Patagońska pogoda rządzi się swoimi prawami. Wiele zespołów często wraca z wietrznej krainy z niczym, niektórzy nie bez przyczyny uważający się za szczęściarzy z jedną, dwiema drogami. Są też tacy, którzy wracają z Patagonii z całkiem niezłym wykazem, co jest po części zasługą szczęścia po części determinacji samych wspinaczy. Do tych drugich niewątpliwie należy zaliczyć angielski zespół Tim Neil i Mat Stygall.
Swoją przygodę w Patagonii Anglicy rozpoczęli od szybkiego wejścia na Cerro Poincenot klasyczną drogą Whillans-Cochrane (TD, 4/5, 600m) przy bardzo zimnej i wietrznej pogodzie. Droga była dobrze wylodzona, oferowała znakomite lodowe i mikstowe warunki, a także pierwszy w ich wspinaczkowej karierze widok na patagoński lądolód, Torres i oczywiście Fitz Roy.
Zaledwie kilka dni później miało pojawić się 48-godzinne okno pogodowe ze słabszym wiatrem i czystym niebem. Zespół powrócił szybko do swojej jamy śnieżnej i oczekiwał dogodnego momentu do ataku na Fitz Roy (3441m). Niestety burza śnieżna pozostawiła po sobie w ścianie dużo śniegu i lodu. Anglicy rozpoczęli wspinaczkę klasyczną drogą Franco-Argentinean Route, (650m, 6a+, 6c/A1) w większości w rakach z wyjątkiem kilku wyciągów w środku ściany. Większość zespołów w przeciwieństwie do Tima i Mata oczekiwała na lepsze warunki następnego dnia.
Wolna od śniegu, ale mokra skała na Fitz Roy
(fot. Tim Neil)
Tymczasem Anglicy parli do góry. Zatrzymali się poniżej wierzchołka na zimny biwak tylko w tym, co mieli na sobie. Poranne słońce rozgrzało ich już na wierzchołku Fitz Roy. Bez jakiegokolwiek podmuchu wiatru, z błękitnym niebem i widokiem na całą Patagonię - taka sytuacja, zważając na to gdzie się znajdują, wydała im się trochę nierealna. Kiedy zaczęli zjeżdżać, od dołu podążało do góry około dziesięciu zespołów, ale tylko jeden z nich osiągnął szczyt. Reszta zawróciła z powodu pogarszającej się pogody.
Tim Neil (z lewej) i Mat Stygall po wspinaczce
na Fitz Roy (fot. Tim Neil)
Po tych przejściach chłopcy trochę się wyluzowali się i powspinali sportowo w Chalten. Trzymali jednak rękę na pulsie i w odpowiednim momencie szybko zaatakowali Cerro St. Exupery, na którym przeszli 800-metrowy Wschodni Filar (znany też jako Italian Pillar) 6c, 800m. Żeby jednak nie było zbyt pięknie, pogoda nie pozwoliła im na dłuższe świętowanie na wierzchołku i wymusiła szybkie zejście na dół.
Następnie zespół dokonał wejścia na Aguja Guillaumet kombinacją dróg Amy Couloir (350m, III 5.8 55°) i Brenner Ridge. Dzień przed wyjazdem z Patagonii stawiając przysłowiową kropkę na "i" wspięli się jeszcze drogą Benetier na Cerro Mocho. Ta 500-metrowa skalna droga Michela Pioli o trudnościach do angielskiego E2, bywa szybko dostępna nawet po dużych opadach śniegu, co czyni ją idealnym celem na krótkie okna pogodowe, zwłaszcza jeśli trzeba już wracać i nie ma czasu na większy cel.
Zrobienie pięciu dróg w ciągu miesiąca w Patagonii, słynącej z nieprzychylnej wspinaczom pogody, należy niewątpliwe uznać za wielki sukces angielskiego zespołu.