Nasi dwaj klubowi koledzy Zbyszek Krośkiewicz i Robert Nejman bawili ostatnio w Dolomitach, gdzie - do pewnego stopnia przypadkiem - dokonali potężnego przejścia na pn. ścianie Civetty.
Na początek pokonali jednak drogę na Selli 350 m VI-, następnie drogę KCF na Rochetta Alta Bosconero 650 m VI+ z jednym miejscem VII+. Następny w kolejności miał być Phillip Flamm na Civettcie, zaś później Tempi Moderni na Marmoladzie.
Pod Phillipa wystartowali ze schroniska Coldai 25 lipca o godz. 4.45. Byli wyekwipowani w komplet rocksów (bez trzech największych), komplet camalotów do trójki, 10 ekspresów, kilka luźnych karabinków i pętle. Wspinaczkę rozpoczęli o 6.30. Nie mieli jednak dobrze rozpoznanego startu i weszli kilkadziesiąt metrów w lewo od drogi. Po ok. 10 wyciągach wiedzieli już, że nie są na drodze. Postanowili jednak nie rezygnować i przeć do góry.
Nie spodziewali się, że wyżej czekają na nich masywne trudności urozmaicone dodatkowo kruszyzną. Jak stwierdził Krosiek - zgubiła mnie wiara we własne siły. Będąc w formie napierał śmiało, a w pewnym momencie nie było już odwrotu. Padł więc stary wyciąg hakowy, tu i ówdzie pojawiały się haki, ale bywało, że na całym wyciągu nie było nic. Pion nie odpuszczał, droga wiodła rysami i kominami poprzerywanymi przewieszkami.
Ostatecznie Krosiek pokonał OS dobrze obity ósemkowy wyciąg. O klasie drogi decydowały jednak szarpiące psychę wyciągi sześć do siedem ze słabą asekuracją, w kruchym terenie. W końcu zmordowani, po 14,5 godzinach wspinania, stanęli na Punta Tissi. Zejście, z łapiącymi ich ze zmęczenia i odwodnienia skurczami, trwało kolejne 4 godz. Gdy dotarli do schronu, ten okazał się zamknięty. Jak to dżentelmeni, postanowili nie budzić obsługi i zalegli na podłodze w drewutni otuleni w enercetki.
Jaką linię pokonali chłopaki na razie nie ustalono:
Z poszukiwań internetowych wywnioskowaliśmy, że najprawdopodobniej jest to droga Martini, Leoni, Tranquillini (VIII-) z końcówką W Meijco Cabrones (VIII). Ta ostatnia jest nawet dosyć świeża i biegnie tuż obok (?) tej pierwszej. Wyszło około 1000 m wysokości (30 wyciągów, niektóre do 60 m długości, prawie na każdym wyciągu było co najmniej szóstkowo). Na razie dalsze poszukiwania ustały.
Rzadko kiedy mamy do czynienia z tak odważnym przejściem. Oczywiście - zapych, nieodpowiedni sprzęt (z hakami byłoby sporo łatwiej - jak powiedział Krosiek: bardzo nam ich brakowało) itp. Nie zmienia to jednak faktu, że klasa, styl i trudności tego przejścia plasują je wśród najlepszych polskich osiągnięć tego sezonu.
Krosiek podsumowuje jednak sprawę skromniej:
Zamiast 8 godzin na Phillipie spędziliśmy 14,5 godziny na naszej. Zamiast schodzić 3 godziny, schodziliśmy 4. Zamiast pójść na Marmoladę, pojechaliśmy do domu - tak byliśmy zdupceni.