Ściana na ulicy Krupniczej 8a przemienia się w największe polskie skupisko juniorskiej mocy. Sporo nerwów i emocji. Stawka jest niebagatelna - tytuł Mistrza Polski Juniorów. Już od wczesnych godzin można spotkać tłumy nerwowo uśmiechających się zawodników. Jedni to starzy wymiatacze broniący tytułu, inni są dopiero debiutantami. Czas szybko mija i już wkrótce zaczynają się eliminacje.
Na startujących w konkurencji prowadzenie czekają po dwa - w zależności od kategorii, pasaże przygotowane przez Jędrzeja Komosińskiego. Oferują podobne trudności, lecz o odmiennym charakterze. Np. w kategorii "juniorzy" i "młodzieżowcy" pierwsza droga jest mniej przewieszona, bardziej koncepcyjna (w zależności od wzrostu i predyspozycji można było wybrać jeden z kilku patentów) i bardziej boulderowa z powodu dobrego restu w połowie. Druga droga jest o wiele bardziej przewieszona. Oferuje solidne zgięcia po dobrych chwytach w sporym ciągu, po którym następuje słaby rest i balder końcowy - choć już nie taki trudny. Mimo tak wielu różnic wiele je łączy - według zawodników są fajne, przemyślane, i co ważne dobrze "rozrzucają" startujących.
Po wyłonieniu finałowych "dziesiątek" (niestety w niektórych kategoriach mniej z powodu małej liczby startujących np. w "juniorkach" tylko pięć osób!), nadszedł czas na chwilę odpoczynku, po czym niektórzy musieli znów rozgrzewać mięśnie przed "czasówkami". Wysoka frekwencja i skuteczność zawodników UKS Skarpa Lublin w tej konkurencji nie jest żadnym zaskoczeniem. Tego dnia znów potwierdzili swoją hegemonię. Bardzo dobrze spisywali się zawodnicy z Tarnowa i z Wrocławia. Dzień zakończył się wyłonieniem finałowych "czwórek".
14 czerwiec, niedziela
Zamknięcie strefy, krótkie sprawdzenie obecności i poinformowanie o obowiązujących zasadach. Formalność. Jednak, kiedy Marcin Bibro wspomina o nowym przepisie międzynarodowym, który od tego roku obowiązuje również u nas, sytuacja nagle gęstnieje. Przepis ten każe w momencie identycznego wyniku zarówno w finale, jak i w eliminacjach, wziąć pod uwagę czas przejścia drogi finałowej. Tworzy to wiele zamieszania, a na twarzach młodych mistrzów widać zniesmaczenie. Ale mus, to mus. Następuje czas na oglądanie drogi. Tym razem są tylko dwie; damska i męska. 52 wspinaczy macha w powietrzu rękami. Wizualizacja idzie pełną parą. Zawodnicy są zdziwieni z pozoru łatwymi propozycjami. Doszukują się podstępu, jednak w momencie startu wszystko okazuje się jasne - drogi mają po prostu niewygórowane trudności, a o kolejności na "pudle" decyduje nowy przepis, czyli czas przejścia! Czy o to naprawdę chodzi we wspinaczce na trudność? Nowe oblicze konkurencji na prowadzenie - gdzie zawodnicy wygrywają nie o "postęp" (czyli tzw. plusa) tylko o 7 sekund.
Następuje kolejna przerwa i zmiana konkurencji, chociaż w sumie nie do końca, bo wciąż liczy się czas. To najbardziej spektakularna dyscyplina tego sportu. Gdy w końcu Maciek Kalita osiąga niesamowity czas 8:88 publiczność jest przekonana, że w tej hali wszystko jest możliwe. Niestety wskutek wielu błędów zawodnik Tarnovii kończy zawody na 3 pozycji. Pozostaje już tylko dekoracja zwycięzców i oczekiwanie na następną edycję, która odbędzie się w październiku w stolicy.
MPJ 2008[10]
Gratuluje Adaś pomysłowości,
jezyka i oczywiście genialnego
opisu zawodów. Oby więcej
takich newsów. Szkoda, że
wszystkie jak dotąd zawody
juniorskie zostały
przeprowadzone niezgodnie z
przepisami. Wynikiem czego
zostali pokrzywdzeni i
zniechęceni...