James Pearson gościem prezentacji The North Face na ispo winter 2009
Ważnym elementem prezentacji największych firm outdoorowych są spotkania z najwybitniejszymi sportowcami. W Monachium gościły takie postaci wspinania jak Stefan Glowacz, Kurt Albert, Leo Houlding, Markus Bock, Albert Leichtfried, James Pearson czy basejumperka Anniken Binz.
Stoisko The Norh Face (fot. 4outdoor.pl)
Nam udało się porozmawiać na stosiku firmy The North Face z młodą gwiazdą brytyjskiej sceny wspinaczkowej Jamesem Perasonem. Oto krótka rozmowa.
Piotr Turkot (wspinanie.pl): Co jest dla ciebie trudniejsze: zrobienie E12 czy bycie gwiazdą targów :-)?
JamesPearson: Powiedziałbym, że obie te rzeczy. Zrobienie The Walk of Life i obowiązki związane z byciem gwiazdą targów - są bardzo trudne, ale z różnych przyczyn. Kiedy robiłem The Walk of Life wydawało mi się, że jest to najtrudniejsza droga, którą kiedykolwiek poprowadziłem. Naprawdę nie wiedziałem, czy uda mi się ją skończyć. Z kolei na targach wiem, że za dwa dni pokazy się skończą i będę mógł wrócić do domu. I może dlatego The Walk of Life była trudniejsza. Choć tylko odrobinę :-)
Wywiad z Jamesem Pearsonem (fot. 4outdoor.pl)
Odkąd poprowadziłeś szereg ekstremalnie trudnych dróg, stałeś się gwiazdą w świecie wspinaczkowym. Czy kiedy zaczynałeś się wspinać wyobrażałeś sobie, że coś takiego się stanie? Jak się odnajdujesz w takiej roli?
Już od najmłodszych lat wiedziałem, że chcę być profesjonalnym sportowcem. Na początku próbowałem jazdy na rolkach i innych sportów ekstremalnych. Zawsze rozglądałem się za sponsorami. Potem zacząłem się wspinać. W gruncie rzeczy, kiedy zaczynałem się wspinać nie podejrzewałem, że będę w tym naprawdę dobry. Pamiętam, jak przyglądałem się w Anglii drodze o wycenie E5, czyli niezbyt trudnej i powiedziałem do kumpla - Nie sądzę, żebym kiedykolwiek zrobił E5.
Stoisko The North Face - pokaz filmu Committed 2 (fot. 4outdoor.pl)
Potem nastąpiła wieloetapowa podróż, więc tak naprawdę mój progres nie był szokujący, wszystko działo się stopniowo i powoli. Trochę ośmieliłem się tutaj, troszkę śmielej pogrywałem sobie tam, aż w końcu dotarłem do tego miejsca. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że to była długa droga i jestem bardzo zadowolony, że dotarłem aż tutaj. Jednak sam proces dochodzenia do obecnej pozycji też miał dużo plusów.
Zdaję sobie sprawę, że bycie gwiazdą targów jest częścią mojej pracy. Jestem zawodowym sportowcem, mam zobowiązania wobec sponsorów. To jest, jak każda inna praca. Ma swoje lepsze i gorsze strony, ale musisz zrobić wszystko, żeby wykonać ją dobrze.
James Pearson (fot. 4outdoor.pl)
Co będzie twoim następnym celem wspinaczkowym po zrobieniu E12? A przy okazji, jak oceniasz kontrowersje towarzyszące wycenie The Walk of Life?
Kiedy robiłem The Walk of Life dałem jej taką wycenę, ponieważ droga wydawała mi się trudniejsza od czegokolwiek innego, do czego się wcześniej przystawiałem. Obecnie zrobiło się wokół niej dużo kontrowersji, ale wycenianie zawsze jest problematycznym elementem we wspinaniu. Dla mnie wycena to po prostu szczera opinia o trudnościach drogi.
Ta droga może być łatwiejsza lub trudniejsza, trudno mi to stwierdzić, po prostu takie miałem odczucia tamtego dnia. Dlatego od teraz chcę się skupić na robieniu niesamowitych linii, naprawdę pięknych i nie przejmować się za bardzo wycenami. Tak długo, jak drogi stanowić będą dla mnie duże wyzwanie, tak długo będę szczęśliwy. A to, czy ludzie się ze mną zgadzają czy nie, w gruncie rzeczy nie ma dla mnie większego znaczenia. Najważniejsza jest motywacja i przekonanie do tego, co się robi.