5 czerwca 2017 11:21

Topowe rejony skalne. Cz. III – Tajlandia nie tylko wspinaczkowo

W cyklu “Topowe rejony skalne”, tym razem chciałem opisać najdalszy rejon, który udało mi się odwiedzić. Mowa o azjatyckiej mekce wspinaczkowej – półwyspie Krabi. Rejon leży na południu Tajlandii i jest oddalony o 850 km od Bangkoku.

Łódki stanowią nieodłączny klimat Ton Sai (fot. Marcin Michałek)

***

Krabi – gdzie to jest?

Dojazd zajmie nam więcej niż standardowe 8 godzin:). My poruszaliśmy się następująco: samochodem do Frankfurtu, busem z parkingu na lotnisko, samolotem do Pekinu, kolejnym samolotem do Bangkoku, kolejką do centrum Bangkoku, taksówką na dworzec autobusowy, autobusem na wybrzeże, taksówką na plażę i finalnie łódką do Ton Sai – razem bagatela 40,5 godziny samej jazdy i lotów oraz w sumie 3,5 dnia w drodze. Musze jednak dodać, że zwiedzaliśmy przez cały dzień Pekin, a w kolejnym dniu Bangkok. Poza tym, wybraliśmy przejazd z Bangkoku nocnym autobusem. Przy dogodnych połączeniach oraz wybierając lot z Bangkoku do Krabi, całą podróż spokojnie można zamknąć w 1,5 dnia.

Klimaty Bangkoku (fot. arch. Marcin Michałek)

Dojazd pochłonie większość naszego budżetu przeznaczonego na wyjazd. Już na miejscu jest dużo taniej, o czym w dalszej części tekstu. Lecieliśmy liniami Air China z Frankfurtu. Sam przelot nie był może bardzo tani, ale bilety kupiłem już 6 tygodni przed wyjazdem, połączenia odbywały się w nocy, tak więc w dzień mogliśmy zwiedzać, poza tym lecieliśmy przez Pekin. Standardowo wszystkie samoloty z Polski do Bangkoku odlatują z Okęcia i mają międzylądowanie w krajach Bliskiego Wschodu, w Katarze lub Arabii Saudyjskiej.

Jeśli nie zależy Wam na międzylądowaniu w jakimś konkretnym mieście na świecie i spędzenie nocy na lotnisku, to ceny biletów mogą być naprawdę bardzo atrakcyjne. Dodatkowo, jeśli kupimy bilety z odpowiednim wyprzedzeniem, może się okazać, że na miejscu w Tajlandii znajdziemy się za równowartość 1500 zł. Taką kwotę wydał mój kolega, który również wspinał się w Krabi w czasie naszej wizyty.

I jeszcze jedno. Aby zminimalizować koszty, należy unikać tzw. high season, czyli okresu świąt Bożego Narodzenia oraz miesięcy styczeń-luty.

Sektor Ton Sai Roof (fot. Marcin Michałek)

Klimat

Jest to pierwsza rzecz, którą odczujemy po przyjeździe do Tajlandii. Z grubsza można opisać to w ten sposób. Lecimy klimatyzowanym samolotem, następnie wchodzimy na klimatyzowane lotnisko, dalej jedziemy klimatyzowaną kolejką i… finalnie wychodzimy na peron kolejki. Pierwsze nasze odczucie było takie, że ktoś zrobił nam dowcip i weszliśmy do łaźni parowej. Temperatura w marcu o 6 rano w Bangkoku wynosiła ponad 30 st. C, a wilgotność jakieś 80%. Niestety, tak już pozostało do końca. Co prawda temperatury na wybrzeżu były niższe, maksymalnie „ tylko” 32 st., ale wilgotność powietrza powodowała, że odczuwaliśmy ją znacznie wyżej. Jakakolwiek aktywność (nie mówię tu o wspinaniu, lecz np. o pakowaniu plecaka) powodowała, że momentalnie byliśmy spoceni. Co więcej, w każdej taksówce, sklepie, lepszej restauracji czy aptece, klimatyzacja jest podkręcona na maksa. Osoby, które źle znoszą duże równice temperatur, mogą z łatwością nabawić się zapalenia zatok, gardła lub innego schorzenia.

Jak się okazało, w Tajlandii występują znacząco inne problemy niż w Europie. Insekty zjadają drewniane domki, a małpy skaczą po dachach. Sam nabawiłem się również otarć na stopach. To, co w „normalnym” klimacie zagoiło by się w 3 dni, w Tajlandii zajęło 7 dni i wymagało aplikowania specjalnej maści z antybiotykiem, którą całe szczęście można z łatwością kupić w aptece bez recepty.

Ceny w Tajlandii – miła niespodzianka

Większości osób w naszym kraju Tajlandia kojarzy się z egzotyką, dużą odległością od Polski i wysokimi kosztami. Osobiście znam kilkanaście osób, które odwiedziły przede mną Tajlandię. Co więcej, nie posiadają one jakiejś szczególnej żyłki eksploratorskiej i nie są wyjątkowo zamożnymi osobami. Stąd w tym roku pojawił się pomysł wyjazdu właśnie tam. Chcieliśmy sprawdzić, jaki klimat panuje na miejscu, jak dobra jest kuchnia oraz ile to wszystko kosztuje.

O ile klimat był wielkim szokiem, który odebraliśmy raczej negatywnie, o tyle ceny na miejscu okazały się miłą niespodzianką. Dla przykładu podam tylko kilka z nich (w przeliczeniu na złotówki):

  • obiad dla jednej osoby w restauracji w Bangkoku – 5 zł;
  • duży shake owocowy – 2 zł;
  • kilkukilometrowa jazda taksówką po centrum Bangkoku – 8 zł;
  • 30-kilometrowa jazda kolejką z lotniska do centrum Bangkoku – 5 zł;
  • zwiedzanie świątyni, która stanowi jedną  z najpopularniejszych i największych atrakcji Bangkoku – 10 zł;
  • 12-godzinna jazda bardzo wygodnym i klimatyzowanym autokarem z Bangkoku do Krabi – 90 zł (850 km, w cenę wliczony obiad w restauracji, przekąski, napoje, kawa i koc do spania);
  • nocleg w przyzwoitym hostelu w 2-osobowym pokoju – 40 zł.

Powyższe ceny dotyczą Bangkoku i oczywiście nie odnoszą się do najbardziej komercyjnej ulicy Khao San Road, wystarczy jednak oddalić się 300 metrów od największego skupiska turystów, a okaże się, że wszystkie produkty są tu trzy razy tańsze.

Ceny na plaży w Ton Sai były około dwa razy wyższe, niż te które napotkaliśmy w Bangkoku, natomiast nadal okazuje się, że są one bardzo przystępne dla standardowego polskiego budżetu.

Plaża Ton Sai w całej okazałości (fot. Marcin Michałek)

Kuchnia – jedna z najlepszych na świecie

Kuchnia w Tajlandii to kolejne zaskoczenie in plus. Praktycznie wszystko, co jedliśmy, było pyszne lub przynajmniej bardzo dobre. Podstawą kuchni jest ryż oraz warzywa, natomiast przyrządza się je na bardzo dużo sposobów. Na ostro, na słodko, na słodko-kwaśno itd. Popularnym daniem śniadaniowym jest sticy rice mango, czyli ryż z dodatkiem mleczka kokosowego przybrany dużymi kawałkami mango. Można zdecydować się też  np. na jogurt z dodatkiem świeżych owoców.

Na obiad lub kolację wybór jest bardzo duży. Zaczynając od różnego rodzaju zup np. massaman chicken curry czy też zup z dodatkiem mleka kokosowego, poprzez różnego rodzaju potrawy z ryżem np. carry rice chicken. Poza tym występuje tu ogromna oferta ryb i owoców morza. Osoby bardziej przywiązane do kuchni europejskiej mogą zdecydować się np. na zakup kurczaka lub burgera. Wszechobecne są również pyszne naleśniki. Całość możemy zapić wodą kokosową, zimnych piwem chang czy też shakiem owocowym. Jedno jest pewne, głodni chodzić nie będziemy:).

Należy też wspomnieć o klasie ostrości potraw w Tajlandii. W tym miejscu mały product placement. Model butów wspinaczkowych Triopa, Phet Maak, wziął swoją nazwę właśnie od sposobu przyprawiania dań w Tajlandii. Poprzez Phet Maak oznacza się dania o najwyższym poziomie ostrości. W przewodniku wspinaczkowym przeczytaliśmy, że dania które są nie do zjedzenia przez Europejczyków, stanowią jedynie preludium do naprawdę ostrych potraw dla lokalsów. Znacząca ilość dań jest jednak przyrządzana w ten sposób, aby każdy przeciętny turysta zjadł je ze smakiem. Takie, które są wybitnie doprawione, posiadają odpowiedni komentarz w menu. My zdecydowaliśmy się raz na wybór dania naprawdę ostrego. Efekt był taki, że Angelika zdecydowanie odmówiła zjedzenia swojego posiłku, ja natomiast postawiłem sobie za punkt honoru, że zjem oba dania. W efekcie popłakałem się jak bóbr i wypaliłem kubki smakowe :).

Wspinanie

Jeśli doczytaliście do tego momentu, to chwała wam za to. Teraz to, co tygryski lubią najbardziej, czyli climbing. Jest to bez wątpienia najważniejszy punkt praktycznie każdego naszego wyjazdu. Ale czy tak było i tym razem?

Sezon wspinaczkowy w Tajlandii trwa od listopada do końca marca. W pozostałych miesiącach panuje tu pora deszczowa. Najniższa temperatura przypada na grudzień, a najwyższa na maj. My zdecydowaliśmy się wyjazd w marcu, wtedy ceny są niższe niż w szczycie sezonu przypadającego na grudzień, styczeń i luty. Plaża Ton Sai, a szerzej rejon Krabi, to azjatycka mekka wspinaczkowa i jeden z 10 najpopularniejszych rejonów wspinaczkowych świata.

Radość wspinania (fot. Marcin Michałek)

Pierwszy wspinaczkowy wyjazd w sezonie poświęcamy zazwyczaj na zrobienie dużej ilości metrów łatwego wspinania i rozwspinania po zimie. Taki też był i nasz cel wyjazdu do Tajlandii. Poza tym chcieliśmy zaczerpnąć słońca i poznać egzotyczną kulturę.

Osobom, które preferują niskie temperatury (np. 10-18 st.), Tajlandia nie przypadnie do gustu. Temperatury wahają się tu od 26 st. C wcześnie rano do 32 st. C w południe. Wspinaczy, którzy chcieliby przechytrzyć system i pójść wspinać się wcześnie rano, uprzedzam, że tutaj tak to nie działa. Tajlandia to nie Hiszpania. Po pierwsze, jesteśmy bardzo blisko równika, więc nasz dzień liczy około 12 godzin (słońce wschodzi o godzinie 6, a zachodzi o 18.30).  Po drugie, amplitudy temperatur są bardzo małe. Co prawda bardzo wcześnie rano temperatura jest niższa niż w południe, ale nadal wynosi 26 st. C, a wilgotność powietrza to standardowe 80%. Poza tym wszystkie knajpy są otwierane o godzinie 7 i o tej godzinie można zjeść najwcześniej śniadanie.

Klasyk sektora Ton Sai Roof – “Phet maak” 7c+(fot. Marcin Michałek)

Koniec narzekania, teraz kilka słów o samych skałach. Jest ich naprawdę dużo. Generalnie widać je dosłownie wszędzie. Wyrastają prosto z plaży, morza czy dżungli. Formacji jest również mnóstwo. Zaczynając od krótkich, bouderowych i mocno przewieszonych linii w sektorze Ton Sai Roof, poprzez dłuższe, lekko przewieszone drogi sektora Dum’s Kitchen czy też Tyrolean Wall, aż po długie drogi biegnące po klamach w sektorach znajdujących się po prawej stronie plaży –  Melting Wall, Fire Wall, Cat Wall.

“Cafe Andaman” 7b, jeszcze jeden klasyk sektora Ton Sai Roof (fot. Marcin Michałek)

Wymieniłem tylko te najbardziej popularne. Wszystkich sektorów jest znacząco więcej, przewodnik liczy ponad 300 stron. Dodatkowo, niemałą atrakcją Ton Sai jest możliwość wspinaczki Deep Water Solo.

“The Lion King” 6c+, klasyk Dum’s Kitchen (fot. Marcin Michałek)

Na koniec mała ciekawostka. Z powodu dużej wilgotności powietrza oraz morskiego klimatu standardowe obicie nie sprawdza się na Ton Sai. Spit koroduje w czasie 3 miesięcy. W związku z tym wdrożono tu specjalny projekt THAItanum Project. Większość popularnych dróg została reekipowana i ponownie obita przy pomocy tytanowych ringów odpornych na korozję.

***

Osoby, które po przeczytaniu tego tekstu odniosły wrażenie, że nasz wyjazd nie był udany, są zdecydowanie w błędzie. Wyjazd jak najbardziej uważamy za udany i każdemu polecamy podróż do Tajlandii. Mamy jednak kilka uwag. Jeśli macie w planie poprowadzenie kolejnych dróg 8b, to nie jest to rejon dla was. Jeśli lubicie wspinać się w optymalnych warunkach, to również będziecie rozczarowani. Dodatkowo, jeśli w czasie waszego urlopu chcecie poświęcić maksymalną ilość czasu na wspinanie, to również odradzam – pojeździe lepiej w piątek po pracy do Ospu. Jeśli natomiast macie w sobie żyłkę podróżnika, odkrywcy i eksploratora, jeśli chcecie poznać inną kulturę i zasmakować jednej z najlepszych kuchni świata, jeśli macie dość przedłużającej się zimy w Polsce i w końcu chcecie poczuć słońce na waszej skórze, to będzie to destynacja dla Was.

Marcin Michałek ((Exploteam/Triop.pl/Gilmonte/Stubai)

Polecamy – cykl Topowe rejony skalne:




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum