8 stycznia 2018 13:36

Himalaiści dotarli do Concordii. O organizacyjnych aspektach karawany rozmawiamy z pakistańskim agentem wyprawy

Polscy himalaiści dotarli dzisiaj do Concordii – popularne obozowisko w sercu Karakorum i cel wielu trekkingów niewspinaczkowych. Stąd wyruszą dalej, lodowcem Godwin-Austen w kierunku bazy pod K2. Asghar Ali Porik, kierownik pakistańskiej agencji Jasmine Tours, która wspiera Zimową Wyprawę na K2, opowiedział nam o technicznych i organizacyjnych aspektach karawany oraz przygotowania do założenia bazy.

Tragarze na Concordii (fot. Agna Bielecka, PHZ)

Jak podaje odczyt z trackera Adama Bieleckiego, ekipa osiągnęła Concordię (4600 m). Jest to miejsce, w którym z lodowcem Baltoro łączy się lodowiec Godwin-Austen. Fragment stosunkowo płaskiego terenu stanowi optymalne miejsce dla obozowiska, które w miesiącach letnich jest celem wielu trekkingów. W pobliżu Concordii znajdują się cztery szczyty ośmiotysięczne: Gasherbrum I i II, Broad Peak i oczywiście K2. Czas potrzebny na dotarcie z Concordii do bazy pod K2 latem wynosi ok. 6 godz. Zimą może różnić się w zależności od panujących warunków. Ten ostatni etap karawany prowadzi w kierunku północy, lodowcem Godwin-Austen.

Przebieg trasy karawany pod K2 (fot. traveler.sharemap.org)

Jak wiadomo, oprócz umiejętności i doskonałego przygotowania fizycznego himalaistów, sukces dużej, zimowej wyprawy w Himalaje zależy również od odpowiedniego zaplanowania i organizacji spraw bardziej przyziemnych, niezwiązanych z pokonywaniem technicznych trudności i trudami samej wspinaczki. Za tę część działań odpowiedzialna jest pakistańska agencja Jasmine Tours. O organizację karawany i bazy udało nam się zapytać Asghara, kierownika agencji, który w Askole pożegnał naszych himalaistów i w sobotę wrócił do Skardu.

***

Co wchodzi w skład Twoich obowiązków jako agenta Zimowej Wyprawy na K2?

Jasmine Tours opiekuje się członkami wyprawy od jej przybycia do Pakistanu, aż do momentu powrotu do Polski. Zadbaliśmy o odbiór i transfer ładunków, które dotarły do Pakistanu przed przybyciem wyprawy i zadbamy o to, aby po zakończeniu ekspedycji powróciły one z powrotem do Islambadu i dalej, do Polski. Pośredniczymy też w sprawach formalnych, takich jak pozyskiwanie pozwoleń. Jednak przede wszystkim dla zimowej wyprawy najważniejsza jest nasza pomoc w zorganizowaniu karawany oraz bazy.

Czyli oprócz transportu żywności i sprzętu jesteś również odpowiedzialny za zbudowanie bazy pod K2?

Tak. To również wchodzi w zakres naszych obowiązków. Zazwyczaj większość ładunków dla zimowych wypraw staramy się dostarczyć do bazy dużo wcześniej, aby uniknąć problemów związanych z przeprowadzeniem karawany w warunkach zimowych. Tym razem, niestety, nie było takiej możliwości. Pomimo tego na razie wszystko przebiega zgodnie z planem. Bardzo się z tego cieszę.

Ilu porterów liczy karawana?

Zimą bardzo trudno o dobrych tragarzy, a dla tego typu wyprawy potrzeba ich naprawdę wielu. Na tym pierwszym etapie polskiej wyprawy udało mi się zapewnić około 100 osób do pomocy.

Karawana na lodowcu Baltoro podczas polskiej, zimowej wyprawy na Gasherbrum I (fot. Agnieszka Bielecka)

Większość z nich po dotarciu do bazy i krótkim odpoczynku wróci na dół. Kto z Twojej agencji będzie towarzyszył naszym himalaistom podczas całej akcji?

Czterech tragarzy wysokościowych (tzw. High Altitude Porter, potocznie „HAPS”, „haps” – red.), którzy pomogą podczas rozbijania namiotów i transportu żywności do niektórych wyższych obozów oraz jeden kucharz i trzech pomocników, którzy spędzą cały czas w bazie.

Co jest największym wyzwaniem podczas organizacji takiej wyprawy z Twojego punktu widzenia? Czy zimą jest dużo trudniej?

Tylko 2 lub 3 agencje w Pakistanie zajmują się organizacją zimowych wypraw. Latem dużo więcej osób świadczy podobne usługi. Już samo to świadczy o tym, że tego typu przedsięwzięcie jest dużo bardziej skomplikowane. Największym wyzwaniem jest transport całego ładunku autami terenowymi do Askole i karawana do bazy. Jeśli spojrzysz na zdjęcia z zimowych karawan przez lodowiec, czasami wydaje się, że to jest niemożliwe. Tak olbrzymia grupa ludzi, ciężkie ładunki, sprzęt i niejednokrotnie bardzo trudne warunki. Jednak przy dobrej współpracy pomiędzy lokalną agencją, która zapewnia dobrą obsługę, a zagranicznymi alpinistami, którzy są wyrozumiali i wspierają porterów, wszystko jest możliwe. Zimą bardzo ważną rolę odgrywają mocni i zdeterminowani tragarze, którzy potrafią dotrzeć do bazy niemal w każdych warunkach.

Zimowa karawana w okolicach Concordii. W warunkach takich jak na zdjęciu tragarze nie dali by rady dotrzeć do bazy z ładunkiem. W tle charakterystyczny szczyt Mitre Peak – 6025 m (fot. Artur Hajzer – Polski Himalaizm Zimowy)

Czy do tej pory wszystko przebiega gładko, czy może natrafiliście już na jakieś trudności?

Główną trudność stanowi karawana zimowa. Nie dysponujemy wystarczającą ilością tragarzy. Powinno ich być 130, ale tylu chętnych w zimie po prostu nie da się znaleźć. Dlatego postanowiliśmy użyć mułów, które pójdą tak daleko, jak będzie to możliwe – do Paiju lub Urdukas. Tam pozostanie część ładunków, po które będą musieli wrócić porterzy. Część z nich zrobi więc dodatkową pętlę. Poza tym, na razie nie napotkaliśmy innych trudności.

Przed wylotem polskiej ekipy rozmawiałem z Januszem Gołąbem o Waszych wspólnych pomysłach na zwiększenie komfortu w bazie. Czy któreś z tych pomysłów uda się wprowadzić w życie?

Zawsze staramy się współpracować z alpinistami i na każdej wyprawie próbujemy nowych rozwiązań. Rozumiemy, jak ważny dla alpinistów, ich odpowiedniej regeneracji i odpoczynku, jest komfort w bazie. Tym razem będziemy używać po raz pierwszy nowych pieców grzewczych, które powinny być bardziej wydajne. Namiot messa zbudowana będzie z trzech warstw, aby poprawić izolację. Również grubsze niż zazwyczaj będą materace – będą miały ok 10 cm grubości.

Jak układa się Twoja współpraca z polską ekipą?

Już wcześnie pracowałem z polskimi wyprawami, szczególnie zimą. Inne agencje starają się konkurować, głównie ceną, ale myślę, że dzięki dobrej współpracy i dobrej jakości moich usług zdobyłem już zaufanie polskich himalaistów. Z wieloma z nich zdążyłem się zaprzyjaźnić. To bardzo ważne, gdy organizuje się ekspedycję w tak trudnych i niebezpiecznych warunkach. Od lat współpracuję z PZA i Ambasadą RP w Pakistanie. Gdy dochodzi do jakichś wypadków czy nieprzewidzianych komplikacji agencja Jasmine Tours zawsze jest gotowa, aby pomóc. Jak dotąd współpraca ze wszystkimi członkami wyprawy przebiega bez żadnych problemów.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.

Asghar Ali Porik jest właścicielem agencji Jasmine Tours.

Michał Gurgul
źródło: polskihimalaizmzimowy.com, PHZ 2016-2020 im. Artura Hajzera profil FB




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum