12 września 2013 08:08

Oczy w obłędzie mają drugie powtórzenie – drogę komplementują Darek Kałuża i Marcin Gąsienica-Kotelnicki

W ostatnią sobotę 7 września drugiego powtórzenia doczekały się Oczy w obłędzie IX+ na Mnichu. Drogę Andrzeja Marcisza i Tomasza Opozdy z 2008 roku poprowadził zgrany zakopiański zespół Marcin Gąsienica-Kotelnicki (TOPR) i Darek Kałuża (KW Zakopane, TOPR).


"Oczy w obłędzie" (foto i topo Andrzej Marcisz)

Poprowadzenie drogi sprawiło chłopakom wielką frajdę. W ich opinii to jedna z najładniejszych i zarazem najbardziej wymagających linii na Mnichu. Abstrahując od trudności, przyznają, że podczas wspinania na całej drodze nie da się przykładać siły w sposób prosty, a połoić można we wszystkich możliwych formacjach. Darek chwali też autorów drogi:

Podczas wspinania na każdym z odcinków tej drogi widać profesjonalizm i doświadczenie jej autorów. Linia jest dosyć logiczna, pomimo wykorzystania ostatnich skrawków wolnej skały w tej części ściany. Blachy zainstalowano w miejscach optymalnych, dodatkowo mamy możliwość dołożyć coś od siebie. Co najważniejsze, na tych siedmiu wyciągach wspinamy się cały czas po naturalnej rzeźbie, z czym różnie bywa na innych drogach. 

Warto podkreślić, że zarówno Marcin z Darkiem, jak również Mariusz Serda (do Mariusza należy pierwsze powtórzenie z 17 sierpnia tego roku) zgodnie stwierdzili, że kluczowy 1. wyciąg zasługuje na nieco wyższą wycenę niż autorskie IX+.  „Dla nas to najładniejszy wyciąg na Mnichu. Trudności porównywalne ze skałkowymi standardami w stopniu VI.5+” – podkreśla Darek. Wbrew pozorom to jednak nie ta długość liny, ale miejsce na 5. wyciągu sprawiło im najwięcej problemów, ale o tym za moment…

Zakopiańczycy prowadzili wyciągi na zmianę, Darkowi przypadły odcinki 1,3,5,6, a Marcin wziął na siebie nr 2,4 i 7. Oddajmy jednak głos Darkowi, który opowiada, jak wyglądały próby na drodze i jak doszło do powtórzenia po pięciu latach Oczu w obłędzie:

Już przy drugiej wizycie na Mnichu udało się poprowadzić pierwszy najtrudniejszy wyciąg. Niestety, trzeba było wracać do domu bo wspinanie tego dni zaczęliśmy późnym popołudniem. Kolejnym razem pierwszy wyciąg padł od wstawki i zdecydowaliśmy iść do końca.  Kiedy przeszliśmy cztery wyciągi i wylądowaliśmy na stanowisku, na lewo od startu do rysy Kosińskiego, wydawało się, że droga jest nasza i nie ma możliwości, żeby jej dziś nie zrobić.

Została nam ryska z piątego wyciągu i wyciąg na nosie Mnicha. Niestety, tego dnia dostaliśmy niezłe manto i zdewastowani wróciliśmy z kwitkiem. Kluczem do drogi okazał się pionowy odcinek ryski  na piątym wyciągu. Dodatkową trudnością był lekko zerodowany granit i cienka warstewka  porostów. Przy każdej próbie klinowania ręki wszystko delikatnie podjeżdżało, katując przy tym niemiłosiernie naszą skórę.  (Podobną sytuację zastaliśmy też w wielu innych miejscach na drodze, przez ostatnie pięć lat mało kto się tam wspinał!).

Kolejne dwa popołudnie spędziliśmy na czyszczeniu drucianką i  szukaniu optymalnych patentów na pozostałe miejsca. Po usunięciu porostów i zerodowanej skały ryska na piątym wyciągu okazała się wkaszalna, a oblaki na balderkach podejściowych pod nos Mnichwy uzyskały odpowiednie tarcie. Przy powrocie z kolejnej szychty na „Oczach”, na taborze spotkaliśmy Marcina Serdę (Serka), który też wstawiał się do drogi i wymieniliśmy patenty na poszczególnych wyciągach. Już za dwa dni Serek popisał się doskonałym przejściem, prowadząc wszystkie wyciągi. Droga została odczarowana.

O charakterze poszczególnych wyciągów i ich trudnościach Darek pisze:

  1. Ten wyciąg to prawdziwa perła. Początkowo techniczne i piękne wspinanie w zaciątku i po filarku doprowadza do balderowego  miejsca  z krawądkami, potem czujnym zacięciem do stanowiska.  Dla nas to najładniejszy wyciąg na Mnichu. Trudności porównywalne ze skałkowymi standardami w stopniu VI.5+;
  2. Trawersik po obłym kancie, potem dwa pioniki i lądujemy pod „Superatą”. Miodzio! Trudności VIII;
  3. Przewinięcie przez kancik i rajbung na tym wyciągu to prawdziwe napinanie łydy. Można się zdziwić! Spokojnie VIII;
  4. Dojście pod ryskę na piątym wyciągu. Jedno sprężające miejsce za VII;
  5. Klucz do tego wyciągu to pionowy odcinek ryski, z którą mieliśmy najwięcej problemów, i  jak się okazało, było to dla nas najtrudniejsze miejsce na całej drodze.  Dla wysokich troszkę łatwiej. Samo miejsce ze względu na brak dobrych stopni i balderowy charakter ma spokojnie IX. Potem restowa półka i „płytka z kryształami" – tak nazwaliśmy to ostatnie trudne miejsce na tym wyciągu. Żeby je zrobić trzeba zadać z kryształów stając na tarcie. Trudność IX;
  6. Dwa podejściowe balderki pod nosa.  Na drugim urwał się kluczowy stopień i tak jak pisał Serek – teraz ma spokojnie IX-. Pozioma rysa na Nosie to prawdziwa petarda.  Jeśli znajdzie się właściwe klinowania rąk, choć nie jest to takie oczywiste, ma tylko VIII+. Każdym innym patentem trudniej.
  7. Wycieczka na szczyt.

Brunka




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum