Wraz z nadejściem wiosny rozkręcił się też cykl zawodów pucharowych. Po pierwszej edycji Pucharu Polski w konkurencji prowadzenie (Warszawa), przyszła kolej na wspinanie na czas. W ostatni piątek, podobnie jak przed dwoma laty, tegoroczny cykl Pucharu wystartował w Lublinie, na ścianie Uniwersytetu Przyrodniczego.
Walka z czasem...
(fot. arch. Michał Kawecki)
Na starcie pojawiła się prawie cała polska czołówka, ale też liczna grupa wspinaczy (i wspinaczek), którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w tej widowiskowej konkurencji. Przypomnijmy, że tegoroczną nowością jest połączenie zawodów dla seniorów i młodzieżowców, tak więc zawodnicy obu kategorii zgromadzili wczoraj pierwsze punkty do "generalki".
Nie mogło zabraknąć członków kadry narodowej, wysoki poziom zapewnili zawodnicy reprezentujący kluby z Tarnowa, a także spora grupa miejscowych, byłych i obecnych wspinaczy Skarpy Lublin. Nie pojawiła się niestety Edyta Ropek, co można chyba uznać jako minus.
Tradycyjnie, zawody rozpoczęły się od eliminacji, które miały za zadanie wyłonić i rozstawić najlepszą szesnastkę panów i ósemkę pań. Niestety, dosyć pechowo pobiegła w eliminacjach Mistrzyni Świata Juniorów, Klaudia Buczek, która nieoczekiwanie wystrzeliła z chwytów i odpadła od ściany podczas drugiego biegu. Chwilę wcześniej jej los podzieliła Karina Mirosław, która - przypomnijmy - tydzień temu zajęła drugie miejsce w warszawskiej edycji Pucharu Polski w prowadzeniu.
Rywalizacja pań była emocjonująca (fot. arch. Michał Kawecki)
Z ośmiu najszybszych pań do finałowej czwórki awansowały zawodniczki Skarpy oraz Iza Janis z tarnowskiego klubu MKS Pałac Młodzieży. Pojedynek o złoto stoczyły między sobą dwie doświadczone reprezentantki gospodarzy, Gosia Rudzińska i Monika Prokopiuk. Finał jak na akademickich Mistrzostwach Polski sprzed dwóch tygodni i kolejność ta sama - po szybkim biegu wygrała starsza z sióstr Rudzińskich, czyli Gosia.
Sporo emocji zapewniły też starty panów, którzy na ścianie osiągali czasy w okolicach sześciu sekund. A droga, mimo, że klamiasta, nie była zbyt oczywista i na tyle nieewidentna, że zawodnicy często popełniali błędy, żeby chwilę później nadrobić stratę na ostatnich metrach. A oczywiście w czasówkach nie ma dużego miejsca na błędy...
Mężczyźni na start
(fot. arch. Michał Kawecki)
Zwycięzcą zgodnie z oczekiwaniami został Łukasz Świrk (SMG Lubin), a rewelacją zawodów był start Marcina Dzieńskiego alias "Rambo", który tak się rozpędził, że przegrał (i to dość niewiele) dopiero z Łukaszem w biegu finałowym. W ćwierćfinale, w bardzo wyrównanych biegach pokonał Jaśka Modrzejewskiego ze Skarpy, żeby kilka minut później wyeliminować Kubę Ginszta, czyli świeżo upieczonego Mistrza Polski AZS-ów. Świetnie wystartował też Jędrzej Komosiński (trzecie miejsce), który zapewne znalazłby się w finale, gdyby nie trafił na Łukasza po tym, jak wyeliminował Tomka Oleksego po dwóch bardzo szybkich biegach.
Zawody w Lublinie są przykładem na to, że (stosunkowo) tanim kosztem można wykroić przyzwoitą imprezę. Można też stwierdzić, że poziom czołówki powoli się wyrównuje, a młodzi zawodnicy depczą po piętach starszym i bardziej doświadczonym. Tak więc kolejne miesiące (i lata) mogą przynieść ciekawe rozstrzygnięcia. Ważne, że pojawiają się kolejne osoby, którym chce się rywalizować z najlepszymi.
I jeszcze co do frekwencji, było całkiem nieźle, jak na tę dyscyplinę - wystartowało 11 kobiet oraz 25 panów, właściwie podobnie, jak przed tygodniem w Pucharze w prowadzeniu.
Tymczasem już za dwa tygodnie pierwsze zawody Pucharu Świata (w Mediolanie), w których wystąpią zarówno specjaliści od boulderingu, jak i biegacze. Czekamy na pierwsze rozstrzygnięcia...