10 sierpnia 2009

 

Edurne znaczy śnieg - wywiad z Edurne Pasaban

Nieprawdopodobnie wygląda obecnie sytuacja kobiecego wspinania w Himalajach. Walka o Koronę Himalajów coraz bardziej przypomina sprinterski wyścig, w którym liczy się każdy stracony dzień. Podziw, a zarazem jakiś dziwny niepokój, budzi ekspresowe wręcz tempo zdobywania przez himalaistki najwyższych szczytów świata.

W tym wysokogórskim sprincie jedną z czołowych ról odgrywa Baskijka Edurne Pasaban, która 18 maja br. stanęła na swoim dwunastym ośmiotysięczniku, Kangchenjundze (news). Do kompletu brakuje jej Shisha Pangmy i Annapurny. Pierwszą górę atakowała już trzykrotnie, drugiej próbowała raz. Głównymi rywalkami Baskijki w walce  Koronę są; Koreanka Oh Eun-sun (13 ośmiotysięczników na koncie, news), Austriaczka Gerlinde Kaltenbrunner (12 ośmiotysięczników) i Włoszka Nives Meroi (11 ośmiotysięczników).

Redakcja


Edurne Passaban (fot. Al Filo de lo Imposible/TVE)

***

Poniżej wywiad, który z Edurne Pasaban przeprowadziła Monika Rogozińska (Rzeczpospolita):

Śnieg w języku Basków to Edurne. Czy pasją górską zarazili cię rodzice?

Edurne Pasaban: Ależ skądże! Pochodzę z normalnej rodziny w Hiszpanii. Nikt w niej nie lubi gór. Urodziłam się 1 sierpnia 1973 r. w kraju Basków, w Tolosa niedaleko San Sebastian. Ojciec, właściciel rodzinnej fabryki produkującej maszyny do cięcia papieru, przepracował w niej całe życie. Matka jest fryzjerką. Kiedy rodzice się pobierali, to nie mówili w żadnym wspólnym języku. Matka, Baskijka, nie znała hiszpańskiego.

Rodzice lubiąc przyrodę, dużo jeździli samochodem campingowym. Pamiętam podróż w dzieciństwie przez Pireneje: obudziliśmy się, a z sufitu wisiały sople. To był chyba mój pierwszy trening przystosowania się do warunków panujących na dużych wysokościach.

Miałam 14 lat, kiedy zapisałam się do klubu w mojej wiosce, żeby uczyć się wspinaczki skalnej. Zjawiłam się tam nie z powodu miłości do skał, tylko do chłopaka, który uczył wspinania. Wszystkie moje koleżanki w nim się podkochiwały, więc zebrała się spora drużyna kursantek. Żadna z nas nie zdobyła względów nauczyciela, ale pilnie trenowałyśmy, pragnąc być jak najbliżej naszego szczęścia. Koleżanki długo nie wytrwały. Mnie wspinaczka bardzo się spodobała. Moim rodzicom nie.

To skąd miałaś pieniądze na pierwsze wyprawy?

Od ojca. Miałam 16 lat, kiedy po raz pierwszy pojechałam w Alpy. Weszłam z przyjaciółmi na Mont Blanc i Matterhorn od włoskiej strony. Następnego roku byłam w Ekwadorze. Wspięliśmy się na Cimborazo, Cotopaxi i inne wulkany. Zaskoczyło mnie, że tak dobrze czuję się na 6000 m.

A co ze szkołą?

Studiowałam inżynierię - mechanikę, od poniedziałku do piątku. Weekend należał do wspinaczki. Skończyłam studia i zaczęłam pracować w fabryce ojca. Sprzedawałam maszyny do Ameryki Południowej i Azji. Lubiłam to zajęcie, dopóki nie stało się nudne. Nie wytrzymywałam braku wyzwań i rozwoju. Miałam 25 lat i widziałam, jak wiele można w firmie zmienić. Filozofia starszej generacji nie zmieniała się. "Całe życie tak robiliśmy i było dobrze, nagle pojawiasz się i chcesz nas uczyć" - słyszałam.

W 1998 r. zrobiliśmy wyprawę naszego klubu z Tolosy na Dhaulagiri. Zdobywaliśmy fundusze, sprzedając koszulki z nadrukiem logo ekspedycji, bilety na loterię. Na szczyt Dhaulagiri oczywiście nie weszliśmy. Nie mieliśmy pojęcia o Himalajach. Byliśmy szczęśliwi, docierając do 7500 m.

Tam spotkałaś włoską ekspedycję i człowieka, znanego himalaistę, który miał duży wpływ na twoje życie. Uratował cię także na K2, już po waszym rozstaniu.

Tak. Silvio Mondinelli zaprosił mnie na następny rok na wyprawę na Mount Everest od strony Tybetu. Nie udało nam się stanąć na szczycie. Rok później znowu próbowaliśmy. Dopiero w 2001 weszliśmy od Nepalu na Everest, ja jako pierwsza Baskijka.

Czy odtąd łatwiej było ci znaleźć sponsorów?

Nie. Baskijski rząd podarował mi 5000 euro na następną ekspedycję, na Makalu. To było wszystko. Ale wejście na Everest zmieniło moje życie. Nie dało się pogodzić pracy w fabryce z wyprawami. Rodzice powiedzieli: dość! Wybrałam wspinaczkę. Kiedy odchodziłam, ojciec płakał. Otworzyłam hotel i restaurację Abeletxe w wiosce Zizurkil niedaleko Tolosa. Nie wiedziałam, jak je prowadzić. Zaczynałam od zera.

Byłaś wreszcie wolna we własnym biznesie.

Szłam do hotelu na 10 rano i wracałam o godz. 3 w nocy. W weekend robiłam zakupy. W poniedziałek dzwoniono o świcie: "Zabrakło piwa". Kiedy wreszcie pojechałam w Himalaje, to goniły mnie telefony od matki: "Edurne, twój kucharz odchodzi...", "Edurne, zamrażarka się zepsuła...". Kompletne bzdury, jeśli patrzeć na to z Himalajów. Znalazłam wreszcie menadżera. Dziś pracuje w hotelu i restauracji 20 osób i wszystko działa. Udało się.

Ale w górach zostałaś sama. Dlaczego?

Mieliśmy z Silvio duży problem. Jeździliśmy razem na wyprawy, weszliśmy też na Makalu. Góry głęboko łączą. Silvio był żonaty. Pewnego dnia musiałam podążyć dalej sama. Pozostaliśmy przyjaciółmi.

Program telewizji hiszpańskiej "Al Filo de lo Imposible" ("Na krawędzi niemożliwego" nazywany też "Na ostrzu miecza") od 25 lat towarzyszy wyczynom eksploracyjnym, sportowym i przygodzie na lądzie i pod wodą. Dziś finansuje i organizuje tobie wyprawy, ekipę alpinistów i kamerzystów. Kiedy się tobą zainteresował?

Spotkałam ekipę "Al Filo" pod Everestem w 2000 r. Zapytałam szefa programu, czy mogą mi pomóc? Usłyszałam: A kim ty jesteś???

Byłam dla nich nikim. Dopiero kiedy stanęłam na czterech ośmiotysięcznikach, powiedzieli, że chcą zrobić film z kobietami wchodzącymi na Gasherbrumy. Tak zaczęliśmy współpracę.

Na następnej wyprawie, na K2, wybornie spełniłaś oczekiwania telewizji. Weszłaś na szczyt w otoczeniu najlepszych himalaistów, umierałaś, sprowadzano cię do bazy, zwieziono helikopterem, amputowano odmrożone palce stóp. Byłam wtedy w bazie w 2004, roku jubileuszowym, 50-lecia zdobycia dziewiczego K2. Tłum wypraw, ekip telewizyjnych, noc, sprzeczne informacje, zaginięcia alpinistów... Co naprawdę się wydarzyło?

Na szczycie stanęliśmy we czworo późno, ok. 17.30. Zaczęliśmy schodzić. Zapadł zmrok. Juanito Oiarzabal (zdobywca Korony Himalajów, po raz drugi na szczycie K2) i Juan Vallejo utworzyli jeden zespół, ja z Sivio Mondinellim drugi. Kiedy doszliśmy do lin poręczowych, które wcześniej założyliśmy w wylodzonym kuluarze, Silvio powiedział, że jest mu bardzo zimno, pójdzie szybciej i poczeka na mnie w obozie IV. Zgodziłam się. Powiedziałam, żeby się nie martwił, bo dwaj koledzy idą za nami i nie będę sama. Nie wiem jak, ale zgubiłam czołówkę. Postanowiłam w ciemności poczekać na kolegów. Usiadłam i... zasnęłam.

Juanito i Juan obudzili mnie dwie godziny później. Gdyby nie doszli, to i ja bym tam została. Dotarłam do obozu IV na wys. 8000 m z Juanem. Oiarzabal szedł za nami. Ale nie doszedł do namiotów. Ktoś go odnalazł. Siedział na śniegu poniżej obozu, który ominął zgubiwszy drogę. Był w złym stanie. Przyprowadzono go do namiotu. Następnego dnia wystartowaliśmy z obozu IV o 6 rano. Wszyscy ciężko pracowali by nas, Juanito i mnie, uratować. To było wspaniałe. Dotarliśmy do bazy po północy.

Ile czasu spędziłaś w szpitalu?

Czekałam 44 dni, aż ustali się linia między odmrożoną tkanką a żywą na palcach stopy. Potem odcięto martwą część. Na obciętej kości nie zaszywa się skóry. Rana sama musi się zasklepić. To długi i bolesny proces.

Rok później stanęłaś na Nanga Parbat. Wieść niesie, że następnie trafiłaś do innego szpitala, psychiatrycznego. Zniknęłaś na rok. Trudno uwierzyć, że góry cię stopiły, wykończyły, jak sugerują opinie w internecie?

Zakochałam się nieprzytomnie. On miał za sobą parę ośmiotysięczników, ale razem się nie wspinaliśmy, nie chciał. Był prezesem banku, intensywnie pracował. Wspinał się, bo to lubił. Był moi życiem. Mieszkaliśmy razem w Barcelonie. Straciłam go. Myślę, że wprowadzałam w jego życie zbyt dużo napięcia. Wciąż byłam w drodze, stale wśród mężczyzn.

Potrzebował domu z żoną, kolacją, spokojem po stresującym dniu, a nie fascynującego, lecz nieustabilizowanego partnerstwa?

Prawdą jest, że kiedy po mojej wyprawie na Nanga Parbat rozstał się ze mną, miałam wielką depresję. Byłam bardzo chora. W 2006 r. nie wspinałam się. Dziś wiem, że góry nie są w stanie wypełnić mi całego życia. Często zastanawiałam się, jak Wanda Rutkiewicz sobie z tym radziła; dwa razy wyszła za mąż...

Źle sobie radziła. Chciałabyś mieć dzieci?

To jest mój duży problem. Cena za moją pasję jest bardzo wysoka. Mam 35 lat.

W Hiszpanii i poza nią jesteś ostro atakowana za brak samodzielności, za świtę, która ci pomoże zejść ze szczytu. Wiem, że krytyka cię bardzo boli.

Krytykują mnie za to, że mam bardzo dobry zespół, który pracuje, żebym dokończyła Koronę Himalajów. Działamy w piątkę. Ludzie, z którymi się wspinam, nie są moimi przewodnikami, ale partnerami. Odpowiadam za realizację materiałów filmowych, organizację, strategie i taktykę wyprawy, a nawet biurokrację. Nikt nie krytykuje Gerlinde, z którą się przyjaźnię i Nives, że wspinają się z mężami, którzy są dobrymi alpinistami. Oni przecież realizują projekty swoich żon. Wspinam się klasycznymi drogami, nie próbuję zimą, wiem, na co mogę sobie pozwolić. Robię to, co lubię. Dlaczego mnie krytykujecie?

Została ci do wejścia Annapurna, uchodząca za najbardziej nieprzewidywalny ośmiotysięcznik i uważana za łatwą Shisha Pangma.

Żadnej innej góry nie atakowałam tyle razy co Shisha Pangma - trzykrotnie. Annapurnę próbowałam raz zdobyć. To bardzo niebezpieczna góra. Wymaga ciągłego, czujnego rozglądania się, obserwowania ściany - spada tam dużo lawin. Nie ma chwili relaksu. Zostawię ją na koniec.

A co będzie po końcu?

Powrót na Everest bez tlenu. To był mój pierwszy i jedyny ośmiotysięcznik, na który weszłam z butlą. Nie śmiałam wtedy inaczej.

Są też sprawy, które zaniedbałam. Pragnę pomagać. Mamy fundację Mountaineers for Himalayas zajmującą się edukacją dzieci w Nepalu, Tybecie, Pakistanie (www.mount4him.org). Zmiana życia na lepsze jest możliwa, jeśli zacznie się od rozwoju dzieci. Chciałabym pracować z ludźmi także w Hiszpanii. To naturalne, że kiedy zdołasz przezwyciężyć depresję, to chcesz pokazać innym, że też mogą stanąć na nogi. Studiuję w Barcelonie coaching, żeby umieć dać innym dobrą energię do podążania dalej. Wytłumaczyć, że choć bywa, iż mamy wszystkiego dosyć, to jesteśmy tu tylko raz i powinniśmy starać się być szczęśliwi.

Monika Rogozińska
Źródło: Rzeczpospolita,
Cały artykuł z Rzeczpospolitej znajduje się pod tym adresem.

Zgłoś b#322;ąd
Ośmiotysięczniki Edurne Pasaban:

2001 - Mount Everest
2002 - Makalu, Cho Oyu
2003 - Lhotse, Gasherbrum II, Gasherbrum I
2004 - K2
2005 - Nanga Parbat
2007 - Broad Peak
2008 - Dhaulagiri, Manaslu
2009 - Kangczendzonga

Komentarze: Dodaj swój wątek
Brak komentarzy

Szukaj:

Artykuły sierpnia:

Wąwóz La Jonte - wspinanie w składzie skalnej porcelany

Newsy sierpnia:

 · 

Kolejny sukces "Polskich Himalajów"

 · 

Glidden-Lowe na Mt. Alberta prawie klasycznie

 · 

Nowe drogi, ważne powtórzenia i zamknięte ściany - czyli garść niusów z Alp

 · 

Juniorskie MŚ w Valence. Złoto na czas dla Aleksandry Rudzińskiej

 · 

Tatry bez młotka na Mnichu

 · 

Sukces polskiego filmu na festiwalu w Peru

 · 

1000 metrów na żywca w 2 godz. i 18 min.

 · 

Austriacki Air Star w Rocklands

 · 

Piotrek Schab na Pochylcu - Ekspozytura Szatana VI.6+

 · 

Hades podwójnie. Japończycy w Gorges du Loup.

 · 

Monika Prokopiuk owocnie w skałach

 · 

Polacy (po raz pierwszy) na Koskulaku

 · 

Badanie wpływu ryzyka na powodzenie projektu ekspedycyjnego

 · 

Wstępne podsumowanie sezonu w górach Pakistanu

 · 

HiMountain Tien-Shan 2009 - zabrakło 200 metrów, Pik Pobiedy niezdobyty

 · 

PŚ w prowadzeniu po raz trzeci - zawody w Imst

 · 

Trochę górskiej statystyki

 · 

Wacman - ściana w Zimnym Dole

 · 

Rafał Sławiński w Karakorum

 · 

Ragni di Lecco na Grenlandii

 · 

Jacek Czech junior w Tatrach

 · 

Mocne przejścia w Dolomitach

 · 

Matador dla 17-letniego Knauba

 · 

Kurs ekiperski KW Warszawa

 · 

Mocno w polskich skałach

 · 

Polacy w Karakorum

 · 

Kinga Ociepka - pot i łzy

 · 

Wspinanie i urazy statystycznie

 · 

Mateusz na Erfolg 11. Drugi Polak na 9a

 · 

Osterwa razy trzy

 · 

Steve McClure i legendarna Hubble

 · 

HiMountain Tien-Shan 2009 - drugi cel Pik Pobiedy

 · 

Paweł Draga w Mamutowej

 · 

Góry nr 182 - numer specjalny fotoedycja

 · 

Jeszcze jedna nowość w Kochel

<

Edurne znaczy śnieg - wywiad z Edurne Pasaban

 · 

The Path 5.14 R dla Matta Wildera

 · 

Riccardo Cassin (1909-2009)

 · 

Barcelona dla Vidmar i Ondry

 · 

Andrzej Marciniak zginął w Tatrach

 · 

Tym razem Rocklands po czesku - Adam Ondra

 · 

Pochylec wg Szalonego - nowość imieniem Godzilla

 · 

HiMountain Tien-Shan 2009 - Chan Tengri zdobyte

 · 

Z wizytą w Magic Wood

 · 

Fiński ślad w Rocklands - Livin Large 8C

 · 

We wrześniu rusza IV Arco Rock Legends i XXIII Rock Master

 · 

Tatry bez młotka na Zamarłej Turni

 · 

Koreanka Oh Eun-sun zdobyła 13 ośmiotysięcznik!

 · 

Proszę się wspinać - najtrudniejszy wyciąg w Tatrach?

 · 

Frankenjura i Rodellar w wykonaniu Pawła Wiśniewskiego

 · 

HiMountain Tien-Shan 2009 - w obozie trzecim

 · 

Hiszpańskie i francuskie dziewiątki

 · 

Edyta Ropek wygrywa Puchar w Val di Daone i Puchar Świata 2009

 · 

Nasz Zakrzówek

 · 

Dzień Otwarty TOPR

Archiwum:

2012: 05, 04, 03, 02, 01
2011: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2010: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2009: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2008: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2007: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2006: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2005: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2004: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2003: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2002: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2001: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
2000: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06, 05, 04, 03, 02, 01
1999: 12, 11, 10, 09, 08, 07, 06

 

Zawody:

2009, 2008, 2007, 2006, 2005, 2004, 2003, 2002, 2001, 2000, 1999
Wersja RSS

 

wspinanie.plserwisbiznes newstopogaleriaforumogłoszeniaszkoły wspinaczkowelinkisklepksięgarniaredakcjawspółpracuj z nami!
Webmaster. Copyright (c) by wspinanie.pl.