Ekipa “Warszawianki” w akcji – czyli Mazda Open 2016 w relacji Mechaniora

Mokotowska “Arena Wspinaczkowa W Górę” dała już się poznać jako organizator efektownych finałów wspinaczkowych – dotychczas wszakże były to finały amatorskiej Warszawskiej Ligi Boulderowej. Miniony weekend pozwolił stołecznej ścianie zmierzyć się z wyzwaniem przeprowadzenia zawodów “dla najlepszych” i trzeba powiedzieć, że ekipa popularnej “Warszawianki”, jak gwarowo zwykło nazywać się rzeczone miejsce, zdała egzamin.

Mazda Open 2016 (fot. Szymon Aksienionek)

Mazda Open 2016 (fot. Szymon Aksienionek)

***

Eliminacje

Jak na dobre towarzyskie zawody przystało, formuła eliminacji zakładała zainteresowanie możliwie szerokiego grona wspinaczy, prezentujących rozmaite poziomy siły i techniki. Ponad 250 uczestników eliminacji nie odbiega od wysokiego standardu frekwencji, jaki tego rodzaju imprezy spełniają w Polsce od kilku lat.

Na uczestników czekało 25 przystawek. Kilka najtrudniejszych miało na celu odsianie grona finałowego spośród niebanalnego grona. Wśród pań pojawiła się większość krajowej czołówki z Katarzyną Ekwińską, Małgorzatą Rudzińską, Kariną Mirosław czy Olgą Niemiec. Zabrakło Idy Kupś, nie zabrakło natomiast krakowianki z Ukrainy, Darii Brylovej oraz – co oczywiste, skoro mieszka w Warszawie – Pauliny Kalandyk.

Panów nieco mniej, wysokie nagrody nie stały się wystarczającym atraktorem dla kilku mocnych Krakusów, swoje zrobiła też zapewne “tripowa” pora roku. Przyjechać postanowił Konrad Ociepka, rzadko pojawiający się na balderowych zawodach, a przecież dysponujący niezłą mocą i kapitalnym zawodniczym doświadczeniem, czego dowody dał na ostatnich Mistrzostwach Polski, pewnie (a nawet spektakularnie) awansując do finału.

Konrad Ociepka (fot. Szymon Aksienionek)

Konrad Ociepka (fot. Szymon Aksienionek)

Niewątpliwie najmocniej elektryzujące nazwisko na listach startowych brzmiało “Romanowski”. Aleksander oszczędnie dawkuje sobie starty, w Warszawie zaś widziany jest tym rzadziej, że z reguły łapie się wkrętarki zamiast startowych chwytów. Tym razem kuchnią zawodów zajęli się inni, w związku z czym “cesarz warszawskiego wspinania” postanowił degustować.

Eliminacje (fot. Szymon Aksienionek)

Eliminacje (fot. Szymon Aksienionek)

“Innymi” na zawodach Mazda Open zostali Adam “Gender” Pracownik oraz niżej podpisany (tzw. grupa “Gender Mainstreaming”), a także Szymon Łodziński (który potwierdził aktem twórczym, że piony i połogi są jego specjalnością nie tylko jako wspinacza, ale też chwytowego) i Tomasz “Chomik” Woch. Na nich spoczęło zadanie dostarczenia gościom zawodów przyjemności ze wspinania, zaś organizatorom – czytelnych wyników oddających szczerze to, co działo się podczas rywalizacji.

Mechanior w podwójnej roli - "układacza" i konferansjera (fot. Szymon Aksienionek)

Mechanior w podwójnej roli – “układacza” i konferansjera (fot. Szymon Aksienionek)

Nie chcąc być sędzią we własnej poniekąd sprawie powiem tyko, że w eliminacjach wyraźnie zabrakło kilku nieco prostszych problemów więcej, zarazem wspinanie było różnorodne i technicznie niebanalne. Podział uczestników na sześć grup (po trzy godziny wspinania każda, eliminacje trwały przez piątej i sobotę) zapewnił komfort wstawiania się w problemy bez konieczności wystawania w kolejkach – coraz częściej okazuje się, że gospodarze zawodów wspinaczkowych znaleźli sposób uporania się z tą PRL-owską zmorą. Popis dał Olo Romanowski, który na sali przebywał niewiele ponad godzinę. Świadkowie, których trudno w tym kontekście nazwać złośliwcami, podają że większość tego czasu spędził popijając kawą papierosy. Spadł zaledwie kilka razy, z łatwiejszych przystawek – te najtrudniejsze rozpoznał od razu i nie omieszkał za ich pomocą pokazać wyraźnie, kto będzie faworytem w finale.

Co się tyczy pozostałych, dwa najtrudniejsze baldery oddzieliły chłopców od mężczyzn. Oprócz aleksandrowego jeszcze trzy komplety (Jakub Jodłowski, Jakub Głowka i – uwaga – Tadeusz “Tede” Sługocki!); kolejnych czterech panów nie daje rady na “siłowym czarnym”, ale w przeciwieństwie do większości pozostałych radzą sobie z nieco mniej siłowym, za to technicznie trudniejszym “białym”. Tymczasem panie rozsiało koncertowo (wyniki eliminacji kobiet i mężczyzn).

Kulminacja wydarzenia miała miejsce w sobotni wieczór. Cieszy, że wysoki poziom widowiska stał się punktem obowiązkowym polskich zawodów, cieszy również włączanie profesjonalnego streamingu internetowego do stałych punktów programu. Na “Warszawiance” go nie zabrakło, podobnie jak zwyczajowych gier światła i cienia oraz dobrej oprawy muzycznej – Tadeusz Kieniewicz staje się etatowym dostarczycielem tejże na różnych zawodach w Stolicy i przyznać trzeba, iż odbywa się to z korzyścią dla tych ostatnich.

Rozgrzewka przed... (fot. Szymon Aksienionek)

Rozgrzewka przed… (fot. Szymon Aksienionek)

Finały (fot. Szymon Aksienionek)

I czas na finały (fot. Szymon Aksienionek)

Finały

Finały potoczyły się wokół całej hali na Mokotowie, forsując wszystkie główne dostępne formacje. Męska jedynka wiodła niewielkim przewieszeniem i – rzecz ciekawa – nie pozwoliła zawodnikom złapać się choćby jednego chwytu, całość problemu rozwiązało kilkanaście fioletowych i żółtych struktur ułożonych w fantazyjny wzór. Konieczność wyszukania w natłoku kształtów elementów chwytnych, a następnie ułożenia ich w logiczną sekwencję nieco myliła zawodników, przydając sprawie posmaku wspinaczki skalnej. Dochodząc prędzej – lub później – do ostatniego ruchu znajdowali go finaliści najtrudniejszym, w efekcie tylko dwa topy na jedynce: flash Romanowskiego i trzecia próba “Jodłosia”; wymęczona, ale jak to u “Jodły” jest w zwyczaju – spektakularnie!

Kuba Jodłowski (fot. Szymon Aksienionek)

Kuba Jodłowski (fot. Szymon Aksienionek)

Pionowa dwójka, chyba najładniejszy problem finału w ogóle, dzieło Szymona Łodzińskiego, zaczynała się technicznym równaniem o kilku rozwiązaniach i siłowym finiszem po wielkich czarnych kulach. Olo potwierdza klasę, traci wszakże dwie próby na starcie. Jakub Główka osiąga końcówkę od razu, niemniej raz spadłszy, za nic nie jest w stanie tam wrócić. Nareszcie w ostatnim podejściu, walcząc z uciekającą siłą, przemaga sam siebie i imponującym wyporem z rzeczonej kuli topuje, ku wielkiemu aplauzowi widowni. Dlaczego miejsce to nie przepuściło Jakuba Jodłowskiego jest pytaniem, na które odpowiedź zna tylko on.

Trójka (mocno przewieszony, “cham”) i czwórka (mniej przewieszony, koncepcyjny) okazują się minimalnie za trudne, inna rzecz, że dziwne dzieją się na nich rzeczy. Aleksander gaśnie w oczach – jeszcze chwilę temu wszyscy spodziewali się po nim kompletu, tymczasem na dwóch ostatnich problemach należy do najsłabszych zawodników. Z gąską na trójce wita się Jodłoś, wysoko zachodzą “Główek” i “Tede” Sługocki, niemniej topu brak.

Jakub Główka (fot. Szymon Aksienionek)

Jakub Główka (fot. Szymon Aksienionek)

Czwórka z kolei (“bald z Hamletem” – czyli ruchem, przy którym ręka układa się niby do monologu z czaszką) pozwala na popis Stefanowi Madejowi, popis zakończony niestety jedynie macaniem topu. “Tede” również daje się zapamiętać na tym balderze, uparcie poszukując “patentu obejściowego” po kancie. Coś takiego dało niegdyś pierwsze mistrzostwo Polski w karierze Ola Romanowskiego. W sobotę, dzięki znakomitemu występowi w pierwszej części finału, Olo znowu na najwyższym stopniu podium, przed “Jodłą” i Kubą Główką. Czwarte miejsce “Główek” odstępuje “Tedemu”, który zasłużył na nie wynikiem z eliminacji.

Wygrywa Olo Romanowski (fot. Szymon Aksienionek)

Wygrywa Olo Romanowski (fot. Szymon Aksienionek)

Jedynka damska wiedzie formacją męskiej czwórki (w trakcie finałów nastąpiło “przekręcanie cichaczem”, bardzo sprawnie przeprowadzone) i dzieli dziewczęta na te, które mają pomysł, ale nie mają siły oraz zwolenniczki rozwiązania odwrotnego. Pomysł z siłą udało się połączyć Paulinie Kalandyk, niestety po złapaniu bonusa koncepcja uwiędła. Z kolei Daszka Brylova zadania rozwiązać poprawnie nie umie, ale jest wystarczająco silna, by dojść najdalej – nie tak jednak daleko, jak daleko był top na jedynce.

Paulina Kalandyk (fot. Szymon Aksienionek)

Paulina Kalandyk (fot. Szymon Aksienionek)

Symetryczna względem męskiej dwójka włącza się w kilkuletnią już tradycję wymagania od dziewcząt opanowania koordynacyjnych skoków, tym samym grzebie szanse “Kalandyny”. Pozostałe dziewczyny prędzej czy później ze skokiem sobie radzą, wśród nich dwie topują – Daria Brylowa w trzeciej, zaś Olga Niemiec w szóstej próbie. Na drugim problemie z rzędu niczego spektakularnego nie pokazuje Katarzyna Ekwińska – podobno tkwi teraz w oku cyklonu treningowego, co jest (jakimś) wytłumaczeniem. Swoją drogą – najładniej w powietrzu szybuje Karina Mirosław, szkoda że omija ją nagroda ostatniego chwytu.

Karina Mirosław (fot. Szymon Aksienionek)

Karina Mirosław (fot. Szymon Aksienionek)

Mocno przewieszona trójka to zarazem najprostszy, zwłaszcza technicznie, balder finałowy. Dziwne, że swojej siły nie przekuła tu w sukces Paulina Kalandyk, poza nią bez topu tylko Olga Niemiec. Flash Małgorzaty Rudzińskiej jest nagrodą za “lubelski zapas mocy” i okazuje się wystarczający do zajęcia drugiego miejsca.

Małgorzata Rudzińska (fot. Szymon Aksienionek)

Małgorzata Rudzińska (fot. Szymon Aksienionek)

Udana pierwsza próba Darii Brylovej rozwiązuje kwestię zwycięstwa, które Ukrainka pieczętuje jedynym topem na czwórce (nieznacznie tylko zmienionej jedynce męskiej; dla kobiet, nie przepadających za chwytaniem się paczek, było to zadanie niewdzięczne). Na najniższym stopniu podium Katarzyna Ekwińska nad Kariną Mirosław, wobec równego wyniku w finale zadecydowały eliminacje. Błąd sędziów, w wyniku którego to Karinę wywołano “do tablicy” podczas dekoracji zwycięzców, został – wedle sprawdzonego źródła – polubownie naprawiony.

Wygrywa Daria Brylova (fot. Szymon Aksienionek)

Wygrywa Daria Brylova (fot. Szymon Aksienionek)

Finał kobiet:

  1. Daria Brylova 3T8
  2. Małgorzata Rudzińska 1T1
  3. Katarzyna Ekwińska 1T3
  4. Karina Mirosław 1T3
  5. Olga Niemiec 1T6
  6. Paulina Kalandyk 0T0

Finał mężczyzn:

  1. Aleksander Romanowski 2T4
  2. Jakub Jodłowski 1T3
  3. Jakub Główka 1T4
  4. Tadeusz Sługocki 0T0
  5. Konrad Ociepka 0T0
  6. Mikołaj Nowotnik 0T0
  7. Stefan Madej 0T0
  8. Piotr Kazubski 0T0

Pełne wyniki na stronie www.akademiawspinaniamazda.pl.

***

Udane warszawskie zawody były chrztem mokotowskiej ściany jeśli chodzi o rywalizację “na szczycie”. Warto odnotować sympatyczny gest pod adresem finalistów, jakim było podstawienie samochodów (rzecz jasna – marki Mazda) celem powiezienia ich na hulaj-dusze w centrum. Szkoda, że większość (wszyscy?) poprosiła o destynacje ku-domowe, w przeciwieństwie do załogi dwóch autobusów dla publiczności. Przyjęcie podsumowujące było udane, chociaż relacje z jego późniejszej części mieszają się, w związku z czym sprawozdawca wspinanie.pl nie jest w stanie podzielić się z Czytelnikiem drobiazgową relacją z tego wydarzenia.

Andrzej Mecherzyński-Wiktor

arena-wspinaczkowa-wgore-logo

mazda-logo

Pod patronatem

WSPINANIE.PL na bialym




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum