Całkiem niedawno z zimowo-wiosennych wojaży powróciła Agata Wiśniewska (KW Toruń, GATO i Boreal). Jako miejsce dla zasłużonej odskoczni po udanym sezonie startów w zawodach, wybrała sobie katalońską Siuranę, gdzie krawądki ascetyczne, a cyfra niełatwa.
Niestety wypoczynek się nie udał, ponieważ, Agatka nie potrafiła przejść obojętnie koło imponującego sektora El Pati, a jako, że łatwych pasaży tam jeszcze nie odkryto, na warsztat musiała wziąć jakąś sytą rutę.
Padło na słynną Zone 0, znaną chociażby z okładki nowoczesnej biblii kafara ("Planowanie treningu we wspinaczce sportowej" D. Macia). Ale o tym jak to było naprawdę opowie wam sama bohaterka newsa:
Pomimo powszechnej opinii, że "Siurana to nie rejon na lato" pierwszy raz zawitałam tam w towarzystwie "Boni" (czyli Bogny Wilczyńskiej) jeszcze pod koniec września ubiegłego roku. Wyjazd okazał się wyjątkowo udany! :-) Byłyśmy jednymi z nielicznych gości na kempie zakręconej rodziny Arbonesów, którzy wraz ze swoimi przyjaciółmi przez ponad 2 tygodnie robili wszystko żebyśmy to miejsce pokochały:
co dzień zabierali nas do innego sektora gdzie wskazywali najładniejsze drogi,
kustosz rejonu - Toni Arbones - obił nam drogę której miałam przyjemność zrobić First Ascent :-) Droga znajduje się w Corral Nou - jednym z wielu nowych sektorów rejonu - a jej nazwa to "Abans de que peti el mon" 7b, co po katalońsku znaczy "Zanim wybuchnie świat",
obwieźli nas po okolicznych fiestach :-)
pokazali Margalef (nie ukrywam, ze według mnie znacznie mniej interesujący rejon niż Siurana),
zaproponowali nieograniczone korzystanie z terenowego Mercedesa,
a na koniec skasowali nas pół ceny za kemping, przyszykowali ogromną hiszpańska kolacje i zawieźli na lotnisko!
Bogna "Bonia" Wilczyńska i Agata w Siuranie (fot. arch. A. Wiśniewska)
No i jak tu nie wracać?! A wspinanie. jak dla mnie najciekawsze jakie dotychczas spotkałam: bardzo wymagające technicznie, wiele uczące. Oprócz słynnej "L'Olli" z "Masters of Stone IV" i środkowego muru Can Piqui Pugi z "A muerte" i "Mr Cheki", które mnie akurat najmniej zachwyciły, Siurana to przede wszystkim wspinanie po średnich krawądkach w lekko przewieszonych płytach. Sporo jest tam też wspinania w formacjach typu: zacięcia, rysy itp... Każda droga, bez względu na trudności, wymaga ciągłego kombinowania (cwaniaki mają łatwiej :-). Ciągle trzeba duuużo myśleć! Może dlatego podczas naszego pierwszego pobytu nie zdołałyśmy z Bonią przeskoczyć stopnia 7b OS mimo, że w pobliskim Margalef, w bardziej "rekreacyjne" dni, udawało mi się bez większego spięcia wpinać do łańcuchów zjazdowych na "siódemkach ce" OS.
Ekipa w komplecie - Azzurra Pruzzo, Egle Kirdulyte, Vili Petrasiunas, Bonia i Daniel Jung (fot. arch. A. Wiśniewska)
Tak wiec pierwszy wyjazd spędziłyśmy wspinając się OS/flash na drogach z przedziału 6c-7b w przeróżnych sektorach rozległej Siurany i poznawaniu innych uroków życia wśród rodziny Arbonesów i jej przyjaciół.
Pod "Zoną" z Tomim Grajplem (fot. arch. A. Wiśniewska)
Tego samego dnia, kiedy wróciłyśmy ze Siurany do Polski, kupiłyśmy z Bonią bilety lotnicze do Katalonii na ponad 3 tygodnie na przełom lutego i marca. W ciągu 2 tygodni lampy i tygodnia mega zlewy udało mi się:
poprowadzić jedna z najładniejszych dróg, a na pewno najładniejsza 8a, w moim życiu - "La Crema" w sektorze Siuranella South,
poznać przepiękny masyw Montsant,
obejrzeć po kilka razy wszystkie filmy z kempowej filmoteki Arbonesów (teraz zawiozłam im też "Mój Mały Everest", który robi tam prawdziwą furorę! - oglądaliście ten film? Tata Boni w roli głównej :-),
i spróbować swoich sił na imponującej (jak wszystko na El Pati), polecanej przez Kinie "Zonie 0" 8b.
"La corva de la felicitat" 7c OS lub c+ (moim zdanie samo c) w Margalef - sektor Raco De Les Tenebres (fot. arch. A. Wiśniewska)
Niestety po 2 dniach prób na tej pięknej 40-metrowej linii, nadeszło znaczne i długotrwale pogorszenie pogody (niestety chyba częste w Katalonii ostatnimi czasy). Jedynym miejscem, w którym można było się powspinać w Siuranie były bouldery pod kempem (dzięki zlewie po raz pierwszy miałam okazję boulderować w skałach :-)i podczas 1,5-godzinnej sesyjki udało mi się zrobić wszystkie bouldery na kempowym kamieniu :-), z których najtrudniejsze miały chyba 7A+). Potem została już tylko bulderowa ścianka Toniego Arbonesa, piwo, gry w karty ze zwariowanym Danielem Jungiem, z którym zresztą bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i nieunikniony powrót do domu :-)
"La corva de la felicitat" 7c OS lub c+ (fot. arch. A. Wiśniewska)
Korzystając z 2 dni wolnego na studiach w okresie Świąt Wielkanocnych, postanowiłam wyskoczyć na 12 dni do Siuranki, by spróbować dokończyć porachunki z "Zoną". Na miejscu przygarnęli mnie Zwierzuń Grześkowiak i Tomi Grajpel (blog), którzy siedzą w Hiszpanii na "dziekańskim" tripie, czekając na jak zrobią się warunki na Frankenjurze (biedaki pogoda naprawdę im tam nie dopisuje, a u nas taka lampa :-)).
Nasz przyjaciel na La Olla - Żmija nosoroga - warto wpisać to hasło w Wikipedii - hardcore, a to byla naprawdę ona :-) (fot. arch. A. Wiśniewska) I drugi przyjaciel na naszym śniadaniowym stole (fot. arch. A. Wiśniewska)
No i znowu zlewa, grad i 8 stopni - hiszpańska wiosna :-( W Siuranie niestety naprawdę nie da się wspinać gdy pada. Szczególnie górne partie dróg bardzo szybko zamakają. Z nadzieją, że może znajdziemy trochę suchej skały w przewieszeniach Margalef ruszyliśmy tam na 2 dni. Jenak nic z tego nie wyszło - oprócz zbudowania dwóch przepraw przez rzekę w poszukiwaniu suchych dziurek :-). Wróciliśmy do Siurany, gdzie wciąż wiejący wiatr w przerwach między opadami, w błyskawicznym czasie wysuszał wszystkie krawądki :-) i dawał nikłe szanse na sporadyczny, sensowny wspin.
"Zona 0" 8b RP, Siurana (fot. arch. A. Wiśniewska)
Prawdę mówiąc nie do końca wierzyłam, że w takich warunkach przy ciągłym wypatrywaniu czy już górny boulder "Zony 0" jest suchy czy nie, uda mi się poprowadzić tą drogę - ale udało się - ostatniego dnia wspinaczkowego, tuż przed wyjazdem do Polski :-).
I tylko ja miałam takie szczęście, bo razem ze mną, drogę próbowało kilku Hiszpanów i Holendrów. Niestety podczas kolejnych prób jeden z nich urwał kluczowy dla wszystkich ząbek w cruxie (w środku drogi) przez co wszyscy zrezygnowali z prób. Cała ekipa oprócz mnie :-), no i Daniela Junga, który ostatecznie, o godzinie 22, tuż przed swoim wyjazdem w końcu poprowadził "Zonę" z czołówka!
"Zona 0" 8b RP - pierwsze 10 metrów, Siurana (fot. arch. A. Wiśniewska)
Warto zaznaczyć, że Agata wyrównała swoją życiówkę sprzed roku (news), dzięki temu torunianka jest trzecią kobietą polskiego wspinania skałkowego na westcie, ale jej konsekwentny wzrost mocy przyjemnie rokuje na przyszłość...