9 stycznia 2015 08:33

“Ogólnie jesteśmy nieźle zajechani” – Agnieszka Tyszkiewicz i Marcin Wernik o przejściu drogi “Supercanaletta”

W dniu 3 stycznia, po dwóch dniach wspinaczki (z małym hakiem), niżej podpisani Agnieszka TyszkiewiczMarcin Wernik (oboje UKA Warszawa) stajemy na szczycie Fitz Roy’a po dokonaniu pierwszego polskiego przejścia drogi Supercanaletta (1600 m). Wycena przewodnikowa 5+, 80°. My pokonaliśmy trudności do M6/6+. Styl przejścia to kilka razy AF.

Superacanaletta - nius

Wspinaczkę rozpoczynamy o 2.30 w nocy 1 stycznia. Nowy Rok spędzamy na biwaku tuż przed wejściem w drogę. Początkowy kuluar o długości 1000 m i trudnościach do 80° pokonujemy na lotnej asekuracji, tu warunki są dość dobre.

Start w drogę (fot. Marcin Wernik)

Start w drogę (fot. Marcin Wernik)

Po osiągnięciu tzw. Bloque Emotrado rozpoczyna się właściwa wspinaczka. Niestety, pierwsze wyciągi są bardzo trudne, skała przykryta dość dużą ilością śniegu i tempo wspinaczki bardzo mocno nam spadło. Do godziny 21 pokonujemy jedynie ok. 10 wyciągów (w tym kilka przedłużonych) i postanawiamy założyć pierwszy biwak na małej śnieżnej półeczce.

Rano kontynuujemy wspinanie i osiągamy kluczowe trudności. Tu kilka razy prowadzący musi zmieniać twarde buty na wspinaczkowe, mimo że temperatury są dosyć niskie.

Ostatni wyciąg wyprowadzający na grań to szeroki komin prawie cały pokryty tzw. rime’m, czyli śniegiem o konsystencji zlepionego cukru. Jego pokonanie wymaga akrobatycznych umiejętności, ale w końcu udaje nam się wyjść na grań. Tu znowu zaczyna wiać mocny patagoński wiatr i to bardzo mocno (co to znaczy, może sobie wyobrazić tylko ten, kto tu był). Niestety, w tych warunkach nie możemy znaleźć łatwej drogi na szczyt i, mając świadomość nieuniknionego kolejnego biwaku, rozkładamy się na wygodnej półce ok. 150 m pod szczytem.

Rano kontynuujemy wspinaczkę i ok. 9 stajemy na szczycie. Po zrobieniu kilku zdjęć na resztce baterii telefonu (słaba jakość niestety) ruszamy w dół.

Agnieszka Tyszkiewicz i Marcin Wernik na szczycie Fitz Roy (fot Agnieszka Tyszkiewicz)

Aga i Marcin na szczycie Fitz Roy (fot Agnieszka Tyszkiewicz)

Na szczycie (fot. Agnieszka Tyszkiewicz)

Na szczycie (fot. Agnieszka Tyszkiewicz)

Pierwszy odcinek schodzimy szukając linii zjazdów w bardzo mocnym wietrze. Nie bez problemów udaje nam się je znaleźć i rozpoczynamy zjazdy. Jednak mniej więcej w połowie gubimy właściwą linię (najprawdopodobniej jest błąd na topo) i musimy kilka z nich założyć samodzielnie. W końcu jednak o zmroku udaje nam się osiągnąć lodowiec pod Fitz Roye’m. To jednak nie koniec naszych przygód.

W ciemnościach, w mnogiej ilości śladów nie możemy znaleźć właściwej drogi do Paso Superior. Ostatecznie wybieramy znany nam wariant (choć dużo dłuższy) i przez Paso Guillamet schodzimy do Rio Electrico, gdzie łapiemy stopa do El Chalten. Samo zejście to prawdziwa epopeja – przez ostatnie dwa dni nic nie jedliśmy i nie spaliśmy. Na zejściu męczą nas halucynacje i posuwamy się do przodu tylko siłą woli.

Poza nami Supercanalettę pokonał też inny (chyba amerykański) zespół. I to były jedyne dwa wejścia na Fitz Roy’a w tym oknie pogodowym – było kilka prób wejścia innymi drogami, ale zakończyły się wycofami. Poza tym było jedno wejście na Cerro Torre przez Ragni (plus przynajmniej jeden wycof) oraz jedno przejście drogi Tomahawk na Cerro Standhardt w wykonaniu Colina Haleya. Tyle przynajmniej wiemy.

Niestety, nie posiadamy za dużo zdjęć ze wspinania w związku z powodu zgubienia kamery Gopro i bardzo szybkiego wyczerpania się baterii w aparacie.

Agata Tyszkiewicz i Marcin Wernik

Po zejściu (fot. Jean Lee)

Teraz próbujemy się zregenerować. Ogólnie jesteśmy nieźle zajechani i mamy lekkie odmrożenia palców u nóg, ale bez tragedii. Mamy nadzieję, na jeszcze jedno wyjście w następnym oknie pogodowym, ale jak będzie to się okaże.

Chcielibyśmy bardzo podziękować za wsparcie Polskiemu Związkowi Alpinizmu, który dofinansował naszą wyprawę.

Agnieszka Tyszkiewicz i Marcin Wernik
(UKA Warszawa)

Przyp. red.: Supercanaleta została wytyczona prawie dokładnie 50 lat temu. 16 stycznia 1965 roku argentyński zespół Carlos ComesañaJosé Luis Fonrouge po trzech dniach wspinaczki stanął na szczycie Fitz Roy’a. Było to dopiero drugie wejście na szczyt i pierwsze w stylu alpejskim. Na swoje czasy było to przejście wyjątkowe, którego dokonali kompletnie nieznani światu Argentyńczycy. Zespół, by udowodnić swoje przejście, zabrał ze szczytu karabinek zostawiony przez wyprawę francuską z 1952 roku (dowodzoną przez samego Lionela Terray) i zostawili flagę argentyńską.

Supercanaletta na Fitz Roy- droga nr 18 (schemat pataclimb)

Supercanaletta na Fitz Roy- droga nr 18 (schemat pataclimb)




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum