W zeszłym roku postanowiliśmy spędzić święta z dala od ojczyzny. Nie zważając na tęsknotę naszych rodzin i chrześcijański obowiązek świętowania narodzin Pańskich, kierowani wyłącznie własną wygodą i egoizmem wybraliśmy się na ponad dwa tygodnie w 1000 metrowe góry Hiszpanii. Z kilkunastostopniowego mrozu w porcie lotniczym we Wrocławiu w ciepły, nocny, morski wiatr lotniska Alicante. Z wygodnych, ciepłych pokoi do zimnych, wypełnionych igliwiem namiotów. Ze śniegu w deszcz. Z suchego panelu na mokre skały.
Ekipa
Pierwsze dni w Selli, to czas zwątpienia podczas oglądania nocnego nieba, krótki czas nadziei przy przebudzeniu, uczucie wyrządzonej krzywdy przy wsłuchiwaniu się w odgłos prysznica wycelowanego w dach namiotu, ale także czas śmiałych decyzji i brawurowych akcji. To wspaniały rajd pięciu śmiałków do El Chorro w poszukiwaniu słońca. Podróż w ścianie deszczu, pobyt na miejscu w ścianie deszczu i powrót na mokro z zagnieżdżonym smrodem zgnilizny. To długie, nocne rozmowy z kustoszem refugio o niewystępujących do tej pory w tym miejscu deszczach i zmianach klimatycznych. Wielu z Was na pewno przeżyło kapryśną, hiszpańską zimę, ale my byliśmy czyści i naiwni.
I w końcu wyszło słońce...
Osiem dni wspinaczkowych, jeden sektor, ośmiu śmiałków i gdzieś po drodze Sylwester.
Z wyjazdu zapamiętamy uczucie wiecznego zimna. Pobudka w cieniu, śniadanie w cieniu, spacerek w słońcu i krótki, sześciogodzinny dzień wspinaczkowy w cieniu. I do tego wiatr... Wspinanie przy odczuwalnej temperaturze 10°C ma to do siebie, że im więcej czasu spędza się w skale, tym zimniejsze stają się palce. Miejsca restowe zamieniają się w miejsca "warmowe" i dopiero po efektywnym wykorzystaniu takiego miejsca możemy zorientować się, czy potrzebna jest także jego pierwotna funkcja. Człowiek uczy się, że szyja jest łatwo dostępną, grzewczą częścią ciała, i że siłą woli można utrzymać ścisk, którego się nie czuje. Ale tarcie jest mistrzowskie.
Hiszpańska walka byków
Cel RP wybraliśmy 30 grudnia na sektorze Wild Side. Kombinacja dwóch dróg (początkowo 8b+ obie, a teraz jedna 8b, lub obie, tego nawet miejscowi nie wiedzą), których połączenie daje linię o nazwie Taliban i potwierdzonej przez nas wycenie 8b+. Jest to brzydka droga o fajnych ruchach. Pierwszy mini-cruxik to strzał z zaklinowanej w klamie ręki i przyklejonego kamyczka do wielkiej klamy (coś w stylu Las Vegas, ale łatwiejsze). Później podobny, przyklejony kamyczek omijamy po naturalnych chwytach z przekleństwami na ustach wycelowanymi w stronę autora. Następnie mamy baldzik z betonową krawądką, z której strzela się do dużej betonowej i ostrej półki. Kilka naturalnych chwytów i to, co tygryski lubią najbardziej - maksymalny przyblok na naturalnej krawądce i ruch do wykutego fakera, balans ciała i wykuta dwójka, sięgamy do wystającej ze skały brzytewki po pierwsze paliczki i wpinamy się do zjazdu.
Udało mi się zrobić Talibana po około pięciu wstawkach, drugiego dnia prób, w Sylwestra. Kuba Momatiuk walczył z drogą do ostatniego dnia wyjazdu (nie przez brak mocy, po prostu zawsze coś się chrzaniło). Spadał z najróżniejszych miejsc, oczywiście przed zjazdowym też. Ale to, co nastąpiło w drugiej próbie ostatniego dnia wyjazdu, zaskoczyło wszystkich. Kuba sięga z dwójeczki do topowej brzytewki i widać, że ma jeszcze mnóstwo mocy w zapasie, wie że droga jest jego i nie może go zrzucić. Wstawia nogę wysoko, wkłada w dźwignięcie ciała całą pozostałą mu moc i frunie razem z brzytewką w stronę krzaków za jego plecami. Brzytewka ląduje w naturze, Kuba zawisa na linie. Z jego krtani wydobywa się żałosne i pełne bezsilności zawodzenie. Wtóruje mu śmiech. Z wlepionym w łańcuch wzrokiem długo coś bełkocze. W końcu nad polski chichot wybija się hiszpański bas: "esta hecha...".
- Esta hecha? - pyta z niedowierzaniem Moma i po chwili zwraca się do nas:
- Ale nie, no nie, chłopaki, zaliczycie mi?
Na to odzywa się ŻoŻo:
- No wiesz, w sumie to drogę zalicza się wpinając do łańcucha, ale jak postawisz po piwku...
Zaliczyliśmy.
Druga droga, którą obwiesiłem zaraz po Sylwestrze to Pintoreta 8c, znana już w polskim środowisku, bo zrobiona przez Tomka Oleksego, news (może kogoś jeszcze?). Potrzebowałem na nią coś około pięciu prób, ale rozłożonych na trzy dni. Padła w pierwszej próbie ostatniego dnia wyjazdu (7 stycznia.). Też trochę betoniku, ale mniej i jakoś bardziej estetycznie.
W Hiszpanii ogólnie nie ma tego problemu, co u nas. Kują ile wlezie (w Cuence są całe sektory z drogami wykutymi od dołu do góry), skały mają mnóstwo i chyba esteci nie mają tam siły przebicia. My ubolewamy nad tym bardzo.
Ponadto na wyjeździe Mateusz Łazor zrobił dwie 8a+ RP i kilka 8a, w tym jedną flashem. Wiśnia pociągnął dwie 8a, w tym jedną w drugiej próbie. Piotrek Bunsch, który dopiero zaczynał wspinanie po długotrwałej ospie, machnął dwie 8a RP, tak jak i Marcin Mach, a Olga Niemiec, której niska temperatura szczególnie doskwierała, zrobiła 7b RP. Ja ponadto zrobiłem najłatwiejszą z wyżej wymienionych 8a oesem.