Młode byki z Ameryki
Najostrzejszy „przecinak” Ameryki spoczywa w dłoniach Dave’a Grahama. Co do tego nikt nie może mieć wątpliwości. Nie tylko dlatego, że Dave ustanowił rekordowy ogródek skalny na chłodnym, północno-wschodnim wybrzeżu kontynentu (Rumney) ze swoimi jedenastoma drogami od 5.14a do 5.14d, ale również dlatego, że piętno jego „naturalnego dłuta” spoczęło w zachodnich stanach USA.
Okres jesienno-zimowy należał do wybitnych osiągnięć bulderowych. Zaczęło się od wizyty wczesną jesienią w Parku Narodowym Gór Skalistych, o rzut beretem z Boulder w Kolorado. W Chaos Canyon leżącym na wysokości 3200 metrów (to niższe partie Parku) ustanowił liczne buldery w działce od V11 do V13. Ostatni stopień odnosi do problemu nazwanego Nothing but Sunshine, siedmiometrowej sekwencji na wywieszonym bloku granitowym. Dla asekuracji ewentualnego upadku potrzebne jest sześć kraszpadzików i kilku czujnych kolegów dla „spottingu” czyli wyłapywaczy. Graham był szczególnie sprężony przy przejściu tego problemu, gdyż wiedział, że będzie to najtęższy problem w szeroko rozumianej okolicy oraz to, że nie ma szans wyjścia bez szwanku po locie z końcowego przechwytu. Dał przystawce jedynie V13 bo jeszcze nie wiedział, że wkrótce przyjdzie mu zmierzyć się z mitem ostatniego roku w Bishop w Kalifornii.
Bishop to mała mieścina położona wysoko między Sierrami w górnej, wschodniej Kalifornii. Rozległa dolina oferuje wyjątkowe widoki, a klimat sprzyja wszelkim outdoorowym zajęciom. Wspinanie z liną nie należy do szczególnie godnych polecenia w tej westernowej okolicy, ale za to bouldering jest jednym z najprzedniejszych na całym kontynencie. Wielkie połacie ziemi i wzgórz pokryte są różnej maści i wielkości głazami.
Ilość wszystkich problemów idzie w tysiące, a po ograniczeniach wspinania w Hueco Tanks, Bishop staje się nową mekką boulderingu. W szczególności Buttermilks, grupa kamieni odznaczająca się wyjątkową urodą i przydatnością do bulderingu. Tam to Chris Sharma przebył, wręcz narzucający się problem wywieszonego dzioba i nazwał go Mandalą (patrz Brytan z marca). Jak to typowy Sharma z ostatnich dwóch lat, nie wycenił drogi, bo stwierdził, że musiałby nawet rzucić V16, więc po co straszyć ludzi. I tak dobrze, że go nazwał. Żarty Sharmy zostały przyjęte raczej na serio i wieść o nowym V14 rozeszła się szybko, docierając nawet do Europy, gdzie wytężone ucho przyłożył Fred Nicole. Wcześniej dotarł tu jednak Graham, który po kilku dniach zacykiwania ruchów w niemiłosiernej spiekocie, powtórzył Mandalę, przechodząc ją zresztą łącznie cztery razy dla zdjęć. Tu zasiał od razu ziarno niepewności, bo stwierdził, że dałby temu najwyżej V13, może nawet V12, a na pewno nie więcej niż jego Nothing but Sunshine.
Wkrótce kolejnego powtórzenia Mandali dokonał Jared Roth lat 18, znany nam już z Ice Cream 5.14c w Hell Cave. I on orzekł V13 dla Mandali. Trzeciej powtórki tego bulderu zaznał Fredek Nicole ustanawiając końcowy wynik na V12/13 czyli europejskie 8a+. Miał Sharma rację, że nie wycenił drogi. Ta lekka porażka nie zasmuciła Sharmy, bo na szczęście dla niego, są jeszcze zawody, gdzie można dać jakiś odpór.
W czasie bulderowej konwencji w Salt Lake City na jesieni zdecydowanie wygrał zostawiając w tyle Grahama, Rotha i Franciszka Legranda (bawiącego tam przy okazji prac nad Getto Booty 5.14c/d). Dwuletni okres bulderowania Sharmy uwieńczony został, ku zaskoczeniu, pracą nad najtrudniejszym projektem drogi sportowej na (co wielu potwierdza) świecie. Chodzi o Biographie w Ceuse we Francji, drogę niegdyś opisaną w papierowym Brytanie. Autorem tej drogi jest Arnaud Petit, ale w jego wykonaniu Biographie dochodzi tyko do połowy „żywota”. Droga ta to syte 8c i ma pełne 30 metrów długości. Problem tylko z tym, że kończy się gdzieś w połowie ściany na nieco arbitralnie wybranych chwytach. Toż to jak dzieło niedokończone. Arnaud starał się poprowadzić, co prawda, cały, piękny szary ściek do logicznego końca – półeczki z klamami, ale na to mu pary nie starczyło. Porzucił więc drugą połowę drogi dla przyszłych pokoleń. Sama druga połowa to kolejne niezależne 8c, a w całości droga będzie miała około 50 metrów. Sharma poprowadził już pierwszą połowę drogi dwa lata temu, a próba wciągnięcia całej ściany w jednym rzucie skończyła się 10 lotami z tego samego przechwytu na trzy metry przed końcem.
Chodzi o dead-pointowy ruch do ścisku za V11 sam w sobie. Sharma, po dłuższej przerwie od wspinania z liną, miał problemy z zawiązaniem ósemki ale nie zapomniał jak się wspinać na długich drogach. Specjalnej pomocy udzieliła mu jego matka hipnotyzując go przed ostatecznym atakiem w celu pozytywnej koncentracji w kluczowym momencie. Niestety, nie pomogła też ulubiona muzyka reggae. Spadł kolejne 9 razy z kluczowego przechwytu i musiał zapowiedzieć powrót do niedokończonego biznesu gdzieś w przyszłości.
Tymczasem w czasie nieobecności Sharmy, na Buttermilkach pod Bishop pojawił się Fred Nicole aby popracować nad największym, kłującym w oczy „wyzwaniem kamienia” tego rejonu. Naparł na wielki przewieszony blok skalny z gładkim daszkiem i mocno patentował go od końca listopada, osiągając jako taki progres. Jakież zdziwienie musiał przeżyć gdy w połowie stycznia podszedł pod kamol i ujrzał dwudziestkę ludzi stojących pod jego projektem. Wśród zgromadzonych tylko jeden się wspinał – Dave Graham. Ze trzy osoby filmowały kamerami, kilka innych trzaskało zdjątka, reszta kibicowała, asekurowała i komentowała. Graham właśnie powtarzał problem dla „mediów”. Nie wiadomo czy Nicole był wściekły, w końcu w boulderingu nie ma rezerwacji – nawet pętelki rezerwacyjnej nie ma jak przyczepić, jako, że nie ma spitów. Z pewnością jednak odszedł zawiedziony, że nie jemu przypadło wciągnięcie tego problemu, który Graham nazwał Specter i wycenił śmiało na V14 (8b+).
Na otarcie łez (jeśli takowe były) Nicole wczesał powtórzenie Buttermilker V13 i jak reszta gawiedzi opuścił rejon Bishop przykryty pierwszym tegorocznym śniegiem. Graham w drodze do rodzinnego Rhode Island zatrzymał się jeszcze pod Salt Lake City, gdzie w Joe’s Canyon powtórzył Black Lung V13 – przystawkę ustanowioną przez Bena Moona w zeszłym roku. Trudno też nie zauważyć ciszy spowijającej ostatnie miesiące Tommy Caldwella. Nie był jednak on bezrobotny. Masywną cześć roku spędził on w Kalifornii, gdzie przede wszystkim mieszka jego dziewczyna Beth Rodden, ale także leży Yosemite Valley. Pisaliśmy już o jego (przy współudziale Beth) odhaczeniu Lurking Fear. Przeszedł też z Erikiem Sloan The Shield w rekordowym czasie 14 godzin, prowadząc wszystkie klasyczne wyciągi i próbując ruchy na pozostałych hakowych wyciągach.
Jesienią, w towarzyskie Beth oraz dwóch innych kolegów wybrał się na egzotyczną wyprawę do Kirgistanu w góry Atsu. Tam zaatakowali piękną dziewiczą ścianę jednej ze skalnych wież. Po dniu wspinania, biwakując na portaledgach zostali zawróceni w dół seriami z Kałasznikowów. Sprawcami, jak okazało się porwania, byli islamscy separatyści. Po kilku dniach wędrówki przez bezdroża Kirgistanu, kilkoma potyczkami z regularną armią, żywiąc się tylko przygarścią Powerbarów uwolnili się z niewoli strącając jednego z porywaczy w czeluść. Później Tommy przyznał się, że on to zrobił i oczywiście nie obyło się bez moralnego wstrząsu dla młodej psychiki. Odnalezieni przez wojsko kirgistańskie wszyscy wrócili cało do Stanów jedynie w mundurach kirgistańskej armii. Cała epopeja (zwana w Stanach – epic) obiła się zrozumiałym zainteresowaniem mediów i żądnego sensacji społeczeństwa.
Po wielu tygodniach otrząsania się z szoku Tommy i Beth ogłosili publicznie komunikat opisujący całe wydarzenie. Końcowym akcentem tej epopei jest parafowanie umowy z wydawcą na wyłączność publikacji. Dokładna suma kontraktu nie została zdradzona, wiadomo tylko, że jest to cyfra z sześcioma zerami. Kupa strachu przyniosła w rezultacie młodej parze możliwość wspinania się do końca życia bez oglądania się na pracę.
Darek Król
CIESZ SIĘ WSPINANIEM, CIESZ SIĘ CZYTANIEM
Mamy nadzieję, że ten tekst Ci się spodobał, że Cię zainspirował, zaciekawił, dostarczył Ci informacji. Jeśli tak to zachęcamy Cię do wsparcia serwisu. Dzięki Tobie będziemy mogli działać jeszcze lepiej. Wielkie dzięki! Do zobaczenia na ściance albo w skałach.
REKLAMA