13 grudnia 2011

 

Tydzień ekipy GM PZA w Riglos

Pod koniec listopada mieszana Grupa Młodzieżowa PZA pod kierunkiem Andrzeja Marcisza ruszyła do hiszpańskiego Riglos. W ciągu tygodniowego pobytu padły między innymi - Opus Nigrum (300 m 7b+), Escoria Oriental (300 m 7a+) i Popeye (250 m 7c). Poniżej relacje Olgi Niemiec i Andrzeja Marcisza.

***

24 listopada ruszyliśmy w czwórkę z Katowic w stronę Barcelony. Lot odbył się bez niespodzianek i zaledwie po 3 godzinach wylądowaliśmy w Hiszpanii. Przesiadka do auta i ciśniemy w stronę upragnionego Riglos. W głowach słońce, długie drogi i nadzieja, że puchówka w ścianie się nie przyda. Rano szybki podział na dwa teamy.

Krakowski, szybkościowy: Ja z Andrzejem Marciszem oraz warszawsko-wrocławski, chilloutowy: Piotrek Wierzyk z Mateuszem Szmajdą. Pierwszy cel to Fiesta de los Biceps. Droga niby łatwa, niby po klamach, ale wyciąg 6c, znajdujący się w największym przewieszeniu i prawdopodobnie posiadający największą ilość zamagnezjowanych klam, wymusił na nas zużycie sporej ilości energii.


Olga Niemiec na drodze "Fiesta de los biceps" (fot. A. Marcisz)

Kolejny dzień i kolejna droga. Ruszyliśmy na klasyk Riglos - Tucan Ausente (300 m 7a). I tutaj niestety okazało się, że nasze bicepsy, zmaltretowane dnia poprzedniego, nie podołały wyzwaniu. Czysto męski zespół poległ na wytrzymałościowym wyciągu. Szmajda stoczył godną walkę z zaplątanym ekspresem w daisy'ka i z głośnym krzykiem odpadł.

Nasz zespół spisał się znacznie lepiej, gdyż to Andrzejowi przypadł ten właśnie wyciąg i mimo, że liny nie wystarczyło - przez co przez kilka metrów, ku mojej panice, szliśmy z lotną - to jednak daliśmy radę. Kolejny wyciąg miał być mój i nie będę tu owijała w bawełnę. Po ogromnej walce w przewieszce moje łokcie powędrowały ku górze i jedyne na co mnie było strać, to wydanie z siebie dramatycznego okrzyku tuż przed odpadnięciem. Chwilę wisiałam na linie, po czym  niemrawo spojrzałam w dół na chłopaków i wydusiłam z siebie błagalne pytanie: "Andrzejuuu, to może Ty pójdziesz?". I tak oto Tucan został pokonany w stylu Flash :)

Pod wieczór, siedząc w ciepłym schronisku, racząc się napojami z metalowych kubeczków, doszliśmy do wniosku, że wspinanie trzeci dzień pod rząd nie przyniesie żadnych pozytywnych efektów, więc postanowiliśmy przeznaczyć ten dzień na resta, podczas którego mieliśmy zamiar podziwiać "łodziaków" napinających swe bicepsy na Fieście, gdyż właśnie dolecieli do nas z Polski.

Wieczór powitalny był niezwykle miły, aż do momentu, w którym  został brutalnie przerwany przez 50-letniego Francuza, który wtargnął do naszego pokoju wymachując pięściami. Widocznie uznał głośne walenie rękami w ścianę za nieefektywne i postanowił osobiście nas uciszyć. Na szczęcie Andrzej jako najbardziej doświadczony życiowo człowiek z naszej szóstki, zażegnał spór.

Mimo przygód poprzedniej nocy następne dni obfitowały w same sukcesy. Zespół w składzie Adam Wójcik - Kuba Ciemnicki bez większych problemów pokonał drogę La carnavala (300 m 7a OS), natomiast ja z Andrzejem przeszliśmy drogę Escoria Oriental (300 m 7a+), prowadząc wszystkie kolejne wyciągi na zmianę (6b, 6b+, 6b, 7a, 7a+, 7a, 6b) w stylu OS i dopiero ostatni 6b, okazał się parametrycznym baldzikiem. Wzrost 158 cm nie wystarczył i ostatecznie droga została pokonana w stylu Flash.

Następnie drogę poprowadzili również Mateusz i Piotrek, którzy cały czas deptali nam po piętach. Tutaj warto podkreślić, że pierwsze trzy wyciągi oraz ostatni pokonał Mateusz w pierwszej próbie, natomiast środkowe (7a, 7a+, 7a), również pokonane "od strzału", należą do Piotrka.

Pierwsze polskie przejście Escoria Oriental należy do łódzkiego zespołu Sławek Cyndecki - Maciek Fijałkowski w 2004 roku.


Kuba Ciemnicki na "Carnavaledzie" i Olga Niemiec
oraz Andrzej Marcisz na "Escoria Oriental"
(fot. P. Wierzyk)



Mateusz Szmajda i Piotr Wierzyk po zrobieniu 6. wyciągu "Escoria"
(fot. O. Niemiec)

Następny dzień miał być równie udany. Team "łodziaków" w składzie Adaś - Kubuś obrali za cel Opus Nigrum 7b+, Andrzej z Mateuszem stali się zespołem chilloutowym i uderzyli na Zulu Demente 7a+, natomiast ja z Piotrkiem na Al Capone 7b+. Ruszyliśmy z samego rana.

Team mieszany był pierwszy pod ścianą. Szybkie losowanie, kto idzie pierwszy i startujemy. Niestety, już na pierwszym wyciągu leciało wszystko zarówno spod nóg jak i rąk. Gdzieś w połowie dobiegły mnie krzyki Hiszpanów, że jest to droga niechodzona, bardzo krucha i lepiej żebyśmy się z niej wycofali. Niestety było już za późno i musiałam stoczyć największą walkę swojego życia na 6c, zanim udało mi się dojść do stanu.

Niewiele później Piotrek odpadał z kolejnymi wielkimi kamieniami na 2. wyciągu. I tym samym, "człowiek, który nie lata, jak coś to bierze blok"(jak sam siebie określił) zaliczył dwa konkretne loty oraz tzw. wycof francuski :) Styl light&fast w tym wypadku się nie sprawdził. Kruszyzna wzięła górę. Zadecydowaliśmy o wycofie i resztę dnia spędziliśmy na ławeczce uroczej knajpki obserwując przejście Opus Nigrum (300 m 7b+) przez Adasia i Kubę. Chłopaki wszystkie wyciągi [6b, 6b, 7a (7a+), 7b (7b+), 6b] prowadzili na zmianę. Warto dodać, że pierwsze polskie przejście Opus Nigrum należy do wspomnianych wyżej Sławka Cyndeckiego i Maćka Fijałkowskiego (2004).

Kuba Ciemnicki:

Droga zatrzymała nasz zespół dopiero na wyciągu za 7b, gdzie początkowy bald wymógł na Adasiu odnalezienie skutecznego patentu. Tak naprawdę jednak zaczęło się robić poważnie już na pierwszych metrach, kiedy okazało się, że skała zostaje w ręku, a obicie jest stosunkowo oszczędne (5-10 metrów odległości).

Adam Wójcik:

"Opus Nigrum" 7b/c nie wspominam dość ciekawie i nie polecam. Drogę zrobiliśmy w stylu RP. Wspinanie po chyba najbardziej parchatej części tej pięknej skałki rigloskiej :) Przeloty również rozstawione " rzetelnie", ale to chociaż motywowało, żeby nie spadać tylko "grzać"... tak jak w Hejszy (tam się nie spada... tam się skacze).

Kolejny dzień zaowocował pokonaniem dwóch dróg (Guirles-Campos i El Zulu Demente) przez zespoły Andrzej- Szmajda oraz Piotrek-Olga, a następnie udanym restem "łodziaków". Tym razem to my przez większą część wspinania słyszeliśmy dopingujące okrzyki kolegów. Niestety, wraz z początkiem grudnia, nasz skład wyjazdowy pomniejszył się o dwie osoby. Tymczasem "łodziaki" nieustannie cisnęli i tak 2 grudnia padło kolejne pierwsze polskie przejście, tym razem Popeye 250 m 7c (6a+, 7a, 7b, 6c, 7c, 5). 

Adam Wójcik:

"Popeye" udało nam się zrobić OS. Jest to nowa droga z 2007 roku i zgadzamy się co do jej wyceny. Więcej nie zdradzę, żeby przypadkiem nie popsuć kolejnych OS-ów, ale uznaliśmy z Ciemnym, że to bardzo ładna droga... I mimo, iż parę "piedr!!!"(kamieni) poleciało.. to jest ona dość lita. Mnie przyszło poprowadzić najtrudniejszy wyciąg za 7c i przyznam, że byłem szczerze zdziwiony i meeeega ucieszony, że udało sie go przejść w pierwszej próbie, mimo "limes'owej" walki na ostatnich przechwytach. Chyba ciągnący się ze wsi doping znajomych tak pomógł :)

Kuba Ciemnicki:

5 wyciągów, z których każdy mógłby być osobną drogą typowo westową. Coraz bardziej wywieszająca się, po dobrych chwytach, aby na końcu wyciągu za 7c, z napompowaną kaczką, wbić się w balda stanowiącego o wycenie. Droga estetyczna, a jednocześnie mało chodzona.

Adam Wójcik:

Może jeszcze słów kilka o regeneracji, która to miała miejsce w namiocie na parkingu. Riglos jest jedną z tych pięknych miejscówek, gdzie spanie na dziko (przy zachowaniu kultury i zasad dobrego wychowania) jest dopuszczalne. I choć czasem temperatura w nocy spadała poniżej zera (co raz doprowadziło do zamarznięcia namiotu) to kimanie na parkingu jest bardzo komfortową opcją, którą serdecznie polecam :)... Bo przecież przy wspinaniu człowiek i tak się "wy...grzeje".

Olga Niemiec

***

Moje trzy grosze (Andrzej Marcisz)

Wyjazd dał członkom GM PZA możliwość wspinania się na blisko 300-metrowych ścianach, które bez obawy można traktować jako wzorzec pionu, nawet tego absolutnego.


Pison - Tuscan Ausante biegnie praktycznie lewym kantem ściany widocznej
na zdjęciu (fot. A. Marcisz)

Niektóre z pokonanych dróg, mają w swoich opisach ikonkę-lornetkę, która ma oznaczać, że przelotów trzeba dobrze wypatrywać, gdyż są daleko od siebie. Ale nawet na tych, które jej nie posiadają, asekuracja jest daleka od skałkowej. Wspinanie, szczególnie na drogach, które przeszliśmy na Pisonie zaczyna się przewieszeniem i tak jest niemal do końca ściany. Lina na większości stanowisk wisi sporo metrów od ściany.


Mateusz Szmajda na stanowisku pod ostatnim wyciągiem na "Zulu Demente"
(fot. A. Marcisz)

Większość wyciągów ma ok. 50 metrów i więcej. Ciekawe doświadczenie przeżyliśmy na wyciągu 7a Tuscana (uchodzącym za najpiękniejszą drogę rejonu), gdzie 50-metrowa lina skończyła mi się w momencie, gdzie do stanowiska brakowało 6-7 metrów trudnego terenu. Byliśmy na to przygotowani, że w razie czego będziemy się wspinać z Olgą równolegle, jednak przy lekkim wietrze komunikacja okazała się skutkować tylko na zasadzie migowej.

Fiesta de los Biceps na Viserze, owiana legendą nieco nas rozczarowała. Znacznie lepiej wspominam Zulu Demente, którą z Mateuszem przebiegliśmy w czasie bliskim 2,5 godz., ale w kolejny, ostatni dzień walczyliśmy już na wyciągach 6a-b, aby skończyć drogę Guirles-Campo. Na Zulu jest też chyba największe wywieszenie, z końcowego stanowiska tej drogi mamy 270-metrowy zjazd (można na necie znaleźć film z takiego zjazdu).


Andrzej Marcisz na stanowisku po skończeniu "Zulu Demente" -
270 metrów powietrza za plecami (fot. M. Szmajda)

Zdecydowanie najładniejsze były drogi na Pisonie - Tuscan Ausante i Escorial Oriental. Na Carnavaladzie końcówka drogi idzie zacięciami, które wcina się w wywieszone filary, którymi wiodą Tuscan i Escoria, ale ma również cztery gwiazdki w przewodniku.

Ponieważ wspinaliśmy stosunkowo szybko, nasz system zmian w prowadzeniu nie był najlepszy. Prowadząc (i idąc na drugiego klasycznie z plecakiem) drogi na zmianę, przy 50-metrowych wyciągach 7a/7a+ pod rząd decydowało o tym, że w praktyce trzeba było pokonać 100 metrów takiego terenu z krótką przerwą na stanowisku. Lepsze byłoby prowadzenie typu jedna droga prowadzona przez jedną osobę - to taka dygresja dla kogoś na przyszłość.

Inna sprawa, że ze względu na ciągły pion lub wywieszenie pokonanie tam wyciągu 6b czy 7a, jeśli chodzi o wydatek energetyczny, jest bardzo podobne. Drogi na Pisonie, z którego później trzeba wykonać 6-7 zjazdów są bardzo męczące.

Szczególnie cenne przejście udało się "łodziakom", którzy przyjechali kilka dni później i mając nasze rozeznanie podeszli do tematu bez ceregieli.

Opus Nigrum cieszy się w Riglos dużym uznaniem - 60-metrowe wyciągi po 10 przelotów na wyciąg, czarne plakietki, no i sama nazwa mają swój mit. Popeya na Viserze jest niby trudniejsza technicznie i może nawet bardziej powietrzna, jednak dla mocnego technicznie zespołu jest chyba bardziej przystępna.

Opus i Popeya to dwie najtrudniejsze drogi tego rejonu. Mnie z tego powodu jest  szczególnie miło, gdyż Adam i Kuba w Tatrach pod moim okiem stawiali swe pierwsze kroki, a już w piątym dniu naszego wspinania zrobiliśmy Zaczadzony Umysł na Kazalnicy.

Wyjazd - według mnie jak najbardziej na plus - był dobrym dodatkiem wyjazdu tatrzańskiego GM. 5 poważnych i trudnych dróg w ciągu tygodnia na koncie uczestników, dodatkowo nowe doświadczenia w postaci zjazdów z 300-metrowej ściany. Mam też nadzieję, że doszlifowali umiejętność szybkiego i sprawnego poruszania się na drogach wielowyciągowych. 

Sądzę, że na przyszłość warto rozważyć, czy szkolenie kolejnych grup młodzieży nie powinno się zacząć właśnie na tego typu ścianach, gdzie jest stabilniejsza pogoda i dowolna liczba dróg różnej trudności, gdzie można wyuczyć się prawidłowego zachowania/asekuracji na wielowyciągowej drodze. Podczas całego wyjazdu zrobiliśmy następujące drogi:

Zespół Adam Wójcik- Jakub Ciemnicki

Visera - Fiesta de los biceps Flash (7a, 270 m)
Pison - La carnavalada OS (7a, 300 m)
Pison - Opus nigrum RP (4. próba) (7b+ 300 m)
Visera - Popeye OS (7c 270 m)           
Visera - El Zulu Demente OS (7a+, 270 m)

Zespół Andrzej Marcisz - Olga Niemiec

Visera - Fiesta de los biceps OS (7a 270 m)
Pison - Tucan Ausente Flash (1. wyciąg FL, reszta OS) (7a 300 m)
Pison - Escoria Oriental Flash (1. wyciąg FL, reszta OS) (7a+ 300 m)

Zespół Piotr Wierzyk - Mateusz Szmajda

Visera - Fiesta de los biceps Flash (7a 250 m)
Pison - Escoria Oriental Flash (7a+ 300 m)

Zespół Mateusz Szmajda - Andrzej Marcisz

Visera - El Zulu Demente OS (7a+ 270 m)
Visera - Guirles-Campos OS (6c/7a 270 m) 

Zespół Piotr Wierzyk - Olga Niemiec

Visera - El Zulu Demente Flash (7a+ 270 m)

 

Zgłoś b#322;ąd
Komentarze: Dodaj swój wątek
Gratuluję! [4]
Gratuluję wszystkim, ale kolegom z zaprzyjaźnionego klubu szczególnie ;) Tak czymać!
  13-12-2011
kierownik
"Pierwsze polskie" [2]
Sprostowanie apropos "pierwsze polskie": Drogi Opus Negrum oraz Escoria Oriental przeszedł w 2004r. w stylu OS łódzki zespół Sławek Cyndecki-Maciek Fijałkowski (właśnie trafiłem na tą inf. opracowując materiały do kroniki klubowej)
  17-12-2011
kierownik

 

wspinanie.plserwisbiznes newstopogaleriaforumogłoszeniaszkoły wspinaczkowelinkisklepksięgarniaredakcjawspółpracuj z nami!
Webmaster. Copyright (c) by wspinanie.pl.