20 października 2014 09:51

Hagshu 6515 m – wspomnienie Pawła Józefowicza o pierwszym wejściu na szczyt

Marsz z Hagshu w tle (fot. arch. Paweł Józefowicz)

Marsz z Hagshu w tle (fot. arch. Paweł Józefowicz)

Ruszamy o świcie. Trudniejsza wspinaczka zaczyna się dopiero teraz. Pierwszy kawałek prowadzi stromym lodowym kuluarem, który po paru wyciągach wyprowadza nas na skalny fragment filara. Po kilkunastu dniach chodzenia po śniegu i lodzie, muszę się przestawić na wspinanie w skale. Wchodzę w strome zacięcie wyprowadzające pod przewieszkę. Krótki trawers w prawo i znów w górę na ostrze filara. Tu potężny blok, idealny na stanowisko. Po chwili Darek dochodzi do mnie. Następnych kilka wyciągów wiedzie teraz albo ostrzem filara albo terenem na prawo od niego – pięknym litym granitem.

Późnym popołudniem dochodzimy na małą śnieżną półeczkę, pod kolejnym spiętrzeniem filara. Znajdujemy system rys idących w lewo, za ostrze filara. Zaczyna się ściemniać, ale chcę tego dnia zrobić jeszcze jeden wyciąg. Idę wolno w górę i po 40 metrach dochodzę do gładkiej ścianki. Na dzisiaj wystarczy. Zakładam zjazd i w ciemnościach zjeżdżam do Darka. Tuż przy skale znajdujemy szczelinę, która niżej rozszerza się tworząc szeroką jamę nadającą się na nocleg. Układamy się najlepiej jak możemy. Niestety gdzieś z dołu wieje zimnem, NRC-ty jak zwykle szybko się drą; robi się zimno jak cholera. Mimo, że to tylko około 5900m, jest to najwyższy punkt, jaki osiągnęliśmy na tej wyprawie, więc obaj czujemy wysokość.

Biwak na podejściu żlebem do plateau (fot. arch. Paweł Józefowicz)

Biwak na podejściu żlebem do plateau (fot. arch. Paweł Józefowicz)

Gdy zaczyna świtać gotujemy szybkie śniadanie i idziemy. Małpuję do stanowiska, a po chwili dochodzi do mnie Darek. Następny wyciąg zaczyna się trudnym trawersem w lewo wąską listwą pod ścianką zakończoną przewieszkami, później w górę pionową grzędą na półkę. Po kiepskim biwaku idzie mi ciężko. Następne wyciągi prowadzi Darek. Filar najpierw nieco się kładzie, by potem znów się spiętrzyć. Około 12 wychodzimy na turnię kończącą filar. Przed nami długa, poszarpana grań wyprowadzająca na szczyt.

Z turni zakładamy krótki zjazd przez pionowy próg. Ruszamy granią z lotną asekuracją. Po prawej stronie mamy ponad 1000 metrową pionową ścianę północno-wschodnią, a po lewej dużo bardziej połogie zbocza o wystawie południowej. Mijamy kolejne turnice na grani. Dość szybko psuje się pogoda. Grań jest teraz niby łatwa, ale cały czas trzeba uważać, bo rozgrzanymi, żlebikami od strony południowej co chwila coś się sypie, a po drugiej stronie….




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum