|
Obok Agaty Wiśniewskiej na najwyższym, boulderowym podium w Tarnowie stanął Piotr Bunsch (Ternua). Zapytaliśmy Piotrka o ostatni start w Tarnowie i wspinanie w skałach, głównie o nadrabianie zaległości na rodzimej Jurze.

Piotrek na tarnowskim rynku - PP w boulderingu 2011
(fot. Paweł Topolski)
***
Dorota Dubicka (wspinanie.pl): Pierwsze zawody PP w boulderingu za nami. Jak ci się podobało w Tarnowie? Jak Ty i inni zawodnicy reagują na zmiany w regulaminie, zniesienie licencji etc.?
Piotrek Bunsch: Ma to same plusy! I naprawdę dziwię się, że tak późno zostały wprowadzone eliminacje w formule flash, przecież już parę lat temu w ReniSporcie bardzo dobrze spisało się to rozwiązanie.
Przy obecnym poziomie rywalizacji w naszym kraju nie ma sensu "napinanie się" w rundzie eliminacyjnej. Do półfinału wchodzi niemało ludzi, a ci co dopiero zaczynają piąć się po szczebelkach kariery zawodniczej mogą się więcej powspinać i też trochę pooglądać. Takie 1,5 godziny wspinania po 12 przystawkach to naprawdę dobry trening i niezła zabawa, a to chyba głównie o to nam chodzi. Wszystko przebiega sprawnie i w milszej atmosferze.
Środowisko wspinaczkowe jest na tyle małe, że na zawody przyjeżdża się nie tylko po trofea, ale też spędzić czas ze znajomymi, a przy okazji sprawdzić, jak zgina się kolegom z innych miast. Ludzi rzeczywiście troszkę przybyło, ale ciągle miałem wrażenie jakbym przychodził na wieczorny trening (8 na 10 pierwszych osób to KS Korona), czyli głównie Kraków i Warszawa i chyba każdego mógłbym zawołać po imieniu. Czekam aż pojawią się na zawodach jakieś nowe twarze, a jestem przekonany, że znalazłyby się rozrzucone po krajowych pakerniach.
W Tarnowie podobało mi się jak zwykle. Od strony zawodnika nie miałbym prawie żadnych zastrzeżeń, w każdym razie nic nowego. Odnoszę jednak wrażenie, że w porównaniu z innymi zawodami, które już nie raz odbywały się w na tarnowskim rynku, te straciły swój klimat. I nie wiem do końca, z czego to wynika, bo chyba nie z tego, że ścianki były w tym roku odwrócone tyłem do ratusza?! Byłem niedawno na zawodach Pucharu Świata w Wiedniu i spotkało mnie tam w finałach naprawdę przyjemne i ekscytujące widowisko (niestety :-). Zdarza się tak też i w Polsce, ale tym razem niestety nie.
Twoim zdaniem jest szansa, że taka frekwencja utrzyma się w kolejnych edycjach PP?
Zobaczymy, co będzie w Zakopanem. Tam ostatnio było słabo z frekwencją, ale za to zawsze dobrze z klimatem - mi przynajmniej zawsze sprzyja ;)! Co do Krakowa zupełnie bym się nie obawiał. Mam nadzieję, że ludzie zobaczyli, że w Tarnowie była równie dobra zabawa, jak na BoulderFest czy na Trafo i chętnie zaczną równie licznie przybywać na zawody pucharowe. Można by jeszcze znieść obowiązek karty zdrowia sportowca i zastąpić to jakimś ubezpieczeniem, na pewno się da!
Jakiś czas nie było Cię widać na scenie wspinaczkowej, przynajmniej tej zawodniczej. Możesz zdradzić, co robiłeś, jak cię nie było :) ?
Jak mnie nie było też się wspinałem przy okazji pobytu na wymianie studenckiej w Hiszpanii. Cyfra nie padała, bo zawsze wszyscy o nią pytają, ale wspinałem się bardzo dużo i miło wspominam spędzony tam czas. Osobiście każdemu, kto ma taką możliwość szczerze polecam! O samym pobycie można by dużo pisać :)
Postawiłeś sobie jakieś konkretne cele na ten sezon?
Skały, skały i jeszcze raz skały! Szykują się dość obfite i długie wakacje. Planuję wziąć urlop dziekański na uczelni, przedłużyć sobie sielankowy czas studiowania, dużo się wspinać i podróżować. Zobaczymy, co z tego wyjdzie i po jakim czasie skończą mi się źródła finansowe. Wizja końca studiów mnie trochę przeraża, a tym bardziej standardowego dorosłego życia już po studiach. Na szczęście wliczając dziekankę mam jeszcze ponad dwa lata względnego luzu. Będę też jeździł na zawody, jak będę w pobliżu, bo lubię.
Wspinasz się ostatnio w polskich skałach? Pochwal się, co ostatnio udało Ci się zrobić :)
Poczułem ostatnio, że ciężko zaspokoić "parcie na cyfrę" w połączeniu z pracą, szkołą, treningami i innymi drobnymi obowiązkami. Ale mimo wszystko ostatnimi czasy staram się powolutku nadrabiać dość spore zaległości na Jurze. Nie jest łatwo, bo czasu na to mam bardzo mało, ale sprawia mi to niesamowitą przyjemność.
Zrobiłem w tym sezonie Próbę Turinga na Dupie Słonia, nową Mechanikę w Mamutowej, odwiedziłem Wielką Cimę na Podzamczu i na pewno tam wrócę. Byłem też w Wiśniowym na niedzielnym wspinaniu i zrobiłem dwie niełatwe cyferki, Maratona 10- i Skala 10. Jednak największą przyjemność sprawiło mi zrobienie Chińskiego Maharadży (w 4. próbie po trzech wędkach) pewnej nie lekkiej niedzieli i mam ochotę na więcej dróg tego typu, chociaż może z większą lekkością ciała i ducha.
Jakieś sprecyzowane plany westowe?
Zdaję sesję, miesiąc chciałem posiedzieć w Alpach, a na wrzesień kroi mi się wyjazd do Stanów. Chciałbym też powspinać się dużo w Polsce, niestety czasu mało, a miejsc, w które mnie ciągnie zbyt wiele.
Dzięki z rozmowę i przede wszystkim jak najwięcej wolnego czasu na wspinanie!
|