Po raz kolejny Rosjanie udowodnili, że posiadają wyjątkowe predyspozycje do zimowych wspinaczek w prawdziwie ekstremalnych warunkach. Tym razem zespół w składzie: Sasza Gukow, Alik Izotow, Sergiej Kondraszkin i Wiktor Kowal obrał sobie za cel północny filar Mizhirgi East (4927m) w górach Kaukazu.
Droga pokonana w sierpniu 1952 roku przez zespół pod przewodnictwem mistrza sportu Wasilija Pelewina nie miała przez 57 lat nawet próby przejścia. Latem droga o nominalnej wycenie 5B jest obiektywnie bardzo niebezpieczna z powodu obrywów skalnych w dolnej części. Zimą taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Rosjanie postanowili zatem dokonać nie tylko pierwszego powtórzenia, ale dołożyć do tego również pierwsze zimowe przejście.
Północny Filar w zimowej szacie (fot. mountain.ru)
Zespół opuścił bazę 2 stycznia. Następnego dnia po przekroczeniu szczeliny brzeżnej wszedł w ścianę, na której wspinaczkę znacząco utrudniał osypujący się śnieg. Z początku były to małe pyłówki zasypujące ich średnio co 15 minut. Z czasem pojedyncze pyłówki zmieniły się w mały potok śniegu, a skończyło na walącej ścianą rwącej rzece śniegu... i tak przez cały pierwszy dzień.
Z dnia na dzień pogoda się pogarszała (silny wiatr, duży opad śniegu). Trzeciego dnia widoczność spadła do kilku metrów. Tego dnia wspinacze pokonali całą lodową część filara i dotarli do podstawy przedwierzchołka ściany Mizhirgi Wschodniego. W nocy wiatr się wzmógł, a czwórka Rosjan spędziła noc w pozycji siedzącej, co godzinę odśnieżając namiot.
Następnego dnia było jeszcze gorzej, - 30 st. i bardzo silny wiatr. Prowadzący tego dnia Alik Izotow zaliczył przeszło 20-metrowy lot, wyrywając przy tym jedną ze śrub lodowych. Na szczęście incydent miał miejsce podczas pokonywania stromego 70° lodowego pola, bo w terenie skalnym mógł się zakończyć mniej szczęśliwie. Tego dnia zespół dotarł to kluczowego miejsca na drodze nazwanego "the icy room" - pionowej 40-metrowej zalodzonej rysy. W połowie rysy udało się założyć stanowisko na małej półce. Śniegu przybywało, z góry spadały cały czas małe lawinki zasypując ich na stanowisku i uniemożliwiając wspinaczkę. Każde chwilowe przejaśnienie było sygnałem do kontynuowania wspinaczki, która jednak ze względu na przykrycie przez śnieg skały była bardzo wymagająca i musiała się odbywać bez łapawic, tylko w cienkich polarowych rękawiczkach.
Półka biwakowa w połowie wyciągu "the icy room"
(fot. mountain.ru)
Po kolejnej nocy spędzonej w pozycji siedzącej rankiem wpinaczy czekały kolejne wyciągi na grani wierzchołkowej - mikst i lód na zmianę. Pogoda bez zmian. Obóz założyli na grani pełnej skalnych żandarmów na wysokości 4900 metrów. W nocy Sasza i Alik stwierdzili u siebie odmrożenia palców u rąk i nóg.
Jeden z żandarmów na filarze (fot. mountain.ru)
Ostatniego dnia wspinaczki, kiedy znajdowali się już blisko wierzchołka, pogoda się trochę poprawiła i cała czwórka osiągnęła wierzchołek Mizhrigi Wschodniego.
Ostatnie metry przed szczytem - w tle Duh-Tau
(fot. mountain.ru)
Na szczycie Mizhirgi East (fot. mountain.ru)
Ze szczytu postanowili schodzić na południową stronę. Samo zejście było bardzo dramatyczne - najpierw w nocy silny podmuch wiatru zrzucił namiot z czwórką wspinaczy w środku pięć metrów niżej na zbocze, a kolejny podmuch rozerwał namiot i dosłownie wyssał z niego plecaki Siergieja i Saszy z całym sprzętem. Niedługo później idącego na końcu Saszę Gukowa porwała schodząca cicho lawina, ale udało mu się samemu wydostać za pomocą czekana. Ostatkiem sił Rosjanie dotarli do schronu koło Jangi-Kosh.
Rano czekał ich do pokonania ostatni odcinek zejścia z Jangi-Kosh do bazy. Po przejściu około 300 metrów, kiedy już prawie osiągali skalny grzbiet przecinający morenę, zorientowali się, że cała prawa strona zbocza zaczyna się osuwać porywając ze sobą Siergieja Kondraszkina. Na szczęście akcja ratunkowa partnerów Siergieja zakończyła się powodzeniem. Podobnie ostatni żmudny (w śniegu po pas) odcinek do bazy...
Sami Rosjanie po dotarciu na dół mówili, że spodziewali się, że działalność nie będzie łatwa, ale góra pokazała im naprawdę swoją nieobliczalność i ekstremalnie surowe warunki.
Polacy na Miżyrgi[2]
O ile dobrze pamiętam, to
kiedyś Polacy (m.in Gienek
Chrobak) przeszli tzw drogę
przez Bałałajkę, co było
świetnym, jak na tamte czasy
przejściem. Może ktoś pamięta
więcej szczegółów.
AM