Trzecie Mistrzostwa w Warszawie – Mechanior o Bloco 2016

Trzecie, albowiem oprócz zawodów zeszłorocznych (które Bloco “ukradło” krakowskiemu Festiwalowi) był jeszcze czempionat w czasach dawniejszych, na Placu Defilad. Działo się to w roku dla polskich zawodów wyjątkowych, w “sezonie Bergsona”, którego potężne sponsorskie wsparcie umożliwiło przeprowadzenie serii trzech imprez na placach polskich miast (oprócz Warszawy w Tarnowie oraz Wrocławiu), z rozmachem nigdy wcześniej ani później niespotykanym. Od tamtych zmagań, rozgrywanych we wszystkich trzech dyscyplinach, minęła dekada; zawody linowe pogrążyły się w stagnacji (zamierają), ale scena balderowa kwitnie, czego dowodem wydarzenia minionego weekendu.

Mistrzostwa Polski w boulderingu - Bloco 2016 (fot. Szymon Aksienionek)

Mistrzostwa Polski w boulderingu – Bloco 2016 (fot. Szymon Aksienionek)

Właściwie jedynym poważnym organizacyjnym mankamentem Mistrzostw była data. Połączenie najważniejszego finału sezonu z KFG automatycznie pociągało za sobą okres przełomu jesieni i zimy; zwyczaj ten Warszawa przejęła, bez korzyści dla poziomu sportowego uroczystości, a także zimowych przygotowań naszych zawodników. Tym razem rzecz osiągnęła swoje logiczne granice – kolejne dwa weekendy roku są jego weekendami ostatnimi – wigilijnym i sylwestrowym. Dobrze widzieć w kalendarzu, że przyszłoroczne Mistrzostwa mają być przeprowadzane w odmiennych terminach.

***

Zawody na Bloco borykały się z podobnym problemem jak wszystkie inne imprezy pucharowe, zmuszone własną rangą ograniczać ilość potencjalnych uczestników, a co za tym idzie: przychody z wpisowego. Problem rozwiązano metodą klasyczną, zarazem z charakterystycznym dla Bloco rozmachem: towarzyską potyczką na 200 osób i 40 balderów.

Zawody “Star Blocs”, zwane też “trzecią ligą”, odwołały się do rzadkiej, bo drużynowej formuły. Startowano w trzyosobowych zespołach – stąd numer ligi – i chociaż regulamin przewidywał też klasyfikację indywidualną, główny pomysł okazał się popularny, a wspinaczkowa Warszawa przez dwa tygodnie dobierała się w tria. Te, zgodnie z zamierzeniem organizatorów, były przeważnie koedukacyjne, do czego skłaniał mądrze pomyślany system punktacji. Finał dla dwóch najmocniejszych trójek, odbywający się zaraz przed finałem zasadniczym, był odpowiedni dla imprezy towarzyszącej: szybki, emocjonujący i sympatyczny.

Współczesne zawody zaczynają się od chwytowych

Aleksander Romanowski rzadko wypuszcza wkrętarkę z rąk, kiedy rzecz dzieje się na “jego” ścianie. Tym razem obok “cesarza” Bloco (szefował) stanął nie kto inny, a “dożywotni Mistrz Polski” Marcin Wszołek, jeden z naszych trzech towarów eksportowych w branży chwytowej kompozycji; stażystami byli zaś Główka Roman i Leszek Iwan. W ekipie wozili się ponadto (skupieni bardziej na zawodach towarzyskich, które skądinąd wyszły im więcej niż zadowalająco) Piotr Stępniak z Tomaszem Zacharewiczem (ten od “drabiny Zachara”).

Testowanie w eliminacjach

O ile część “amatorska” kręcona była w myśl zasady: “wspinanie dla każdego”, o tyle eliminacjami rankingowymi rządziła filozofia “mistrzostwa dla nielicznych”. Kwalifikacje przeprowadzono w piątkowy wieczór (nietypowo, aby zawody skończyły się wesołą sobotą, nie smutną niedzielą), na zestawie, który prostym był tylko dla wąskiej grupy faworytów. Zwycięzcą eliminacji zostawało się za komplet w dobrych próbach, półfinalistą – za szybki, pojedynczy topik. Trudno chwytowym czynić z tego zarzut – przygotowali trudną, ale rzetelną klasówkę. Problemy były bardziej testowe, niż stricte wspinaczkowe, ukierunkowane na przebadanie zawodników pod kątem konkretnych technik i sytuacji. Podane stanowczym gestem nauczyciela. Surowe. Dobre.

Półfinał ujawnił dwie pierwsze bohaterki tych zawodów

Czternastoletnia Maja Rudka oraz rok starsza Ola Kałucka otrzymały pozwolenie na “treningowy” start w dwóch pierwszych rundach. Gdyby nie przepisy, zezwalające na “dorosłą” rywalizację dopiero w wieku lat szesnastu (rocznikowo), mielibyśmy finał z trzema juniorkami (wliczając “legalnie” startującą Idę Kupś). Co więcej, Maja była w tym półfinale – próbami do czterech topów – najlepsza! Jakiś czas temu pojawił się pomysł, aby młodzi członkowie Kadry Narodowej otrzymali przywilej rywalizacji z seniorami. Trudno nie dostrzec stojących za nim racji; ani Maja, ani Ola (lub jej siostra, Natalia) nie znajdą prawdziwych wyzwań na juniorskich imprezach.

Finały… w klimacie potyczek piwniczych

Finały rozpoczęły się późno. Pozwalał na to wolny dzień następny, skłaniając publiczność do bardziej niż zwykle żywiołowego dopingu. W powietrzu czuć było zapach zbliżającej się z każdą chwilą imprezy zamykającej wydarzenie. W ogóle, pomimo wysokiego poziomu organizacji ogólnej, zawody na Bloco wydzielają woń niegdysiejszych potyczek piwnicznych. Stare wygi nie bez powodu wspominają te czasy z nostalgią zamiast wstydu – była to szczera, chociaż niewielka kontrkultura, wspinanie dosłownie undergroundowe; świadomy projekt, nie dezynwoltura. Bloco jest jednym z nielicznych miejsc, w których na serio podjęto się zadania transpozycji tamtego środowiska w nowe, rynkowe warunki, ale bez straty jego istoty. Kibicujmy im.

Poprzedni rok naznaczyło wzejście nowej gwiazdki na firmamencie. Warszawskie Mistrzostwa były zwieńczeniem sezonu, w którym przyćmiła ona gwiazdki pozostałe. Zwycięstwo Idy Kupś okazało się na tyle bezdyskusyjne, że wręcz zbyt łatwe; komplet topów przeciwko dwóm Kasi Ekwińskiej, od niedzieli już tylko wicemistrzyni Polski. Jedyną prawdziwą konkurencję miała tym razem Ida… we wspomnianym półfinale. Dobrą niech będzie dla niej informacja, że ma ją również na co dzień, w koroniarskiej załadowni. Maja, Ida… Takie wiosenne imiona…

Ida Kupś zdecydowanie najlepsza (fot. Szymon Aksienionek)

Ida Kupś zdecydowanie najlepsza (fot. Szymon Aksienionek)

Na trzecim miejscu, dosyć niespodziewanie, Milena Poniewozik, dalej Gosia Rudzińska, zawsze silna i rzadko kiedy coś ponadto. Dla Kai Matejek-Zarębskiej występ przed własną publicznością był zarazem życiowym wynikiem, Elena Yarova jest już Polką, ale jak na razie dopiero szóstą.

Elena Yarowa (fot. Szymon Aksienionek)

Elena Yarowa (fot. Szymon Aksienionek)

Wyniki pań:

  1. Ida Kupś (KS Korona, strefawspinania, Scarpa)
  2. Katarzyna Ekwińska (KW Toruń, Gato)
  3. Milena Poniewozik (Pol-Inox Skarpa Lublin)
  4. Małgorzata Rudzińska (KW Kotłownia)
  5. Kaja Matejek-Zarębska
  6. Elena Yarova

Żal to mówić, ale finał męski, kamień węgielny wrażenia, jakie zawody po sobie pozostawiają, tym razem nieudany. Na drugim i trzecim problemie doczekaliśmy się raczej powszechnych bonusów, ale żadnych topów. Czwórka świetnie nadawałaby się na jedynkę, przebiegło ją czterech gości, wszyscy w pierwszej. Poległ Adrian Chmiała, w tym finale zwyczajnie najsłabszy, oraz Jakub Główka, chyba pogodzony z tym, że nie obroni czwartego miejsca sprzed roku. O podium bezpośrednio zadecydowała jedynka, a właściwie pierwszy ruch na niej. Przykrość, że skok przez rzeczkę, a nie wspinaczkowy.

Jakub Jodłowski (fot. Szymon Aksienionek)

Jakub Jodłowski (fot. Szymon Aksienionek)

Piotr Bunsch potwierdził, że ma znakomity cios “z mańki” – do finału dostał się bowiem z wynikiem dalece słabszym od niektórych, lecz wygrał z Mechaniorem (trzeci) próbą do topu, zaś z Jodłosiem (drugi) dzięki bonusowi na trójce. Bonus ów stał się zresztą przedmiotem kontrowersji, Jodłoś zgłaszał pretensje do jego zaliczenia, Tomek Poznański i Główka Roman (sędziowie, “Pozzie” głównym) pozostali nieugięci. Opóźniło to minimalnie ceremonię dekoracji, poza tym nie miało znaczenia.

Piotrek Bunsch potwierdził, że ma znakomity cios “z mańki” (fot. Olga Wieczorek)

Piotrek Bunsch potwierdził, że ma znakomity cios “z mańki” (fot. Olga Wieczorek)

Wyniki panów:

  1. Piotr Bunsch (KS Korona, MiotioLab)
  2. Jakub Jodłowski (Obiekto, Columbia, KW Warszawa, Sztuka Żywienia)
  3. Andrzej Mecherzyński-Witkor (Bloco Warszawa, Reni Sport, wspinanie.pl)
  4. Kamil Ferenc (Salewa, Rock Pillars, MotionLab, KS Korona)
  5. Jakuba Główka (UKA)
  6. Adrian Chmiała (KS Korona Kraków)

Pełne wyniki znajdziecie na stronie PZA.





***

Podsumowując – zawody udane, jedna runda zawsze może chwytowym wyjść gorzej; szkoda, że finał, ale trudno. Rzecz ogólniejsza – Bloco wypracowało renomę i poziom, dzięki czemu nawet trochę grubsze wpadki (kilka zbędnych opóźnień, dwie awarie zegara), nie przesłaniają ogólnego, pozytywnego wydźwięku całości. Słusznie, bo artystów poznaje się po tym,że mogą sobie pozwolić na błędy. Nie zapominajmy tylko, że mistrzowie ich nie popełniają.

Andrzej Mecherzyński-Wiktor

Galeria zdjęć z Mistrzostw Polski 2016 autorstwa Szymona Aksienionka TUTAJ.

Patrz też: Co liczy się dla Mistrza Polski? – zdradza Piotrek Bunsch




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum