Committed -volumeone reż. Paul Diffley i Dave Brown - recenzja
Jeśli podobał Ci się film E 11, który można było obejrzeć w czasie ostatniego KFG, z nieśmiertelnym Dave'em MacLeod w roli głównej, to mam dobrą wiadomość, bo jest do obejrzenia kolejny film spod znaku "trad+". Za jakość filmową odpowiada ta sama, wymieniona w tytule, wielokrotnie nagradzana para reżyserów. Mamy więc gwarancję co najmniej takiego samego poziomu.
Tytuł filmu mój wiekowy słownik tłumaczy jako Zaangażowani i to właściwie mikro streszczenie zawartości tego DVD. Zaangażowanie pokazane na filmie będzie maksymalne, napięcie będzie rosnąć w miarę oddalania się od słabych przelotów. Uśmiechy i radość pojawiają się dopiero po udanym prowadzeniu, trudno przecież cieszyć się życiem będąc parę metrów nad wątpliwej jakości przelotem.
Film niestety nie stanowi żadnej całości na poziomie fabuły i jest to właściwie zbiór luźnych opowiastek, a może prezentacji aż piętnastu wspinaczy spod znaku kosteczki i stalowej psyche. To oni odpowiadają za jakość wspinaczek, jakie dane będzie nam obejrzeć. Autorzy filmu zabierają nas do Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii. Może to właśnie tworzy jakąś tam całość, bo do samego wspinania mamy dodany autorski komentarz.
Zbiorek filmowy rozpoczyna śmieszna animacyjka i na tym zabawa się kończy. Już parę ujęć później dane nam będzie obejrzeć lot, w czasie którego dochodzi do wyrwania przelotu, a wspinacz glebuje, w dodatku pechowo nie trafiając w craszpada. Brrr!
James Pearson na drodze "Trauma"
(fot. hotaches.com)
Możemy obejrzeć znane już z E 11 ujęcia lotów przez całą ścianę, a kończące się masywnym szarpnięciem asekurującego i mocnym poobijaniem wspinacza. Oglądamy zakładanie przelotów, które rzadko wydają się atomowe; mamy więc mikrokosteczki, friendy wrzucone bynajmniej nie do rysy o równoległych ściankach, są też oczywiście niezawodne na krawądkach skyhooki. Wysoce wzruszyły mnie pętelki zakładane na zaprawdę niewielkie rożki skalne.
Zaangażowani są żywymi wzorcami etyki i na wszystkich pokazanych drogach asekuracja zakładana jest w czasie prowadzeń. Oczywiście ten element jest dobrze wyćwiczony i nie ma mowy o improwizacji, ale pokazano też jak można odpaść w czasie zakładania kosteczki. Zdarza się, że wspinacz asekuruje się poza drogą, ale wtedy schodzi i startuje już właściwą linią.
Małe etyczne wątpliwości budzi u mnie fakt zaliczania sobie jako dróg (i to o trudnościach E7 lub E8) kilkumetrowych boulderów. Z kolei nieasekurowalna, śmiertelna dróżka ma wycenę zaledwie E3. Pogodziłem się już z tym, że zrozumienie sensu gry w baseball pozostanie poza moim zasięgiem. Miałem małą nadzieję, że film wyjaśni, o co chodzi w skali E. Nadal jednak nie rozumiem, jak wygląda współczynnik zależności między trudnością drogi, jej długością, a ryzykiem?
Na jednej z dróg MacLeod pokonuje boulderowy start bez asekuracji, by na wyżej leżącej półeczce złapać podrzuconą uprząż i linę. Techniczny trick czy etyczny unik? Ten sam MacLeod pokazany jest również podczas patentownia dróżki o potencjalnych trudnościach E12. W filmie nie zabrakło też pogromcy jedynej drogi podejrzewanej o trudność E12, czyli drogi Jamesa Pearsona (przyp. red. The Walk of Life E12 7a)
Osobiście najbardziej zaimponowało mi prowadzenie onsajtem dróżki o technicznych trudnościach VI.3 i nieoczywistym przebiegu przez Jude Spancken, objuczoną pełnym zestawem kości i mechaników. To było naprawdę coś.
Urokliwym fragmentem filmu jest rozdział, w którym wraz z grupką wspinaczy udajemy się na Hybrydy i wielowyciągowe wspinaczki w nie zawsze litej skale. Wszystko to w "pięknych okolicznościach przyrody".
Złośliwi powiadają, iż wspinaczka tradycyjna to alternatywa dla wspinaczy, dla których najwyższe trudności pozostają poza fizycznym zasięgiem, ale za to dysponują stalową psyche. Oczywiste jest, iż jest ona poligonem doświadczalnym przed udaniem się w wielkie ściany. Gdyby pewnego dnia na całym świecie zniknęły spity i ringi, to najlepszymi wspinaczami okazaliby się niewątpliwie mieszkańcy Wysp Brytyjskich.
Po obejrzeniu Committed jeszcze bardziej cieszę się, że ten styl wspinania nie stał się obowiązującym na kontynencie. Uważam, że zdrowie i życie ludzkie jest większą wartością niż dokonanie wyczynu zrozumiałego dla znikomego promila ludzi na świecie. To oczywiście subiektywna opinia.
Warsztatowo film nie oferuje żadnych fajerwerków. Na szczęście nie ma dyskotekowego montażu z sześciu kamer, tanich efektów, hałaśliwej młodzieżowej muzyczki, ani spektakularnych pomysłów na poziomie reżyserskim, operatorskim czy montażowym. Nie ma też mowy o poszukiwaniu sensacji czy żądzy ofiary i krwi. Jest za to solidne rzemiosło na co najmniej przyzwoitym poziomie, które świetnie oddaje tytułowe zaangażowanie we wspinaniu na własnej asekuracji.
Mam nadzieję, że ten interesujący film to początek serii na miarę Mastersów, bo to dziełko z pewnością nie wyczerpuje tematu.