Cały czas eksperymentuję... - wywiad z Gabriele Moroni
Krzysiek Banasik
Do niedawna nieczęsto czytaliśmy newsy o włoskich wspinaczach pokonujących najtrudniejsze drogi sportowe i bouldery. Tak było przez kilka ostatnich lat. Wydawało się, że Włosi przerzucili się na wspinanie w górach. Na szczęście w międzyczasie, w odosobnieniu na ściankach wspinaczkowych i w lokalnych rejonach, dojrzewały wielkie talenty młodego pokolenia. Mamy przyjemność pomęczyć jedną z najjaśniej świecących gwiazd tej grupy, Gabriele Moroni (Five Ten, E9, Petzl, Beal, Metolius).
Gabry obecnie poświęca wspinaniu więcej niż przepisowe 100%. Mocno zmotywowany, z solidnymi podstawami z przeszłości, z powodzeniem atakuje takie problemy jak: Action Directe, czy niepowtórzony do tej pory Coup de Grace.
Gabriele Moroni (fot. arch. Moroni)
***
Krzysztof Banasik: Jak na tak młodego wspinacza (rocznik '87) osiągnąłeś już całkiem sporo, utwierdzając wszystkich w przekonaniu, że jesteś w stanie robić potwierdzone dziewiątki a i ósemki be plus na boulderach. Czy to kwestia talentu, czy ostrych sesji treningowych?
Gabriele Moroni: Powiedziałbym, że obie rzeczy jednocześnie... Zawsze wydawało mi się, że mam predyspozycje do wspinania. Od kiedy byłem mały to pamiętam, że przychodziło mi to zupełnie naturalnie. Dynamika, precyzja, czy siła rozwijały się razem ze mną. Może przez kilka ostatnich lat zacząłem trochę ładować. Ciężko osiągnąć jakiś poziom bez regularnego treningu.
Od czego się zaczęło?
Zacząłem się wspinać w 1996 roku. Rodzice zabrali mnie na nowo otwartą ściankę wspinaczkową w moim mieście. Razem z bratem zrobiliśmy podstawowy kurs dla dzieciaków.
Gdzie mieszkasz we Włoszech i oczywiście, czy masz daleko w skały?
Mieszkam w Novara, około 30 minut samochodem od Mediolanu. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma za dużo wspinania. Mimo wszystko uważam, że logistycznie jest to bardzo dobre miejsce. W kilka godzin mogę sie dostać do wielu różnych miejscówek, jak: Ticino, Arco, Finale, czy nawet Ceüse.
W 2010 Adam Pustelnik w końcu przeszedł Action Directe. W końcu, ponieważ poświęcił jej naprawdę wiele prób. Jak to wyglądało u Ciebie? Jak dużo czasu musiałeś poświęcić tej drodze?
Spotkałem Adama parę razy na Action! To świetnie, że jemu też udało się sfinalizować pracę nad drogą. Przyznam się, że próbowałem ją wiele razy przez około 3 lata. W ostatecznym rozrachunku nie było jednak tak wiele dni pracy. Głównie dlatego, że nie mogłem poświęcić na żaden wyjazd więcej niż 2 czy 3 dni. Powiedzmy, że łącznie było ich około 15.
A jak to było z Coup de Grace? Wydawało się, że zrobiłeś ją w ostatniej chwili, zanim nastały cieplejsze dni w Szwajcarii.
Coup jest niewiarygodną drogą. Z pewnością jedną z najlepszych, jakie można spotkać w granicie. Gdyby tylko była troszkę trudniejsza... bo z nowym patentami na pokonanie startu wg mnie nie może mieć więcej niż 9a. Całe szczęście, że udało mi się ją rozpracować dosyć szybko. Sezon na granitowe wspinanie się kończył, więc w pewnym sensie było to również wyzwanie psychiczne!
Na "Coup de Grace" (fot. arch. Moroni)
Skoro obie Ci się tak podobały, to na pewno nie będzie Ci łatwo wybrać tej jedynej.
Zdecydowanie Action Directe! Zapamiętam ją na zawsze!
Jeszcze w zeszłym roku znalazłeś trochę czasu, żeby obić kilka dróg w Dolomitach. Nie byle jakich dróg, bo jedna z Twoich autorskich realizacji Il frutto del Diavolo otrzymała wycenę 8c+/9a. Czy to Twoje pierwsze doświadczenia z ekiperką?
To nie były moje pierwsze drogi. Obiłem już kilka rzeczy w swoim życiu, ale nie mogę powiedzieć, że mam duże doświadczenie. Mimo wszystko uważam, że Il frutto bardzo mi się udała i jak do tej pory jest moją najlepszą realizacją. To dla mnie droga idealna: mocno przewieszona, trudny crux, nie za długa i nie za krótka. W dodatku w pełni naturalna.
Mówimy ciągle o wspinaniu sportowym, ale coraz częściej dajesz o sobie znać także na małych formacjach. Jak rozdzielasz swój czas na wspinanie z liną i bouldery?
W zasadzie to sam nie wiem, czy jestem bardziej wspinaczem skalnym, czy boulderowcem. Kocham obie dyscypliny i jest mi z tym dobrze. Może przez to, że mieszkam niedaleko Szwajcarii i mogę sobie pozwolić na spędzenie całego sezonu zimowego na tamtejszych boulderach. Można powiedzieć, że zimą czuję się bardziej boulderowcem. Z czasem jednak temperatura rośnie, a granit zaczyna tracić tarcie. Wtedy zaczynam znowu myśleć o wspinaniu z liną i poszukiwaniu jakichś ciekawych projektów.
To jaki był Twój najtrudniejszy bald?
Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że to może być jakaś kompletnie nie-stylowa przystawka, której poświęciłem bardzo dużo czasu.
Na "Trigonometry" (fot. arch. Moroni)
Co roku startujesz w Pucharze Świata w Boulderingu. Jakie masz zdanie o takich imprezach?
Kiedyś byłem bardzo wkręcony w zawody i próbowałem brać udział we wszystkich edycjach PŚ. W 2009 udało mi się nawet zdobyć 3. miejsce w generalce i był to jeden z moich najlepszych momentów w karierze wspinaczkowej. Ale w pewnej chwili poczułem, że to nie jest już to co wcześniej. Teraz mam ochotę wspinać się na prawdziwej skale. Nie rzuciłem tego kompletnie, ponieważ uważam to za całkiem fajną zabawę. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wygram jakąś edycję. Przydałoby mi się, po tym jak lądowałem na drugim miejscu już 4 razy przez ostatnie lata.
Czyli nie trenujesz pod kątem zawodów?
Tak jak powiedział, gdy brałem to na poważnie starałem się trenować prawie tylko pod to, biorąc udział w innych zawodach, żeby się lepiej przygotować. Teraz trenuję, żeby stać się silniejszym...
Czyli w takim razie nie interesują Cię drogi wielowyciagowe, czy alpinizm?
Próbowałem robić jakieś trudne drogi wielowyciągowe jak np. Silbergeier, czy inne w Valle dell'Orco. Planuję większość z nich dokończyć w niedalekiej przyszłości. Moim małym marzeniem jest też wyjazd w Yosemite, żeby spróbować przejść coś klasycznie na El Capie!
W tym roku zostałeś nominowany do Salewa Rock Award. Motywuje Cię to w jakiś sposób? Znalazłeś się w grupie najlepiej wspinających się ludzi na świecie. Co myślisz o takich nagrodach?
Szczerze mówiąc wcale się tej nominacji nie spodziewałem. To pierwsze tego typu wyróżnienie i cieszę się z tego faktu. Sam do końca nie jestem przekonany, czy na nią zasługuję, bo wiem, że jest wiele mocniejszych osób ode mnie. Mimo wszystko zawsze staram się być jak najbardziej uniwersalnym wspinaczem. W zeszłym roku próbowałem sił na wielu płaszczynach wspinania, więc być może to jest powodem nominacji...
A jak dajesz sobie radę ze znalezieniem partnera do pracy nad swoimi projektami?
W moim mieście nie ma zbyt wielu wspinaczy, ale mimo to dosyć łatwo znaleźć kogoś chętnego na wspin. Jesteśmy dość zgraną grupą i czuję, że pomagamy sobie wzajemnie. Ogólnie tworzymy całkiem zgrany i zmotywowany zespół.
Potrafisz opisać swój idealny dzień wspinaczkowy?
Wstaję nie za wcześnie. Jem olbrzymie śniadanie i jadę spotkać się z ekipą w skałach. Na początku trochę relaksu i jakaś rozgrzewka. Później oczywiście przychodzi pokonanie projektu. Potem już się nie wspinam tylko cieszę się resztą dnia, którą poświęcam na wsparcie przyjaciół i dopingowanie. W końcu piwko po wspinaniu, pizza i wyjście na jakąś imprezę, żeby uczcić dzień... po prostu idealnie!
A co robisz, gdy się nie wspinasz? O ile to się zdarza?
Po prostu życióweczka... czyli zwykłe rzeczy
Może na koniec podzielisz się jakimiś spostrzeżeniami o treningu, które mogą zainteresować innych wspinaczy?
Podążajcie za wewnętrznym głosem. Sam niewiele wiem na temat treningu i dlatego cały czas eksperymentuję!
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia podczas kolejnych realizacji.