|
Na przełomie września i października br. Ola Taistra (Alpinus Expedition Team, Mammut, Evolv, Anatomic) zanotowała w Rodellar, dokładnie w sektorze Piscineta, dwa świetne przejścia. Najpierw poprowadziła Sur La Route De Madison 8b+, a następnie zaliczyła takie same trudności na drodze Cada loco con su tema. I choć nie udało się zrealizować głównego celu, który miał być jednoczenie rekordem życiowym Oli, wspomniane "ósemki b+" to bez wątpienia najmocniejsze tegoroczne przejścia w polskim kobiecym wykonaniu.

Ola Taistra (fot. Łukasz Warzecha/ LWimages.co.uk,
goryonline.com)

Chwila rozmowy z Olą o jej ostatnim pobycie w Rodellar:
Dorota Dubicka (wspinanie.pl): Dwie "ósemki b+" to naprawdę świetny wynik. Gratulacje. Chociaż wiem, że to nie one były twoim głównym celem w Rodellar. Zanim zapytam o projekt(y), powiedz, czym było dla ciebie zrobienie Sur La Route De Madison i Cada loco con su tema? Wspominałaś, że to była ciężka, mentalna walka. Ale i pewnie spory zastrzyk energii "na drodze" do zrobienia tych trudniejszych linii?
Dziękuję:-) Tak, masz rację, nie były moją główną ambicją w trakcie pobytu w Rodellar. Poprowadzenie tych linii było dla mnie bardzo ważne. Stanowiły pomost pomiędzy chwilową ucieczką z Cossi, a przedłużającym się złym stanem zdrowia. Muszę zaznaczyć, że od początku mojego letniego wyjazdu wszystko, co prowadziłam, i na czym walczyłam było mocno uzależnione od tego, jak funkcjonował mój organizm. Niestety nie miałam na to żadnego wpływu.
Do pełni sił wróciłam pod koniec września. Wtedy postanowiłam pójść w Madisona, już nie jako odskocznię od Cossi, ale jak w drogę, którą pragnę poprowadzić. Fizycznie czułam się nie najgorzej, schodziły ze mnie resztki grypy. Psychicznie znacznie słabiej... Ciągła myśl o sąsiedniej drodze nie pozwalała mi się skupić, wręcz demotywowała mnie w trakcie prowadzenia łatwiejszych propozycji.
Tuż przed końcowym cruxem w pionowym, bardzo palczastym terenie, sterczałam przez dobre 15 minut w reście, spoglądając na obwieszoną moimi ekspresami 8c+. Milion myśli przeleciało mi przez głowę, łącznie z tym, co zawsze wbijał mi do głowy Sebastian - "wszystko, co robisz obok jest podbudową pod cel główny". Wtedy po raz pierwszy usłyszałam kogoś na dole..., bo dotychczas głównie samotnie z Jozem wspinaliśmy się w sektorze. Ktoś wrzeszczał jak szalony: "Venga Ola, A muerte!" Ujrzałam znajomych z Margalefu. To chyba im powinnam podziękować za dodanie mi otuchy:-)
Po wpięciu się do zjazdówki uświadomiłam sobie, że jestem w formie, a jedyne co powinnam zrobić to przestać się spinać, zdystansować i przede wszystkim wspinać się mniej statycznie...:-) Oczywiście, poprowadzenie Madisona było dla mnie silnym kopem energetycznym.

Na "Sur la rute de Medison" 8b+ RP
(fot. Łukasz Warzecha/LWimages.co.uk, goryonline.com)
Po dwóch dniach z zupełnie innym nastawieniem szłam po swoje w Cossi. Spadłam w cruxie... i spadałam tak przez kolejne kilka dni... Przysięgałam już sobie, że na temat warunków wypowiadać się nie będę, jednak w październiku pogoda zmieniała się w sektorze, jak w kalejdoskopie. Byłam znowu zmęczona, odpuściłam na kilkanaście dni. Postanowiłam pójść w linię, która wyglądała na najkrótszą 8b+ w Piscinecie. Obserwując na niej wcześniej swojego kolegę stwierdziłam, że wygląda bardzo wkaszalnie. Byłam w błędzie! 189 cm Joza totalnie mnie zmyliło;-))
Spadłam trzy razy po cruxie, tylko dlatego, że w przeciwieństwie do niego, ze swoim wzrostem "xs" miałam przed sobą kolejne trzy buldery. W trakcie wspinaczki miałam wrażenie, że w tym momencie jest ona dla mnie większym wyzwaniem niż Cossi. Kiedy dostałam się w teren, z którego - jak sobie wcześniej założyłam już nie spadnę, choćby nie wiem co! - zaczął się prawdziwy bój mentalny. Idealna wytrzymałość, doskonała świeżość, a ja dwukrotnie cofam się spod zjazdu. Zmiana tempa wspinania i brak możliwości wykonania ruchu statycznie, strach przed tym, że jeżeli odpadnę to nie będę miała energii ani dziś, ani jutro na pokonanie całego cholernego 40-metrowego odcinka, rozbiły mnie zupełnie. Wreszcie jednak dołożyłam nogę do ręki i wyszłam ze sflaczałego już tricepsa. Byłam pewna, że za moment spadnę! Rozpoczęła się seria moich krzyków, jak u chłopaków z amerykańskich filmów wspinaczkowych...;-) Po wpięciu sie do topu, po raz kolejny uświadomiłam sobie, że mam siłę na Cossi...

W sektorze Piscineta
(fot. Łukasz Warzecha/LWimages.co.uk, goryonline.com)
No właśnie. W ubiegłym roku zaczęłaś prace nad Cosi fan tutte 8c+ (wówczas jeszcze 8c/c+). W tym roku swój ostatni pobyt w Rodellar powięciłaś całkowicie tej jednej drodze. Ukierunkowanie wszystkich swoich sił i całego siebie w ciągu kilku miesięcy na jedną drogę, wymaga naprawdę dużego samozaparcia. Niestety nie udało się... Powiedz, z jakim nastawieniem wyjeżdżasz z Rodellar?
Na sukcesywne wspinanie składa się kilka elementów, w drugiej połowie mojego sezonu zabrakło przynajmniej 3/4 z nich. Jestem już doświadczonym wspinaczem i dzięki temu nie zawęziłam swojej działalnoci tylko do Cossi. Przy okazji wstawek w tą piękną linię poznałam wiele dróg, z których niektóre doczekały się prowadzenia.
Wspinanie jest sportem zdominowanym głównie przez mężczyzn, wyższych i silniejszych ode mnie. W związku z tym, że chciałam im dorównać musiałam od początku swojej przygody ze skałami wykazywać się sporym samozaparciem, co uwidoczniło się m.in. podczas pracy i pokonania Power Playa na Pochylcu.
Niepowodzenia działają na mnie mobilizująco. W ostatnim tygodniu deszczówka doszczętnie pokrzyżowała mi plany na Cossi. Już wiedziałam, że jej nie podołam. Analizuję przyczyny porażki, wyciągam wnioski i poprawiam błędy. Nie mogę doczekać się już przyszłego sezonu i wspinu na najlepszej skale w Rodellarze, Piscinecie;-)

"Amedia Esta" 8a RP (fot. Łukasz Warzecha/LWimages.co.uk, goryonline.com)
W tym roku była jeszcze jedna linia "do pokonania" - Pal Este 8c (lub jej trudniejszy wariant Pal Notre 8c+) w Margalef...
Była:-) Ale pogody nie było! Wiedzą to tylko Ci, którzy mieli przyjemność to przeżyć... (nie tylko liczni wspinacze z Polski).

Na "La Treva" 8a RP w Terradets
(fot. Łukasz Warzecha/LWimages.co.uk, goryonline.com)
Co teraz? Planujesz jaki odpoczynek, czy już myślisz o następnych celach?
Ustroń, wyciszenie, sauna, masaż. Później Tajlandia, urlop i kilka chwil z rodziną. Pauza od wspinania, choć po cichu biorę do walizki buty wspinaczkowe;-)
Hmm... nie muszę myśleć już o kolejnym roku, ponieważ mam człowieka od myślenia i planowania;-) Notabene plan już poznałam, miesiąc temu;-)
Korzystając z okazji, chciałam pięknie podziękować ludziom i firmom, które mi zaufały, a ich wkład w moje wspinanie zapewnił mi możliwoć spokojnego realizowania się. Mam na myśli moich rodziców, Asię i Rafała Pietrasiak. Moich sponsorów: Alpinus, Mammut, Evolv i Cocoon, jak również patronów medialnych: onet.pl, wspinanie.pl, goryonline, Góry, Extremium.
Dzięki za rozmowę:-)
***
Więcej na blogu Oli.
|