20 października 2017 14:49

“Każdemu trzeba dać ta szansę, ale sama góra zweryfikuje zawodników” – Janusz Gołąb i Andrzej Bargiel o planach, wyprawie zimowej i himalaizmie

12 października odbyło się zorganizowane przez markę Salomon i sklep górski 8a.pl spotkanie z kierownikiem sportowym zimowej wyprawy na K2, Januszem Gołąbem oraz narciarzem wysokogórskim, Andrzejem Bargielem. Oto skrót z tego ciekawego spotkania, prowadzonego przez Piotra Turkota (portal wspinanie.pl).

Spotkanie “Quo Vadis himalaizm” w Gliwicach (fot. Piotr Deska / 8a.pl)

W pierwszej części spotkania himalaiści przypomnieli nam przebieg wyprawy letniej i opowiedzieli, jak w naturalny sposób zawiązała się między nimi współpraca. Janusz z luzem mówił o doświadczeniach zebranych podczas letniej wyprawy oraz o tym, jak mogą one pomóc podczas zimowego wejścia.

Jak wiemy, K2 jest ostatnim niezdobytym zimą ośmiotysięcznikiem. Fajnie by było, gdyby to Polacy zdobyli ją pierwsi. Szczególnie, że do nas należy pierwszy zimowy ośmiotysięcznik – Mount Everest.

Do tej pory odbyły się już dwie polskie wyprawy zimowe na K2. Kierownikiem pierwszej z nich był Andrzej Zawada, drugiej – Krzysztof Wielicki. Pierwsza z nich na przełomie 1987/1988 prowadzona była Żebrem Abruzzi, druga na przełomie 2003/2004 działała od strony północnej. Janusz Gołąb:

Tą drogę [Żebrem Abruzzi] mamy rozpoznaną i wiemy, że chyba nie jest dobra do ataku zimowego (…). Jest bardzo długa, najeżona trudnościami technicznymi, dużo jest na niej pionowych odcinków i drabin (…). Naszym zadaniem w tym roku było rozpoznanie drogi Kukuczka-Piotrowski i drogi Basków [Cesena]. Fajnie połączyło się to z działalnością Jędrka (…). Wydaje mi się, że droga Basków jest optymalna – daje najlepsze szanse na zimę. Szybka, prosta linia.

K2 z Concordii. 1. Żebro Abruzzi – droga normalna, 2. droga Cesena (Basków), wariant do Żebra Abruzzi, 3. droga polska Kukuczka-Piotrowski (fot. Janusz Kurczab)

Na pytanie, czy obóz trzeci na 7000 m to przepaściste miejsce, Janusz Gołąb odpowiedział z humorem:

Nie powiedziałbym, że takie strasznie przepaściste, ale rzeczywiście gdyby człowiek się tam potknął to trzeba byłoby szybko hamować czekanem. Byliśmy tam w solidnej niepogodzie (…), wiatr nas dosięgał, a platformę wykopaliśmy w tak nieszczęśliwym miejscu, że zsuwały się na nas lawinki pyłowe (…). Jędrek wykazał olbrzymi hart ducha: wyszedł w tej niepogodzie i wykopał szybko tak dużą jamę śnieżną, że cały namiot do niej schowaliśmy. Być może namiot ten posłuży zimą.

Obóz 3 na K2 (fot. arch. Janusz Gołąb / Profil FB Surge Polonia)

O Andrzeju Janusz powiedział również:

Jędrek wychodził godzinę po mnie, bo to jest jeden z najszybszych na świecie ludzi w górach wysokich.

Janusz i Andrzej są zgodni co do przebiegu optymalnej trasy narciarskiego zjazdu z K2. Dół drogi Kukuczki dobrze rokuje, a dostać się do niego można przez trawers Messnera. Trawers z Drogi Basków jest jednak dość niebezpieczny i przebiega pod olbrzymią barierą seraków. Andrzej będzie w stanie pokonać go w kilka minut podczas zjazdu. Te kilka minut to wg niego dopuszczalne ryzyko. Nie do przyjęcia jednak jest ta droga podczas trwającego kilka godzin podejścia, w zagrożonym terenie. Dlatego podchodząc, Andrzej powinien skorzystać z tej samej drogi co zimowa ekspedycja – Drogi Basków. Andrzej Bargiel:

Założyłem, że chcę na ten szczyt wejść tylko po to, by mieć szansę z niego zjechać. Kluczem do tego jest widoczność.  (…) Podczas naszej wyprawy codziennie gromadziły się chmury konwekcyjne i padało. Teren powyżej obozu trzeciego, a nawet między obozem drugim a szczytem, był totalnie we mgle. Nie byłem w stanie wchodzić inną drogą, a zjeżdżać terenem, którego nie znałem, szczególnie, że podcinają go olbrzymie seraki.

Andrzej Bargiel na stokach K2 (fot. Marcin Kin / #K2 Ski Challange

Andrzej podkreślił też, że nie traktował równoległej wyprawy Davo Karničara jako konkurencji – „podczas tak trudnego przedsięwzięcia bardziej liczy się wzajemna pomoc i współpraca niż rywalizacja”.

W drugiej części spotkania Janusz opowiadał o wyprawie zimowej. Zapytany o warunki śniegowe, jakich himalaiści mogą się spodziewać, odpowiedział:

To jest zagadka. Dopóki nie dotkniemy tej góry to ciężko przewidzieć… (…) Możemy myśleć sobie tak: jest zima będzie dużo śniegu. Ale to są góry pustynne, a okres raczej suchy i bardzo wietrzny. Problematyczny jest wiatr i brak śniegu, który może wystąpić. Zimą, jeśli wiatry są dość silne, śnieg jest wywiewany do wiosek. Odsłania się twardy tzw. czarny lód i kamienie. Natomiast jest szansa na biały, firnowy, utwardzony śnieg. Wtedy byłoby idealnie, na takie warunki liczymy.

Andrzej otrzymał zaproszenie na zimową wyprawę na K2. Dlaczego nie podjął wyzwania?

Jest mi bardzo miło, że dostałem zaproszenie, jednak dla mnie po prostu bardzo ważne są narty.  Jadąc na zimową wyprawę musiałbym zrezygnować z zimy, okresu w którym najbardziej mogę się realizować narciarsko. (…), może do tego trzeba dorosnąć. Żeby brać udział w takich wyprawach naprawdę trzeba mieć twardą psychikę. Trzymam kciuki za chłopaków z całych sił.

Zimowa wyprawa otrzymała grant od Ministerstwa Sportu. Niestety jednak wydarzyło się to nieco za późno i nie było możliwości zorganizowania jesiennej wyprawy, która dostarczyłaby część sprzętu i prowiantu do bazy dla wyprawy zimowej. Janusz obawia się trudności związanych z transportem ładunków w zimie, przez lodowiec:

Wielkim ryzykiem jest nieść wszystko zimą, bo to zwiększa ilość ludzi na lodowcu. Trekking z ładunkiem, dzikim, przysypanym częściowo śniegiem lodowcem, jest bardzo niebezpieczny. Niewykluczone są załamania pogody. A jest to odległość taka, jak z Krakowa do Zakopanego, bez ścieżki, a przeprowadzić trzeba pół tysiąca ludzi.

Janusz Gołąb na K2 (fot. arch. Janusz Gołąb / Profil FB Surge Polonia)

Transport ładunków na zimowej wyprawie będzie się odbywał w sposób tradycyjny – karawaną, a nie jak w przypadku wyprawy pod kierownictwem Andrzeja Zawady – śmigłowcami. Jest to trudny i ważny element, bez którego walka o szczyt nie jest w ogóle możliwa.

Janusz jest pewny, że team zimowej wyprawy na K2 jest mocny:

Nasz zespół nie jest może bardzo duży, ale nie jest też mały (10, 11 bądź 12 osób) i jest bardzo zróżnicowany. To jest pozytywne (…) Będą i wspinacze techniczni, himalaiści, którzy mają na swoim koncie wejścia zimowe oraz ludzie, którzy mają duże doświadczenie wyprawowe.

Kolejnym tematem rozmowy był aktualny obraz i kierunki rozwoju himalaizmu. Janusz porównał dobór zespołu oraz podział obowiązków na wyprawie kiedyś i dzisiaj:

Wydaje mi się, że teraz jest trudniej. Wtedy (…) nie było takiej demokracji jak obecnie, wobec tego kierownik decydował o wszystkim. Z naszego zespołu tak naprawdę każdy ma szansę stanąć na wierzchołku. Każdemu trzeba dać ta szansę, natomiast mi się wydaje, że sama góra zweryfikuje zawodników. Moim zadaniem będzie obserwacja i wytypowanie tych ludzi, którzy naprawdę są w stanie działać w górnych partiach.

K2 w zimie to największe wyzwanie współczesnego himalaizmu. W jakim kierunku będzie się dalej rozwijać?

Janusz:

W lekkoatletyce są różne dyscypliny. Podobnie jest w alpinizmie. Znam wartość alpinizmu technicznego. On zimą nie dotarł jeszcze w Himalaje i długo jeszcze nie dotrze. Rzeczywiście trzeba przyznać, że himalaizm zimowy to wejścia na szczyty drogami pierwszych zdobywców, które są łatwe technicznie – jest to po prostu chodzenie. (…) Himalaizm zimowy ma duże odniesienie do historii, może troszeczkę mniejsze dla sportu.

Planowana linia trawersu Everest-Lhotse podczas tragicznie zakończonej wyprawy Ueli Stecka (fot. arch. Ueli Steck)

Wśród największych wyzwań himalaizmu przewijają się od lat takie cele jak choćby zachodnia ściana Makalu (notabene z polską drogą z 1982 roku, która biegnie przez dolną i środkową część urwiska), czy wskazywany od lat przez Reinholda Messnera trawers Everestu i Lhotse (ten ambitny projekt chciał zrealizować podczas swojej ostatniej wyprawy śp. Ueli Steck).

Janusz:

Jestem pewien, że Jędrek z tego Everestu zjedzie na nartach, więc trzeba jeszcze nad trawersem pomyśleć. Zjedzie i tydzień odpocznie. [śmiech] Jędrek jest świetnym taternikiem – nie tylko doskonale jeździ na nartach, ale też się świetnie wspina. W ogóle uważam, że łączenie nart z ośmiotysięcznikami to też jest kreatywne działanie. Nie chodzenie utartymi szlakami, ale krok do przodu.

Andrzej Bargiel i Janusz Gołąb – spotkanie “Quo Vadis himalaizm” w Gliwicach (fot. Piotr Deska / 8a.pl)

Andrzej mówił też o swoich celach w górach wysokich:

Z każdego ośmiotysięcznika istnieją możliwości zjazdów, trzeba tylko wiele pracy i informacji, aby odnaleźć te linie. (…) Na pewno chciałbym wrócić na K2, bo uważam, że ten zjazd jest możliwy i będzie fantastyczną przygodą. Ciekawą sprawą jest też łączenie szybkich wejść jednodniowych ze zjazdem, które daje zupełnie inne możliwości i dużo frajdy (…). Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się pojechać w góry wysokie na jakąś drogę wspinaczkową. Ciekaw jestem, jakby mi poszło, bo czuję się dobrze na dużych wysokościach. Na pewno super byłoby też połączyć wejście wspinaczkowe ze zjazdem na nartach inną ścianą i może na to uda mi się namówić kiedyś Janusza. Łączenie ośmiotysięczników ze zjazdami na nartach jest działalnością kreatywną. To jest kolejny krok do przodu, który daje spore możliwości na przyszłość.

Wspinaczka z dodatkowym tlenem to zupełnie inny rodzaj wysiłku. W ostatniej części rozmowy Janusz skomentował ten temat:

To są dwa światy niezależnie funkcjonujące w Himalajach. Przeważająca większość to wyprawy komercyjne. Zaczęło się to w latach 90., kiedy przewodnicy zaczęli prowadzić ludzi w Himalaje, a od jakichś 3 lat również dzieje się to w Karakorum, również na K2. Ci ludzie płacą olbrzymie pieniądze i nie zawsze wiedzą, co ich czeka. Duża ich część nie powróci w góry wysokie. Jest też grono ludzi, turystów wysokogórskich, którzy kolekcjonują ośmiotysięczniki w oparciu o Szerpów i dodatkowy tlen, który obniża wysokość o 2-3 tysiące metrów. Himalaizm sportowy natomiast pójdzie w kierunku (…) małych, 2-3 osobowych zespołów lub przejść solowych na dużych ścianach himalajskich. Są to dwa różne światy. Nie ma pomiędzy nimi symbiozy.

Andrzej dodaje:

Jestem zszokowany rozmowami na te tematy. Nie uważam, że można porównywać do siebie aktywności na poziomie sportowym i amatorskim. (…) To jest przerażające, że 90% osób, które wyjeżdżają w te góry, nie jest samodzielnych. Teren jest bardzo łatwy – nie ma takiego naturalnego ograniczenia jak w przypadku wspinaczki. Można się tam pchać, można wyciągać tych ludzi, a jedynym ograniczeniem jest energia. Problem jest też w tym, że wzrasta konkurencja wśród agencji i część wypraw organizowana jest po kosztach. Są momenty, w których w razie jakiejkolwiek sytuacji, wypadku, nie ma wsparcia ratowniczego… Taka sytuacja naraża na niebezpieczeństwo również himalaistów.

Spotkanie “Quo Vadis himalaizm” w Gliwicach, dyskusja była relacjonowana na żywo (fot. Piotr Deska / 8a.pl)

Wśród wątków pobocznych pojawiło się kilka refleksji.

Janusz o zimie:

Lato różni się od zimy tym, że latem jest cieplej, a zimą zimniej.

Andrzej o ludziach:

Naprawdę Nepalczycy są tacy, jak normalni ludzie – wszyscy jesteśmy tacy sami, tylko troszeczkę inaczej wyglądamy. Bardzo często przywiązują się, a podczas takich wypraw udaje się nawiązać bardzo silne relacje.

Janusz o swoim treningu:

Ja już jestem w takim wieku, że wiele się nie da wytrenować. Mogę przynajmniej utrzymywać, to co jest. Nie narzekam generalnie (…) robię interwały, wytrzymałościowe przebieżki trwające po prostu np. 24 godziny – non- stop…

Janusz o niebezpiecznych przygodach:

Osobiście miałem przygodę z lawiną w Tatrach. Bardzo nieprzyjemna rzecz. Nie polecam.

Janusz Gołąb, Piotr Turkot i Andrzej Bargiel – spotkanie “Quo Vadis himalaizm” w Gliwicach (fot. Piotr Deska / 8a.pl)

Redakcja wspinanie.pl, patron spotkania z himalaistami, gratuluje kolegom optymizmu i energii. I oczywiście trzymamy już teraz kciuki za Janusza i jego zespół!

Obszerny zapis spotkania znajdziecie również tutaj.

oprac. Michał Gurgul




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum