18 października 2013 14:22

Relacja Ueli Stecka z południowej ściany Annapurny

Ueli Steck znów zadziwił świat. Fenomenalny 37-letni Szwajcar, do którego już na dobre przylgnęło określenie “Swiss Machine”, po wielu solowych wyczynach, m.in. na południowej ścianie Shisha Pangmy, północnych ścianach Eigeru oraz Matterhornu i ostatnio na Grani Peuterey, tym razem pokazał czysty styl, szybkość, odporność psychiczną, wytrzymałość i determinację na południowej ścianie Annapurny (8091 m).

To na tym 2,5-kilometrowym skalno-lodowym urwisku zaczęła się przed ponad 40 laty epoka sportowego podboju himalajskich ścian (wyprawa Boningtona w 1970 roku). Znany słowacki alpinista Dodo Kopold napisał o tej ścianie w “American Alpine Journal” (rocznik 2010): Mówi się, że Annapurna jest niebezpieczna od północy, niebezpieczna i trudna od północnego zachodu, a stroma, niebezpieczna i trudna od południa. Wyczyn Ueli Stecka trzeba bez wątpienia zaliczyć do największych osiągnięć w całej historii himalaizmu sportowego.

Dzięki relacji, jaką zamieścił Steck na swojej stronie oraz wywiadowi udzielonemu portalowi planetmountain.com, możemy prześledzić przebieg wyprawy od samego początku.


Ostatni rzut oka na ścianę (fot. patitucciphoto.com)

***

Steck i jego kanadyjski partner Don Bowie przylecieli do Katmandu w dniu 16 września. W trzy dni później polecieli do Pokhary i 20 września rozpoczęli domarsz do Sanktuarium Annapurny. Bazę wysuniętą zorganizowano na wysokości 5000 m. Alpiniści aklimatyzowali się wchodząc kilkakrotnie w ścianę. Na wysokości 6100 ustawili namiot, który miał służyć do noclegu w pierwszej fazie aklimatyzacji, a później jako składzik sprzętu i żywności.


Don i Ueli pod ścianą (fot. patitucciphoto.com)

Pogoda była świetna do 3 października. 4 października, dokładnie w dzień urodzin Ueli’ego, pogoda się załamała, co było dobrym uzasadnieniem dla powrotu do bazy. Przez kilka dni padał deszcz, a w ścianie przybyło śniegu.


Ueli Steck w czasie aklimatyzacji w dolnych partiach południowej ściany Annapurny
(fot. Don Bowie)

Po uważnej obserwacji ściany, 9 października nastąpił start właściwej akcji. Do podstawy urwiska Donowi i Ueli’mu towarzyszyła para znanych szwajcarskich fotografów Dan i Janine Patitucci, którzy podjęli się fotograficznej obsługi przedsięwzięcia. Pogoda była dobra, ale wiał dość silny wiatr. Przy szczelinie brzeżnej (5560 m) ze wspinaczki zrezygnował Don Bowie. Oświadczył, że wybrana linia drogi wydaje mu się zbyt trudna technicznie, by mógł się zdecydować na rezygnację z liny. A takie było podstawowe założenie Stecka – szybkość i brak asekuracji. Pozostało więc samotne pokonywanie ściany. Była godzina 5.30.

Wybrana linia prawie pokrywała się z trasą tragicznie zakończonej próby doborowej francuskiej dwójki Jean-Christophe Lafaille – Pierre Beghin. Francuzi dotarli 11 października 1992 roku do wysokości około 7200 m, gdy załamała się pogoda. Podczas zjazdów nastąpił wypadek. Zawiodło zakotwiczenie liny i Pierre Beghin spadł 1000 metrów w dół, ponosząc śmierć. Jego ciała nigdy nie znaleziono. Lafaille musiał schodzić samotnie w przerażających warunkach pogodowych, mając do dyspozycji tylko krótki kawałek liny zapasowej. Na dodatek w czasie wycofywania się spadający kamień uszkodził mu rękę. Minęły cztery dni, zanim udało mu się zejść do podstawy ściany, gdzie pomocy udzielił mu zespół wspinaczy słoweńskich.

Jak pisze Steck:

W pierwszej chwili było mi trudno przestawić się na wspinaczkę samotną. Ale dobre warunki szybko pomogły mi skoncentrować się na wspinaniu. Po raz kolejny wszystko zaczęło pasować. Ze składziku na 6100 m zabrałem namiot i maszynkę do gotowania. spakowałem namiot i kuchenkę w moim plecaku. Linę zostawiłem, ponieważ w plecaku miałem 6-milimetrową linkę zapasową. Z powodu wagi zostawiłem też śpiwór i większość wyniesionego tam wcześniej jedzenia.


Ostatnie śniadanie przed wejściem w ścianę (fot. patitucciphoto.com)

Wspinaczka do headwallu – skalnej bariery na wysokościach od 7000 do 7500 m – była stosunkowo łatwa, tylko dokuczał mu wiatr, który zawiewał śniegiem. Pod headwallem chciał zostawić namiot, zatrzymać się na odpoczynek i posiłek. Ponieważ nie znalazł bezpiecznego miejsca, musiał zejść około 100 m, gdzie znalazł szczelinę osłoniętą od wiatru. Tam rozbił namiot, zjadł i dużo pił. Tymczasem zaszło słońce i wiatr się uspokoił. To zjawisko zaobserwował już poprzedniego dnia z bazy wysuniętej. Z tym, że mógł się spodziewać wiatru wraz z nastaniem dnia. A więc wspinaczka nocą – to była jego szansa.

Pokonanie headwallu umożliwiała linia lodu i firnu. Tu też korzystniejsze byłoby nocne wspinanie. Po godzinnej przerwie na biwaku Ueli na nowo podjął wspinaczkę. Miejscami lód i firn był dość cienki i Szwajcar musiał wchodzić w teren skalny. Okazało się jednak, że stromizna nie była zbyt duża, idealna dla solowej wspinaczki. Pewien problem stwarzał mu brak puchowej rękawicy, którą wytrącił mu nagły poryw wiatru w czasie próby fotografowania. Zgubił przy tym również aparat. Jedyną pozostałą rękawicę musiał przekładać z ręki do ręki, w miarę jak marzły mu palce. Pozostały mu tylko rękawiczki palczaste.

Headwall okazał się krótszy niż myślałem. Trudno powiedzieć ile to było wyciągów, gdyż nie używałem liny. W każdym bądź razie dość szybko znalazłem się na jego końcu. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę gdzie jestem i co to oznacza. Teraz musiałem po prostu walczyć z wiatrem. Krok po kroku zdobywałem wysokość i mówiłem sobie: po prostu walcz, tylko walcz! Kiedy dotarłem do grani szczytowej, nie mogłem w to uwierzyć. To wciąż była noc, niebo pełne gwiazd, a grań opadała stromo przede mną. Sprawdziłem na wysokościomierzu, obserwowałem przebieg grzbietu. Byłem na najwyższym punkcie.

Steck spędził zaledwie 5 minut na wierzchołku i rozpoczął zejście. Cały czas był skoncentrowany, myśląc tylko o celu – dotrzeć do szczeliny brzeżnej. Don Bowie, Dan Patitucci i Szerpa Tenji oczekiwali go na lodowcu. 10 października o godz. 9.30 był już w bazie.


Don Bowie i Szerpa Tenji witają Stecka po zejściu (fot. patitucciphoto.com)

Później przyszła refleksja: “I think I finally found my high altitude limit, if I climb anything harder than that I think I will kill myself.” (Myślę, że w końcu osiągnąłem swoją granicę. Jeśli spróbuję zrobić coś trudniejszego, to sądzę, że to mnie zabije).

***


Drogi na południowej ścianie Annapurny (fot. Wolfgang Beyer / Topo Janusz Kurczab)

  1. Droga brytyjska 1970: Douglas Haston, Donald Whillans, Kierownik wyprawy Christian Bonington
  2. Ueli Steck solo 2013
  3. Droga japońska 1981 (na Annapurnę Centralną, 8051 m): Hiroshi Aota, Yukihiro Yanagisawa, Yasuji Kato
  4. Droga polska im. Jana Pawła II 1981 (na Annapurnę Centralną, 8051 m): Maciej Berbeka, Bogusław Probulski. Kier. Ryszard Szafirski
  5. Droga hiszpańska 1984 (na Annapurnę Centralną, 8051 m): Nil Bohingas, Enric Lucas
  6. Droga polska 1988 (na Annapurnę Wschodnią, 8010 m): Artur Hajzer, Jerzy Kukuczka
  7. Tomaz Humar solo 2007 (na Annapurnę Wschodnią, 8010 m)

Janusz Kurczab

Źródła: uelisteck.ch, planetmountain




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek

    Którędy zszedł [21]
    Zastanawiam się, którędy schodził, bo napisał, że myślał tylko aby…

    18-10-2013
    andrzej