w zespole z Sam Margo) oraz wielu innych pierwszych przejeść w górach Alaski. W tym roku Ryan otrzymał grant The American Alpine Club “Cutting Edge Grant” w wysokości 3000 $ na wspinaczkę, której celem była południowa ściana Mt. Hayes (4215 m) na Alasce.

Masyw Mendenhall Towers, Alaska (fot. profil FB Philippe Poulet)

Redakcja składa najszczersze kondolencje rodzinie i przyjaciołom wspinaczy

***

Tak sylwetkę Marca-André Leclerca nakreślił Jakub Radziejowski:

O młodym Kanadyjczyku świat usłyszał niedawno, tak naprawdę dopiero w roku 2015, a to dzięki nieprawdopodobnym, nie tylko jak na patagońskiego debiutanta, przejściom w masywie Torres.

Nie ma się co dziwić, bowiem wszystkie jego najciekawsze wspinaczki odbyły się właśnie w Patagonii oraz rodzinnej Kanadzie. A jak wiemy: o wspinaniu w Kanadzie pojęcie mamy niewielkie, chyba że przejście tam robi gwiazda światowego formatu albo wspinacz z Polski. No bo kto z nas słyszał np. o takim Slesse Mountain, najwyraźniej jednej z ukochanych, „przydomowych” gór Marca-André?

Marc-André podczas wspinaczki w Squamish (fot. arch. Marc-André Leclerc)

Marc-André podczas wspinaczki w Squamish (fot. arch. Marc-André Leclerc)

Leclerc ma dopiero 23 lata [wiek w 2016 roku], co w pewnym sensie usprawiedliwia jego jeszcze „skromne” CV. Mieszka w Squamish, gdzie od lat doskonali się zarówno w cyfrze jak i tradzie, i zarówno w jednym (5.14a), jak i drugim (5.13c) przypadku ma się czym pochwalić. Pierwsze ekstremalne alpiniady uprawiał, nim przekroczył dwudziestkę. Warto przy tym wspomnieć, że mimo wielu znakomitych przejść w zespołach (jak choćby prawie-klasyczne przejście Muir Wall na El Capitanie ze swoją dziewczyną Brette Harrington, rozliczne ekstremy w Squamish, Canadian Rockies, czy patagońskie nowości w zespole z Colinem Haley’em), jego znakiem firmowym stały się wspinaczki samotne – zarówno te bez asekuracji, jak i z jej delikatnym użyciem.

Marc-André na "Miur Wall" (fot. Austin Siadak)

Marc-André na “Miur Wall” (fot. Austin Siadak)

Jego pierwsze, choć bez większego jeszcze wtedy rozgłosu, przejście w tym stylu to jednodniowe połączenie North Buttress i North Rib (obie za 5.9) na wspomnianej Slesse Mountain, w kanadyjskim masywie North Cascades, w 2013 roku. Rok później Marc-André wraca na ten sam szczyt i w ciągu zaledwie 12 godzin przechodzi 3 inne drogi (East Pillar Direct 5.10+, Navigator Wall 5.10+, Northeast Buttress 5.9+). Zimą 2015 roku Leclerc jedzie na Sleese Mountain, tym razem by dokonać drugiego przejścia zimowego Northeast Buttress. Jest to jednocześnie pierwsze zimowo-klasyczne przejście i do tego… bez asekuracji.

Marc-André Leclerc podczas wspinaczki na Mount Tuzo (fot. Luka Lindic)

Marc-André Leclerc podczas wspinaczki na Mount Tuzo (fot. Luka Lindic)

W międzyczasie staje się rekordzistą (58 minut) „biegu” przez Wielką Ścianę (Grand Wall, 5.11a A0) na Stawamus Chief w Squamish (2013). Oczywiście przejścia dokonuje samotnie. Warto wspomnieć, że miesiąc wcześniej w trakcie jednego dnia przechodzi – w większości free solo (z użyciem daisy chains na łącznie 3 wyciągach) – trzy duże drogi w Squamish: wspomniane Grand Wall (5.11a A0), The Flake (5.10) i Upper Black Dyke (5.10c).

Wiosną 2014 roku w masywie Waddington Leclerc w ciągu 18-godzinnej „wycieczki” jako pierwszy samotnie wchodzi na Serra V oraz otwiera nową drogę na szczycie Asperity (Calm Like a Bomb). Chwilę wcześniej robi tam nową drogę ze swoją dziewczyną, ale o drobiazgach nie ma co przecież wspominać.

Marc-André Leclerc na kluczowym wyciągu "Tomahawk" (fot. arch. Marc-André Leclerc)

Marc-André Leclerc na kluczowym wyciągu “Tomahawk” (fot. arch. Marc-André Leclerc)

No i wreszcie czas na rejon, który dla Marca-Andre stał się obecnie drugim domem – argentyńską Patagonię. Sezon 2014/15 przynosi dwa wielkie przejścia zespołowe (z Colinem Haley’em, nowy wariant na północnej ścianie – Directa de la Mentira oraz trawers masywu Torres w drugą stronę – od Cerro Torre do Aguja Standhardt), a także dwie wielkie solówki, czyli połączenie Tomahawka z Exocetem na Aguja Standhardt i Śrubokrętu (Corkscrew) na Cerro Torre, czyli dół południowo-wschodniej grani (niegdyś tzw. drogi przez Kompresor) z górą ściany zachodniej.

Drugi dzień wspinaczki "Titanikiem" na Torre Egger - poranek na śnieżnej gani tuż powyżej biwaku (fot. Austin Siadak)

Drugi dzień wspinaczki “Titanikiem” na Torre Egger – poranek na śnieżnej gani tuż powyżej biwaku (fot. Austin Siadak)

W trakcie patagońskiej zimy (wrzesień 2016) Kanadyjczyk dokonuje drugiego wejścia na być może najtrudniejszą z patagońskich turni – Torre Egger, częściowo nowym terenem. Jest to oczywiście pierwsze samotne wejście zimowe na tę turnię. Jakby tego było mało, ostatnio przyszła kolejna sensacyjna wiadomość. Leclerc, tym razem w towarzystwie Austina Siadaka, ponownie wszedł na Torre Egger. Klasycznie, jako pierwszy w historii – patrz: pierwsze klasyczne przejście drogi Titanic.

Marc-André na szczycie Torre Egger po 1. zimowym, solowym wejściu (fot. arch. Marc-André Leclerc)

Marc-André na szczycie Torre Egger po 1. zimowym, solowym wejściu (fot. arch. Marc-André Leclerc)

W kwietniu tego roku Leclerc, znów jako pierwszy samotnie, przeszedł legendarną Emperor Face na Mt. Robson (Canadian Rockies), poprzedzając to solówką na Mt. Andromeda.

Jakub Radziejowski




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek

    detale [1]
    " A dispatch from Troopers on Wednesday morning stated that…

    14-03-2018
    jerrygwizdek