Znów wspinanie na Tiomanie :) Tym razem o nowe przejścia na dwóch turniach Dragon Horn's na tropikalnej wyspie w Malezji postarali się Amerykanie Cedar Wright i Lucho Rivera.
Za pierwszy cel zespół obrał wyższą, ale mniejszą północną, dziewiczą do tej pory wieżę. Według relacji, najtrudniejszą częścią wspinaczki okazało się podejście pod ścianę. Zresztą proporcje wspinania do przedzierania się przez gęste ciernie mówią same za siebie. 300 m podejścia, 250 m wspinania, 100 m szczytowej dżungli. Na korzyść wspinania przemawia jednak wyjątkowa jakość skały, po której przyszło wspinać się Amerykanom.
Pierwszą, 7-wyciągową drogę na turni nazwali Tanoshi (Happy) Buttress i wycenili na 5.10 R/X, co oznacza, że między przelotami są spore odległości. Na szczycie panowie stanęli pod koniec dnia i noc postanowili spędzić, w "pięknych okolicznościach przyrody". Do nocnego powrotu na ziemię zmusiła ich jednak zbliżająca się burza.
Następnym celem była ewidentna formacja na przełamaniu południowej i zachodniej ściany południowej wieży. Jednak dostępu do ściany, podobnie jak przy pierwszej drodze, broniła gęsta dżungla. Pierwsze podejście pod planowaną drogę zajęło im 4 godziny i jak przyznaje Cedar oprócz cierni przeszkadzały im również wysokie temperatury:
Jeśli chcesz trenować pod wspinanie na Tiomanie, najlepiej wejdź do sauny z ciężkim plecakiem i zacznij się podciągać i robić "pajacyki".
Czas przy kolejnych podejściach szczęśliwie skurczył się do 1,5 godziny, jednak przy wytyczaniu drogi pojawił się inny problem. Panowie byli na wyspie pod koniec sezonu wspinaczkowego, a zaraz przed początkiem monsunu. W związku z tym ich dalsze działanie było podporządkowane pod warunki pogodowe. Plan dnia regulowały popołudniowe deszcze i burze.
Przez kolejne dni Amerykanie prowadzili wyciągi obijając je od dołu i wracali na ziemię. 5 dnia pracy, stanęli na szczycie, ale na tym nie zakończyła się ich przygoda z południową wieżą. Głównym celem było nie tylko otworzenie nowej drogi, ale też przejście jej w jeden dzień. W związku z tym musieli zastosować dość nietypową strategię.
Po 3 dniach przeczekiwania deszczu, zdecydowali się wyjść na wspinanie o 3.00 nad ranem. Zaczęli się wspinać o wschodzie słońca i po niecałych 5,5 godzinach stanęli na szczycie.
Nowość nazwali Bautu Naga (Stone Dragon) i wycenili na 5.12aR. Całość ma 460 m długości, jednak realne trudności techniczne to 280 m wspinania. W opisie autorzy wskazują na run outy na wyciągach wycenionych niżej niż 5.11, a na całej długości drogi asekuracja jest wymagająca.
W komentarzach do drogi z relacji autorów można wyczytać praktycznie same superlatywy co do jakości skały i wspinania.
Każdy wyciąg na drodze okazał się pięciogwiazdkowym klasykiem! Aż trudno było uwierzyć, jak dobra była ta wspinaczka. Porównałbym ją do zrobienia pierwszego przejścia "Astromana" w Yosemita albo "University Wall" w Squmish. To był MEGA KLASYK!!!
A także:
Byliśmy pierwszymi, którzy wspięli się na obie wieże Dragonn Horn's, co było w jakiś sposób wyjątkowe, a na dodatek obie drogi, które zrobiliśmy były światowej klasy.
Na wyspie w tym i w zeszłym roku działali Dawid Kaszlikowski i Eliza Kubarska. Na jednej ze ścian południowej wieży poprowadzili dwie nowe drogi. Redakcja nie dysponuje zdjęciem tej ściany.
Tioman istnieje![15]
A jednak!... I to wbrew
oszczerstwom którym dziwi się
sam Andrzej Wajda!....Co po
raz kolejny kładzie kres
rozmaitym
fałszerstwom-ryzykowny
charakter wspinaczek
Amerykanów implikuje przecież
podobną klasę dróg Davida
Kaszlikowskiego w tym samym
re...