Zapytaliśmy Olę Taistrę (Alpinus Expedition Team, Mammut, Evolv, Anatomic, Ceneria.pl) o współpracę z Evą Lopez, pierwszy w tym roku wyjazd do Margalef i dalsze plany wspinaczkowe na ten sezon.
Ola Taistra
Piotr Turkot (wspinanie.pl): Jakiś czas temu zaczęłaś współpracę treningową z Evą Lopez, jak zatem oceniasz swój ostatni okres treningowy? Stosowałaś jakieś nowe formy treningu, bardziej zwracałaś uwagę na dietę? Czy czujesz dzięki temu większą moc? ;-)
Ola Taistra: Eva pomaga mi jedynie w ustawieniu diety odpowiedniej dla mnie i wysiłku, jaki wykonuję. Na podstawie doświadczeń wypracowanych wspólnie z Sebastianem Wutke, obecnie trening sama dostosowuję do własnego organizmu. Przy tak dużej ilości wyjazdów nie ma czasu na konkretny, długoterminowy cykl treningowy. Stosuję tzw. "podtrzymywacze formy", które w innych sportach nazywają się treningiem "metodą startową" z dodatkiem ogólnorozwojówki :-) Obecnie moja forma sportowa bazuje głównie na doświadczeniu zdobywanym podczas licznych podróży po różnorodnych rejonach. Na nudny panel i siłownię przyjdzie jeszcze czas.
Niedawno wróciłaś z pierwszego w tym roku tripa, to była - głównie ze względu na fatalną pogodę - jedynie rozgrzewka, ale i tak to całkiem niezły początek sezonu z 8a+ RP i 7c+/8a OS. Tymczasem tydzień temu rozpoczęłaś kolejny maraton wspinaczkowy (potrwa do końca kwietnia, max do połowy maja). Wracasz na te ekstremy, o których pisałaś w newsie?
Faktycznie, jak na szeroko rozumiane warunki panujące w trakcie mojego pierwszego tripa, wynik, który osiągnęłam był niezły ;-) Jednak przywykłam już do tego typu niespodzianek ;-)
Olana "Ximplea" 8a RP (fot. T. Kamiński)
W trakcie lutowego wyjazdu, wspinając się w jedynym dostępnym sektorze - Espadellas, skupiłam się głównie na drodze Pal Este 8c, która posiada trudniejszy wariant za c+ (mając nadzieję na przyszłą konfrontację z trudniejszą linią). Początkowe wstawki w drogę napawały mnie wielkim entuzjazmem, jednak pogoda była bezlitosna. Po dwóch tygodniach "szarpanki" w zimnie, wietrze i wilgoci moje palce wyraźnie powiedziały "basta!" Wyczekiwanie na zmianę warunków stało się nudne. Postanowiłam powspinać się "po wszystkim", mając w planie powrót do Margalefu w marcu.
W całym rejonie Margalef, ze względu na siłowy charakter wpinania istnieje bardzo mały wybór dróg w przedziale od 8b do 8c+, w którym może odnaleźć się płeć słaba. Pal Este i wariant Pal Norte polecił mi jako jedyne 8c i c+ Iker Pou, długo się przy tym zastanawiając, na których drogach "starczy mi parametru". Owszem starczało, ale czuję, że znowu "idę pod górkę". Te drogi to typowa wytrzymałość siłowa, bardzo długie ruchy, bez możliwości dokładek i poprawek, w solidnym przewieszeniu, po chwytach dwu- i jednopalczastych. Właśnie z tym borykałam się na Die Hard, ale tylko na bulderowym odcinku kilku metrów. W aktualnym przypadku, cała droga jest właśnie taka!
Od tygodnia walczę, pomimo tego, że z powodu południowej wystawy ściany, końcówka marca równa się końcowi wspinu w Espadellas. Natomiast w sektorze Finestra urodziło się niedawno kilka nowych dróg w przedziale 8b do 8c/c+..., tak więc nawet jeżeli w Espadellas nie wyjdzie, to przynajmniej zrobię moc na innych drogach w Margalefie ;-)
W Hiszpanii planuję zostać do końca kwietnia. Możliwe, że trip zostanie spontanicznie przedłużony, ale to wszystko zależy od pogody.
Jakie masz zatem plany na cały nowy sezon - wyjazdowe i wspinaczkowe? Nie przeraża cię kolejny rok spędzony w skałach? :-) Bo wiem, że poprzedni był niezwykle wyczerpujący. Wspinaczkowe plany to pewnie coś trudniejszego niż 8c - jesteś na to gotowa? I czy czujesz coś w rodzaju presji? :-)
Plany są bardzo rozległe. Aktualnie cierpię na brak łatwiejszych oesów w Margalefie, dlatego z pewnością odwiedzę Olianę, Siuranę i Monsant. W maju i czerwcu chciałabym odwiedzić Osp, Adlitzgraben, Arco, a także polskie Tatry. Moimi partnerami byliby Rafał Piertasiak i Jozo Kristoffy. To będzie coś zupełnie nowego w mojej karierze wspinaczkowej :-)
Wakacje to troszkę Francji i znacznie więcej Hiszpanii. Moim głównym założeniem sezonu jest uporanie się z zeszłorocznymi zaległościami. Do tego muszę zaopatrzyć się w lepszy sprzęt morski ;-) "Mozartowe dzieło" w Rodellarze leży mi na wątrobie :-)
Co do innych prowadzeń i planów z tym związanych, to są one bardzo płynne. Nie znam wielu bardzo trudnych dróg za granicą. Jedyne, co mogę śmiało stwierdzić to fakt, że mam zamiar wstawić się w kilka naprawdę ciężkich linii, bez jakiejkolwiek presji! Kwestia ciśnienia odchodzi w zapomnienie. W momencie, kiedy zaczynasz dużo tripować, zaczynasz także łapać spory dystans. Uświadamiasz sobie wtedy - "ok, nie puszcza"- to znaczy, że "jeszcze mnie na nią nie stać" albo "cholerna pogoda, że też mam takiego pecha".
W ubiegłym sezonie otarłam się o wynik 8c/c+. Wiem, że jestem w stanie... ale, zawsze jest "ale" :-)