23 sierpnia, niemal rzutem na taśmę w kończącym się okresie pogodowym, Andrzej Marcisz z Tomkiem Opozdą otworzyli ich dziesiątą wspólną drogę na Mnichu, nazwaną Oczy w obłędzie.
Tomek Opozda i Andrzej Marcisz (fot. Asia Miedzińska)
Prace nad drogą trwały 10 dni, począwszy od zeszłego roku. Przy jej realizacji pomagali nam Artek Kozak, Marcin Chrzanowski, Tadziu Łoziński oraz Asia Miedzińska, którzy włożyli swój nieoceniony wkład w finalne przejście, które trwało niewiele ponad cztery godziny.
Trudno jest znaleźć linię idealną, z której byłoby się w stu procentach zadowolonym. Oczy wobłędzie to droga bardzo wyszukana - wykorzystująca (głównie powyżej Półek Mnichowych) niemal ostatnie logiczne formacje, które nie zostały jeszcze przebyte. Jednak jeśli chodzi o fragment pod Półkami, to jest to prawdziwa perła. Szczególnie pierwszy wyciąg, blisko 40 metrowej długości, o trudnościach w granicach VI.5 (IX+).
Kiedy przed pięciu laty prowadziliśmy Metallikę, wydawało mi się, że będzie trudno spotkać coś ładniejszego, niż trzeci jej wyciąg o wymownej nazwie Nothing Else Matters. Jednak białe, świeże ciosy granitu na prawo od Zacięcia Baryły, kiedy nimi zjeżdżałem, cieszyły moje oczy, jak nigdy dotąd.
Przez długi czas wydawało mi się, że klasyczne przejście pierwszego wyciągu drogi, będzie bardzo trudne, a nawet poza moimi możliwościami. Dopiero żmudne patentowanie i połączenie w całość niemal 80 przechwytów zapaliło zielone światełko.
Już od czerwca tego roku byłem gotowy, by zmierzyć się z tym wyzwaniem. Jednak ogromny nakład pracy, jaki musiałem włożyć w realizację zdjęć do filmu Marcina Koszałki, odpoczynek po niej i ponowne dojście do odpowiedniej formy wspinaczkowej przeciągał dzień ataku. Czułem, że aby być pewnym sukcesu potrzebuję jeszcze dnia lub dwóch na lepsze poznanie górnych wyciągów. Złe prognozy pogody zapowiadające duże ochłodzenie i możliwości opadu śniegu, skłaniały jednak do podjęcia decyzji: teraz albo nigdy!
Warunki na pierwszym wyciągu były wyśmienite. Pomimo chłodu słońce dawało wystarczającą ilość ciepła, aby rozebrać się do podkoszulka. Wyciąg padł od przystawki w stylu RP (PP, piętnaście ekspresów). To najpiękniejsza linia, jaką udało mi się prowadzić w górach. Niezwykle czujna, techniczna - od startu do łańcucha stanowiskowego - trzymająca w napięciu bułę oraz nogi na maleńkich, często tarciowych stopniach. Dla mnie najlepszy prezent, jaki mogłem sobie wymarzyć, zostawiając w pamięci mój 30-letni staż wspinaczkowy.
Andrzej na pierwszym wyciągu IX+ (fot. Asia Miedzińska)
W przeciągu kilku chwil na stanowisku pogoda zmieniła swoje oblicze i z minuty na minutę było gorzej. Z plecaka trzeba było wyciągnąć wszystko, co najcieplejsze i najlżejsze. Kolejny wyciąg oceniony na VIII-/VIII (RP) przebija się przez końcówkę strefy przewieszonej. Najpierw w górę i dalej w prawo na wyraźną skalną rampę, którą skośnie w górę, w lewo. W okolicy ostatniego nita najlepiej jest się obniżyć - bardzo czujnie i gimnastycznie, choć jest to dla mnie najłatwiejszy sposób na przejście. Nie udało mi się przetrawersować nogami po rampie, choć wyglądało to na teoretycznie łatwiejszy patent. Z końca Rampy (VII) przez małą przewieszoną ściankę i dalej w lewo po płycie z nitami na stanowisko, gdzie zaczyna się Superata Młodości.
Trzeci wyciąg początkowo biegnie wspólnie z Superatą, aż do piątego nita. W tym miejscu Superata po wyraźnych listwach skalnych odbija w prawo. Ja poszedłem na wprost, kontynuując wspinaczkę rysą do końca, którą osiągnąłem wybitną odstrzeloną turnicę na przełamaniu się ścian wschodniej i północno-wschodniej. Na tym fragmencie do asekuracji potrzebne są mechaniki, ewentualnie małe kostki. Ponieważ można bez większego problemu zainstalować asekurację, celowo nie wbiłem tam nita, aby nie mylił on osób wspinających się Superatą.
Na turnicy wpięcie do nita i bardzo techniczne miejsce, aby wydostać się na kant. Mimo, że się ten sposób się nie narzuca, lepiej jest zacząć od eksponowanej lewej strony i przewinąć z kantu w prawo (VII+/VIII-). Asekurant musi być skupiony, aby przy ewentualnym locie odpowiednio albo wybrać albo wypuścić, tak aby prowadzący nie uderzył nogami w turniczkę. Po przewinięciu niewinny "rajbunżek" nieco deprymuje, ale da się go przejść (VII??) - choć podczas prowadzenia, już niemal lecąc sam nie wiem jak, strzeliłem za krawędź płyty, z której na szczęście nie sposób było spaść. Stanowisko na kancie jest wspólne z Międzymiastową i Drogą Łapińskiego.
"Oczy w obłędzie" IX+, schemat w dużych rozmiarach po kliknięciu na zdjęcie
(foto i topo Andrzej Marcisz)
Czwarty wyciąg startuje od razu w lewo za kant, gdzie zaczyna się wyraźna, ale zalana ryska z dwoma nitami. Praktycznie trzymając się prawą ręką w rysie z Międzymiastowej wpina się w pierwszego nita, który jest po lewej za kantem. Zalaną ryską (VII-) i dalej już rozszerzającą się rysą (camy O.5, 0.75, 1) do jej końca. Na wyraźnym, przewieszonym filarku nit (VI+). Turniczkę na Międzymiastowej, pod Zacięciem Kosińskiego mijamy po lewej stronie i stanowisko z łańcucha na wygodnych stopniach skalnych. Stanowisko to proponuje wykorzystywać także wszystkim zespołom, które robią Rysę Hobrzańskiego lub Fereńskiego.
Piąty wyciąg prowadzi zanikającą rysą, równoległą do Zacięcia Kosińskiego, około 5 metrów na lewo od zacięcia. Rysa ta nie widziała jednak wcześniej haków i wspinanie się nią jest niezmiernie delikatne. W połowie długości rysa staje się wyraźniejsza, ale też staje dęba. Przejście jej ma wybitnie boulderowy charakter (VIII+/IX-). Mimo trzech nitów blisko siebie radzę wpinać się we wszystkie, bo lot z wyjścia w połogi teren może być fatalny w skutkach. Dalej kilka metrów łatwego terenu i podejście pod kolejne spiętrzenie. Tutaj kolejny boulderek po maleńkich kwarcach (IX). W ten sposób osiągamy Górne Półki Mnichowe, którymi w lewo do końca, gdzie jest łańcuch pod wyraźnym kantem nazwanym Kozim Kantem. Formacja ta doprowadza pod najbardziej charakterystyczną formację Mnicha, jaką jest Nos.
Andrzej na piątym wyciągu IX, w najtrudniejszym miejscu
(fot. Asia Miedzińska)
Szósty wyciąg to kolejne trzy miejsca bulderowe (VIII+/IX-), które wyprowadzają nas na ostry północno-wschodni kant. Stąd następuje chyba najefektowniejsza, powietrzna część wspinania. Najpierw szóstkowym kancikiem, następnie rysą przez Nos (VIII+). Do przejścia Nosa potrzebne są camy 0.5, 3, 1, za przewinięciem 0.75. Właściwie nie wiem już, jak ocenić przejście przez Nos, ponieważ podczas kręcenia filmu przeszedłem go chyba z dziesięć razy. Teraz wydaje mi się banalny, choć jest to zawsze niezapomniane przeżycie, przy którym wzrasta poziom adrenaliny. Przypominam również, że lot z wyjścia z Nosa może być niebezpieczny (news).
Kotwy i plakietki na drodze pochodzą są ze środków FundacjiWspierania Alpinizmu im. Jerzego Kukuczki i akcji TBM.
Andrzej Marcisz
Zapraszamy do galerii, gdzie znajdziecie dokumentację fotograficzną z przejścia drogi Oczy w obłędzie.
Jednocześnie przypominamy, że w naszej księgarni jest do kupienia Przewodnik wspinaczkowypo Mnichu autorstwa Andrzeja Marcisza.
plastry na łokciach[21]
Panie Andrzeju
czy te plastry na łokciach to
plastry od KINESIOTAPING-u ?
jeśli tak to proszę o krótki
komentarz na temat ich
skuteczności
dzięki
1-09-2008 sudy
Czy mi się zdawało[3]
... czy wcześniej w newsie był
schemat drogi??
Pzdr
Marek