17 maja 2016 18:10

Satysfakcja jest, ale trzeba iść naprzód… – Piotrek Schab opowiada o Stali Mielec VI.8/8+

10 maja Piotrek Schab (Wild Country, Five Ten, MotionLab, KS Korona) poprowadził Stal Mielec VI.8/8+. To ostatni „poważny” problem w Mamutowej, odkąd ostatecznie usunięto w jaskini sztuczne chwyty. To także przełomowy moment dla polskiego wspinania, bo tak wycenionej drogi w naszych skałach dotąd nie było. To wreszcie kolejny niezwykle ważny moment w karierze wspinaczkowej Piotrka, który niedługo przed Stalą Mielec pokonał przecież Papichulo 9a+.

Przywiązany do krakowskiej Korony, gdzie wykuwa moc i formę. Wdzięczny Maćkowi Oczko i Magdzie Terleckiej, bez których nie doszedłby pewnie do tego momentu, w którym teraz jest. Pracowity, solidny i ambitny, o treningu mówi: „wytężający był okres, gdy w zimie w tygodniu rzadko kiedy wychodziłem z piwnicy, a ciężkie treningi nie pozwalały na prowadzenie bogatego życia towarzyskiego ;). Wszystko wskazuje na to, że przed Piotrkiem jeszcze wiele wybornych przejść. Tymczasem zapraszamy na rozmowę o ostatnim sukcesie w Mamutowej – poprowadzeniu Stali Mielec.

Piotr Schab na "Stali Mielec" (fot. Wojtek Kozakiewicz / wojtekozakiewicz.com)

Piotr Schab na “Stali Mielec” (fot. Wojtek Kozakiewicz / wojtekozakiewicz.com)

***

Dorota Dubicka / wspinanie.pl: Często przychodzi nam ostatnio rozmawiać, a to dlatego, że przeżywasz chyba najfajniejsze momenty wspinaczkowe w życiu. Niedawno cieszyłeś się z Papichulo 9a+ w Olianie, teraz rozwiązałeś ostatni wielki problem Mamutowej Stal Mielec. Masz takie wewnętrzne odczucie, że teraz żadna droga Ci się nie oprze?

Piotrek Schab: Rzeczywiście ostatni miesiąc to okres, w którym wszystko mi wychodzi. Najpierw wyjazd do Hiszpanii, teraz rozwiązanie ostatniej zagadki w Mamutowej. Cieszę się z sukcesów oraz z tego, że ciężko przepracowana zima daje namacalne efekty. Staram się jednak stąpać twardo po ziemi, mam wytyczone kolejne cele i do nich teraz dążę. W niedalekiej przyszłości chciałbym spróbować kilku dróg z wyższej półki, które z pewnością szybko odeślą mnie z powrotem do piwnic Korony – i to będzie najbardziej motywujące :).

Przyznaj się, jak świętowałeś sukces ;)

Droga padła we wtorek przed 20.00, wieczorem „fifa” u kumpla, w środę najpierw kampus, a wieczorem obwody :). Oczywiście satysfakcja jest, ale trzeba iść naprzód, na świętowanie przyjdzie jeszcze czas.

Dobrze, że chociaż ta impreza była ;). Stal Mielec stała się największym wyzwaniem po tym, jak w 2012 roku Mamutową dotknęły spore (ale i pozytywne) zmiany. Tutejsze linie nabrały wówczas nowego wymiaru. Kiedy po raz pierwszy zdecydowałeś „zaatakować” potencjalnie najambitniejszy projekt, czyli właśnie Stal Mielec?

Już w Hiszpanii planowałem, że po powrocie zajmę się pracą nad Stalą. Do Mamuta udało się pojechać dość szybko, bo już dzień po przylocie, we wtorek 26 kwietnia. Po rozgrzewce wybrałem się, żeby przypomnieć sobie ruchy na Las Vegas. Ku mojemu zdziwieniu cały bald zrobiłem w pierwszej próbie. Tego dnia padła też Capoeira, więc wracając do domu po cichu liczyłem na to, że już w kolejnej wizycie poprowadzę Stal. Jak się później okazało, potrzebowałem nie jednego, a trzech kolejnych dni w jaskini, żeby uporać się z tym prawie 70-ruchowym „potworem”.

Tym, którzy nie za bardzo orientują się w zawiłościach Mamutowej, opowiedz proszę o przebiegu i trudnościach drogi, co jest kluczem do przejścia mamutowego ekstremu?

Zaczynamy od boulderu z Mechaniki, na którym nie wystarczy napiąć bicepsa i mocno się trzymać, trzeba też wykazać się niezłym body tension. Później pokonujemy przęsło, które jest najłatwiejszą częścią drogi. Przęsłem do końca, aż do startu Godoffa, którego nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Po kilku siłowych pociągnięciach lądujemy w dość specyficznej pozycji retowej. Rest polega na zwisie do góry nogami z podhaczonymi palcami, które jednak po paru minutach bolą tak okrutnie, że musimy uciekać. Uciekamy w najtrudniejszą część drogi, a więc boulder z Las Vegas (w moim odczuciu około 8A+). Po nim już tylko crux z dawnego Las Vegas, na którym zwykle sądziłem, że nie spadnę, a spadłem dwukrotnie :).

Jeśli miałbym przedstawić po kolei trudności drogi, to z promocyjnego 8c i bardzo dobrego restu wchodzimy w mocno boulderowe i dość loteryjne 8c+.  Kluczem do przejścia wydaje się być więc zachowanie świeżości po Fumarze [czyli połączeniu Mechaniki z Godoffem – przyp. red.] oraz zapas na decydujących ruchach.

A propos wspomnianych zawiłości, jak to jest z tym restem na Godoffie? Ostatecznie zdecydowałeś się na wycenę VI.8/8+?  Miało to jakiś związek ze sposobem pokonania drogi?

Szczerze mówiąc, nie jestem do końca „w temacie”, jeśli chodzi o rzekomy ogranicznik na Godoffie. Myślę, że rest ewidentnie się narzuca. Oczywiście, jakby go ograniczyć i przechodzić w Las Vegas zupełnie bez odpoczynku droga zyskałaby na trudności, jednak znacznie straciłaby zarówno pod kątem logistycznym, jak i estetycznym.

Amen. Poprowadzenie Stali zamyka wg Ciebie rozdział eksploracji Mamutowej w obecnej formie?

Póki dziurki na Chomeinim zostaną na swoim miejscu, a na zmianę raczej się nie zanosi, wydaje mi się, że poprowadzenie Stali definitywnie zamyka sensowne kombinacje w Mamucie. Zapewne usłyszymy jeszcze o kilku trudnych problemach, jednak linie te nie zostaną z pewnością uznane za klasyki, a raczej jako te poprowadzone dla koneserów, szukających uzupełnienia dla swojego top-10 w rankingu PZA.

Najpewniej to właśnie Stal skusi teraz naszą czołówkę. Inne nasze ekstremy jak np. Pandemonium, Made in Poland etc. to drogi, które ze względu na swoją specyfikę nie będą pewnie oblegane. Jest jeszcze wspominany niedawno przez Rafała Mouckę projekt na lewo od Pandemonium, który wg niego mógłby być pierwszy polskim VI.8+. Widzisz dla siebie jeszcze jakieś wyzwania na polskiej Jurze?

Muszę przyznać, że nie wspinałem się za dużo na Jurze Północnej. Aż wstyd przyznać, ale nie próbowałem żadnej drogi na Wielkiej Cimie. Wyzwań z pewnością jest sporo, ale póki co skupiam się na celach westowych. Wierzę, że na drogi na krajowym podwórku przyjdzie jeszcze czas.

Piotr Schab na "Papichulo" 9a+ (fot. Matty Hong)

Piotr Schab na “Papichulo” 9a+. Oliana (fot. Matty Hong)

Wytężający okres wspinaczkowy za Tobą. Bywasz w ogóle zmęczony wspinaniem? Jak odreagowujesz napięcie związane z prowadzeniem tak wymagających dróg?

Czy ja wiem… wytężający to był okres, gdy w zimie w tygodniu rzadko kiedy wychodziłem z piwnicy, a ciężkie treningi nie pozwalały na prowadzenie bogatego życia towarzyskiego ;-). U mnie jest tak, że wyjazdy w skały traktuję jako odreagowanie np. po siłowni i przyjemne spędzenie czasu w naturze. Granie w piłkę na konsoli lub oglądanie meczów też się nieźle sprawdza :-). Trening rozpisuje mi Maciej Oczko wraz z Magdą Terlecką, a wszystko poukładane jest profesjonalnie, tak aby nie było efektu przemęczenia. Jakbym miał robić to sam, to z pewnością byłbym teraz w zupełnie innym miejscu, najprawdopodobniej leżałbym w łóżku ze skasowanym palcem i walczył ze sobą po weekendowej imprezie :-). Na całe szczęście jest inaczej.

Piotrek Schab w drodze po tytuł Akademickiego Mistrza Polski 2016 (fot. Oborzynski Photography)

Piotrek Schab w drodze po tytuł Akademickiego Mistrza Polski 2016 (fot. Oborzynski Photography)

Jakieś inne sporty poza wspinaniem?

Siłownia z Dobrzanem [Maćkiem Dobrzańskim – przyp. red.] :-). A tak na poważnie, to lubię raz na jakiś czas pograć w piłkę z dawnymi kolegami z klubu, wracają stare wspomnienia…

Twoja najmocniejsza strona jako wspinacza na ten moment?

Chłopaki na Koronie śmieją się, że reprezentuję styl ZP – zapnij przypi… :-). Coś w tym jest, moja najmocniejsza strona to silne palce i dobra wytrzymałość. Zauważyłem jednak, że dla czołówki nie ma znaczenia, czy droga jest krótka czy długa, po dziurkach czy po ściskach. Staram się więc trenować słabsze strony, by kiedyś dołączyć do tego grona :-).

Dzięki za rozmowę!




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum