|
Niewiele jest trudnych dróg na Podzamczu, których nie robił, albo chociaż nie dotknął. Na Cimach poprowadził ostatnio kolejny ekstrem Power of love. O wspinaniu nie tylko ma Podzamczu rozmawiamy z Michałem Jagielskim.
***

Michał na "Power of love" (fot. Adam Kokot/adamkokot.blogspot.com)
Dorota Dubicka (wspinanie.pl): Michał, pochodzisz z Podzamcza, wszystkie swoje najtrudniejsze drogi zrobiłeś właśnie tam? Mógłbyś powiedzieć, że twoje wspinaczkowe życie opiera się głównie na Jurze Północnej? To taki zamknięty rewir, poza który rzadko wychodzisz?
Michał Jagielski: Tak naprawdę na Jurę Północną mam najbliżej, dlatego większość czasu spędzam właśnie tutaj. Z trudniejszych przejść poza Podzamczem można wymienić jedynie Alchemika na Górze Kołoczek, kilka VI.6 i około 60 dróg w przedziale VI.5-VI.6. Tak więc wszystkie moje najtrudniejsze prowadzenia miały miejsce w Podzamczu. Co jednak nie znaczy, że wspinam się tylko tutaj. Po prostu w innych miejscach próbuję dróg, które jestem w stanie pokonać szybko. Poza tym w Podzamczu zostały mi praktycznie same trudne linie. Siłą rzeczy muszę je próbować :)
Jednak ostatnio idzie ku dobremu i coraz częściej zdarzają się wypady na południową część Jury :) Mam tam jeszcze wiele do zrobienia, dlatego postaram się na stałe obrać ten kierunek. Dalsze wyjazdy należą do rzadkości i przytrafiają się kilka razy w roku. Związane jest to oczywiście z pracą i brakiem czasu lub brakiem partnera w wolnym terminie.
Cofnijmy się na o pięć lat. Od mocnego uderzenia zacząłeś w 2006 roku, kiedy poprowadziłeś Krucjatę Trzeźwości VI.6, w tym samym roku pokonałeś swoje pierwsze VI.7+ Prawie wszystko na sprzedaż. Ogromny przeskok, jak wspominasz swoją pierwszą tak trudną drogę? No i jak tak szybko udało ci się dojść do takiego poziomu?
Mało kto wierzył w mój sukces na Prawie wszystko... Wielu patrzyło z politowaniem na moje próby, co bardzo mnie motywowało. Okazało się jednak, że sukces przyszedł szybciej niż sam przypuszczałem. Dało mi to wiele do myślenia. Po przejściu tej drogi nabrałem pewności siebie, wiary we własne umiejętności i odwagi w podejmowaniu wyzwań. Cechy te są moim zdaniem ważniejsze od parametrów czysto fizycznych. Oczywiście bez odpowiedniej siły nie przytrzymamy kilkumilimetrowej krawądki, ale nawet mając tą siłę musimy być świadomi jej wartości.
Osiągnięcie takiego poziomu w moim przypadku polegało po prostu na intensywnym wspinaniu w skałach, czasami potrafiłem wspinać się siedem dni bez restu :) Po minięciu letnich upałów okazało się, że taka taktyka przyniosła rezultaty i forma jest całkiem dobra. Postanowiłem wtedy zawalczyć na Prawie wszystko... Oczywiście drogę próbowałem wcześniej, ale zawsze odchodziłem z kwitkiem...
Właściwie od tego czasu już konsekwentnie odhaczałeś miejscowe ekstremy: Potęga Trójkątów VI.6+, Pijane Trójkąty VI.7 etc. Przyszedł rok 2010 i pada Pierwszy krok ku doskonałości. Mirek Wódka wycenił drogę na VI.7+/8, tymczasem Łukasz Dudek, mówi VI.7, może nawet VI.6+/7. Jak Ty oceniasz trudności Pierwszego kroku?
Pierwszy krok składa się z trzech odcinków. Pierwszy z nich to mało przyjemny boulder około 7B+, po którym można cieszyć się wesołym wspinem za około VI.4+, tym odcinkiem dochodzimy do dobrego restu, po którym następuje gwóźdź programu - sięgnięcie z dobrej piramidki do obłej miski. Ciężko wycenić ten ruch, nawet po bloku nie zawsze udawało mi się go wykonać. Całość według mnie jest porównywalna do Pijanych Trójkątów i oscyluje w granicach zwykłego VI.7. Jednak bez względu na wycenę jest to piękny kawałek wspinania.
Pora na Power of love VI.7+. Droga z mało chlubną historią (pierwsze przejście, potem cementowanie wykutego chwytu i prawdopodobnie innych, kolejne "pierwsze" przejście etc.). Twoim zdaniem takie działanie miało jakieś uzasadnienie w przypadku tej drogi?
Gdy tworzyła się historia Powera stawiałem pierwsze kroki w skałach, dlatego trudno mi oceniać to, co się wydarzyło. Jednak pewne zdanie na ten temat mam. Podkuty chwyt można było zakleić, ale jak wiemy Kilar (przyp. red. Mateusz Kilarski) urobił więcej zaprawy i zalepił wszystkie chwyty, które uznał za zbędne do przejścia, co już raczej było lekkim przegięciem. Gdyby każdy chciał tworzyć w ten sposób nowe trudne drogi to jak wyglądałyby nasze skały których i tak mamy mało? Trudność tak powstałej drogi nie usprawiedliwia takiego zachowania.

Na "Power of love" (fot. Adam Kokot/adamkokot.blogspot.com)
Na Cimach pozostaje Ci jeszcze najtrudniejsza droga Made in Poland VI.8. Masz na koncie trzy składowe: Power of Love, Pijane Trójkąty i Pierwszy Krok ku Doskonałości. Będziesz próbował połączyć całą trójkę w całość? W ogóle z jakim nastawieniem podchodzisz do takiej linii?
Bez względu na to, że jest to kombinacja Made in Poland jest klasą samą w sobie i sporo wybiega trudnościami poza to, co teraz mamy w Polsce. Oczywiście będę próbował ją przejść.
Jakbyś miał polecić drogę dla kogoś, kto chce się "zaprzyjaźnić" z tutejszym wspinaniem, to na którą byś wskazał?
Dla chcących spróbowania wspinu na Cimach polecam na początek Mandalę życia lub Snowbird hero. Poza startem sama radość :) Tak naprawdę tutejsze chwyty nie są wcale małe. Po oswojeniu wspinanie sprawia wiele przyjemności, a ruchy w trudnościach takich dróg, jak Wulkany Miłości i Krucjata są esencją jurajskiego wspinania.
Wyjdźmy poza Cimy, jakie są wg ciebie najciekawsze projekty do zrobienia na Podzamczu? Wstawiasz się do jakichś ciekawych linii, istniejących dróg lub otwartych projektów?
Właściwie to nie ma na Jurze Północnej drogi powyżej VI.6, do której nie przystawiałem się choć raz. Wygląda to tak, że jeśli jestem w okolicy jakiejś trudnej linii, próbuję ją, jednak często nie wracam zbyt szybko w to miejsce. I tak np. do Wściekłych psów przystawiam się od czterech lat średnio dwa razy w roku :) W Podzamczu z ciekawszych projektów można wymienić dwie linie na Zapadzie w świetnej jakości skale po najmniejszych chwytach na jeden lub dwa palce, jakie można sobie wyobrazić i oczywiście projekt na lewo od Pandemonium.
Co to za projekt na lewo od Pandemonium?
Linia znajduje się na tej samej płycie co Pandemonium. Została obita przez Rafała Moucke około 2000 roku, jednak jak sam stwierdził był to projekt przerastający jego możliwości. Podobno z kilkunastu przechwytów znajdujących się na drodze był w stanie wykonać tylko pięć.
A samego Pandemonium dotykałeś?
Kilka razy wstawiałem się kontrolnie, jednak zawsze po takiej próbie stwierdzam, że trzeba schudnąć i doładować :)
Tak trudne drogi wymagają specyficznego przygotowania, w jaki sposób trenujesz przed sezonem? Prawdę mówiąc to również kopalnia kontuzji. Często zdarzają ci się takie wymuszone przerwy? Bo zakładam, ze przy takim wspinaniu trudno uciec przed kontuzją.
Tylko raz w życiu trenowałem przez dwa zimowe miesiące. Od 2006 roku co sezon jestem nękany kontuzjami. Zazwyczaj wygląda to tak, że pięć miesięcy się wspinam, a resztę roku poświęcam na leczenie kontuzji. Najczęściej około lipca-sierpnia słyszę trzask w palcu i zawieszam działalność do wiosny. Mam nadzieję, że zeszłoroczna kontuzja była ostatnią, bo fajnie byłoby solidnie potrenować zimą...
Są jakieś rejony, w które od lat chętnie wracasz?
Poza Podzamczem najbardziej lubię podkarpacki Kamieniec, dla mnie to magiczne miejsce. Jednak niestety rzadko mam okazję tam bywać. Zazwyczaj wspinam się na szeroko pojętej Jurze Północnej, Podlesice, Smoleń, Okiennik...
Ale jak już wspomniałem, coraz częściej zdarzają się wypady w dolinki. Mam tam wiele do zrobienia, dlatego będę starał się często odwiedzać tamte strony. Bardzo ciekawie wyglądają np. niedawno zrobione linie w Zimnym Dole, jednak nie miałem jeszcze okazji być w tamtym rejonie w celu wspinania, a jedynie turystycznie. Poza tym chciałbym zawalczyć troszkę w Dolinie Brzoskwinki, szczególnie podobają mi się drogi na Zrębie, a ich charakter bardzo mi odpowiada. Niestety ciężko kogoś namówić na wyjazd w tamte strony.
Powiedz, jak w ogóle wygląda wspinaczkowe środowisko podzamczańskie?
W Podzamczu wspinam się tylko ja i Rudy (przyp. red. Mariusz Jasiński). Szkoda że jest nas tylko dwóch, bo często nie ma po prostu z kim iść w skały. Wielu znajomych którzy wspinali się rekreacyjnie lub chodzili w skały po prostu dla towarzystwa pochłonęło życie, kilku natomiast działa aktywnie w słynnym barze "U Druta" ;)
Słynny bar "U Druta"? :)
To takie miejsce integracyjno-rozrywkowe, w którym wspinacze z Podzamcza oraz miejscowi pseudo wspinacze spotykają się w celu rozładowania napięcia po pracy lub wspinaniu ;)
No to jeszcze zapytam na koniec, czym się zajmujesz poza wspinaniem?
Obecnie pracuję jako spawacz urządzeń górniczych. Poza tym lubię posiedzieć nad wodą z wędką, pojeździć na rowerze, a zimą na nartach. Dość aktywnie działam też jako speleolog.
Dzięki za rozmowę i jak najmniej kontuzji!!
***
|