11 lutego 2011

 

Kryzys zawodów rankingowych w Polsce.
Czy będzie lepiej?

Na naszym "rynku" zawodniczym nie dzieje się najlepiej. I nie chodzi tu bynajmniej o zawody lokalne, imprezy towarzyskie, boulderowe party. Tych mamy w kraju coraz więcej, cieszą się coraz większą popularnością, inwestują w nie organizatorzy i inwestują zawodnicy, inwestuje wreszcie publiczność. Wspinanie rozwija się na całego. Problem w tym, że na jednym tylko biegunie.

Na drugim mamy zawody w randze Pucharu Polski i Mistrzostw Polski. Poważne, prestiżowe, w końcu zawodnicy walczą o honorne tytuły - najlepszych w kraju! Powinny być fajerwerki, fajna zabawa i ścisk w kolejce po medale. Niestety jest odwrotnie, zawodników niewielu, a w ubiegłym roku ciągu roku nazbierało się zaledwie po trzy edycje pucharowe w każdej konkurencji. Zaskakująco mało!

Dlaczego tak jest? Gdybać można w nieskończoność, ale nie o to tu chodzi. Najważniejsze to znaleźć złoty środek, a może wystarczy parę małych nawet zmian, które popchnęłyby całą machinę. Na te zmiany czekamy od kilku lat, były ciche zapowiedzi, efekty już niekoniecznie. Tym razem na horyzoncie pojawiło się kilka konkretnych, ciekawych pomysłów, których realizacji być może wreszcie się doczekamy.


Kompozytorzy dróg na Mistrzostwach Polski we Wrocławiu 2010
(fot. Adam Kopta)

***

  • Zawody - dlaczego tak mało? 

Fakty są takie. W sezonie 2010 mieliśmy zaledwie po trzy edycje Pucharu Polski seniorów w trzech konkurencjach (w tym Mistrzostwa Polski), co notabene stanowi warunek minimum, żeby w ogóle rozegrać cykl PP. W kalendarzu na sezon 2011 na dzień dzisiejszy zapisano trzy imprezy PP seniorów w trzech konkurencjach i cztery imprezy PP juniorów w dwóch konkurencjach (niewykluczone jednak, że zawodów w najbliższym czasie przybędzie). Będziemy mieć również jedną imprezę międzynarodową tj. Puchar Europy Juniorów na czas w Tarnowie.

Przyczyn deficytu imprez pucharowych w Polsce jest kilka. Z jednej strony małe dotacje - w ubiegłym roku Ministerstwo Sportu i Turystyki obcięło dofinansowania dla Polskich Związków Sportowych, jak będzie w bieżącym sezonie jeszcze nie wiadomo. Komisja wspinaczki sportowej PZA, gospodarując w warunkach niepewnego budżetu, nie ma więc łatwego zadania. Tym bardziej, że widoków na bardziej "globalny" sponsoring zawodów, tak jak to miało miejsce w roku 2007, na razie nie widać.

Z drugiej strony, tak znikoma ilość zawodów wynika po części z pasywności ścian i centrów wspinaczkowych w kraju, które albo nie chcą inwestować w przygotowywanie imprez rangi pucharowej lub mistrzowskiej albo po prostu nie są w stanie spełnić standardów określonych w przepisach IFSC (International Federation of Sport Climbing) i PZA (Polski Związek Alpinizmu). W grę wchodzi tu między innymi kwestia braku obiektów wspinaczkowych, spełniających owe standardy. Głównie dużych ścian, gdzie można byłoby przeprowadzić konkurencje w prowadzeniu. Z mniejszymi, boulderowymi ścianami jest już znacznie lepiej.

Przeszkodą jest również ścisły regulamin obowiązujący na zawodach PZA, który ma utrzymać wysoki poziom organizacji. To jednak wiąże się z większymi pieniędzmi, a tych już centra wspinaczkowe inwestować nie chcą, bo ich zwyczajnie na to nie stać.

Szczególnie ścianek komercyjnych "nie stać" na to, żeby zorganizować zawody PP. - podkreśla Adam Pustelnik, konstruktor dróg na PP - Regulamin, który obowiązuje na zawodach PZA jest dość szczegółowy i nakłada na organizatora wiele obowiązków. Ma to utrzymać wysoki standard organizacji, ale niestety oznacza też spory nakład pracy i finansów.

Nietrudno natomiast zauważyć, że wiele ośrodków regularnie organizuje swoje własne, najczęściej boulderowe zawody, które cieszą się ogromną popularnością. Niechęć do przekształcenia tego typu zawodów w edycję Pucharu Polski może wynikać również z konieczności zorganizowania ich według regulaminu PZA. Jak przyjrzymy się mu dokładnie, to ogranicza on zdecydowanie dowolność w formule zawodów, albo liczbie zawodników w kolejnych rundach. A to może stanowić problem dla organizatorów - dodaje Adam.

  • Niska frekwencja

Małej ilości pucharów towarzyszy również niska frekwencja. Szkoda, bo przecież to właśnie nasze krajowe zawody są lub powinny być poligonem doświadczalnym dla szerokiej rzeszy wspinaczy, szansą na przebicie się do krajowej czołówki, a w dalszej perspektywie przepustką do imprez rangi międzynarodowej. Tego przetarcia, wyławiania talentów (taka selekcja powinna odbywać się również, a może przede wszystkim na poziomie klubowym) i zawodniczego "owspinania" na porządnych ścianach bardzo potrzebujemy.

Tymczasem trudno się oprzeć wrażeniu, że nasze imprezy pucharowe i mistrzowskie są popisem garstki wciąż tych samych zawodników. A przecież - mimo, że z założenia to wydarzenia w sportowym wspinaniu prestiżowe - nie powinny być areną jedynie najlepszych.

Niska frekwencja jednak nie zawsze była domeną zawodów rangi mistrzowskiej. Jeden z naszych najlepszych "eksportowych" wspinaczy sportowych, organizator PP w Tarnowie Tomek Oleksy* wspomina, że jeszcze w latach 90. niektóre z imprez stały na naprawdę przyzwoitym poziomie, jak na ówczesne czasy. - Zawodników startowało więcej niż obecnie ( poza czasówkami, które były traktowane jako zło konieczne) i poziom sportowy był bardziej wyrównany niż teraz - podkreśla.  

  • Co zniechęca zawodników? - mało wspinania, uciążliwe formalności, czy może zbyt sztywna formuła zawodów.

Słaba motywacja zawodników do startów w oficjalnych zawodach PZA ma kilka przyczyn. Dwa problemy, najczęściej przewijające się w wypowiedziach zawodników to uciążliwe formalności i deficyt wspinania.

Zawodników zniechęca między innymi wiele ograniczeń, część z nich jest jednak konieczna, aby wypracować równe reguły dla wszystkich. Niestety zasady te nie są popularne wśród wspinaczy, bo wiążą się z załatwianiem formalności, czego nikt nie lubi. PZA nie może jednak posunąć się zbyt daleko w obniżeniu formalnych wymagań - zwraca uwagę Adam Kopta, sędzia główny PZA.

I tak np. polskie prawo wymaga potwierdzenia stanu zdrowia zawodnika, czyli legitymowania się kartą zdrowia. Badania lekarskie obowiązywać będą więc nadal.

Obostrzenia dotyczą też samych zawodów np. obowiązku przebywania w "strefie" czy przestrzegania harmonogramu. Jako, że wspinacz nie lubi "musieć" i ceni sobie luźną atmosferę częściej wybiera zawody towarzyskie aniżeli imprezę pucharową.

Mimo nierzadko bardzo wysokiego poziomu, w zawodach towarzyskich chodzi głównie o zabawę, a uproszczone przepisy bywają tylko dodatkiem. Tymczasem w niektórych kręgach słychać argumenty za włączeniem takich zawodów do kalendarza pucharowego, co wydaje się być światełkiem w tunelu, przynajmniej jeśli chodzi o zawody boulderowe. Sami organizatorzy wydają się być  jednak średnio zainteresowani. Bardzo ważna dla nich jest bowiem idea zrobienia fajnej imprezy i zadowolenie jak najszerszej liczby zawodników, z których znaczną większość stanowią dziś amatorzy. 

Nasze zawody mają swój niepowtarzalny charakter i nie chcemy tego drastycznie zmieniać - twierdzi Magda Mandecka-Zderkiewicz, która od lat angażuje się w organizację popularnego Boulderfestu. - Boimy się, że ingerencja w luźną formułę spowoduje spadek zainteresowania imprezą. Na chwilę obecną nie planujemy np. strefy w finale - dodaje.

Co istotne, rozluźnienie przepisów i zmiany umożliwiające łączenie zawodów amatorskich z pucharowymi zapowiada Komisja Wspinaczki Sportowej PZA. Miejmy nadzieję, że ten projekt doczeka się wkrótce realizacji. Komisja deklaruje, że pierwszy sprawdzian nowych przepisów może nastąpić na zawodach seniorskich w Warszawie, w Centrum Wspinaczkowym On Sight na Obozowej w marcu tego roku.

Idźmy dalej. O zawodach PP słyszy się również, że oferują zbyt mało wspinania. Nic dziwnego, pokonanie nierzadko kilkuset kilometrów po to, aby wspiąć się dwa/trzy razy najzwyczajniej nie za bardzo się opłaca, a to działa na wspinaczy mało mobilizująco. Wolą pojechać na zawody organizowane w formule towarzyskiej, gdzie nie tylko powspinają się aż nadto, ale i świetnie zabawią.

Zwraca na to uwagę jedna z naszych czołowych zawodniczek Agata Wiśniewska. - Dwie drogi eliminacyjne w prowadzeniu lub sześć boulderów (w sumie 30 minut wspinania bądź siedzenia pod boulderem). A do tego kupa stresu związana z tym, że te zawody mają rangę Pucharu Polski. Jeśli porównać to z kilkunastoma boulderami oferowanymi przez organizatorów Boulderfest i bezstresową formułą zawodów, większość wspinaczy, szczególnie tych wysoko ceniących element towarzyski we wspinaniu, zawsze wybierze właśnie te drugie.

Oczywiście bezstresowa formuła zawodów nie do końca pasuje do imprezy rangi mistrzowskiej, czy nawet pucharowej. Takie zawody z założenia wiążą się z większym stresem, większymi emocjami i na to każdy z zawodników musi się nastawić. W końcu walczy się o tytuł najlepszego w kraju. Startujący w zawodach lokalnych, organizowanych w charakterze na ogół luźnej rywalizacji sportowo - towarzyskiej, takiego obciążenia raczej nie mają.     

Jeśli więc ma być bardziej nerwowo, to przynajmniej wspinacze powinni dostać za to porcję fajnego wspinania. Wciąż jest go co prawda za mało, ale daje się również zauważyć zmianę na korzyść w jakości oferowanych dróg. Nie chodzi tu bynajmniej o stopień trudności poszczególnych dróg w Pucharze Polski, które nijak się mają do trudności tych oferowanych zawodnikom w Pucharze Świata (niestety jaki poziom startujących takie trudności: nieprzypadkowo drogi finałowe na krajowych arenach pokrywają się plus minus z fazą eliminacyjną w PŚ ), ale zwyczajnie o drogi dobrze ułożone, dające startującym możliwość ciekawego i rozwojowego powspinania się. 

Wydaje mi się, że zawody pucharowe w 2010 roku stały pod tym względem na dobrym poziomie. Coraz częściej szykowane na nie drogi, czy bouldery dają możliwość powspinania się i spędzenia ciekawego weekendu nie tylko dla osób, które regularnie startują. Staramy się, aby w zawodach chcieli startować nie tylko najbardziej zagorzali zawodnicy. Oprócz rywalizacji ma być w tym też coś z przyjemności z samego wspinania. Jasne, że jeżeli nie ukończy się żadnej drogi albo boulderu trudno o takowej mówić. I to też staramy się zmieniać, aby każdy mógł pobawić się we wspinanie na zawodach - mówi Adam Pustelnik.

Nie należy też zapomnieć o bardziej fundamentalnych, czy - nazwijmy to środowiskowo-systemowych przyczynach niskiej frekwencji. Zdaniem Tomka Oleksego, jak również osób związanych ze sportem wspinaczkowym, problem tkwi w tym, że wciąż nie ma zbyt wielu ośrodków wspinaczkowych z prawdziwego zdarzenia oraz sekcji stricte sportowych, zorientowanych na starty. Cierpimy na brak animatorów sportu, trenerów, którzy powinni zaszczepiać ducha sportowego u początkujących zawodników.

  • Prognozy - propozycje zmian KWS PZA i szansa nowe przepisy

Czy jest szansa na zreformowanie przepisów oraz przekonanie organizatorów i zawodników, że warto inwestować w imprezy pucharowe?

Mamy nadzieję, że uda się wprowadzić zmiany w przepisach PZA, które ułatwią organizację zawodów, a zarazem pozwolą zachować ich prestiż - deklaruje Arkadiusz Kamiński, przewodniczący Komisji Wspinaczki Sportowej PZA - Przede wszystkim musimy skoncentrować się nad dostosowaniem naszych wymogów do możliwości u nas w kraju. Od niedawna mamy nowy skład Komisji Wspinaczki Sportowej i mam nadzieję, że wprowadzimy wiele zmian, które ułatwią i uatrakcyjnią wspinanie sportowe w Polsce. Wiąże się to jednak ze sporą pracą, wymaga czasu i zaangażowania członków komisji. Pierwsze efekty będą widoczne na początku marca. 

Pomysłów na zmiany ze strony KWS jest sporo. W planie jest między innymi:

  • zniesienie licencji zawodnika PZA (tego akurat zawodnicy nie lubią chyba najbardziej),
  • obowiązek rozgrywania półfinałów w konkurencjach prowadzenie i bouldering,
  • większa ilość dróg w rundzie eliminacyjnej w prowadzeniu, ze wskazaniem na łatwiejsze drogi dla słabszych zawodników,
  • różne formuły rozgrywania zawodów w boulderingu (do wyboru dla organizatora zawodów, w zależności od ściany, jaką dysponuje, zwiększenie ilości problemów),
  • połączenie zawodów PZA z zawodami amatorskimi,
  • zmiany dotyczące powoływania kadry i reprezentacji narodowej,
  • zmiany dotyczące nagród w zawodach.

Kwestia wysokości nagród to jednak temat dość drażliwy. Obecnie nagradzane są pierwsze trójki zawodników, reszta już nie. Pojawia się dylemat - czy starać się wygospodarować większe premie dla najlepszych, czy w jakiś sposób nobilitować również tych poza pierwszą trójką.

Wg Grzegorza Gajaszka z Komisji Wspinaczki Sportowej PZA - Zwiększenie nagród dla pierwszej trójki w PP i MP będzie miało znaczenie dla 4-5 osób w naszym kraju. A przecież chcemy zwiększyć frekwencję zawodów. Jeżeli środki finansowe pozwolą to raczej należy wrócić do praktyki sprzed lat, nagradzania pierwszej 5-6 zawodników PP i MP. Mamy też pomysł, żeby wprowadzić nagrody finansowe za klasyfikację generalną PPS 2011, tak by zachęcić zawodników i nagrodzić trud całorocznej pracy i to między innymi planujemy wprowadzić, jak tylko będzie znany budżet.

  • Potrzebni sponsorzy.

Nagrody pokrywa PZA (m.in. nagrody, bo również koszty opłaty sędziów, delegata i konstruktora/ów dróg). Organizacja zawodów to jednak szereg innych, dodatkowych wydatków. W tym momencie nasuwa się pytanie - gdzie są sponsorzy. Bo przecież działania mające nakłonić zawodników do udziału w zawodach i jednocześnie je usprawnić to jedno, a drugie to znalezienie dodatkowych kosztów na podniesienie poziomu organizacji. 

  • Jak ich zachęcić?

Można zaryzykować, że jeśli na zawodach będzie frekwencja, pełna widownia, imprezy będą odpowiednio nagłaśniane i promowane w mediach (w tym relacje na żywo, tak jak ma to miejsce przy okazji PŚ, a ostatnio również PŚ w lodzie), wtedy jest cieć szansy, że pojawi się również zainteresowanie branży nie tylko wspinaczkowej (szerzej outdoorowej). Bo będzie medialnie. W tym zresztą kierunku działa obecnie IFSC, a zbliżające się Mistrzostwa Świata w Arco mają być popisowym widowiskiem sportowym na miarę Igrzysk Olimpijskich, bo przecież właśnie o olimpijski awans wspinanie walczy od lat. Wspinaczka staje się "produktem marketingowym", który trzeba odpowiednio opakować i sprzedać.

Chodzi o to, żeby zgromadzić jak największą ilość publiczności i o to, żeby stworzyć widowisko, które tą publiczność zainteresuje - podkreśla Adam Pustelnik -  Ścianka ma stanowić arenę sportowej rywalizacji, ale także ma być miejscem rozrywki dla osób oglądających zawody. Ważne jest nagłośnienie w mediach, dobre oświetlenie miejsca, muzyka, konferansjer no i grupa ludzi, którzy umieją i wiedzą, co mają robić. Pod tym względem niektóre z organizowanych w Polsce zawodów prezentują naprawdę dobry poziom i wyobrażam sobie, że w przyszłości mogły by być zapleczem do zorganizowania zawodów międzynarodowych.

Pytanie, czy stworzenie dobrego, nawet bardzo dobrego widowiska przekona sponsorów do zainwestowania w tego typu imprezę? Prawda jest taka, że wspinanie w Polsce jest nadal sportem niszowym, stąd "świadomość" firm mogących finansować zawody jest u nas stosunkowo niska. Oferty sponsorskie, owszem, pojawiają się, ale szkopuł w tym, że firmy chcą najczęściej dawać nagrody rzeczowe, ale pieniędzy inwestować już nie. Tymczasem przy takim poziomie państwowej dotacji to właśnie sponsorzy są często kluczowi dla organizatora zawodów.

Wojciech Słowakiewicz, organizator Mistrzostw Polski w boulderingu 2010:

Niestety niewielu sponsorów widzi sens we wspieraniu finansowo zawodów PZA. Generalnie takie zawody gromadzą stosunkowo niewielką publiczność i startuje w nich skromna liczba zawodników. Firmy w ramach sponsoringu najchętniej przekazują sprzęt. Ale przecież organizator ponosi rzeczywiste koszty i za plecaczek, czy buty porządnych zawodów zrobić się nie da. Przy KFG udało nam się przełamać ten schemat. Myślę, że nasz główny sponsor (Milo) mógł czuć się usatysfakcjonowany - finałową rywalizację boulderowców śledziła ponad 1000-osobowa publiczność! Jedynie z punktu widzenia organizatora szkoda, że same zawody zamknęliśmy z ujemnym saldem w kasie...

Trzeba jednak pamiętać, że magnesem przyciągającym sponsorów był w tym przypadku przede wszystkim Krakowski Festiwal Górski (a i tak nie udało się pokryć wszystkich kosztów). Być może jednym ze sposobów, aby uczynić wspinanie sportem bardziej medialnym jest organizowanie zawodów właśnie w  ramach dużych imprez sportowych czy outdoorowych typu festiwale lub nawet targi outdoorowe. Inna sprawa, kiedy (a tak jest w przeważającej części) Puchar rozgrywany jest jako osobna, zamknięta impreza. 

Optymistycznie brzmi fakt, że organizatorzy czasem decydują się na przeprowadzenie zawodów, nawet jeśli w perspektywie mają wizję pokrycia dużej części kosztów. A nie oszukujmy się najczęściej organizatorzy dokładać muszą i to sporo.

Po prostu się to nie opłaca, a i prestiżowo to żaden kokos - mówi Tomek Oleksy, który notabene organizuje jedne z najlepszych imprez pucharowych w Polsce - Przygotowanie zawodów nie jest kwestią jednego dnia. Żeby układacze mogli przykręcić drogi trzeba najpierw wyczyścić ścianę z chwytów, czyli zlikwidować istniejące już drogi, potrzeba przynajmniej dwóch dni na ułożenie dróg na zawody, a po zawodach znowu kilku dni, żeby na nowo uzbroić ścianę dla ludzi. Czyli praktycznie na kilka dni właściciel musiałby zamknąć ścianę, która w tym czasie mogłaby zarabiać.

I dodaje - Wiadomo również, że same drogi nie wystarczą, żeby przeprowadzić imprezę. Po prostu koszty przerastają centra. Patrząc na frekwencję zawodników i zainteresowanie mediów tą dyscypliną również i na tej płaszczyźnie z punktu widzenia takiego właściciela nie jest to interesujące. Osobiście widząc, jak na zawody przyjeżdża garstka zawodników, to mi także powoli nie chce się organizować zawodów. Mydlenie oczu urzędnikom i ludziom - jaka to jest fajna i medialna dyscyplina w tym momencie jest  żenujące.

Co zatem przemawia na "tak"? Chociażby promocja ściany, popularyzacja wspinania i mimo wszystko prestiż zawodów rangi ogólnopolskiej.

Oczywiście, jeśli traktujemy takie zawody wyłącznie jako sposób zarabiania pieniędzy to raczej słaby pomysł. Ale dla nas zawody to forma  promocji, jest okazja do jakichś zmian na ścianie, coś sie dzieje. No i jest fajna zabawa. Zawody są dla ludzi: to zabawa, ale też  forma porównania, weryfikacja ich pracy, motywacja na przyszłość. Ja lubię robić takie imprezy, nawet jeśli koszty nie do końca się wyrównują... Bo w całokształcie wszyscy na tym zyskujemy - mówi Marcin Kantecki, organizator jednej z edycji Pucharu Polski Seniorów w 2011 roku.

***

Droga do tego, żeby wspinanie sportowe zaczęło w Polsce na siebie zarabiać jest długa i tak naprawdę trudno oczekiwać, że na płaszczyźnie finansowej nastąpi jakaś rewolucja. Jedną z najważniejszych kwestii pozostaje więc przekonanie do imprez pucharowych właścicieli ścian i naszych wspinaczy.

Pozostaje jeszcze sprawa motywacji naszych zawodników, która rodzi się najczęściej już na poziomie klubów sportowych, zależy w dużej mierze od trenerów, wychowawców, instruktorów i rodziców. Jaka jest kondycja naszych klubów sportowych? Spróbujemy na to pytanie odpowiedzieć.

*Cały wywiad z Tomkiem Oleksym już wkrótce na wspinanie.pl.

***

Tak było w roku 2010:

Zgłoś b#322;ąd
Komentarze: Dodaj swój wątek
Bez paniki [1]
" jest cieć szansy" na POdniesienie kosztow do sPOrych POtrzeb jubilerskich. "W tym momencie nasuwa się pytanie - gdzie są sponsorzy. Bo przecież działania mające nakłonić zawodników do udziału w zawodach i jednocześnie je usprawnić to jedno...
  15-02-2011
TomaszKa

 

wspinanie.plserwisbiznes newstopogaleriaforumogłoszeniaszkoły wspinaczkowelinkisklepksięgarniaredakcjawspółpracuj z nami!
Webmaster. Copyright (c) by wspinanie.pl.