7 marca 2018 14:36

Cienista kraina snów – Beata Słama o filmie “Dreamland” Staszka Berbeki

6 marca, w piątą rocznicę tragedii na Broad Peaku, w Teatrze Witkacego w Zakopanem, w ramach Festiwalu Inspirowane Górami, odbyła się premiera filmu Dreamland Staszka Berbeki, opowiadającego o jego ojcu Maćku.

"Dreamland" - plakat

Gdy dowiedziałam się, że syn kręci film o ojcu, pomyślałam, że to może niedobrze. Bo potrzebny jest dystans, nie emocje. Potem doszłam do wniosku, że może właśnie emocjonalny przekaz jest najlepszy, bo najszczerszy, pozbawiony kalkulacji. I przez to najbardziej wiarygodny. A poza tym niewykluczone, że Staszek nakręci dobry film. Dość już obejrzeliśmy miernych filmów zrealizowanych przez zakopiańczyków lub o zakopiańczykach: utopieni w egzaltowanym sosie Ojcowie i synowie, zmarnowana szansa na dobry film o lekarzach w górach…

Niby wszyscy znamy reguły, jednak śmierć w górach zawsze jest nagła, nieoczekiwana i wstrząsająca. Zostaje pamięć, zdjęcia, filmy i skrzynie ze sprzętem. Różnie można sobie z tym radzić. Próbować zapomnieć i iść do przodu. Popaść w łzawą hagiografię i z żałoby zrobić sposób na życie. Można też starać się ocalić pamięć o tym, który odszedł, poznać go na nowo, ułożyć sobie z nim stosunki, może wybaczyć, może zrozumieć.

Taką właśnie ścieżkę wybrał Staszek Berbeka ‒ wyruszył na wędrówkę śladami ojca, z jego historii i obecności czyniąc niezbędny kontekst dla tego, co tu i teraz.

Maciej Berbeka, zdobywca Mount Everestu, 1993 (fot. z archiwum Macieja Berbeki)

Dreamland to w jakimś sensie typowy film biograficzny: jest życie Maćka Berbeki od samego początku, pierwsze góry, pierwsze wspinaczki, albumy ze zdjęciami, filmy, wspominający go przyjaciele, mama i żona. Relacje z wypraw, archiwalia… Wszystko to jednak ułożone jest niekoniecznie linearnie, zatacza kręgi. Co chwila wracamy do teraz. Bo oprócz tego, że jest to film o znanym himalaiście, którego już nie ma, jest to film o życiu toczącym się się bez względu na wszystko. I o wielu ważnych sprawach. Bo ogromnym atutem Dreamlandu jest jego uniwersalność.

To film o kobiecie, która w wieku 27 lat straciła w górach męża i została sama z dwoma synami. Oni też zaczęli się wspinać. A jeden zginął w górach. A ona ma nadzieję, że wnukowie w góry nie będą chodzić.

To film o paradoksie: Ewa Berbeka wiedziała, że mąż na każdej wyprawie narażał życie, mógł nie wrócić, a jednak zapytana, czego teraz brakuje jej najbardziej, odpowiada, że poczucia bezpieczeństwa, jakie jej dawał.

Wreszcie to film o rodzinie, budowaniu domu, więziach, byciu razem, akceptacji.

Oczywiście przede wszystkim to film o Macieju Berbece. I tu natrafiamy na paradoks. Maciek żył w dwóch światach: górskim, wyprawowym, i codziennym, rodzinno-zakopiańskim. I te światy niekoniecznie się przenikały. Nie lubił mówić o swoich górskich doświadczeniach, nie miał zwyczaju opowiadać o tym, co przeżył w górach, nie analizował, a pewne kwestie zbywał zręcznymi bon motami.

Kiedy opowiada o sobie przed kamerą, czasem jest to trochę wystudiowane, skrępowane, mało spontaniczne, tym więc cenniejsze są chwile szczerości. Na przykład gdy mówi, wspominając swoje dramatyczne zejście z „pierwszego” Broad Peaku, że nikt przecież nie chce opowiadać o tym, jak powoli umiera się w górach. Czy gdy wyznaje, że wreszcie jest gotowy pójść na górę, na której zginął jego ojciec.

Nie dało się uniknąć tematu Broad Peaku, jednak Staszek Berbeka okazał się twórcą na tyle świadomym, że nie uległ pokusie roztrząsania, analizowania i oskarżania. Bo nie jest to film o śmierci, a o życiu. To, jak Staszek widzi całą tę historię, i jak mógłby zobaczyć ją Maciek, zaznaczone jest jednym pociągnięciem pędzla: Berbeka, siedząc na peronie zakopiańskiego dworca, mówi Edwardowi Miszczakowi (w programie zrealizowanym parę lat temu dla TVN), że nawet jeśli w górach nie jesteśmy w stanie uratować komuś życia, ważna jest obecność i wsparcie. To ustawia całą sprawę Broad Peaku  ‒ wnioski musimy wyciągnąć sami. A, jak wiadomo, w tej kwestii tyle było opinii, ilu dyskutujących.

Staszek Berbeka nie uległ zresztą wielu pokusom, bo o sile Dreamlandu decyduje również to, czego w nim nie ma.

A nie ma z pewnością egzaltacji i czułostkowości. To film wyważony, przemyślany i prawdziwy. Reżyser nie wywiera na nas emocjonalnej presji, po prostu rejestruje i pokazuje. A dysponuje przecież materiałem o ogromnym ładunku emocjonalnym, jak na przykład nagrania rozmów prowadzonych podczas akcji na „pierwszym” Broad Peaku, gdy Maciek ledwie uszedł z życiem. Czy zdjęcia kręcone w górach, zarówno z wypraw, jak i z wędrówki Ewy i chłopaków „do Maćka”, pod górę, na której został. (Na mgnienie przypomniał mi się film Elizy Kubarskiej K2. Dotknąć nieba. Bardzo podobne założenie: dzieci „pielgrzymują” do miejsca śmierci swoich rodziców. U Kubarskiej mamy nadużycia i fałsz, u Berbeki naszkicowaną kilkoma kreskami sytuację o ogromnym ładunku emocjonalnym).  

Nie ma w Dreamlandzie pytań o sens wspinania i o jego koszty, nie ma taniej publicystyki.

Nie ma też epatowania formą. Bo właśnie brak dyscypliny w tej kwestii jest chyba najbardziej zgubny dla twórców filmów górskich. Nie zobaczymy w Dreamlandzie tak zgranej fotografii poklatkowej, zdjęć slow motion, nie usłyszymy ckliwej czy patetycznej muzyki. Mamy chropawe zdjęcia, kamerę z ręki, detale, nieoczywiste kadry, zabawę z ostrością i muzykę Kiniorskiego i Jerzego Chruścińskiego (Teatr Witkacego), dawkowaną zresztą bardzo ostrożnie, a kulminującą w finałowym Dreamlandzie Joni Mitchell –  piosence, która tak bardzo podobała się Maćkowi, gdy był na pierwszym Braod Peaku: We’re going to lay down some place shady/With dreamland coming on…

Ludzie wspinali się i będą wspinać. Niektórzy zostaną w górach na zawsze, a nam zostaną filmy i wspomnienia. Na łące, po której biegali Maciek i jego brat, jego synowie puszczali latawce, teraz w trawie turlają się ich dzieci. Mały Tadzik zakłada czerwony kask dziadka, a Staszek wspina się z jego sprzętem. I marzy, by kiedyś przemierzyć ostatnią drogę ojca.

Jest śmierć i jest życie, „bo przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat”.

Beata Słama

Twórcy zapowiadają kolejne pokazy filmu w Warszawie i Zakopanem.

Sylwetkę Macieja Berbeki przybliżył Janusz Kurczab w tekście Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski in memoriam.




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum