Pewnie większość z Was wie, że w listopadzie zeszłego roku Kinga Ociepka (Five Ten, The North Face, AMC) uległa poważnemu wypadkowi podczas zawodów boulderowych na
Transformatorze. W jego wyniku zerwała w kolanie przednie więzadło krzyżowe i naderwała boczne. Dzięki natychmiastowej rekonstrukcji więzadła już w dwa tygodnie po wypadku rozpoczęła długą i żmudną rehabilitację. Rehabilitacja trwa do dzisiaj.
W dziewięć miesięcy od nieszczęśliwego wypadku Kinga nadal nie może zgiąć nogi do końca. Ale to nie przeszkadza jej się wspinać. Po trzech miesiącach rehabilitacji zaczęła pojawiać się na Koronie, by skacząc na jednej nodze poczuć wspinaczkowy ruch. Na początku sezonu wędkowała znane podkrakowskie klasyki, by zaraz przed wakacjami zrobić fleszem AbazegoWprost i on-sightem inne VI.4 na moście w Lubonicach. Można powiedzieć, że bardzo szybko uporała się z barierą psychiczną, która w obawie przed stanem skontuzjowanej nogi nie pozwalała jej normalnie walczyć i spadać.
W połowie lipca pojechała do Tarnu i w pierwszym tygodniu wyjazdu zrobiła 8a OS! W kilka dni później, drugiego dnia prób pokonała Rasta vaut rien 8a+/b RP. Następnie pojechała do Margalefu (Katalonia), by już rozwspinana dorzucić dwie następne 8a OS i 8a/a+ FL! Miałem przyjemność być świadkiem tego ostatniego przejścia i prób na sąsiednim 8b+. Mam nadzieję, że żaden z chłopaków się nie obrazi, gdy napiszę, że to Kinga prezentowała największą moc ze wszystkich uczestników zgrupowania kadry narodowej (m.in. P. Bunsch i M. Wszołek).
Kinga w Hiszpanii
Plan był następujący: dwa dni odpoczynku, obiecujący start na Pucharze Świata w Barcelonie i powrót na trudne klasyki Margalefu. Start można uznać za niezwykle udany (news), biorąc pod uwagę, jaką determinacją musiała wykazać się Kinga, żeby wrócić do formy, przede wszystkim tej psychicznej. Interesujące jest to, że nasza najlepsza zawodniczka nie planowała tego startu, bo nie czuła się na siłach. Dopiero pokonanie 8a on-sightem dało jej dawkę wiary we własne siły i postanowiła spróbować.
Do tego momentu to piękna historia o determinacji i walce z przeciwnościami losu, z której duma naszego sportowego wspinania wychodzi zwycięsko. A teraz ta smutna część.
W półfinale Kinga doszła do drugiego okapu i była zbyt zmęczona, żeby zrobić pierwszą wpinkę w dachu. Pamiętając starty mężczyzn w eliminacjach na podobnej drodze, postanowiła wykonać ruch do dużej struktury i tak jak oni wpiąć się dopiero stamtąd. Nie utrzymała jej i rozpoczęła długi lot. Wydawało się, że spada miękko i po dłuższej chwili zawiśnie spokojnie pod pierwszym okapem. Niestety nagle lina została zablokowana i rozpoczął się ruch wahadłowy. Zdecydowanie za szybko. Kinga z ogromną siłą uderzyła w ścianę. Gdy wstawała z podestu otoczona przez ludzi miała całą twarz we łzach i krew na ramieniu. To nie wszystko. W szpitalu okazało się, że jedna z małych kości w nadgarstku jest złamana...
Kinga po feralnym wypadku
Teraz pełni oburzenia zapytacie: "jak to możliwe?", "jak do tego doszło?". Asekurant zapytany o to samo, wzruszał ramionami, wskazywał miejsce, z którego spadła Kinga i mówił, że nie mógł nic zrobić. Pewnie nie, bo asekurował z gri-gri. Wszyscy asekuranci na zawodach używali tego przyrządu. W eliminacjach byliśmy świadkami wielu podobnych, ale znacznie łagodniejszych sytuacji. Odniosłem wrażenie, że po każdym locie asekuranci dziękowali Niebiosom, że zawodnik wylądował zaraz nad okapikiem, zaraz pod nim, lub umiejętnie zamortyzował lot nogami. "Chwała Bogu!".
Niestety najcięższe konsekwencje tej rażącej głupoty spotkały naszą zawodniczkę. Wydaje mi się, że w Polsce powszechne jest przekonanie o tym, że gri-gri jest wygodnym przyrządem do asekuracji na wędkę. W Hiszpanii, czy Francji już prawie nikt nie używa w skałach innego przyrządu. Nie wiem, czy wynika to z tego, że przecenia się jego umiejętność blokowania liny, nie zwracając jednocześnie uwagi na fakt, że możliwości dynamicznej asekuracji tego przyrządu są ograniczone. Podczas lotu zostaje wybrany luz przed przyrządem, później lina się blokuje, zostaje nam podskok, a później...? To dlatego asekurant Kingi wzruszał ramionami, no cóż mógł zrobić?
Kinga ma rękę w gipsie i w chwili, gdy piszę te słowa pakuje się i miesiąc wcześniej wraca do kraju. Pozostaje życzyć jej szybkiego powrotu do zdrowia. Znam dobrze swoją siostrę i mogę dla otuchy dodać, że to najtwardszy rodzaj sportowca i nie dość, że z tej sytuacji wyjdzie szybko, to wyjdzie z niej jeszcze silniejsza.
PS. Arkadiusz Kamiński w imieniu PZA podjął już pierwsze kroki w sprawie.