Jak zwykle, gdy tylko pojawiły się warunki zimowe w Tarach (śnieg i mróz), od razu postanowiłem wbić się z dziabami w ścianę. Za cel wybrałem drogę Łapińskiego-Paszuchy M7+ na Kazalnicy.
W ścianę wbiłem się 31 października po 7 rano. Dolna część drogi jest łatwa, więc nie chcąc tracić czasu, zrobiłem ją na żywca. Pierwsze trudności, czyli trawers pod hokejem a szczególnie jego początek był bardzo zalodzony. Na chwilę mnie to zatrzymało, ponieważ lód był za cienki, by po nim przejść, natomiast skutecznie zalepił wszystkie rysy.
Dolny komin był suchy - poszedł gładko.
W ścianie
Pod ściankę problemową doszedłem po 14-tej i prowadziłem ją około 2 godzin. Trudności mają charakter ciągowy, przez 30-35 m ciągle trzeba się sprężać, Na szczęście są nohandy oszczędzające bułę. Co do asekuracji, to jest ona dobra, tylko jeżeli droga ma być robiona klasycznie-zimowo, to przydałaby się wymiana rzęchowatych haków w kluczowym miejscu. Zrobienie tego podczas prowadzenia wydaje się być trudne.
W nyży ze świeczką byłem już nocy. Na wyciągu wyjściowym do górnego komina z powodu własnej głupoty (nie chciało mi się spojrzeć w schemat - myślałem, że dobrze pamiętam) uklasyczniłem hakowy wariant zapychowy. Trudności to 6 metrów wypychającego płytkiego zaciątka, wyceniłem je na M8-.
Warunki w ścianie Kazalnicy
Gdy wszedłem do górnego komina, myślałem że drogę mam już w kieszeni - grubo się myliłem. Wczesnozimowe warunki znaczą brak warunków do przejścia komina. Próba wbicia się w wymyte płyty zalepione śniegiem i oblane cienkim lodem spełzły na niczym - po prostu siadła mi psycha (brak asekuracji). Byłem w trudnej sytuacji, bo założyłem, że wycof nie wchodzi w grę. Po zlustrowaniu ściany stwierdziłem, że prawy skraj komina wygląda na możliwy do przejścia i, co najważniejsze, uda mi się założyć tam asekurację. Po 20 metrach doszedłem do płytkiej nyży. Tam zauważyłem możliwość ucieczki z komina, z której skorzystałem. Po 10 m założyłem stan. Wylądowałem w środku terenu płytowego, który w świetle czołówki nie wyglądał łatwo. Po zjeździe do stanu w kominie stwierdziłem, że muszę odpocząć, napić się i trochę się przespać.
Schemat wariantu obejściowego
Wytrzymałem około 1,5 godziny, coraz większe dygoty i pozycja siedząca wpłynęły na decyzję o końcu "spania". Start w kolejny wyciąg to pionowa ryska w pseudo zacięciu (gł. 20 cm), trudności M6/6+. Następnie łatwa nitka z traw i trawers w lewo tuż nad koniec komina. Te dwa wyciągi po około 30 m tworzą fajny, a co najważniejsze, bezpieczny nowy wariant omijający górny komin, gdy nie ma w nim odpowiedniej ilości lodu umożliwiającego bardzo fajny wspin (kiedyś robiłem).
Świt zastał mnie tuż nad kominem. Po 24 godzinach w promieniach wschodzącego słońca byłem na końcu drogi przy turniczce nad schodami (efektywny czas przejścia 22 godziny).
Dalej już tylko zejście, zejście...
Gratulacje![13]
Napisz kilka słów jak się
asekurowałeś please!
Pozdro!
mt
3-11-2009 mt
Pomroczność jasna[9]
"Trudności mają charakter
ciągowy [...] Na szczęście są
nohandy oszczędzające bułę."
Skoro są "nohandy" to nie ma
ciągu. Czy nie...?
Nie żebym się czepiał, ale tak
mnie to zaciekawiło :)