15 maja 2007 08:01

Zima w Tatrach do 4 maja

Z dość sporym opóźnieniem, za co serdecznie przepraszam, zabieramy się za podsumowanie ostatnich dni zimy w naszych górach. Choć dzięki ostatniemu doniesieniu o łańcuchówce Wojtka Kozuba i Kuby Hornowskiego wiemy, że ta dla niektórych skończyła się dopiero 4 maja. Ale po kolei.

W ostatnim podsumowaniu (patrz Zima w Tatrach do 21 marca) zabrakło kilku ciekawych wspinaczek. Mam tu głownie na myśli pokonanie 15 marca, w bardzo ciężkich warunkach śniegowych i dość słabej pogodzie, klasyka klasyków jakim jest Filar Mieguszowieckiego Szczytu Wielkiego (wariantem oryginalnym w kopule szczytowej). Autorami tego przejścia byli jedni z najaktywniejszych “zimowców” ostatnich lat, czyli Marcin Księżak i Piotr Sztaba (Wspinanie.pl Test Team). Czas tego przejścia, które odbyło się w stylu non stop to 21 godzin. Marcin uważa, że była to jedna z jego najładniejszych wspinaczek w Polskich Tatrach. Jego zdaniem, jej długość oraz charakter, czyni z niej prawdziwą górską, w tym przypadku alpejską, przygodę.

Następnym ciekawszym przejściem, o którym dotąd nie wspomnieliśmy, było pokonanie 17 marca przez zespół w składzie Krzysztof Skoczylas i Tomasz Szumski drogi Długosza (6,A1) znajdującej się w lewej części Kazalnicy Mieguszowieckiej. Z powodu silnego załamania pogody, które towarzyszyło zespołowi od mniej więcej połowy drogi, czas niezbędny do jej pokonania wyniósł ok. 14 godzin. Warunki jeszcze pogorszył silny wiatr i duży opad śniegu, dlatego zespół musiał zabiwakować (co ostatnio zdarza się niezmiernie rzadko) podczas powrotu do schroniska. Należy przy tym przejściu zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę – wspinaczka ta była dopiero trzecią, którą odnotowaliśmy podczas tego zimowego sezonu na naszej najhonorniejszej ściany, jaką w końcu jest Kazalnica Mieguszowiecka.

Także 17 marca na Kotle Kazalnicy działał Andrzej Sokołowski, który to dokonał prawdopodobnie jedynego w tym sezonie, solowego przejścia drogi Długosz/Popko (5+6-?). Droga została pokonana w stylu raz A0.

Andrzeja można zaliczyć do grona najaktywniejszych tegorocznych wspinaczy zimowych. Jeszcze w marcu, w towarzystwie Marcina Tomaszewskiego (Marmot Team), przeszedł bardzo popularny w tym roku Ostatni dzwonek. Droga znajduje się na Progu Dolinki za Mnichem i po raz pierwszy klasycznie (i to od razu w stylu OS) została pokonana w styczniu tego roku przez Michała Króla (patrz Tatry. Morskie Oko od 13 do 24 stycznia 2007). To właśnie on zaproponował wycenę 8+, co czyniło z kluczowego wyciągu na tej drodze najtrudniejszy zimowo-klasyczny pasaż w polskiej części Tatr Wysokich.

Andrzej i Marcin, który także pokonał kluczową długość liny OS, sugerują obniżenie wyceny do stopnia 8, może nawet 8-. Andrzej, porównując trudności do biegnącej nieopodal drogi Słoweńskie Warianty, uważa że ta ostatnia jest po prostu trudniejsza. Andrzej próbował ją pokonać klasycznie wraz z Michałem Królem w grudniu zeszłego roku (patrz Zima w Moku – podsumowanie okresu 21-30 XII).

Kolejnym partnerem Andrzeja został Robert Grzanka. Zespół ten 31 marca dokonał pierwszego powtórzenia tegorocznej nowość – drogi Toksyczne Kurczaki 7-. Linia ta powstała w fatalnych styczniowych warunkach, za sprawą zespołu testowego Wspinania.pl w składzie Paweł Kopta i Piotr Turkot. Już po autorskim przejściu wspominano, iż trudności mogą być wyższe. Potwierdził to Andrzej, którego zdaniem droga, poza tym że jest bardzo ładna, to jest też bardzo wymagająca, a jej trudności to co najmniej zimowe 7.

O kolejnych przejściach z rejonu Morskiego Oka informował już Artur Paszczak w raporcie o poczynaniach “grupy wyceniaczy” (Tatrzańska skala zimowa – kłopoty z wycenami), tak wiec nie będę tutaj drugi raz o tym przypominał.

Ostatnim przejściem z tego rejonu było pokonanie przez Roberta Rokowskiego i Adama Pieprzyckiego (obaj zespół testowy Wspinania.pl) blisko 500-metrowego Filara Kopy Spadowej 5. Dowiedziałem się ostatnio, iż ta piękna linia, o której napisałem kiedyś, że należy teraz do mniej popularnych, jest dość często pokonywana przez zakopiańskie zespoły złożone z przewodników alpejskich i członków TOPR. Zdaniem Roberta jest to piękna i przyjemna wspinaczka o niewygórowanych trudnościach i charakterze alpejskim.

Kolejne ciekawe przejścia miały miejsce za naszą południową granicą. Działał tam mocny krakowski zespół w składzie Wojtek Kozub i Piotrek Sztaba (Wspinanie.pl Test Team). Za swój cel obrali oni bardzo mało popularną zimą, przynajmniej wśród polskich wspinaczy, wschodnią ścianę Rysów. 9 kwietnia rozpoczęli wspinaczkę na Kominie Plaska. Linię tę pokonali w całości klasycznie, w stylu OS i w bardzo dobrym czasie 9 godzin. Prawdopodobnie było to dopiero pierwsze przejście tej drogi w warunkach zimowych. Pomimo kwietniowej daty zespołowi towarzyszył bardzo intensywny i ciągły opad śniegu. Krakusi na "sztywno" asekurowali się na pięciu długich (60-metrowych) wyciągach w kominie, od którego to nazwę wzięła cała droga. Trudności tego terenu, zdaniem Wojtka i Piotrka (zaprawionych w zimowej wspinaczce klasycznej) powinny sięgać co najmniej stopnia 5+ lub 6 (jako odniesienie podają oni skalę zakrzówkową). Wcześniej, by dostać się pod kluczowe wyciągi, zespół pokonał z asekuracją lotną ok. 150-200 m drogi, która biegnie w tym miejscu wspólnie z znajdująca się nieopodal drogą Świerza. Zdaniem autorów przejścia mimo pewnej kruszyzny, droga jest nad wyraz ładna, pouczająca, godna polecenia i zapewnia przepiękne widoki ze ściany.

Pozostając przy zimowej działalności Wojtka Kozuba, wróćmy na chwilę do jego przejścia w masywie Hrubego Wierchu, o którym pisaliśmy ostatnim razem (patrz news). Okazało się powiem, iż wspinaczka ta była dopiero pierwszym zimowych przejściem tej linii.

Także ostatnie znane nam przejściem tej zimy jest związane z osobą Wojtka. Jest nim anonsowana na początku tego podsumowania łańcuchówka jaką odbył on w towarzystwie Kuby Hornowskiego. 4 maja o godz. 7 rano zespół wbił się w Młynarczykowy Żleb na Młynarzu, by na jego szczycie zameldować się o godz. 10.00. Mimo wczesnej pory słońce mocno operowało w górnych partiach masywu. Zespół musiał robić uniki przed spadającymi co jakiś czas niewielkimi lawinkami lodu i kamieni. Oddajmy głos Wojtkowi:

Do wysokości około 1820 metrów  szliśmy ściśle dnem żlebu był to “beton” i lód o nastromieniu do około 60°. Powyżej tej wysokości wspinaliśmy się polami śnieżnymi i żlebem wyprowadzającym na Wyżnią Białowodzką Przełączkę. Z niej omijając od strony południowej spiętrzenie w grani Młynarza osiągnęliśmy wierzchołek.

Z Młynarza poprzez Młynarzową przełęcz zespół dostał się do Dolinki Spadowej, gdzie ok. godz. 12.30 wbił się w Depresję Dorawskiego. którą to o godzinie 15.15 osiągnął północny niższy wierzchołek Niżnich Rysów. Trudności tego odcinka to generalnie dobrej jakości śnieg o nastromieniu 50-60°. W połowie depresji znajduje się lodowy, kilkumetrowy próg (lód 80-90°), o trudnościach IV. Zespół ze szczytu powrócił tą samą linią wykonując po drodze dwa zjazdy. Do dna Doliny Białej Wody dostali się przez Młynarzową Przełęcz i Żabią  Dolinę Białczańską.

Jak donosi Wojtek warunki w północnych i północno-wschodnich ścianach były rewelacyjne – znajdowało się tam dużo dobrego śniegu i lodu. Wszystko to odpowiadało warunkom jakie możemy zastać w górach średnich – alpejskich w porze letniej.

Maciek Ciesielski

Newsy z zimy:

Tagi:



  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek

    świetna sprawa [3]
    uważam że to kapitalnie, że ludzie wspinają się tak dużo…

    16-05-2007
    paszczu