25 lutego 2009 18:44

Marcin Tomaszewski w Patagonii – 1:0 dla pierwszego żywiołu

Pogoda zwodziła Marcina od samego początku. Dawała nadzieję, po czym ostro stawiała do pionu. Marcin „Yeti” Tomaszewski zakończył właśnie pierwszą część swojego projektu pod nazwą „4 żywioły”. Z pierwszym z nich – patagońskim wiatrem – nie udało się wygrać.

Okna pogodowe w Patagonii to prawdziwa rzadkość. Nagłe załamania pogody rzecz najzwyklejsza pod „słońcem”. Silne wiatry i opady śniegu powodują, że wspinaczom obok umiejętności przydaje się żelazny zapas wytrwałości, no a przede wszystkim szczęścia. Tego szczęścia Marcinowi tym razem niestety zabrakło.

W dużym skrócie. Najpierw była próba przejścia zachodniej ściany Fitz Roy’a (3405m) i tamtejszego klasyka, mikstowo-lodowej Supercanalety (1800m, TD+ 5.10 90°). Na przeszkodzie stanęły fatalne warunki panujące w ścianie czyt. brak lodu (news). Marcin nie zrezygnował jednak z Fitz Roy’a i postanowił „podejść” górę od drugiej strony. W połowie marca plan był gotowy:

Strategia wejścia na Fitz Roy’a nie jest skomplikowana, ale wymaga dobrej taktyki. Aby znaleźć się pod drogą należy dotrzeć z Chalten na camp do Rio Blanco (2h marszu). Następnie przenosi się biwak wyżej do położonego na lodowcu (4h marszu) Passo Superrior. Potem jest jeszcze godzinne podejście pod ścianę.


Podejście lodowcem na Passo Superrior
(fot. Marcin Tomaszewski)

Droga na szczyt składa się z kilku etapów. Pierwszym jest pokonanie 350m mikstu (śnieg, lód i skała) o trudnościach do IV. Po przejściu tego terenu stajemy pod właściwym 650-metrowym skalnym spiętrzeniem o trudnościach do 6c (VI.2+). To są właśnie główne trudności drogi. Po nich należy jeszcze pokonać następne 350m stromych pól lodowych na szczyt. Główną przeszkodą podczas pokonywania ostatniej bariery jest mocny wiatr,  który często potrafi całkowicie uniemożliwić wspinaczkę.

Jak można było się spodziewać, plany jak na ironię znów pokrzyżowała pogoda. Optymizm nie opuszczał jednak Marcina, który dał sobie i Patagonii jeszcze jedną szansę. Padło na Aguja Poincenot (3002m), drugi co do wielkości szczyt masywu Fitz Roy’a.


Widok na Poincenot w dzień (fot. Marcin Tomaszewski)

Tym razem, mimo, że zapowiadało się na świetne warunki… Oddajmy zresztą głos Marcinowi:

Torując pod Poincenota towarzyszyło mi dwóch Austriaków. Gdy znaleźliśmy się w pobliżu ściany poczułem nagle pod sobą głuche tąpnięcie! Miałem wrażenie, że za chwilę ziemia ucieknie mi spod nóg. Metr nad moją głową na powierzchni śniegu pojawiło się kilkunastometrowe pęknięcie. Zamarłem. Od razu ostrzegłem idących za mną Austriaków, jednak gdy się obejrzałem biegli już ile sił w nogach na dół. To była szybka i słuszna decyzja. Stałem więc w miejscu i zastanawiałem się, czy nie wykonać kilku kroków wyżej, ponad pęknięcie i kontynuować podejścia pod ścianę. Po chwili jednak zszedłem do chłopaków.


Pęknięcie powierzchni śniegu zapowiadające lawinę. Zdjęcie zrobione podczas drugiego podejścia. Wszyscy oceniliśmy stopień zagrożenia lawinowego na poziomie IV (fot. Marcin Tomaszewski)

Po krótkiej naradzie oznajmili mi, że nie zamierzają ryzykować i schodzą na dół, tym bardziej że za kilka dni pogoda ma być jeszcze pewniejsza (niestety już po terminie mojego lotu do domu). Dla mnie ze względu na brak czasu to była ostatnia szansa wspinaczki. Miałem tylko jeden dzień wspinania i sprint na dół do autobusu do Calafate. O świcie podszedłem inną drogą pod niebezpieczne miejsce, znów zbliżyłem się do ściany. Czułem się, jak saper na polu minowym…

Poincenot, czego mogłem się spodziewać pokryty był grubą warstwą lodu i śniegu. Rampa, którą zamierzałem podejść pod główne spiętrzenie stanowiła takie samo zagrożenie, jakie napotkałem na podejściu pod spiętrzenie góry. Gdy wyszło słońce ze ściany wytapiały się dość spore kawałki lodu bombardując dolną część drogi. Z jednej strony decyzja była prosta i oczywista…


Z lewej Poincenot, lód wytapiał się z białej ściany na monolicie.
Z prawej Fitz Roy (fot. Marcin Tomaszewski)

Więcej informacji o wyprawie znajdziecie na www.czteryzywioly.net. W najbliższym czasie Marcin zapowiada na stronie humorystyczny reportaż z tego, co dzieje się w Chalten w czasie niepogody oraz porcję materiałów o rejonie i sprzęcie.

Z pierwszym żywiołem się nie udało. Szansa pojawia się już niedługo. Na przeszkodzie tym razem Zimno, czyli Alaska…

Brunka

Źródła: www.czteryzywioly.net

Tagi:



  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum

    łojant: Re: RIP
    Tak !...

    Krzysztof89: Re: RIP
    burlan napisał: Czyżby Eugeniusz Głazunow?...

    łojant: Re: RIP
    Nie ciebie...