1 sierpnia 2017 08:02

Topowe rejony skalne. Cz. V – Frankenjura

Jeszcze nie wiecie, gdzie wybrać się na wspinaczkowe wakacje? Zapraszamy na kolejną część cyklu Topowe rejony skalne. Tym razem Marcin Michałek poleca wizytę na Frankenjurze. 

W Niemczech odwiedziłem cztery miejsca: w Heilderberg, Saksonię Szwajcarską, Ith oraz Frankenjurę. Pierwsza z wymienionych miejscowości stanowi raczej lokalną atrakcję dla osób, które akurat będą obok przejazdem. Saksonia to cel dla odważnych, lubiących ryzykowne wspinanie. Ith to jeden z tych rejonów, które postanowiłem odwiedzić jako pierwszy wśród wszystkich moich znajomych. Przed wyjazdem znalazłem szczegółowe topo, listę polecanych dróg oraz zobaczyłem też kilka filmów pokazujących tamtejsze wspinanie. Po przejechaniu 700 km okazało się, że w rejonie utworzono obszar Natura 2000 i wspinanie jest tu zabronione…

Ostatnim rejonem jest Frankenjura i to na niej skupię się w artykule. Na Franken spędziłem już prawie 190 dni i nadal, gdy tylko mam możliwość, chętnie odwiedzam frankońskie lasy. Co więcej, rejon jest tak duży, że zaskakuje mnie za każdym razem i ciągle odkrywam nowe skały! Tym razem postanowiłem napisać więcej niż standardowe kilka zdań. W artykule przedstawię plusy i minusy rejonu i pokażę, że nie samym wspinaniem Franken stoi.

Zamek Rabenstein z leżącym pod nim sektorem wspinaczkowym (fot. Marcin Michałek)

***

Zacznę niestandardowo:

1. Jeśli jesteście wirtuozami wspinania po wielkich klamach lub ściskach, dodatkowo nie znosicie boulderowych ruchów, to najprawdopodobniej Frankejura nie przypadnie Wam do gustu. Trzeba przyznać, że z daleka wapienne frankenjurajskie skały wyglądają mało atrakcyjnie. Powiem więcej, moim zdaniem skałki na naszej Jurze robią zdecydowanie lepsze wizualnie wrażenie. Dopiero po przewspinaniu kilku dróg docenimy tamtejszą skałę i dojdziemy do wniosku, że rodzaj chwytów, ilość stopni, tarcie oraz piękno przechwytów sprawiają, że drogi na Franken znacząco wyprzedzają swoją jakością drogi na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Wytyczone linie mają tutaj w większości boulderowy charakter, chociaż nie jest to regułą i możemy znaleźć również mocno wytrzymałościowe propozycje. Chwyty to zazwyczaj krawądki i różnego rodzaju dziurki, są one bardzo przyjazne i ergonomiczne. Warto też wiedzieć, że spory zapas mocy boulderowej będzie bardzo przydatny.

2. Jeśli panicznie boicie się kleszczy i, co więcej, jedziecie z małymi dziećmi, być może lepiej wybrać inny rejon(?). Większość skał na Frankenjurze leży głęboko w lesie, gdzie jak wiadomo ryzyko złapania kleszcza jest spore. Pragnę jednak od razu wszystkich uspokoić. Po pierwsze, nie jest powiedziane, że złapiecie kleszcza. Po drugie jeśli nawet, to ugryzienie kleszcza nie oznacza od razu boreliozy.

3. Jeśli uwielbiacie słońce i nie po to jedziecie na wakacje, aby chodzić w kurtce puchowej, to również możecie być rozczarowani. Frankenjura to nie Hiszpania i niestety musimy liczyć się z możliwością załamania pogody. Podczas jednego z moich wyjazdów temperatura w sierpniu przez cały tydzień wynosiła 12 stopni. Co więcej, duże opady deszczu były na porządku dziennym.

4. Jeśli na wakacjach nie lubicie jeździć autem, wolicie zaparkować na campingu i przez resztę wyjazdu chodzić pieszo w skały, to Frankejura też nie jest dobrą propozycją. Auto jest tu nieodzowne. Nie występują tu wielkie skupiska dróg znane nam np. z Ospu czy hiszpańskich rejonów. Odwiedzenie kilku skał w ciągu dnia jest czymś absolutnie normalnym, często oznacza też przejechanie np. 60 km w ciągu dnia.

Jeśli powyższe 4 punkty Was nie odstraszyły, to obiecuję, teraz będzie już tylko lepiej. Poniżej kilka powodów dlaczego warto udać na wspinaczkowy podbój Bawarii.

Weißenstein, jedna z najpopularniejszych ścian Frankenjury (fot. Marcin Michałek)

1. Drogi tutaj są po prostu piękne. Jak już wspomniałem, chwyty są bardzo ergonomiczne i jakby stworzone do wspinania. Ilość formacji jest też nieograniczona: bardzo licznie występują okapy i mniejsze bądź większe przewieszenia. Mitem jest też teza, że wszystkie drogi na Frankenjurze mają 8 metrów i 3 wpinki. Znajdziemy tu całkiem sporo klasyków, które oferują nawet 30-40 metrów.

2. Rejon jest ogromny. Liczby mówią same za siebie: 800 skał oraz 13 000 dróg. Oczywiście nie wszystkie drogi są warte polecenia, natomiast jeśli będziemy kierować się gwiazdkami w przewodniku, to bez dwóch zdań trafimy na same piękne klasyki.

“Mambo Cavallero” 9-, jeden z mega klasyków Frankenjury (fot. Marcin Michałek)

“Dumbo” 9-, klasyk sektora Klinge (fot. Marcin Michałek)

3. To tutaj rodziła się światowa historia trudnego sportowego wspinania. Wolfgang Güllich mieszkał właśnie na Frankenjurze i tutaj wytyczał swoje propozycje, które stanowiły kamienie milowe pokonywanych w tym czasie trudności. Jego najsłynniejsza droga to oczywiście Action Directe, pierwsza 9a (11) na świecie. Warto wspomnieć też o Wallstreet, pierwszej 8c na świecie czy też Kanal im Rücken 10-. Drugą ikoną wspinania na Franken jest przyjaciel Güllicha, Kurt Albert. Jest on pomysłodawcą stylu Red Point oraz autorem wielu pięknych linii w tym rejonie. Przy doborze naszych celów polecam kierować się również autorami dróg. Według mnie to bezcenne poczuć się choć trochę jak Wolfgang w roku 1984, pokonując jedną z jego dróg :).

4. Rejon leży blisko Polski, odległość od granicy w Zgorzelcu to “tylko” 360 km. Co więcej, cały ten dystans pokonujemy autostradą. Dzięki temu na Frankenjurę bez problemu możemy udać się na kilkudniowy urlop lub nawet na weekend.

Autor na drodze “Witchcraft” 10- (fot. Marcin Domżoł)

5. Na miejscu jest stosunkowo tanio. Ceny są dużo atrakcyjniejsze niż we Włoszech lub Francji. Żywność w markecie w większości przypadków jest w podobnych cenach jak w Polsce, a sporo artykułów jest nawet tańszych.

6. Najpopularniejszą bazę noclegową stanowi camping Eichler położony w miejscowości Untertrubach. Polecam też noclegi na kwaterach zwanych tutaj Freienwohnung. Jeśli odpowiednio poszukamy, to możemy znaleźć mieszkanie składające się kuchni, łazienki oraz 2 sypialni nawet w cenie 8 euro za osobę. Ofert proponuję szukać na stronie frankenjura.com.

***

Frankenjura oferuje masę atrakcji na dzień restowy, poniżej kilka z nich:

Piwo

Może nie wszyscy wiedzą, ale właśnie na obszarze Frankejury znajduje się najwięcej browarów w przeliczeniu na kilometr kwadratowy! Piwa są tutaj ważone według niezmiennej receptury od lat. Wytwory lokalnych browarów można nabyć w sklepach zwanych Getränkemarkt. Lepszym pomysłem jest jednak udanie się bezpośrednio na degustację do samego browaru. Doznania smakowe są niepowtarzalne! Osobiście polecam browar Meister oraz browar Schroll w miejscowości Nankendorf. Drugi z nich leży w bezpośrednim sąsiedztwie sektorów wspinaczkowych, więc na konsumpcję można się udać bezpośrednio po wspinaniu. Czy czegoś więcej potrzeba do szczęścia? :).

Specjały Frankenjury (fot. Marcin Michałek)

Kerwa

Jeśli poza piwem cenicie dodatkowo muzykę i dobra zabawę, to przy odrobinie szczęścia macie szansę trafić na Kerwę. Kerwa to lokalne święto wioski trwające kilka dni. Można ją porównać do hiszpańskiej Fiesty, z ta różnicą, że zabawy oraz trunki są inne :).

Baseny

Oferta basenów jest bardzo bogata. Najpopularniejszy leży w sercu Frankenjury, miejscowości Pottenstein. Jeśli pogoda dopisze i traficie na upały, to proponuję wybrać się do Betzensteinu. Znajdziecie tutaj duży, odkryty basen oraz kilka skoczni.

Jaskinie i zamki

Poza tym można udać się na zwiedzanie jaskini czy też jednego z licznych zamków lub muzeów.

Rower

Osoby ceniące aktywny wypoczynek w dzień restowy mogą wybrać się na wycieczkę rowerową. Oferta szlaków rowerowych jest tu ogromna.

Zwiedzanie, zakupy i inne

Dobrym pomysłem jest też opuszczenie na kilka godzin Frankenjury i odwiedzenie któregoś z sąsiednich miast. Jeśli cenicie architekturę, to dobrą propozycję stanowi wycieczka do Bambergu. Miasto to jest wpisane listę Unesco, a starówka jest rzeczywiście piękna. Dla osób, które chciałyby powiększyć swoją garderobę lub dokupić szpej, Norymberga posiada bardzo dużą ofertę dobrze wyposażonych sklepów. Jeśli ani zakupy ani zwiedzanie nie są Wam bliskie, a odwiedziliście już wszystkie browary na Frankenjurze i dalej będziecie głodni złocistego trunku, to najlepszym kierunkiem będzie dla Bayreuth. Znajdziecie tutaj największą ilość browarów na świecie, zlokalizowanych w granicach jednego miasta.

W końcu jeśli traficie na totalne załamanie pogody i wszystkie skały zamokną, to zawsze możecie popracować nad mocą na kultowej ścianie wspinaczkowej Cafe Kraft mieszczącej się w Norymberdze. Bo jak mawiał Wolfgang Güllich: There’s no such thing as too much power!

***

Mam nadzieję, że powyższe punkty zachęciły Was do odwiedzenia Frankenjury. Moim zdaniem rejon ma bardzo dużo do zaaferowania i warto udać się tu nie tylko na kilkudniowy urlop, lecz też na dłuższy wyjazd. Niech moc będzie w Wami!

Marcin Michałek (Exploteam/Triop.pl)

Polecamy – cykl Topowe rejony skalne:




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum