Zima w Tatrach do 4 maja
Z dość sporym opóźnieniem, za co serdecznie przepraszam, zabieramy się za podsumowanie ostatnich dni zimy w naszych górach. Choć dzięki ostatniemu doniesieniu o łańcuchówce Wojtka Kozuba i Kuby Hornowskiego wiemy, że ta dla niektórych skończyła się dopiero 4 maja. Ale po kolei.
W ostatnim podsumowaniu (patrz Zima w Tatrach do 21 marca) zabrakło kilku ciekawych wspinaczek. Mam tu głownie na myśli pokonanie 15 marca, w bardzo ciężkich warunkach śniegowych i dość słabej pogodzie, klasyka klasyków jakim jest Filar Mieguszowieckiego Szczytu Wielkiego (wariantem oryginalnym w kopule szczytowej). Autorami tego przejścia byli jedni z najaktywniejszych „zimowców” ostatnich lat, czyli Marcin Księżak i Piotr Sztaba (Wspinanie.pl Test Team). Czas tego przejścia, które odbyło się w stylu non stop to 21 godzin. Marcin uważa, że była to jedna z jego najładniejszych wspinaczek w Polskich Tatrach. Jego zdaniem, jej długość oraz charakter, czyni z niej prawdziwą górską, w tym przypadku alpejską, przygodę.
Następnym ciekawszym przejściem, o którym dotąd nie wspomnieliśmy, było pokonanie 17 marca przez zespół w składzie Krzysztof Skoczylas i Tomasz Szumski drogi Długosza (6,A1) znajdującej się w lewej części Kazalnicy Mieguszowieckiej. Z powodu silnego załamania pogody, które towarzyszyło zespołowi od mniej więcej połowy drogi, czas niezbędny do jej pokonania wyniósł ok. 14 godzin. Warunki jeszcze pogorszył silny wiatr i duży opad śniegu, dlatego zespół musiał zabiwakować (co ostatnio zdarza się niezmiernie rzadko) podczas powrotu do schroniska. Należy przy tym przejściu zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę – wspinaczka ta była dopiero trzecią, którą odnotowaliśmy podczas tego zimowego sezonu na naszej najhonorniejszej ściany, jaką w końcu jest Kazalnica Mieguszowiecka.
Także 17 marca na Kotle Kazalnicy działał Andrzej Sokołowski, który to dokonał prawdopodobnie jedynego w tym sezonie, solowego przejścia drogi Długosz/Popko (5+6-?). Droga została pokonana w stylu raz A0.
Andrzeja można zaliczyć do grona najaktywniejszych tegorocznych wspinaczy zimowych. Jeszcze w marcu, w towarzystwie Marcina Tomaszewskiego (Marmot Team), przeszedł bardzo popularny w tym roku Ostatni dzwonek. Droga znajduje się na Progu Dolinki za Mnichem i po raz pierwszy klasycznie (i to od razu w stylu OS) została pokonana w styczniu tego roku przez Michała Króla (patrz Tatry. Morskie Oko od 13 do 24 stycznia 2007). To właśnie on zaproponował wycenę 8+, co czyniło z kluczowego wyciągu na tej drodze najtrudniejszy zimowo-klasyczny pasaż w polskiej części Tatr Wysokich.
Andrzej i Marcin, który także pokonał kluczową długość liny OS, sugerują obniżenie wyceny do stopnia 8, może nawet 8-. Andrzej, porównując trudności do biegnącej nieopodal drogi Słoweńskie Warianty, uważa że ta ostatnia jest po prostu trudniejsza. Andrzej próbował ją pokonać klasycznie wraz z Michałem Królem w grudniu zeszłego roku (patrz Zima w Moku – podsumowanie okresu 21-30 XII).
Kolejnym partnerem Andrzeja został Robert Grzanka. Zespół ten 31 marca dokonał pierwszego powtórzenia tegorocznej nowość – drogi Toksyczne Kurczaki 7-. Linia ta powstała w fatalnych styczniowych warunkach, za sprawą zespołu testowego Wspinania.pl w składzie Paweł Kopta i Piotr Turkot. Już po autorskim przejściu wspominano, iż trudności mogą być wyższe. Potwierdził to Andrzej, którego zdaniem droga, poza tym że jest bardzo ładna, to jest też bardzo wymagająca, a jej trudności to co najmniej zimowe 7.
O kolejnych przejściach z rejonu Morskiego Oka informował już Artur Paszczak w raporcie o poczynaniach „grupy wyceniaczy” (Tatrzańska skala zimowa – kłopoty z wycenami), tak wiec nie będę tutaj drugi raz o tym przypominał.
Ostatnim przejściem z tego rejonu było pokonanie przez Roberta Rokowskiego i Adama Pieprzyckiego (obaj zespół testowy Wspinania.pl) blisko 500-metrowego Filara Kopy Spadowej 5. Dowiedziałem się ostatnio, iż ta piękna linia, o której napisałem kiedyś, że należy teraz do mniej popularnych, jest dość często pokonywana przez zakopiańskie zespoły złożone z przewodników alpejskich i członków TOPR. Zdaniem Roberta jest to piękna i przyjemna wspinaczka o niewygórowanych trudnościach i charakterze alpejskim.
Kolejne ciekawe przejścia miały miejsce za naszą południową granicą. Działał tam mocny krakowski zespół w składzie Wojtek Kozub i Piotrek Sztaba (Wspinanie.pl Test Team). Za swój cel obrali oni bardzo mało popularną zimą, przynajmniej wśród polskich wspinaczy, wschodnią ścianę Rysów. 9 kwietnia rozpoczęli wspinaczkę na Kominie Plaska. Linię tę pokonali w całości klasycznie, w stylu OS i w bardzo dobrym czasie 9 godzin. Prawdopodobnie było to dopiero pierwsze przejście tej drogi w warunkach zimowych. Pomimo kwietniowej daty zespołowi towarzyszył bardzo intensywny i ciągły opad śniegu. Krakusi na "sztywno" asekurowali się na pięciu długich (60-metrowych) wyciągach w kominie, od którego to nazwę wzięła cała droga. Trudności tego terenu, zdaniem Wojtka i Piotrka (zaprawionych w zimowej wspinaczce klasycznej) powinny sięgać co najmniej stopnia 5+ lub 6 (jako odniesienie podają oni skalę zakrzówkową). Wcześniej, by dostać się pod kluczowe wyciągi, zespół pokonał z asekuracją lotną ok. 150-200 m drogi, która biegnie w tym miejscu wspólnie z znajdująca się nieopodal drogą Świerza. Zdaniem autorów przejścia mimo pewnej kruszyzny, droga jest nad wyraz ładna, pouczająca, godna polecenia i zapewnia przepiękne widoki ze ściany.
Pozostając przy zimowej działalności Wojtka Kozuba, wróćmy na chwilę do jego przejścia w masywie Hrubego Wierchu, o którym pisaliśmy ostatnim razem (patrz news). Okazało się powiem, iż wspinaczka ta była dopiero pierwszym zimowych przejściem tej linii.
Także ostatnie znane nam przejściem tej zimy jest związane z osobą Wojtka. Jest nim anonsowana na początku tego podsumowania łańcuchówka jaką odbył on w towarzystwie Kuby Hornowskiego. 4 maja o godz. 7 rano zespół wbił się w Młynarczykowy Żleb na Młynarzu, by na jego szczycie zameldować się o godz. 10.00. Mimo wczesnej pory słońce mocno operowało w górnych partiach masywu. Zespół musiał robić uniki przed spadającymi co jakiś czas niewielkimi lawinkami lodu i kamieni. Oddajmy głos Wojtkowi:
Do wysokości około 1820 metrów szliśmy ściśle dnem żlebu był to „beton” i lód o nastromieniu do około 60°. Powyżej tej wysokości wspinaliśmy się polami śnieżnymi i żlebem wyprowadzającym na Wyżnią Białowodzką Przełączkę. Z niej omijając od strony południowej spiętrzenie w grani Młynarza osiągnęliśmy wierzchołek.
Z Młynarza poprzez Młynarzową przełęcz zespół dostał się do Dolinki Spadowej, gdzie ok. godz. 12.30 wbił się w Depresję Dorawskiego. którą to o godzinie 15.15 osiągnął północny niższy wierzchołek Niżnich Rysów. Trudności tego odcinka to generalnie dobrej jakości śnieg o nastromieniu 50-60°. W połowie depresji znajduje się lodowy, kilkumetrowy próg (lód 80-90°), o trudnościach IV. Zespół ze szczytu powrócił tą samą linią wykonując po drodze dwa zjazdy. Do dna Doliny Białej Wody dostali się przez Młynarzową Przełęcz i Żabią Dolinę Białczańską.
Jak donosi Wojtek warunki w północnych i północno-wschodnich ścianach były rewelacyjne – znajdowało się tam dużo dobrego śniegu i lodu. Wszystko to odpowiadało warunkom jakie możemy zastać w górach średnich – alpejskich w porze letniej.
Maciek Ciesielski
Newsy z zimy:
- Tatrzańska skala zimowa – kłopoty z wycenami
- Uzupełnienia przejść zimowych w Tatrach
- Tatry. Morskie Oko od 13 do 24 stycznia 2007
- Tatry. Morskie Oko od 9 do 13 stycznia 2007
- Tatry. Morskie Oko od 6 do 8 stycznia 2007
- Tatry Morskie Oko od 1 do 5 stycznia 2007
- Zima w Moku – podsumowanie okresu 21-30 XII
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA
świetna sprawa
uważam że to kapitalnie, że ludzie wspinają się tak dużo w kwietniu. Jeszcze niedawno tego nie było, a jak zauważył…
Odpowiedzi: 3