29 października 2010 16:38

Historia polskiego wspinania – Góry wysokie cz. III (lata 1990-2010)

Zimowe wejście Krzysztofa Wielickiego na Lhotse zakończyło dekadę lat 80., którą nie bez racji nazywamy złotą. Koniec “złotej dekady” polskiego himalaizmu zbiegł się z przełomem politycznym i gospodarczym w Polsce. Dla alpinizmu miało to podwójne skutki: z jednej strony wolność jednostki i paszport w szufladzie, z drugiej z trudem opanowywana galopująca inflacja i rosnące bezrobocie. Szefowie prywatnych firm niechętnie widzieli pracowników wyjeżdżających w góry na parę miesięcy. Waluta wymienialna stała się łatwo dostępna, ale o złotówki było coraz trudniej.

Ostatni rok dekady lat 80. był przełomowy w sensie negatywnym również pod innym względem. Wiosną tego roku w lawinie pod Everestem zginęło pięciu czołowych polskich himalaistów: Eugeniusz Chrobak, Mirosław Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Andrzej Heinrich i Wacław Otręba. Zabrakło również Jerzego Kukuczki, którego pochłonęła trzykilometrowa zerwa południowej ściany Lhotse. Dodajmy jeszcze tragedię, jaka rozegrała się w 1986 roku na stokach K2 – śmierć Tadeusza Piotrowskiego, Wojciecha Wróża i Dobrosławy Miodowicz-Wolf. Zabrakło niemal całej polskiej czołówki himalajskiej. Łączność międzypokoleniowa została nadszarpnięta, jeśli nie całkiem zerwana.

I jeszcze jedno zjawisko było symptomatyczne, jeśli chodzi o schyłek XX wieku: wzrastająca popularność wspinaczki sportowej. Można zaryzykować twierdzenie, że niejeden as wspinający się wyłącznie na “panelu” lub w skałkach, i stroniący od gór, nie miał szans odkryć w sobie talentu do konkurencji pogardliwie nazywanej “udeptywaniem śniegu” na wysokości.

Wszystko to miało negatywny wpływ na wyniki polskiego himalaizmu. Co się działo w omawianych dwóch ostatnich dekadach? W skrócie można powiedzieć, że biorąc pod uwagę skuteczność wypraw, niestety niewiele. Nadal działał Wojtek Kurtyka, ale częściej bez powodzenia. Pięciokrotnie próbował pokonać zachodnią ścianę K2, w tym trzykrotnie z Erhardem Loretanem, partnerem ze wschodniej ściany Trango Tower. Trzy razy wycofywał się z ogromnej grani Mazeno na Nanga Parbat, gdzie obok Loretana jego partnerem był m.in. sławny brytyjski himalaista Doug Scott.

Krzysztof Wielicki w latach 90. nie brał udziału w wyprawach zimowych. Zajął się kolekcjonowaniem ośmiotysięczników do “Korony Himalajów” i zakończył ich zdobywanie w 1996 roku wejściami na K2 oraz samotnie na Nanga Parbat. Odniósł także sukcesy sportowe: na Dhaulagiri i na Shisha Pangma poprowadził nowe drogi. Po śmierci Zawady w 2000 roku, Wielicki przejął pałeczkę po sławnym “Liderze” i zorganizował dwie wielkie zimowe wyprawy – na Makalu i K2.

Jednym z najjaśniejszych punktów ostatniej dekady XX wieku był sukces wyprawy Klubu Wysokogórskiego “Trójmiasto” w 1996 roku. Gdańszczanie pod kierunkiem Waldemara Soroki pokonali niezdobytą dotychczas, bardzo trudną północno-zachodnią grań Annapurny (8091 m).

W latach 90. pojawił się świetny zespół młodego pokolenia, który szybko uzyskał przydomek “Dream Team”. Byli to Janusz Gołąb, Jacek Fluder i Stanisław Piecuch. Po sukcesach alpejskich zespół ruszył w Himalaje. Fluder wziął udział w pierwszej wyprawie Zawady na Nanga Parbat. W 1999 roku “Dream Team” pokonał dziewiczą wschodnią ścianę Kedar Dome w Himalajach Garhwalu. Skrajnie trudna wspinaczka 1500-metrową skalną ścianą trwała 2 tygodnie non stop. W 2002 roku do wspomnianej wyżej trójki dołączył młodszy od nich Grzegorz Skorek. Po udanych wspólnych wspinaczkach na Alasce i w Alpach, przyszła kolej na góry wysokie. W 2003 roku Gołąb, Piecuch i Skorek zaatakowali południowo-zachodnią ścianę dziewiczego szczytu Kunyang Chhish East (7400 m) w Karakorum. Ambitna próba zakończyła się na wysokości 6700 m. Ściana i szczyt dotąd pozostają dziewicze, mimo, że w 2006 roku atakowały go renomowane zespoły zza oceanu: Kanadyjczycy Ben Firth, Rafał Sławiński. Eamonn Walsh i Ian Welsted, oraz Amerykanie Vince Anderson i Steve House. Aktywność “Dream Teamu” skończyła się wraz ze śmiercią Grzegorza Skorka na północnej ścianie Chan Tengri w dniu 18 lipca 2004 roku.

W pierwszej dekadzie XXI wieku najjaśniej świeciła gwiazda Piotra Morawskiego. Po debiucie zimowym na wyprawie Wielickiego na K2 i wielu sukcesach w latach 2004-2009, przyszedł jednak tragiczny rok 2009 i śmierć w szczelinie lodowej pod Dhaulagiri.

***

  • Wschodnia ściana Dhaulagiri (8167 m)

Nową drogę środkiem wschodniej ściany 9 maja 1990 roku wytyczył samotnie Krzysztof Wielicki. Rekonesans pod ścianę wykazał, że należy zdecydować się na styl alpejski i w miarę szybki atak. Brak było miejsc na obozy, a dłuższe przebywanie w ścianie mogło się okazać niebezpieczne. Wielicki przyjął odmienną taktykę od zespołu z 1980 roku. Postanowił najpierw wejść na wierzchołek drogą normalną i dopiero później, już w pełni zaklimatyzowany, spróbować sił na wschodniej ścianie. 24 kwietnia wszedł na wierzchołek północno-wschodnią granią, startując z obozu na wysokości 7000 m.


Droga Wielickiego na wschodniej ścianie Dhaulagiri (fot. i topo Krzysztof Wielicki)

9 maja o godz. 23 rozpoczął samotną wspinaczkę. Wspinał się w komplecie puchowym, rezygnując z niesienia śpiwora. Łatwym początkowo zboczem osiągnął skalny uskok doprowadzający do długiej i trudnej lodowej rynny Najpierw pokonał skalno-lodowe kominki o wysokości około 80 m. Dalsza droga wiodła wprost do góry centralnym kuluarem, po lodzie o nachyleniu 60, a miejscami 65 stopni. Warunki lodowe były dość dobre. Już blisko grani obsunął się kilka razy ze zgrzytem raków i ostrzy czekanów. Drogę do góry zagrodziła trudna bariera skalna. Po trzech godzinach prób znalazł sposób na wyjście na grań podszczytową na wysokości ok. 7800 m. Zaczął sypać śnieg, wobec czego nie mając sprzętu biwakowego zaniechał kontynuowania wspinaczki aż do wierzchołka, na którym był już przed dwoma tygodniami.

Przejście Krzysztofa Wielickiego trzeba ocenić bardzo wysoko. Wprawdzie ściana była już zdobyta, jednak przeszedł ją bliżej środka, a nade wszystko cennym było jej jednodniowe samotne pokonanie w stylu największych mistrzów.

  • Południowo-zachodnia ściana Cho Oyu (8201 m)

Wojciech Kurtyka oraz dwaj Szwajcarzy Erhard Loretan i Jean Troillet zaatakowali jesienią 1990 roku dziewiczą południowo-zachodnia ścianę Cho Oyu. W 24-godzinnej wspinaczce pokonali dwukilometrową mikstową ścianę, której nachylenie sięgało 60 stopni, a trudności IV stopnia. To świetne stylowo przejście miało miejsce 21 września 1990 roku.


Drogi na południowo-zachodniej ścianie Cho Oyu. Od lewej: P. Kozjek (solo, 2006), Y. Yamanoi (solo, 1994), W. Kurtyka, E. Loretan, J. Troillet (1990)

  • Południowo-zachodnia ściana Shisha Pangma

Wkrótce po zdobyciu południowo-zachodniej ściany Cho Oyu, ta sama trójka Kurtyka – Loretan – Troillet poprowadziła nową drogę na południowo-zachodniej ścianie Shisha Pangma. Zespół dokonał tego przejścia 3 października 1990 roku, docierając do grani, ale nie wchodząc na główny wierzchołek.

Na tej samej ścianie 7 października 1993 roku samotnie wytyczył nową drogę Krzysztof Wielicki. Droga wyprowadziła na grań południowo-wschodnią w dużej odległości od szczytu. Mimo to, po 20 godzinach od wyjścia z bazy Wielicki osiągnął główny wierzchołek. Był to jego dziesiąty ośmiotysięcznik w drodze do Korony Himalajów.


Drogi na południowo-wschodniej ścianie Shisha Pangma: 1. Droga zespołu Loretan, Kurtyka, Troillet, 1990, 2. Droga koreańska, Par Jun Hun, Kang Yeon Ryoung, 2002 3. Droga słoweńska,Kozjek i Štremfelj, 1989 4. Droga brytyjska, Scott, McIntyre, Baxter-Jones, 1982 5. Droga polska, Wielicki solo, 1993 6. Droga hiszpańska, Figueras, Permańé, 1995 (zakończona w pkt. B, bez szczytu) 7. Brytyjska droga zejściowa, 1982 8. Droga słoweńska zwana “klasyczną”, zejście z drogi 3 zespołu Kozjek – Stremfelj, 1989 Niebieską linią kropkowaną (0) oznaczono trasę zimowego przejścia ściany
w 2004 r. Zaznaczono miejsca obozów I i II (fot. i topo Piotr Morawski)

  • Północno-zachodnia grań Annapurny (8091 m)

W sezonie pomonsunowym 1996 roku Annapurnę zaatakowała wyprawa Klubu Wysokogórskiego “Trójmiasto”. W skład wyprawy wchodzili: Michał Kochańczyk, Wojciech Litwin, Andrzej Marciniak, Waldemar Siciński, Waldemar Soroka (kierownik), Jan Szulc, Krzysztof Tarasewicz, Władysław Terzeul (Ukraina), Anthony Tonsing (USA), Jan Turowiecki, Mirosław Urbanowicz, Andrzej Zieleniewski (lekarz) i Andrzej Grotha (radiotelegrafista).

Po trudnym domarszu w ulewnych deszczach, 3 września stanęła baza w Północnym Sanktuarium Annapurny.. Większość zaopatrzenia została przetransportowana do bazy helikopterami z Pokhary.
Początkowo planowano wejście drogą holenderską z 1977 roku. Ostatecznie, już po założeniu pierwszych dwóch obozów, alpiniści zdecydowali się zaatakować dziewiczą północno-zachodnią grań. Droga początkowo pokrywała się z drogą pierwszych zdobywców. Obóz I stanął na wysokości 5100 m, a obóz II na 5700 m.

16 października, już w dziewiczym terenie, Marciniak, Tarasewicz i Terzeul dotarli do miejsca obozu III (6100 m). Obóz ostatecznie został założony w dwa dni później. Ta część drogi była bardzo niebezpieczna – kilkakrotnie lawiny zasypywały uczestników. Następne dni poświęcono na poręczowanie tzw. “grani kalafiorów”. Postęp wyprawy uległ zahamowaniu, gdy 1 października nastąpiło załamanie pogody. Duży opad śniegu spowodował kolejną przygodę z lawiną, na szczęście poza stratą sprzętu i drobnymi potłuczeniami nic poważnego się nie stało.

Długa “grań kalafiorów” została ostatecznie pokonana 11 października przez Marciniaka i Terzeula, a następnego dnia stanął obóz IV (6500 m). Po trzech dniach poręczowania ustawiono również obóz V (7100 m). Powyżej niego napotkano największe trudności – barierę skalną wymagającą poręczowania. Na czele niemal cały czas znajdowała się dwójka Marciniak – Terzeul.

19 października bariera została pokonana, a następnego dnia Marciniak i Terzeul zaatakowali szczyt. Wystartowali o godz. 7, a o godz. 15.30 stanęli na wierzchołku.

Osiągnięcie wyprawy KW “Trójmiasto” zostało przez fachowców ocenione jako najlepsze wejście roku 1996 w Himalajach Nepalu. Upłynęło od niego już 14 lat, a wciąż okazuje się, że północno-zachodnia grań Annapurny była ostatnią polską nową drogą na ośmiotysięczniku.


Annapurna od północy z drogą polską z 1996 r (fot. summitpost.org., topo Janusz Kurczab)

  • Nanga Parbat – próby zimowe

Dwie zimowe wyprawy na Nanga Parbat poprowadził Andrzej Zawada. Pierwsza z nich odbyła się zimą 1996/97. Po półtoramiesięcznym oblężeniu nie powiódł się szturm dwójki Krzysztof Pankiewicz i Zbigniew Trzmiel. Ten ostatni osiągnął wysokość 7800 m, Pankiewicz zawrócił 300 m niżej. Obaj odnieśli poważne odmrożenia.

Rok później Nanga Parbat znów obroniła się przed atakiem polskich alpinistów. Tym razem Polacy natrafili na wyjątkowo trudne warunki pogodowe i akcję zakończyli znacznie poniżej wierzchołka.

  • Wschodnia ściana Kedar Dom

W 1999 roku środek monolitycznej ściany zaatakowali: Jacek Fluder, Janusz Gołąb i Stanisław Piecuch. Działając w stylu bigwallowym pokonali ścianę drogą o trudnościach VIII, A3+.

Bazę na polanie Sunderban Polacy założyli 7 września, a następnie przetransportowali ok. 150 kg sprzętu i żywności pod ścianę (z bazy ok. 6 godzin marszu).Wejście w ścianę było trudne – spękany, trzeszczący i obrywający się stromy lodowiec, a potem mokre i kruche kominy. Te partie trzeba było zaporęczować. Wspinaczkę non stop rozpoczęli 22 września i spędzili w ścianie 14 dni. 8 pierwszych nocy spędzili na półce w kociołku u podstawy monolitu, wspinając się  i zjeżdżając na biwak. 500-metrowy monolit nad pierwszym biwakiem stanowił kluczową część ściany. Były to płyty z zanikającymi szczelinami, pozbawione jakichkolwiek półek. Wszystkie stanowiska były wiszące. Na całej drodze Polacy osadzili ok. 35 spitów, często też zmuszeni byli używać sky-hooków, knifów i jedynek.

Pod koniec wspinaczki dawał się już we znaki brak żywności, już po pierwszym załamaniu pogody himalaiści musieli racjonować dzienne porcje, jedząc pod koniec tylko jedną zupkę na dzień. Po 13 dniach zespół dotarł do znacznie łatwiejszych partii ściany i połączenia z drogą węgierską. Z uwagi na fatalną pogodę i brak żywności zdecydowali się zrezygnować z wejścia na szczyt i następnego dnia zjechali drogą węgierską do podstawy ściany.


Polska droga na wschodniej ścianie Kedar Dome (fot. Marek Grochowski, topo Janusz Kurczab)

  • Zimowe próby wypraw Wielickiego na Makalu i K2

Na początku XXI wieku Krzysztof Wielicki zorganizował dwie wielkie wyprawy zimowe na dwa najwyższe spośród niezdobytych jeszcze zimą ośmiotysięcznych szczytów Ziemi: Makalu (8481 m) i K2 (8611 m).

Makalu’2001/2002. W skład wyprawy weszli: Krzysztof Liszewski, Roman Mazik (lekarz), Jerzy Natkański, Maciej Pawlikowski, Andrzej Samolewicz, Piotr Snopczyński, Gia Tortladze (Gruzja), Krzysztof Wielicki (kierownik), Dariusz Załuski i Jarosław Żurawski. Wyprawie towarzyszyła korespondentka “Rzeczpospolitej” Monika Rogozińska.

Wyprawa działała na trzech drogach. Pierwotny plan przewidywał wejście zachodnim filarem. Było to zbyt ambitne zadanie jak na himalajską zimę. Następnie przerzucono się na długą południowo-wschodnią grań, by w końcu szturmować drogę pierwszych zdobywców. Gdy do tej taktyki (którą należy uznać za błędną) doszły niekorzystne warunki atmosferyczne – huraganowe wiatry, które niszczyły wyprawową infrastrukturę, jasnym się stało, że wyprawa musi zakończyć się porażką. Na drodze klasycznej osiągnięto wysokość 7000 m, na południowo-wschodniej grani i zachodnim filarze – odpowiednio 6800 i 588 m.


Uczestnicy zimowej wyprawa na Makalu 2000-2001 (fot. Krzysztof Wielicki)

K2′ 2002/2003. Była to duża, z rozmachem zorganizowana wyprawa, sponsorowana przez firmę telekomunikacyjną “Netia”. Oprócz 12-osobowej ekipy alpinistów polskich w skład wyprawy wszedł Kanadyjczyk Jacques Olek, 4 alpinistów z Kazachstanu, Gruzji i Uzbekistanu, oraz 5-osobowy zespół wspierający (również włączający się do akcji górskiej). Liczni byli przedstawiciele mediów (TVP i “Rzeczpospolita”).

Wyprawa działała na północnym filarze od strony chińskiej. 29 grudnia 2002 roku założono bazę główną na lodowcu Qogir. Od pierwszego dnia 2003 roku rozpoczęto poręczowanie drogi. Założono 4 obozy, na wysokościach 6000, 6800, 7200 i 7630 m. Ataku szczytowego nie udało się przeprowadzić. Kluczowymi momentami, negatywnie wpływającymi na postępy akcji, była rezygnacja z wyprawy Wasilija Piwcowa, Gii Tortladze i Iliasa Tukwatulina 28 stycznia oraz choroba Marcina Kaczkana, którego musiano sprowadzać do bazy z obozu IV w dniach 26 i 27 stycznia. W przeciwieństwie do swoich trzech towarzyszy z byłych republik radzieckich, wydatny wkład w postęp akcji miał Kazach Denis Urubko – wtedy jeszcze mało znany, a obecnie należący do najwybitniejszych himalaistów świata. Jednym z tych, którzy dotarli najwyżej na północnym filarze K2 był Piotr Morawski. Po raz pierwszy dał wtedy próbkę swojego talentu i twardości.


Północny filar K2 z trasą próby zimowej (fot. Piotr Morawski, topo Grzegorz Głazek)

Chyba największym osiągnięciem wyprawy było zaistnienie na niespotykaną dotąd skalę polskiego alpinizmu w mediach. Wyprawa Netia K2 2002/2003 była wielką imprezą, zorganizowaną zgodnie ze współczesnymi zasadami marketingu sportowego.

  • Shisha Pangma zimą – pierwsze starcie

W 2004 roku pod Shisha Pangma znalazła się niewielka wyprawa w międzynarodowym składzie: Pierre Bergeron (Kanada), Jacek Jawień, Yvon Lattreille (Kanada), Piotr Morawski, Simone Moro (Włochy), Jan Szulc (kierownik) i Dariusz Załuski.

Na początku wyprawę prześladowały choroby. Simone Moro musiał nawet pojechać do Katmandu by podkurować się, Załuski miał wysoką temperaturę, a Jawień osłabł do tego stopnia, że musiał wracać do kraju. Baza główna stała na wysokości 5400 m. Osłabiona wyprawa założyła bezpośrednio u stóp góry bazę wysuniętą (5700 m), którą stopniowo zaczęto zaopatrywać. Akcja ruszyła na dobre, gdy podkurował się Załuski, a z Katmandu wrócił Simone Moro – zdrów i pełen energii.

Jako linię wejścia wybrano drogę hiszpańską prowadzącą południową ścianą. Wkrótce okazało się, że na Kanadyjczyków nie bardzo można liczyć. Cały wysiłek transportu i pierwszych przymiarek do ściany spadł na barki Moro i polskiej trójki. Polsko-włoski zespół założył w pierwszych dniach stycznia obóz I (6100 m). Długo nie można było znaleźć dogodnego miejsca pod namiot obozu II. Dopiero 9 stycznia Morawski i Moro znaleźli na wysokości 7150 m niewielką platforemkę, na której rozbili pół stojący, pół wiszący namiot. 17 stycznia Morawski i Moro ukończyli wspinaczkę ścianą i stanęli na grani. Zaczęli trawersowanie stoków grani w kierunki szczytu. O godz. 15 dotarli do wysokości 7700 m i mając w perspektywie nieprzygotowany biwak na smaganej wichrem grani, postanowili zawrócić. Następnego dnia popsuła się pogoda i z kolejnego ataku trzeba było zrezygnować. Efektem wyprawy było pierwsze zimowe przejście drogi hiszpańskiej z 1995 roku (której autorzy również nie weszli na wierzchołek).

  • I zimowe wejście na Shisha Pangma (8027 m)

Minął rok i ci sami alpiniści, tym razem bez Kanadyjczyków, postanowili ponownie zmierzyć się z Shisha Pangma. Kierownikiem ponownie został Jan Szulc, a w składzie znaleźli się: Jacek Jawień, Piotr Morawski, Simone Moro i Dariusz Załuski.

Po wstępnej aklimatyzacji w rejonie Khumbu, wyprawa przeniosła się do Tybetu i założyła bazę ponownie pod południową ścianą Shisha Pangma, ale nieco niżej (5200 m). Tym razem wybrali łatwiejszą technicznie drogę jugosłowiańską, która wiedzie prawą stroną tej flanki góry. W ostatni dzień 2004 roku stanął obóz I (6550 m). Popsuła się pogoda i akcja na razie nie mogła być kontynuowana. Gdy tylko aura pozwoliła, alpiniści ruszyli znowu do góry. Wydzierali ścianie kolejne metry, transportowali liny, sprzęt i prowiant. Dotarli do wysokości 7200 m i dociągają tam poręczówki. Historia się powtórzyła – kolejne załamanie pogody spędziło wspinaczy ze ściany.

Himalaje ogarnęły dotkliwe mrozy i niszczycielskie wichury. Mimo to 11 stycznia akcja ruszyła. Do bazy wysuniętej przenieśli się Morawski i Moro. Następnego dnia polsko-włoska dwójka podeszła do “jedynki”, gdzie spędziła ciężką noc. Dzień 13 stycznia był ważny. Pokonali ostatnie trudności – 200 metrów kruchej skały. Około godziny 16 wyszli na przełęcz w grani, która miał formę rozległego plateau. Wysokościomierz wskazywał 7400 m.

Jeszcze rozkładając namiot na przełęczy pomyśleli, że warto następnego dnia spróbować końcowego szturmu. Decyzja o zaatakowaniu szczytu okazała się jak najbardziej słuszna: tylko 5 godzin potrzebowali, by stanąć na wierzchołku Shisha Pangma! Zdobyciem Shisha Pangmy polscy alpiniści nawiązali do czasów, gdy bezdyskusyjnie dzierżyli światowy prymat w zimowym himalaizmie.


Piotr Morawski na wierzchołku Shisha Pangma zima 2005 (fot. arch. Piotr Morawski)

  • Na skalnych ścianach Karakorum

Na przełomie XX i XXI wieku dużą popularność wśród alpinistów wielu narodowości zdobył rejon Masherbrum Mountains, a szczególnie skalne otoczenie dolin Charakusa i Nangmah. Umiarkowana wysokość szczytów, obfitość i dostępność 1000-metrowych skalnych ścian zbudowanych z pięknego granitu sprawia, że uprawiana tam działalność zazwyczaj niewiele różni się od wspinaczek w górach typu alpejskiego czy w Yosemitach. Wspinaczki niejednokrotnie kończą się z końcem trudności, rzadko na wierzchołku, a powrót następuje zjazdami.

Denbor Brakk.
W lipcu 2001 roku w dolinie Nangmah w Karakorum działała polska dwójka Marcin Tomaszewski i Krzysztof Belczyński. Po nieudanej próbie na monolicie Amin Brakk zespół wytyczył nową drogę na ścianie Denbor Brakk (ok. 4800 m). Była to pierwsza linia na zachodniej ścianie, rozwiązująca najbardziej strzelisty środkowy z trzech filarów ściany. Nazwa Tańcząc w ciemnościach nawiązuje do dużej ilości wahadeł, jakie wspinacze musieli wykonać przerzucając się pomiędzy formacjami skalnymi. Całość wyceniona została na VI big wall VII, A3+, 600 m. Wierzchołek został osiągnięty po 8dniach wspinaczki w dniu 24 lipca 2001 roku.


Amin Brakk (1) Nawaz Brakk (2) Denbor Brakk (3) i południowa turnia Denbor Brakk (4)
(fot. Clint Estes)

Badal Wall i Nafees Khup
Latem 2007 roku belgijsko-polska wyprawa w składzie bracia Nicolas i Olivier Favresse, Sean Villanueva (wszyscy z Belgii) oraz Adam Pustelnik, działała ponad miesiąc w dolinie Charakusa (Karakorum, Masherbrum Mountains). Celem było poprowadzene nowej drogi na pięknych granitowych iglicach otaczających dolinę.

Na pierwszy ogień poszedł niezdobyty filar szczytu 6615 m w zachodnim grzbiecie K7. Zespół wspinał się w stylu bigwallowym, przenosząc portaledge i ciągnąc ładunki. Wspinacze spędzili w ścianie 16 dni, walcząc również z niepogodą i opadami śniegu, które ostatecznie zatrzymały ich na końcu skalnego filaru. Stąd jeszcze 200 m ośnieżonej grani biegło ku szczytowi. Spróbowali przeczekać złą pogodę, ale ostatecznie zostali zmuszeni zakończyć drogę w tym miejscu i zjechać w dół. Dla drogi wybrali nazwę Badal, co w języku urdu znaczy “częściowo zachmurzona”.

Po wypoczynku i podleczeniu zranionej stopy Pustelnika, kolejnym celem była jedna z turni w sąsiedztwie K7 (6950 m) o wysokości ok. 5600 m. Drogę zrobili w jednym, trwającym non-stop przez 39 godzin szturmie (od bazy do bazy). Powstała w ten sposób Ledgeway to Heaven ma 1300 m wysokości (28 wyciągów) jest niemal klasyczna (7b+ 1 x A0). Dla turni belgijsko-polska czwórka zaproponowała nazwę Nafees Khup.


Badal Wall (z lewej) i Nafees Khup (fot. arch. Adama Pustelnika)

  • Eksploracja dziewiczych partii Karakorum

Latem 2007 roku przez ponad miesiąc działała w Karakorum, w rejonach Honboro oraz Shigar Mountains, wyprawa Klubu Wysokogórskiego Kraków w składzie: Łukasz Depta, Andrzej Głuszek i Wojciech Kozub. Trójka alpinistów wyeksplorowała trzy dziewicze doliny (Lodowce Thalle, Bukma i Khasumik) oraz dokonała kilku I wejść na szczyty m.in.: Mirkasia Peak (ok. 5800-6000 m) oraz Honboro Peak West (ok. 6430 m).

  • Trawersowanie Gasherbrum I (8080 m)

Zgrany polsko-słowacki zespół Peter Hamor i Piotr Morawski miał w planie latem 2008 roku przejście w stylu alpejskim trawersu przez dwa ośmiotysięczniki – Gasherbrumy I (8080 m) i II (8034 m). Jako drogę wejścia na Gasherbrum I Hamor i Morawski wybrali drogę prowadzącą północną ścianą zachodniego żebra Gasherbrum I South (7109 m) i południową flanką głównego szczytu. Autorami jej była szóstka alpinistów hiszpańskich, którzy wejścia dokonali w sierpniu 1983 roku.

Dwójka polsko-słowacka rozpoczęła akcję 16 czerwca. Po pierwszym biwaku na wysokości 5650 m rozpoczęli wspinaczkę 1000-metrową lodową ścianą. Byli na wysokości 6600 m, gdy nastąpiło załamanie pogody. Niepogoda przetrzymała ich na biwaku przez 4 noce. Gdy 21 czerwca przejaśniło się, wyszli na grań i zabiwakowali na wysokości 6900 m. Grań okazała się dłuższa niż przewidywali. Kolejny, siódmy już biwak wypadł na wysokości 7500 m. Znów na jeden dzień zablokowała ich niepogoda. Wreszcie 25 czerwca, po 10 dniach od wyjścia z bazy stanęli na wierzchołku Gasherbrum I.


Trasa trawersowania Gasherbrum I przez Hamora i Morawskiego
(fot. Krzysztof Wielicki, topo Janusz Kurczab)

Hamor i Morawski zeszli z wierzchołka drogą normalną Kuluarem japońskim, dokonując w ten sposób trawersowania szczytu. Niestety, przedłużająca się akcja wyczerpała zarówno siły, jak i zaopatrzenie zespołu. Nie mogło być mowy o kontynuowaniu trawersu w kierunku Gasherbrumu II. Ale nie zrezygnowali z tego szczytu. Po odpoczynku w bazie i uzupełnieniu zapasów, stanęli na wierzchołku kolejnego ośmiotysięcznika 6 lipca

  • Północna ściana Pharilapcha (6017 m)

Wynajdywanie możliwości prowadzenia logicznych nowych dróg w popularnych rejonach Himalajów nie jest łatwe. Tym większa zasługa inicjatywy zespołu, który wybrał się w rejon Khumbu Himal jesienią 2008 roku. Skład jego tworzyli Michał Król, Przemysław Wójcik i Andrzej Sokołowski. Wybrany cel to 1000-metrowej wysokości północna ściana Pharilapcha (in. Langcha, 6017 m).

Po wstępnej aklimatyzacji zespół wszedł w ścianę. Wspinaczka miała charakter mieszany, trudności lodowe sięgały stopnia WI5, mikstowe M7, a skalne V. Trzykrotnie alpiniści biwakowali w ścianie, z czego tylko na jednym można było przyjąć pozycję leżącą. Kolejny biwak musieli spędzić w zejściu.


Północna ściana Pharilapcha z drogą zespołu Król, Wójcik, Sokołowski

  • Północna ściana Malanphulan (6573 m)

Tę 1200-metrową ścianę wypatrzył i wielokrotnie atakował Wojciech Kurtyka. Partnerowali mu m.in. Bogdan Stefko (1996), Marcin Michałek (1998 i 2005), Erhard Loretan (1999) i Krzysztof Starek (2005). Najwyżej – tuż pod grań szczytową – dotarł w 1999 roku z Loretanem. W ostatniej próbie Wojtka w 2006 roku brali udział również Marcin Michałek i Krzysztof Starek.

W 2009 roku ścianę przeszedł zespół w składzie Wojciech Kozub, Marcin Michałek i Krzysztof Starek. Przejścia dokonano w stylu alpejskim w dniach 30.10 – 2.11. 2009. Tylko pierwszego dnia pod wieczór natrafiono na dobre miejsce biwakowe. Do niego alpiniści wrócili na drugą noc po pokonaniu zaledwie trzech trudnych wyciągów.

1 listopada po południu zdecydowali się na atak non-stop. Przez noc pokonali trudne spiętrzenie nazwane “Pralką”. Dopiero pod wieczór doszli do kluczowego, bardzo stromego kuluaru broniącego dostępu do szczytu. Północna wystawa i specyficzne umiejscowienie powoduje, że w ścianie panuje wieczne zimno. Stanie na stanowiskach na przednich zębach raków było prawdziwą udręką. Wyciąg przed granią zaczęły się kolejne problemy: sypki, niezwiązany śnieg, seraki. Dopiero za trzecim razem udało się przebić właściwą drogą na grań. Niestety okazała się ona niezwykle ostra, w dodatku podziurawiona przez wiatr. Prowadzący Michałek cofnął się do towarzyszy i po naradzie zespół zdecydował nie wchodzić na szczyt.

Osiągnięcie zespołu z jednej strony wywołało entuzjazm, skutkujący przyznaniem środowiskowej nagrody “Jedynka”, a z drugiej wzbudziło kontrowersje. Chodziło o to, czy rzeczywiście Marcin Michałek wyszedł na grań szczytową? i czy wycena trudności drogi to rzeczywiście ED+? Zarówno jedno jak i drugie kwestionował Kurtyka, twierdząc, że droga jest łatwiejsza niż twierdził zespół, a Kozub, Michałek i Starek dotarli do tego samego miejsca, co on z Loretanem przed 11 laty.

Od redakcji: Obecnie czekamy na ustalenia ekspertów Jacka Fludera i Piotra Sztaby, którzy wktóce ogłoszą wyniki swoich prac w sprawie Malanphulan.

  • Korona Himalajów

W omawianym okresie dwóch Polaków dołączyło do ekskluzywnego grona zdobywców wszystkich ośmiotysięczników. W 1996 roku po wejściu na K2 (północnym filarem) i Nanga Parbat (samotnie) piątym zdobywcą Korony stał się Krzysztof Wielicki.

Upłynęło 14 lat, gdy do tego grona dołączył Piotr Pustelnik (jako dwudziesty z kolei). Piotr zakończył zdobywanie wszystkich ośmiotysięczników wiosną 2010 roku wejściem na Annapurnę, którą szturmował wcześniej czterokrotnie.

Lista zdobywców Korony liczy obecnie 21 nazwisk, z czego cztery należą do Koreańczyków, po trzy do Polaków i Włochów. Dwóch przedstawicieli ma Hiszpania, a po jednym Australia, Ekwador, Finlandia, Kazachstan, Meksyk, Niemcy, Portugalia, Szwajcaria i USA.

***

Janusz Kurczab




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum