29 kwietnia zespół lotniczy Nepalese Fishtail Air i Swiss Air Zermatt dokonał przełomowej akcji ratunkowej. Przy pomocy helikoptera i długiej liny z ratownikiem ściągnęli z wysokości 6950 metrów trzech wspinaczy uwięzionych na Annapurnie.
Himalajski helikopterowy zespół ratowniczy rozpoczął swoją służbę w rejonie Khumbu dosłownie parę dni temu, ok. 20 kwietnia. Już po paru dniach został wezwany do pierwszej akcji.
Pierwsza akcja
W pierwszej akcji, 23 kwietnia, zespół przetrasportował ciało duńskiego wspinacza, który zginął na Kyajo Ri (6186 m). Ciało Duńczyka po długim upadku podczas wspinczki znalazło się w niedostępnym terenie. Ratownicy przy pomocy długiej liny (45 metrów) dostali się do ciała i odtransportowali je ze ściany. Pilotem byl Sabin Basnyat.
Akcja na Manaslu
Niestety na Manaslu akcja udała się jedynie częściowo. Zespół 26 kwietnia odnalazł ciało tylko jednego z poszukiwanych Koreańczyków, drugiego nie odnaleziono.
Akcja na Manaslu, helikopter dolatuje do obozu drugiego na wysokości 6250 metrów (fot. R. Lehner)
O pomoc poprosila jednak pozostała część wyprawy koreańskiej (łacznie 7 wspinaczy i Szerpów). Trzech wspinaczy zostało zabranych z wysokości 6400 m, czterech z 6200 m. Pilotem helikoptera był Dani Aufdenblatten.
Akcja na Annapurnie
28 kwietnia zespół dostał kolejne wezwanie, tym razem na Annapurnę. Na wysokości ok. 7500 m znajdował się Tolo Calafat. Hiszpański wspinacz zgłaszał przez telefon objawy ślepoty śnieżnej i choroby wysokościowej. Nie potrafił także podać swojej pozycji.
Niestety ze względu na pogodę właściwa akcja ratunkowa mogła rozpocząć się dopiero następnego dnia. Okazało się, że Hiszpan nie przetrzymał kolejnego dnia na takiej wysokości (Annapurna zbiera krwawe żniwo - nasi bezpieczni).
Ratownicy zostali poproszeni o ściągnięcie trzech innych hiszpańskich wspinaczy (Horia Colibasanu, Juanito Oiarzabal, Carlos Pauner) znajdujących się w obozie czwartym na wysokości 6950 metrów. Hiszpanie byli wyczerpani, odmrożeni i z pierwszymi objawami choroby wysokościowej. W trzech kolejnych lotach udało się przetransportować z obozu czwartego do bazy. Pilotem helikoptera był również Dani Aufdenblatten.
Dlaczego ratunek z góry
Do tej pory jedynie sporadycznie odbywały się skuteczne akcje przy użyciu helikoptera w górach najwyższych. Potrzeba stworzenia lotniczego zespołu ratowniczego była ogromna. Z roku na rok rośnie liczba wypraw w góry najwyższe, a co za tym idzie rośnie liczba wypadków. Ponadto co raz częściej członkami wypraw są osoby ze stosunkowo niewielkim doświadczeniem górskim.
W 2005 roku udaną akcję ratunkową przeprowadziła pakistańska armia na Nanga Parbat. Wtedy Pakistańczycy przy pomocy długiej liny ściągnęli ze ściany Rupal z wyskości 5900 metrów Słoweńca Tomaža Humara. Akcja mogła zakończyć się tragedią, ponieważ Humar zapomniał odpiąć się ze stanowiska ze śrub lodowych. Gdyby nie to, że śruby puściły, helikopter najprawdopodbniej roztrzaskałby się.
Dlatego uważa się, że ratownik powinien być opuszczany do poszkodowanego. Taki system gwarantuje większe bezpieczeństwo całej operacji.
Jak powstał zespół ratowniczy w Nepalu
Zespół tworzą szwajcarscy ratownicy z Air Zermatt wspólnie z Nepalczykami. Szwajcarzy mają ponad 40-letnie doświadczenie w lotniczym ratownictwie górskim.
Air Zermatt powstał w 1968 roku. Zespół ma na swoim koncie np. pierwszą udaną akcję ratunkową, przy której korzystano z helikoptera i długiej liny. W 1970 roku właśnie przy pomocy tej techniki ściągnięto wspinaczy z północnej ściany Eigeru w Szwajcarii. Ta misja była przełomem w ratownictwie górskim.
Zespół operujący w Nepalu korzysta obecnie z helikoptera AS 350 B3, zwanego również Squirrel. Maszyna ta jest w stanie prowadzić działania do wysokości 7000 m. W przyszłości planowane jest użycie mocniejszej maszyny, SA 315B Lama, która jest w stanie operować na wyższym pułapie.
Nowa era
Wydaje się, że właśnie wkraczamy w nową erę himalaizmu, gdy akcje ratunkowe na ośmiotysięcznikach stają się dostępne dla wspinaczy. Oczywiście ta dostępność jest uwarunkowana wykupieniem odpowiedniego ubezpieczenia, ale to powinien być standard dla tego typu wypraw.
Na przykładzie Annapurny widać, że istnienie tego zespołu ratowniczego najprawdopodbniej uratowało niejedno życie i góra nie zdołała zabrać tyle, ile zwykle miała w zwyczaju...
bez przesady[3]
"Wydaje się, że właśnie
wkraczamy w nową erę
himalaizmu, gdy akcje
ratunkowe na
ośmiotysięcznikach stają się
dostępne dla wspinaczy.
Oczywiście ta dostępność jest
uwarunkowana wykupieniem
odpowiedniego ubezpieczenia,
ale to powinien być standard
d...