Niepowodzeniem zakończyła się wyprawaKingi Baranowskiej na leżący w Chinach ośmiotysięcznik Shisha Pangma (8027 m). Swój siódmy ośmiotysięczny szczyt Kinga planowała zaatakować od północy w towarzystwie m.in. Andrew Locka (Australia), dla którego miał to być ostatni w koronie szczyt Himalajów.
Po zaaklimatyzowaniu się do wysokości 6800 m (drugi obóz) planowany był atak szczytowy wariantem wytyczonym przez hiszpańskiego wspinacza Inaki Ochoa, który trawersuje powyżej obozu trzeciego, a później biegnie prosto do góry na grań wyprowadzającą na szczyt. Niestety z przyczyn zdrowotnych Kinga nie mogła wziąć udziału w ataku szczytowym.
Shisha Pangma z linią wariantu Inakiego Ochoa
(fot. nickrice.com)
Członkowie zespołu, z którymi planowała wspinaczkę, stanęli na szczycie 2 października (Lock został pierwszym Australijczykiem i 18 himalaistą w ogóle, który zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczników) zaliczając biwak pod gołym niebem na wysokości 7600 m. W tej sytuacji Kindze pozostała próba ponownego ataku z przebywającymi w bazie wspinaczami. Prognozy dawały cień nadziei na lepszą pogodę w okolicy 14 października. Wyjście do góry nastąpiło w dniu 11 października i zakończyło się niepowodzeniem z przyczyn, których chyba nikt się nie spodziewał. Najlepiej świadczy o tym relacja Kingi już po powrocie do bazy
Wyszliśmy wczoraj wcześnie rano do obozu I. To nie jest krótka droga, normalnie zajmuje około 6 godzin, myśmy wczoraj szli dłużej, bo już od dawna nie było śladów na trasie i od czasu do czasu torowaliśmy. Jednak największym problemem był wiatr. Początkowo całkiem znośny, potem już w okolicach obozu II na 6800 m, zaczął nas przewracać na kolana, musieliśmy zakrywać twarz, bo kawałki lodu i zmrożonego śniegu boleśnie uderzały nas w twarz.
Obóz II na wys. 6800 m (fot. arch. Kinga Baranowska)
Jednakże najgorsze z tego wszystkiego było coś innego. Gdy dotarliśmy w trojkę do jedynki (Nick został z tyłu), zauważyliśmy, że nie ma naszych namiotów. Mimo silnego wiatru niemożliwością było, by wiatr porwał wszystkie namioty z jedynki (jest trochę osłonięta); ze smutkiem stwierdziliśmy, że ktoś zabrał cały nasz ekwipunek. Prawdopodobnie zrobili to Szerpowie z komercyjnych wypraw i pewnie taki sam los spotkał rzeczy z obozów wyżej. Podłamaliśmy się na dobre. Wiatr taki, że od połowy drogi marzyliśmy, by się schronić w namiocie i zacząć gotować, a po przyjściu tylko puste miejsca po namiotach.
To się nazywa po prostu kradzież. Niestety zdarza się na niektórych ośmiotysięcznikach, gdzie również przyjeżdżają komercyjne wyprawy z Szerpami. Myśmy Szerpów nie mieli, ponadto chcieliśmy robić jako nieliczni drogę Inakiego na główny wierzchołek, no i to z pewnością nie spodobało się co poniektórym. Wróciliśmy późnym wieczorem do bazy. Wyczerpani. Prognozy nie rokują lepszej pogody. Zdecydowaliśmy zakończyć wyprawę. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Ale jesteśmy za to cali i zdrowi. To dla nas najważniejsze.
Zakończenie wyprawy na Shisha Pangma[1]
Nick Rice się nie zna.
Przedstawiony wariant jako
wariant Inaki Ochoa jest
wariantem rosyjskim. Inaki
szedł zupełnie inaczej -
krócej - zielonymi kropkami
widocznymi na tym zdjęciu:
(kropki niebieskie wariant
rosyjski - bardzo dłuuugi)
Pzdr
...