23 czerwca 2005 08:01

Historia wspinania na Jurze (cz. 2) – Czasy Pokutników i Epoka Kaskaderów

LATA 50. i 60.

Prym wiodła niewątpliwie dalej grupa Pokutników związana ze środowiskiem krakowskim. Byli to m.in.: Jan Długosz, Stanisław Biel, Stanisław Worwa, Marian Bała i Marek Stefański. Poza głównym nurtem wspinaczki hakowej zaczynają oni regularnie atakować nowe drogi które pokonują klasycznie lub tylko przytrzymując się haków. Częste wizyty w skałach szybko zaczynają skutkować wzrostem pokonywanych trudności. Za sprawą Pietscha, Zagajewskiego i Westfalewicza padają takie drogi jak Ryski Marynarza, Prawy Okręt, Ryski nad Tablicą (VI+, ok. 1953, Pietsch i Zagajewski). W 1954 Westfalewicz z Długoszem robią prawą połać Pochyłej w Kobylanach (VI). Warto odnotować, że drogi te były pokonywane z dolną asekuracją!

Jura
Budowa geologiczna i rzeźba Jury Krakowsko-Częstochowskiej

Historia wspinania na Jurze cz.1

Zarys historii wspinaczek po Skałkach Podkrakowskich do 1914 r.

Historia wspinania na Jurze cz.2

Interesujący epizod to przejście klasycznie w 1951 przez Kozłowskiego, Mostowskiego i Wilczkowskiego Rysy Trzech Andrzejów w na Wodnej Skale w Podlesicach. Droga ta przez następne lata była pokonywana hakowo. Odnotowano pierwsze przejścia dróg bez asekuracji i nie były to bynajmniej drogi na tamte czasy marginalne. Około roku 1956 do grona wspinających się dołączyli Andrzej Heinrich, Krystyna Lipczyńska, Lucjan Saduś i inni. Nie mieli oni jednak znaczącego wpływu na rozwój wspinaczki poziom pokonywanych dróg pozostał w zasadzie bez zmian, a co gorsza styl znacznie obniżył loty z powodu powrotu do wędki.

Coś jednak drgnęło na północnej Jurze w skałach pojawił się Zdzisław Kirkin-Dziędzielewicz. Wokół niego skupia się grupa która w najbliższych latach ma stać się ważna w historii polskiego wspinania. Mowa o Jerzym Rudnickim, Czesławie Momatiuku, Adamie Zyzaku, Janie Jungerze i Janie Majchrowiczu. Dokonują oni wielu pierwszych przejść i odhaczeń nie tylko w skałach ale i górach wyższych. Rozpoczęła się również eksploracja skał Góry Zborów w Podlesicach prowadzona przez wspinaczy z Warszawy i Łodzi. Nie zachowały się jednak dokładniejsze informacje kto w tym uczestniczył oraz jakie drogi wtedy pokonano.

Poza kilkoma wyjątkami pierwsze dwadzieścia lat po wojnie nie wniosło wiele w rozwój wspinaczki. Osiągnięty szósty stopień (skrajnie trudno) pozostał psychologiczną bariera nie do pokonania. Warto pamiętać, że szóstka w Tatrach zrobiona była wcześniej niż w skałkach (Kant Klasyczny na Mnichu). W latach 1962-1964 pokonana zostaje jednak wyłom w tej magicznej barierze, ale raczej w sensie nowego zdefiniowania trudności stopnia “skrajnie trudno” niż świadomości otwarcia skali na nowe stopnie. Te kilka dróg wychodzących poza ową granicę to m.in. drogi dziś oceniane na VI+ – Heinrichówka na Trzecim Filarku i Rysa Horaka na Obelisku w Kobylanach. Przełom nadejdzie jednak niebawem.

Lata 70. – Epoka Kaskaderów

Z końcem lat 60. (a dokładnie w 1967 roku) pojawiło się w skałach pokolenie wspinaczy z nowym podejściem do kwestii pokonywanych trudności. Celem ich stało się przejście klasyczne tego co dotychczas pokonywane było za pomocą haków.

Kluczową postacią tego okresu jest Ryszard Malczyk “Riko”. To jego działalność wywróci niebawem pojęcie skrajnie trudnej drogi. Już w 1968 roku przechodzi ścianę Sępiej Baszty, Taniec Św. Wita na Wroniej i Prawego Banana. Styl i lekkość z jaką pokonuje drogi dotychczas dostępne tylko techniką hakową powoduje, że wokół niekwestionowanego lidera szybko tworzy się grupa rządna powtórzenia jego sukcesów. Do grupy tej szybko przylega miano “Kaskaderów”.

W latach 70. drogą wytyczoną przez Rika idą: Witold Sas-Nowosielski, Wojtek Kurtyka, Wojtek Myszkowski, Jerzy Zając, Tomek Opozda, Jacek Jasiński, Jerzy Farat i Wojtek Szymandera. W niesamowitym wręcz tempie padają nowe ekstremalne drogi. W ciągu zaledwie kilku lat poziom trudności podnosi się z VI.1 do VI.4+. Trudno dziś dokładnie odtworzyć historie tego okresu, wiele dróg przebytych przez Rika nie było wyceniane ani odnotowywane. Wiemy, że już w 1968 robi Środek Sępiej (VI.1), Taniec Św. Wita (VI.2) i Prawego Banana (VI.2+). Ten znakomity postęp w pokonywanych trudnościach miał rację bytu dzięki uwolnieniu się od stresu lotów i upadków, gdyż dominował wtedy styl TR (Top Rope – wspinanie z górną asekuracją).

Wkrótce Wojciech Kurtyka przedstawia koncepcję nowej otwartej skali trudności tzw. Skala Kurtyki lub Krakowska. Zachowuje ona zgodność z tradycyjną skalą tatrzańską utrzymując stopnie I do VI i rozwija właśnie stopień skrajnie trudno (VI) o podstopnie VI.1, VI.2 itd. (skrajnie trudno.1; skrajnie trudno.2; itd.).

Odpowiednikiem tego czym pod Krakowem byli Kaskaderzy, kilka lat później na północnej Jurze stanowiła grupa, na której trzon składali się: Jan Fijałkowski, Ryszard Pilch, Krzysztof Pankiewicz, Grzegorz Chwoła. W Sokolikach talent swój ujawnia Zbigniew Czyżewski “Małolat”. Błyskawicznie rozwijająca się jego kariera (nowe wartościowe drogi w Tatrach na dużych ścianach) załamuje się po wyjeździe w Himalaje. Młody nieodporny i podatny na wpływy charakter powoduje, że gubi się na swojej życiowej drodze.

W 1. połowie lat 70. powstają drogi VI.3 (1971 roku Środek Szerokiej w Kobylanach). W 1976 pada Filar Abazego (Bolechowice) definiowany wtedy jako VI.4 oraz Święta Inkwizycja (Tyniec) i Sinusoida (Bolechowice). W latach 1978-1979 stopień VI.4 staje się już standardem – istnieje ponad 20 dróg o takich trudnościach. W 1978 roku Wojtek Kurtyka przechodzi solo Panikę Tucznika VI.3+ [droga o charakterze wysokiego bulderu].

Z końcem lat 70. można już zacząć mówić o wykształcających się dwu odrębnych stylach obowiązujących w skałach: tzw. krakowskim (przejścia po uprzednim patentowaniu na wędkę) i śląskim (zwanym też łódzkim). Gdzie celem było przejście dróg od razu z dolną asekuracją bez osadzania uprzednio stałych punktów asekuracyjnych co było standardem pod Krakowem.

Oczywiście akcentując odrębność stylu funkcjonowała również swoista regionalna skala wspinaczkowych trudności 5.1; 5.2; itd. do 5.11 (można jej ślad znaleźć np. w Taterniczkach z początku lat 80.). Wielu wspinaczy z pokolenia kaskaderów wspinana się do dziś, a przynajmniej obecna czołówka wciąż chyli głowy przed ich osiągnięciami. Ich dziełem było przełamanie mitu VI stopnia trudności, oni pierwsi uświadomili sobie fakt, że można robić zdecydowanie trudniejsze drogi i co ważniejsze zrobili je. Ich tropem podążali następcy. Koniec epoki kaskaderów wyłonił takich gigantów polskiego wspinania jak Andrzej Marcisz czy Piotr Korczak “Szalony”, który stał się ze swoją filozoficzną koncepcją “czystego sześćpięć” ideowym ojcem następnego pokolenia.

Ważnym do odnotowania faktem z lat 1978-1979 jest zainteresowanie Tomka Opozdy wspinaniem z dolną asekuracją, pomijając kwestię stylu jego przejść (instalacja haków ze zjazdu i zdarzające się ich przytrzymanie przy wpinkach) zrobił on kolejny przełom prowadząc drogi jakich dotychczas nikt nie miał odwagi w tym stylu zaatakować (Rysa Babińskiego, Rysa Zegarmistrzów, Kant Kuli).

Krzysztof Wróbel




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum