Film On Sight w reżyserii Alastaira Lee stanowi prawdziwą rzadkość na scenie filmów wspinaczkowych, gdyż nie jest to po prostu kolejny "niezły film wspinaczkowy", ale coś więcej - jest to po prostu dobry film.
Większość produkcji filmowych czy literackich z tzw. dziedziny górskiej zazwyczaj oceniamy przykładając ulgowe ramy - niby nam wspinaczom się to amatorskie dziełko podoba, ale już osobę spoza środowiska większość tych grafomańskich i megalomańskich wypocin szybko znudzi.
Jednak filmowi On Sight udała się rzadka sztuka - wyszedł poza ramy standardowej produkcji wspinaczkowej. Niewątpliwie jest to duża zasługa dojrzewającego talentu filmowego Alastaira Lee, który stale się rowzwija, vide film Psyche. Jednak to nie tylko doskonałe ujęcia, czy wielkie nazwiska ze świata wspinania decydują o klasie tego obrazu. Najważniejsza jest tutaj bardzo precyzyjna i inteligentna konstrukcja tego dokumentu, opowiadająca historię ludzi, którzy chcą nadać nowe znaczenie stylowi "on sight".
O czym jest ten film? Cóż, zapewne wspinanie on sight nie jest dla Ciebie Czytelniku zjawiskiem kompletnie obcym. Jednak wyobraź sobie odrobinę inny, powiedziałbym bardziej pikantny wariant on sightu - próbujesz zrobić oesem drogę o trudnościach dajmy na to 7c. Niby nic wielkiego - w końcu sporo dziewczyn wspina się na takim poziomie. Jednak jedyną asekurację na tej drodze stanowi wątpliwy friendzik nr 2 założony jakieś 8 metrów pod Tobą. A więc wchodząc w cruxa, który znajduje się pod koniec drogi, masz nieodparte przeświadczenie, że za jakieś 5 minut będziesz leżał martwy z roztrzaskaną czaszką u stóp urwiska. Hmmm, niewątpliwie zaczniesz zadawać sobie proste pytanie: po cholerę tu lazłem?! I właśnie odpowiedzią na to pytanie jest ten film.
Ricky Bell w kruksie na swojej nowej drodze na Fairhead
(fot. Alastair Lee/Posing Productions)
Przez 66 minut autorzy filmu wraz najlepszymi wspinaczami tradowymi z Wielkiej Brytanii zastanawiają się po cholerę ludzie próbują robić on sightem drogi, które spokojnie mogliby zapatentować na wędkę i poprowadzić w o wiele bardziej komfortowym stylu. Jednak, jak mówi w filmie legenda i mistyk brytyjskiego wspinania, John Redhead, zrobienie drogi on sight jest:
O wiele ważniejsze niż zrobienie czegoś top rope, a potem poprowadzenie. Ten element wątpliwości jest bardzo ważny we wspinaniu. Otwiera drzwi tak, że możesz zajrzeć do środka. Dowiedzieć się odrobinę o sobie, zadać sobie pytania o sens życia, o motywację swojego przetrwania, właśnie to się wtedy dzieje.
Ten film zdecydowanie warto obejrzeć choćby z tego względu, że stanowi doskonały wgląd w kolejną (r)ewolucję tradycyjnego stylu wspinania z Wysp. Młodzi gniewni bez skrupułów rozprawiają się on sightem z ekstremami dawnych mistrzów. Co więcej kręcą nosem na powszechnie przyjęty styl headpoint twierdząc, że patentowanie na wędkę do zabawa dla mięczaków, a ludzie o stalowych jajach wspinają się tylko OS lub ground-up.
Alastairowi Lee udało się uchwycić nie tylko szereg przełomowych przejść OS, lecz również klimat następującej zmiany w mentalności wspinaczkowej. Fascynujące jest to, że Brytyjczycy wbrew komercyjnym modom z kontynentu wciąż doskonalą i oczyszczają swoją hard core'ową tradycję wspinaczkową. Dlatego podczas oglądania uczucie przerażenia miesza się z podziwem i szacunkiem. Zdecydowanie warto doświadczyć on sightu na kościach, nawet jeśli tylko na ekranie..
Film bedzie można obejrzeć już w najbliższy piątek (5 grudnia) na KFG.
Aspidistra
On-sight, 2008 Reżyseria: Alastair Lee Produkcja:Posing Productions Czas: 67 min.
Onsajt na KFG[16]
czy film będzie miał polskie
napisy?
pozdr
dr know
1-12-2008 dr know
czy nie może recenzji pisać ktoś normalny?[53]
"dajmy na to 7c. Niby nic
wielkiego - w końcu sporo
dziewczyn wspina się na takim
poziomie...."
Na takim poziomie wspina się
też sporo cyklistów,
przyszłych ekstremalistów,
prezesów firm, malarzy
ściennych, dzieci do lat
16-tu. Czym se kurna dzie...