Jeśli uważają mnie za klauna to trudno... - wywiad z Alainem Robertem
Alain Robert to jeden z najbardziej rozpoznawanych wspinaczy na świecie. Sławę zyskał spektakularnymi, solowymi wejściami fasadami najwyższych budynków świata. Alain to jednak także świetny wspinacz skalny, który ma na koncie imponujące przejścia free solo. Dzięki organizatorom 7. Spotkań z Filmem Górskim w Zakopanem przeprowadziliśmy krótką rozmowę z "człowiekiem pająkiem".
Alain Robert na scenie kina Sokół (fot. wspinanie.pl)
***
Wojtek Słowakiewicz (wspinanie.pl): Jak się czujesz w Polsce? To już Twoja druga wizyta.
Alain Robert: Jest świetnie. Byłem w Polsce w 1998 roku. Wchodziłem wtedy na Hotel Marriott i było bardzo miło. Na górze przywitali mnie sympatyczni policjanci, a to nie często się zdarza. Reakcja policji to dla mnie test na demokrację. Dlatego dla mnie Polska jest krajem demokratycznym w odróżnieniu np. od USA, które tylko takie się wydają, zwłaszcza po 11 września.
Wielu obserwując Twoją karierę medialną i zaangażowanie we wspinaczkę na wieżowce zadaje sobie pytanie, czy wspinasz się jeszcze w skałach?
Rzadko. Mam teraz wiele zaproszeń na prelekcje, do różnych akcji reklamowych i wejść na budynki. To wszystko sprawia, że nie mam czasu na wspinanie w skałach. Dlatego tylko czasem wpadam np. do Verdon.
Verdon to zdaje się Twoje ulubione miejsce. Dokonałeś tam wielu imponujących przejść free solo, np. pokonując sławne Pol Pot 7c+ w 1997 roku.
Tak, uwielbiam Verdon. Wapień jest tam wspaniały, wysokość ścian i piękno miejsca zawsze mnie tam przyciągały. A solówka na Pol Pot to była prawdziwa epopeja. Kluiczowe miejsce na tej drodze znajduje się 250 metrów nad dnem wąwozu.
Podchodziłeś do tej drogi dwa razy.
Pierwsza próba była koszmarna. Całe szczęście była ekipa filmowa i chociaż przez ich presję popełniłem kilka błędów, to ostatecznie właśnie oni zrzucili mi linę i dlatego żyję. A żona, która to wszystko widziała nieźle suszyła mi głowę. Natomiast za drugim podejściem byłem tylko z fotografem i wszystko poszło idealnie.
Pol Pot to jedno z Twoich życiowych przejść, ale wróćmy do początków. Jak zaczęła się Twoja przygoda ze wspinaniem?
Wspinanie mam chyba we krwi. Najpierw były drzewa, po których wspinaliśmy się z kolegami jak małpy. A pierwszym "naprawdę" wspinaczkowym celem był... mój własny blok. Gdy miałem 12 lat wróciłem ze szkoły bez kluczy. Wiedziałem, że drzwi na balkonie są zawsze otwarte. Niewiele myśląc wdrapałem się na 7. piętro i tak dostałem się do domu. Dozorca doniósł rodzicom i mama była bardzo zła.
Alain Robert (fot. wspinanie.pl)
Początek kariery człowieka pająka?
Tak, ale ja jednak byłem zafascynowany górską wspinaczką i świat okolicznych drzew stał się dla mnie za ciasny. Nie wiedziałem jednak, jak zacząć. Wejście w prawdziwą wspinaczkę zawdzięczam skautingowi. To tam razem z przyjacielem Pierrem Jametem uczyliśmy się wspinania i pokonywaliśmy pierwsze drogi wspinaczkowe. Pierre później wybrał inną drogę, został policjantem, a ja na dobre wsiąkłem we wspinanie.
No właśnie, początek lat 80. XX wieku to czas, gdy nastąpił boom wspinaczki sportowej. Wspinanie trafiło na pierwsze strony gazet, zawody wspinaczkowe cieszyły się ogromną popularnością. Jednak mimo, że trochę z tego boomu korzystałeś, to jednak wybrałeś własną drogę, drogę solo. Dlaczego?
Być może dlatego, że po prostu to zawsze bardziej mnie pociągało. Kocham swobodę wspinania bez sprzętu. Niektórzy to lubią, niektórzy nie. Ja uwielbiam przygodę związaną ze wspinaczką solo i balansowanie pomiędzy życiem a śmiercią. Wspinanie z liną, zawody nie były dla mnie.
Myślę, że to pytanie zadaje sobie wielu z tych, którzy "nie lubią" wspinaczki solo. Jak zachować kluczowy balans pomiędzy podejmowanym ryzykiem a umiejętnościami? A w Twoim przypadku, także i presją sponsorów.
To całkiem proste, jeśli tylko masz chęć, by coś zrobić. Ale ta chęć musi wynikać z prawdziwej potrzeby serca i umysłu. Nie wyobrażam sobie, żebym został zmuszony do solowej wspinaczki przez kogokolwiek. Jestem ochotnikiem. To jedyny sposób, by zachować balans. Dlatego jest mi o wiele łatwiej, gdy ktoś mówi: "Alain byłoby fajnie gdybyś się wspiął solo, o tam". Ktoś bez wcześniejszych lat solowych doświadczeń nie byłby w stanie takiej presji unieść.
Jeśli chodzi o sponsorów, to tak naprawdę większość z nich nakłania mnie do korzystania z asekuracji! Zatem dla mnie presja sponsorów to nie jest problem. Dzięki nim mogę od 20 lat podróżować, co jest moją pasją, spotykać się z ludźmi, co uwielbiam i wspinać się. Więc, gdy czasem zmuszą mnie do zaasekurowania się, to nie rozpaczam, a gdy sugerują przejście bez asekuracji, to wiem, na co mnie stać. Ważne, by ludzie byli zadowoleni.
Wielu wspinaczy patrzy na wspinaczkę na budynki, jak na cyrk, a na Ciebie, jak na klauna. Co Ty znalazłeś we wspinaczce na budynki? Przygodę, pieniądze, szczęście...?
... Znalazłem w tym wszystko. Ale myślę, że ludzie, którzy mnie krytykują, tak naprawdę są zazdrośni. Bo w zasadzie jest jeden wspinacz, który jest znany w tak wielu krajach świata - to ja. I krytykować jest najłatwiej. Dostaję codziennie maile od bardzo wielu różnych ludzi, którzy kochają to, co robię. W ciągu roku spotykam o wiele więcej ludzi, niż Ci, którzy wspinają się w górach. Tydzień temu wspinałem się w Moskwie i widownia liczyła 800 tys. ludzi! Podaj mi nazwisko innego wspinacza, którego przyjdzie oglądać jednego dnia 800 tys. ludzi*. Cóż, jeśli mówią, że jestem klaunem, to OK. Mogę nawet doprawić sobie czerwony nos.
Zatem dla Ciebie publiczność jest istotna?
Tak. Mam dobry kontakt z ludźmi i cieszy mnie ta publiczność. Wiem, że dzięki temu mogę zrobić także coś dobrego i pożytecznego. Dzięki popularności często biorę udział w imprezach charytatywnych. Dlaczego miałbym się wstydzić? Nawet jeśli są niezadowoleni ludzie, którzy uważają mnie za klauna to trudno. Jestem klaunem we własnym cyrku i cieszę się tym. Ale jestem także wspinaczem. I wszystkich uważających mnie za klauna zapraszam do przesolowania np. Pol Pota.
Właśnie, a propos Pol Pota i miejskiego cyrku. Czytałem w Twojej biografii dramatyczny opis przejścia Sears Tower (443 m) i muszę przyznać, że zrobił na mnie wrażenie. Jak porównałbyś te dwie wspinaczki?
Tak, w pewnym sensie te dwa przejścia są podobne. Gdyż omal nie spadłem na drodze Pol Pot i omal nie spadłem na Sears Tower. Pod tym względem, to dobry przykład. Jednak mimo tego, że pokonałem bardzo dużo wieżowców, jestem przeciwny wprowadzaniu skali do tego typu przejść. Pokonywanie wieżowców można porównać do prowadzenia np. regularnych amerykańskich rys, które są generalnie dobre, ale gdzieniegdzie są węższe lub szarsze, a czasami w przypadku budynków dodatkowo mokre, wymazane smarami lub brudne. Takie skalne drogi potrafią być naprawdę trudne.
Mieliśmy mało czasu, obowiązki Cię wzywają. Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
Skalne solówki Alaina Roberta:
Droga
Wycena
Rejon
Bloc ou falaise
8a/b
Dunière
Rêve de papillon
8a
Buoux
La chèvre et le chou
7c
Buoux
L’Ange en décomposition
7a
Verdon
Crac Boum Hue
8a
Verdon
Les doigts de l’espace
8a
Sisteron
Au théâtre ce soir
8a
Cornas
Pour une poignée de Chamallow
8a/b
Cornas
Lou pape
8a/b
Omblèze
Compilation
8b
Omblèze
La nuit du lézard
8a/b
Buoux
La nuit du cauchemar
8a/b
Buoux
Cauchemar de l’Eléphant
8a
Buoux
Œuvre posthume
8a
Entrechaux
Coup de cymbale
8a
Mories
Polpot
7c+
Verdon
L’Abominafreux
8a
Cornas
Self contrôle
7a OS
Verdon
Courage fuyons
7a/b OS
Bououx
L’Abominable Homme des doigts
7b/c; pokonane
ponad tysiąc razy
Cornas
Enchaînement de l’Abominafreux,
l’Abomifreux et l’Abominable Homme des doigts
* Wspinaczka Alaina Roberta była jednym z punktów programu obchodów 20-lecia rosyjskiego Alfa-Bank. Główną atrakcją było multimedialne show - największy na świecie video mapping jednego z historycznych budynków Moskwy.