Chcieć to móc – czyli zrób sobie loda sam
Lodowe wspinanie nigdy specjalnie nie cieszyło się popularnością wśród kieleckich wspinaczy. Z przyczyn prozaicznych – po prostu jest to zajęcie dość kosztowne, a miejsc do jego uprawiania nie ma w Polsce zbyt wiele. Co innego mikst (w wydaniu rodzimym – czyli skała + śnieg + zamarznięta ziemia/trawa) czy też drajtuling – te uprawiane są gremialnie, a Świętokrzyski Klub Alpinistyczny organizuje od czasu do czasu imprezę Gry DryToolowe „O Kaziowa Igłę”, cieszącą się dużym uznaniem wśród uczestników.
Jeżeli jednak chodzi o lód – to pustynia, no może poza kilkoma osobami wyjeżdżającymi od raptem kilku lat do Austrii w poszukiwaniu zamarzniętej wody. Owszem Herman z Preziem już 10 lat temu odkryli dość pokaźny lodzik tworzący się w czynnej kopalni Ostrówka, ale wspinanie na nim zakończyło się bardzo szybko i średnio przyjemnie – na komisariacie.
Sytuacja zmieniła się diametralnie w zeszłym sezonie, gdy po wyjątkowo deszczowej jesieni przyszedł mroźny grudzień i w kamieniołomie Ślichowice wylało naturalnie kilka nitek lodowych. Nagle okazało się, że głód lodu jest bardzo duży, chętnych do wspinania wielu i pod drogami pojawiły się kolejki. To wówczas zaświtała myśl, że przecież można lać samemu…

Ślichowice przełom 2010/11 – pierwszy raz, od kiedy zamieszkałem w Kielcach (była to jedenasta zima), pojawiły się lody nadające do wspinania – był to wynik wyjątkowo deszczowej jesieni. Tegoroczna nie dawała cienia szansy na powtórkę… (fot. Tomek Salvador Markiewicz)
Tegoroczna jesień była wyjątkowo sucha, a zima długo nie chciała nadejść – lody nie chciały utworzyć się nawet w Tatrach, a na Kadzielni nowo obite drogi straszyły kruszyną towarzyszącą dodatnim temperaturom, czekając na pierwsze prowadzenia. Do tego wszystkiego doszedł brak panelu do ładowania, gdyż przeniesienie i rozbudowa klubowej pakerni niepokojąco się wydłużyły. W związku z tym powoli narastała w środowisku kieleckim frustracja związana z bezczynnością – zaczęto nawet jeździć regularnie na ścianę do Radomia.i nie wiadomo jakby się to wszystko skończyło, gdyby nie nadejście siarczystych mrozów.
Skumulowana energia eksplodowała i ukierunkowała na celu: „zróbmy sobie loda”. ŚKA udzieliło samej idei i klubowiczom bezwarunkowego poparcia oraz wsparcia finansowego, a gospodarz Kadzielni – GeoPark Kielce wykazał się zrozumieniem i zezwolił w trybie pilnym na realizację. Nie pozostało nic innego, jak spróbować i we wtorek o 13:00 popłynęła woda z pierwszej pompy.

Sobota 4 lutego w południe, niedługo kończy się czwarta doba lania – gdy jedni jeszcze pracują,
inni już napierają – ostatecznego kształtu, gabarytów i masy lód nabierze we wtorek. Wtedy też Herman wyciągnie wtyczkę… (fot. arch. dr know)
Temat okazał się nie aż tak trudny w realizacji – wymagał jedynie wizji, konsekwencji, cierpliwości, samozaparcia oraz nieco odporności na deszcze padające przy -20 st. C. Z każdym dniem nabywaliśmy doświadczenia, dołożyliśmy druga pompę z wężem ogrodowym i końcówką pracującą w trybie nazwanym roboczo „podlewanie ogórków”, wymieniliśmy agregat prądotwórczy na zasilanie z pobliskiego sklepu, „deszczownicę” (pozioma rura z otworami) na większą, ustawialiśmy elementy optymalnie – lód zaczął przyrastać szybko i po trzech dobach, w piątek, można było robić pierwsze przejścia. Oficjalnie obiekt otworzyliśmy w sobotę rano i przez łyk-end doczekał się grubo ponad 100 osobo/przejść.

Powyżej – na lodowych ściankach wspina się Karol "Herman" Dąbrowski. Poniżej kalafiory konsumuje Przemek "Cniach" Sieradzan (fot. Krzysiek Zając)
Ostateczny kształt lód uzyskał po sześciu dobach i jego aktualne wymiary to: szerokość podstawy – 15 m, szerokość przy wierzchowinie – 11 m, wysokość – 8-10 m. Takie gabaryty pozwoliły wytyczyć 5 logicznych linii, do których przejścia potrzebujemy ostrych dziabek i raków oraz 2-3 śrub do lodu z ekspresami. Wariantów wędkowych jest oczywiście więcej, ale kto by się tam nimi przejmował. Dopóki pracowały pompy możliwe było wspinanie w nocy przy sztucznym oświetleniu halogenami, które zapewniało niezapomniane wrażenia estetyczne. Wszyscy zgodnie orzekli, że efekty przerosły oczekiwania i powstał fantastyczny obiekt do treningu lodowego, wart włożonej pracy.

Dla spragnionych piękna – wspinanie nocą przy halogenie. Powyżej wspina się Bartek "gÓral" Świtek, poniżej Paweł "dr know" Olendzki (fot. Krzysiek Zając)

W związku z tym, że jest to obiekt całkowicie sztuczny, który powstał tylko i wyłącznie dzięki pracy i środkom lokalnych wspinaczy, którego z każdym przejściem ubywa (i który trzeba stale doglądać i pielęgnować) – zdecydowaliśmy się wprowadzić pewne ograniczenia (nie zakazy – a ograniczenia/warunki) w dostępie dla osób spoza lokalnego środowiska. O szczegółach dotyczących zasad/warunków wspinania po lodzie można dowiedzieć się na miejscu od lokalnych wspinaczy lub wcześniej drogą telefoniczną czy też mejlową – tu mogę zapewnić: nikt nikogo nie będzie gonił z ciupagą. I żeby było jasne – ograniczenia dotyczą jedynie lodu – cała mikstowa Kadzielnia stoi otworem. Mam nadzieję, że ten akapit jest zrozumiały i nie budzi niepotrzebnych negatywnych emocji. Z chęcią udzielę, jeżeli będzie tak potrzeba, stosownych informacji w najbliższą sobotę podczas II edycji TryToolu.
Reasumując, jak widać z powyższego , wylanie lodospadu nie jest specjalnie skomplikowaną sprawą – potrzebny jest sprzyjający teren, prąd, trochę urządzeń i przede wszystkim grupka mocno sprężonych do działania osób, wsparta klubem wspinaczkowym – reszta dzieje się praktycznie sama. Zatem koleżanki i koledzy – do dzieła!
Paweł dr know Olendzki
Świętokrzyski Klub Alpinistyczny dziękuje serdecznie za wieloletnią współpracę GeoParkowi Kielce, z nadzieją, że przyszłość przyniesie realizację jeszcze większych obiektów. Tu i ówdzie pojawiają się w Kielcach fantazje, żeby przekształcić Gry DryToolowe w festiwal lodowy…
Paweł dr know Olendzki
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA
Gratuluję naśladowcom ;-)
Wprawdzie w Głuszycy nie musieliśmy angażować takich środków, czy chociażby sklepu spożywczego, ale temat jest nam bliski. :-) Mieliśmy już…
Odpowiedzi: 15