25 maja 2004 08:01

Tatry naszych marzeń

Tekst dedykujemy Tadeuszowi Orłowskiemu

Miniony sezon był dla nas szczególny. Po latach znów związaliśmy się liną, nadwerężeni wiekiem, ale pełni entuzjazmu. Zrobiliśmy dwie nowe drogi na wschodniej ścianie Mnicha i zaczęliśmy trzecią. Nazwa jednej z nich, Superata Młodości, niech posłuży za podsumowanie. Wspinając się, mieliśmy świadomość, że nie tylko realizujemy własne marzenia, ale wykonujemy kawałek społecznej roboty. Metodycznie uzbroiliśmy nasze drogi w przeloty, oczyściliśmy z kruszyzny. Wszakże są one dla wszystkich, dla nas nagrodą pozostaje wpis w książce wyjść.

A jednak…. Dyskusja, którą wywołała nasza (i nie tylko nasza) działalność była bardzo gorąca i wyszła daleko poza ramy sporów z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych. Z jednej strony, bez najmniejszej chęci z naszej strony, obwołano nas ojcami chrzestnymi rewolucji tatrzańskiej, prekursorami ery ringa. Z drugiej strony padły krewkie i gorzkie słowa krytyki i potępienia. Spór potoczył się gwałtownie w słowie drukowanym i w mediach elektronicznych. Kolejne jego odsłony nie przyniosły rozstrzygnięcia prawomocności otwierania dróg ze zjazdu.

Mimowolnie wydarzyło się coś niedobrego. Zaczęliśmy wzajemnie mówić o drogach naszych i waszych, o tych, które są i o tych, których nie ma. Rodziły się pomysły na wzajemne uprzykrzanie sobie życia w górach.

Co gorsza, dyskusja wyszła daleko poza kręgi powołane do stanowienia o “etyce profesjonalnej” wspinaczki. Pojawiły się głosy, apele (wręcz denuncjacje) osób, miejmy nadzieję mentalnie odległych od taternickiego środowiska, aby w tej materii zdać się na damoklesowy miecz TPN. W takiej atmosferze zaczęła się gubić rzecz najważniejsza i bezcenna: koleżeństwo i nasza klanowa solidarność. Dlatego my, niżej podpisani, jesteśmy gotowi ustąpić z zajmowanego w sporze stanowiska. Moglibyśmy zadeklarować, że nasz projekt na Mnichu, w który włożyliśmy już wiele sił i środków, będzie ostatnim, jaki zrealizujemy przy zastosowaniu stylu zwanego francuskim. Każdy następny pomysł, a mamy ich kilka, gotowi jesteśmy realizować, wspinając się od dołu, tak jak zwykło się to robić w niemalże całej historii taternictwa.

Ustąpimy pro publico bono, ale chcemy mieć świadomość, że rezygnując z wolności własnego działania, robimy to w imię dobrze umotywowanej wartości. Taką wartością może być tradycjonalizm. Ideałem byłoby dla nas przeniesienie w Tatry saksońskiego ducha wspinaczki (1), tylko klasycznej z jasno określonym sposobem zakładania stałej asekuracji. Wiemy, że jest to niemożliwe. Niemniej jednak proponujemy, aby pewne elementy tradycjonalizmu nadały tatrzańskiemu wspinaniu rzetelny wymiar.

Niech więc, w sezonie letnim, na całym obszarze Tatr Polskich, powstają tylko drogi prowadzone od dołu. Sposób i narzędzia instalacji stałych przelotów pozostawmy inwencji potencjalnych zdobywców z tym jednakże zastrzeżeniem, że młotek czy wiertarka (2) mogą być użyte tylko podczas premierowego przejścia. Za obligatoryjne uważamy pozostawienie dróg w stanie, w jakim zaoferowali je autorzy, stąd nasza sugestia, aby wszystkie wbite punkty (także haki, spity to oczywiste) zostały na tych drogach pozostawione. Taki sposób naszej działalności pozwoli uczynić zadość ochronie skały i wspinaczce z minimalną ilością sprzętu (w przypadku powtórzeń), i oczywiście “cichej”, bez młotka. Ma się rozumieć, że tam, gdzie będzie to tylko możliwe, stosować powinniśmy asekurację naturalną (3).

Ze swojej strony moglibyśmy obiecać, że nie będziemy już tworzyć kompletnie wyposażonych dróg skałkowych, takich jak Metallica czy Superata.

Powyższe propozycje nie są łatwe i tanie w realizacji, ale kto powiedział, że tradycjonalizm polega na łatwiźnie. Przeciwnie: obok trudności psychicznych i następnych w kolejności technicznych, trudność logistyczna jest wpisana w tradycyjną optykę. Liczymy na to, że zwolennicy wspinania hakowego dla wspólnego dobra pogodzą się z zawężeniem pola działania swojej dyscypliny. Nie haczcie dróg klasycznych, latem czy zimą, a jeśli, to tylko w stylu clean (4). Prosimy amatorów drytoolingu o podobną wstrzemięźliwość w doborze celów (5).

Apelujemy wreszcie o koleżeństwo i omawianie drażliwych kwestii jedynie we własnym gronie. Wobec obcych sił występujmy jednym głosem!

ad.1 Nasi adwersarze zawsze powoływali się na tradycjonalizm jako podstawę krytyki tworzenia dróg ze zjazdu. Mniemamy, że był to rzeczywisty powód kontestacji. Są dwie szkoły (ikony) tradycjonalizmu: saksońska i brytyjska. Pierwsza z nich za kluczowe uznaje prowadzenie dróg zawsze od dołu i instalowanie ściśle określonego typu przelotów (ringów) za pomocą ustalonych procedur. Podczas takiej wspinaczki poszczególne odcinki pomiędzy ringami (runouty) powstają zawsze podczas rzeczywistego wspinania klasycznego bez znajomości. W tym sensie są “uczciwe”. Powtarzający ma co najmniej takie same szanse, jest mu o tyle łatwiej, że ma świadomość samego istnienia wyekwipowanej w ringi drogi. Tradycja brytyjska (w dużym uproszczeniu) nie jest tak sformalizowana. Najistotniejszy jej postulat to unikanie wykorzystywania haków i zwłaszcza spitów. Zdecydowanie preferuje asekurację naturalną, to skała ma być przede wszystkim “czysta”. Z oczywistych względów tradycja brytyjska idzie na kompromis w rozpoznaniu i patentowaniu dróg. Obok przejść idealnych stylowo napotykamy tutaj praktykę dokładnego patentowania dróg przed prowadzeniem. Dotyczy to zwłaszcza najtrudniejszych technicznie “horrorów”, na których stawką jest życie. Takie drogi mają często swoją ukrytą historię, a powtarzający we własnym interesie musi wywiedzieć się na temat zastosowanych kruczków. Wrogiem numer jeden tradycji brytyjskiej pozostaje jednakowoż spit (bolt). W górach jako metoda robienia nowych dróg przewagę ma styl będący wersją tradycji saksońskiej. Z tą różnicą, że runouty nie zawsze powstają na skutek klasycznego wspinania. Przy odhaczaniu starych dróg hakowych, zwłaszcza Ery Direttissimy, często nawiązuje się do tradycji brytyjskiej. Po opatentowaniu wyciągu prowadzi się go w oparciu o zastaną, czasem tylko nieco wzmocnioną asekurację. Praktyki takie stosuje np. słynny Mauro “Bubu” Bole na północnych ścianach Cim di Lavaredo. Nasza sympatia jest zdecydowanie po stronie tradycji saksońskiej. Uważamy ją za bardziej uczciwą i już chociażby z tego powodu wartą propagowania. Dodatkowym argumentem niech będzie funkcjonowanie tej tradycji na Hejszowinie, gdzie zebrała korzystne recenzje.

Ad. 2 Uwagi nasze dotyczą dróg robionych latem. Wiertarka to narzędzie, bez którego nie ma nowoczesnej wspinaczki klasycznej. Jej użycie nie zaprzecza tradycji, o ile jest ono limitowane wspinaczką od dołu. Jedynie wiertarka umożliwia instalację trwałych i obliczonych na lata (czytaj: odpowiednio “masywnych” i nierdzewnych) punktów asekuracyjnych. Ograniczając się do młotka i spitów 8-ek, skazujemy się na chłam i rdzawe zacieki na skale. Stoimy na stanowisku, że o ile już instaluje się stałe przeloty, to powinny być one – także ze względów ekologicznych – jak najlepszej jakości.

Ad. 3 Asekurację naturalną realizuje się przy pomocy wszelkich przyrządów, które wkłada się i wyjmuje ze skały. Arsenał tych środków jest obecnie bardzo bogaty. Korzystanie z możliwości asekuracji naturalnej w jak najszerszym zakresie i zasada minimalnego użycia stałych punktów asekuracyjnych wydaje się postulatem oczywistym. Zdajemy się na wyczucie i rozsądek prowadzących nowe drogi. Asekuracja może być słaba lub prawie żadna, o ile robimy poszczególne runouty uczciwie klasycznie. Jeżeli podhaczamy w celu zdobycia terenu, należałoby uwzględnić potrzeby powtarzających bez znajomości. Proponujemy traktować stanowiska jako będące poza drogą i nie limitować ich wzmacniania lub wymiany. Pamiętajmy, że stanowisko służy bezpieczeństwu asekurującego, a ten niekoniecznie musi płacić wysoką cenę za błąd lidera.

Ad. 4. Ustępujemy, ale liczymy na wzajemność. I jest to warunek sine qua non naszej propozycji. Uważamy, że ustępujemy bardziej. Zresztą wspinaczki hakowej nie da się bronić tradycjonalizmem. Plasuje się ona poza nim, a dodatkowo krytyka uderza bardziej w ten sposób wspinania niż w otwieranie dróg ze zjazdu. Dotyczy to zwłaszcza koronnego argumentu, który głosi, że “kiedyś pojawią się wspinacze, którzy będą tak dobrzy, że to przejdą…” Pamiętajmy o słynnym zdaniu Mummery’ego: “Absolutely inaccessible by fair means”. Tradycjonalizm wyraźnie wskazuje na pierwszeństwo wspinania klasycznego nad techniką sztucznych ułatwień. Ta ostatnia powinna znać swoje miejsce.

Ad. 5 Drytooling zasadniczo nie kontestuje tradycji, o ile nie prowadzi do destrukcji szczególnie “wrażliwych” dróg klasycznych. Postulujemy rozsądek i jeszcze raz rozsądek przy praktykowaniu tej dyscypliny. Wyobrażamy ją sobie na Kancie Hakowym, na Metallice – niestety nie. Być może niektóre drogi klasyczne powinny zostać wykluczone dla drytoolowania.

Piotr Korczak, Andrzej Marcisz, Tomasz Opozda

Źródła: GÓRY marzec 2004




  • Komentarze na forum Dodaj swój wątek
    Brak komentarzy na forum