Od czasu gdy władze pakistańskie przestały wymagać zezwoleń i pobierać royalty za atakowanie szczytów niższych niż 6500 m, w dużej mierze utraciły kontrolę nad ruchem turystycznym i działalnością wyprawową, jeśli dotyczy ona ww. szczytów. O ile urzędnicy Ministerstwa Turystyki Pakistanu posiadają dobrą orientację co do wyników wypraw na ośmiotysięczniki, to w przypadku niższych szczytów ich wiedza jest więcej niż skromna. Brak obowiązku sprawozdawczości sprawia, że od samych wspinaczy zależy, czy o ich działalności zostanie poinformowana opinia publiczna. Nawet najpoważniejsze portale alpinistyczne dysponują w tym względzie szczątkowymi informacjami.
I tak niewiele mogliśmy się dowiedzieć z opublikowanego przed kilku dniami na stronie mounteverest.net omówienia sezonu 2009 w Karakorum.
Pierwsze wejścia
Spośród pierwszych wejść szczytowych wymieniono tylko samotne zdobycie przez Nowozelandkę Patricię Deavoll trudnego Karim Sar (6180 m), wznoszącego się nad doliną Shilinbar Nala w Zachodnim Karakorum. Szczyt ten odparł już w latach 2007-2008 ataki trzech ekspedycji.
Karim Sar (fot. mounteverest.net)
Artykuł nie wymienia pierwszych wejść dokonanych w paśmie Hispar Mustagh przez kanadyjską wyprawę z udziałem Rafała Sławińskiego, o której pisaliśmy już wcześniej: Rasool Sar (ok. 5900 m) i Khani Basa Sar (6441 m).
Wciąż dziewicze, choć dość wysokie...
"Trudno jest być skromnym sąsiadem sławnych i wysokich szczytów" - tak kwituje wspomniany amerykański portal fakt, że obok tłumnie obleganych Gasherbrum II (ponad 800 wejść szczytowych) i Gasherbrum I (prawie 300 wejść) wznoszą się dziewicze szczyty: siedmiotysięcznik Gasherbrum V (7147 m) i prawie siedmiotysięcznik Gasherbrum VI (6979m, 7003 m). Ten ostatni był w 2009 roku celem ataku portugalskiego zespołu Daniela Teixeira i Paulo Roxo. Portugalczycy próbowali południowo-wschodniej ściany szczytu, lecz wskutek permanentnie złej pogody, jaka panowała tego lata w Karakorum, ich próba załamała się już niedaleko wierzchołka.
Zimne wiatry na turniach Latok
Szczyty grupy Latok zawsze stanowią trudne wyzwanie dla wspinaczy. Ich ogromne, dzikie północne urwiska odparły już kilkanaście szturmów. Amerykanie Colin Haley, Josh Wharton i Dylan Johnson podjęli w tym roku próbę na północnej grani Latok I (7151 m), która załamała się w kluczowych trudnościach na wysokości 5830 m.
Obóz na północnej grani Latok I (fot. Dylan Johnson)
Colin Haley w najwyższym punkcie próby na północnej grani Latok I (fot. Dylan Johnson)
Trasa próby amerykańskiej na Latok I (fot. Dylan Johnson)
Latok I był bardziej okrutny dla Hiszpanów z wyprawy Pena Guara. Álvaro Novellón i Óscar Pérez dwukrotnie zostali zmuszeni do rezygnacji na wysokości ok. 6200 m. Sprawy nabrały ponury obrót, gdy podczas trzeciej próby Pérez odpadł łamiąc nogę. Partner nie był w stanie udzielić mu pomocy i pośpieszył w dół. Olbrzymia i bezinteresowna akcja ratunkowa została zorganizowana przez wspinaczy różnych narodowości. Niepogoda sprawiła jednak, że wysiłki te okazały się daremne i Pérez na zawsze pozostał na grani tej góry.
Óscar Pérez (z prawej) i Álvaro Novellón (fot. desnivel.com)
Na marginesie tych dramatycznych prób warto odnotować zamieszanie, jakie wciąż panuje w nazewnictwie szczytów grupy Latok. Cytuję: "Do 1977 przestawiona była numeracja Latoków I i II. Włosi, którzy w 1977 zmierzyli szczyty, przemianowali je i wyższy nazwali I, a niższy II. Pakistańczycy oficjalnie zachowują starą numerację, która często stosowana jest również przez innych autorów" (WEGA, Tom III s. 477). O ile wiadomo, że próba Amerykanów miała miejsce na Latok I - wyższym ze szczytów, to w przypadku Hiszpanów takiej pewności nie można mieć - identyfikacja zdjęć sprawia pewien kłopot.
W sprawie Latok I vs Latok II[2]
Alvaro Novellon (partner
Pereza podczas tragicznej
wyprawy udzielil niedawno
wywiadu dla Desnivela. Pytany
o motywacje do wybrania
wspinaczki na tzw 'Latok II',
odpowiedzial, ze pierwotnie
planowali wejscie na tzw
'Latok I' droga braci Huberow
ale...