Półfinał boulderingu, 4.V.2005, Monachium
Za nami eliminacje boulderingu – całodzienny maraton dla ponad 130 zawodnikow i ponad 70 zawodniczek. Rozstrzygnięcia zwłaszcza u panów trochę zaskakujące – na pierwszym miejscu Salavat Rakhmietow (to może jeszcze nie dziwi) – jako jedyny pokonał wszystkie problemy! – ale drugie miejsce Japończyka Keita Mogaki i trzecie miejsce Fina Nalle Hukkataival to już zaskoczenie. Na trzecim jeszcze ex equo Tomas Mrazek i Daniel Dulac – pierwszy z nich to przecież specjalista od trudności, drugi to już właściwy mistrz boulderingu!

Salavat Rakhmietow – jako jedyny zrobił 5. bulder (fot. wspinanie.pl)

Daniel Dulac na 6. bulderze (fot. wspinanie.pl)
Wśród pań wszystki buldery zrobiły tylko dwie zawodniczki – Ukrainka Olga Szałygina i Hiszpanka Esther Cruz i to one przystąpią do finału jako faworytki. Miejmy nadzieję, że wielki sukces Renaty Piszczek, jakim jest awans do grona najlepszych to dopiero początek!

Olga Szałygina – pierwsza po półfinale (fot. wspinanie.pl)
Buldery, jak i drogi na mistrzostwa, układa ekipa francuska pod okiem mistrza Jackiego Godoffa. Jacky, jak zwykle uśmiechnięty, wykonał ciekawą robotę – przystawki były bardzo różne, wymagały wielkich umiejętności wspinaczkowych i z pewnością miały coś z ducha bulderów Fontainebleau – miejsca gdzie na stałe mieszka sympatyczny Francuz. Zobaczymy co ekipa przygotowała na dzisiaj. Smaczku dodaje fakt, że mocna drużyna Francuzów musiała się strasznie namęczyć aby pokonać kłopoty przygotowane przez kolegów :-)

Renata Piszczek – awans do finału! (fot. wspinanie.pl)

Tomek Oleksy na 4. bulderze (fot. wspinanie.pl)
Start naszej ekipy to raczej ciąg niespełnionych szans – gdyby panowie zrobili po jednym bulderze więcej… Każdego z nich, zarówno Mateusza Haładaja, Tomka Oleksego i Andrzeja Mecherzyńskiego-Wiktora, na nie pokonanym czwartym do kolekcji problemie dzieliły od sukcesu milimetry. Zabrakło może koncentracji, wiary, że sukces jest w zasięgu ręki… Może nastepnym razem! Agacie Wiśniewskiej i Edycie Ropek zabrakło również pewności, ale warto zbierać takie doświadczenia. Z pewnością Edyta nie zregenerowała się po niezwykle wyczerpującej i kontuzjogennej czasówce. Ale brązowy medal był tego z pewnością wart!
Sprocket
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA