Droga włosko - hiszpańska na Ama Dablam 6812 m n.p.m
Franceso Fazzi i Santi Padros przylecieli do Nepalu w dniu obchodów tamtejszego nowego roku 2065. Po załatwieniu niezbędnych formalności, 14 kwietnia wylądowali na lotnisku w Lukli. Po 4 dniach trekingu założyli bazę na wysokości 4600m.
(fot. Santi Padros)
Jeszcze tego samego dnia osiągnęli wysokość 5200m. Następnego ranka, na wysokości 5500 m założyli depozyt, po czym wrócili do bazy na jeden dzień, żeby zmienić "przepoconeskarpety", odetchnąć i zrelaksować się. Po odpoczynku wrócili na górę celem zaatakowania szczytu drogą normalną (południowo- zachodnia grań VI 5.9 60 st., 1500m, Bishop - Gill - Romanes - Ward, 1961). Zabiwakowali na 5500m (nazwali to miejsce orle gniazdo) - inni śpią na 5900m n.p.m. Następnego dnia, po 7 godzinach wspinaczki, osiągnęli wierzchołek. Tego dnia pogoda była rewelacyjna - wspomina Santi.
Po powrocie do bazy zaczęli myśleć o nowym projekcie. Po przestudiowaniu Ama Dablam z każdej strony zdecydowali, że kolejny atak na tą górę nastąpi od zachodu. Znaleźli "lukę" pomiędzy drogą japońską z 1985 roku (VI 5.7 65 st., 1400m, Ariaki - Sakashita) na zachodniej ścianie, a drogą z 1980 roku (VI 80 st., 1600m, Fukushima - Kato - Ogawa - Teranishi - Tomika - Tsubai), która zaczynała się od strony północnej, przechodziła na grań północno - zachodnią część ściany, a kończyła się po stronie zachodniej na wierzchołku. Wydawało im się, że ten kawałek ściany pomiędzy obiema drogami będzie świetną okazją, żeby zaatakować szczyt dziewiczym terenem.
Trawers z drogi japońskiej z 1985 r. na dziewiczy teren
(fot. Santi Padros)
30 kwietnia opuścili bazę. Zabrali ze sobą lekki namiot, jedzenie na 4 dni i śpiwory. Pierwszy biwak założyli na 5350m pod wielkim blokiem skalnym, który chronił ich od lawin kamiennych. 1 maja pokonali pierwszy odcinek, który biegł równolegle z drogą japońską z 1985 roku. W pewnym momencie skręcili w lewo nad serakiem i założyli obóz II. Następnego dnia, podczas 11- godzinnej wspinaczki, natrafili na mikstowy teren o trudnościach sięgających V, V+. Ze względu na wysokość i warunki wspinaczka przysporzyła im wiele trudności.
W nocy napadało 15 cm świeżego śniegu, a temperatura spadła do -15 st. Ogrzało nas dopiero wschodzące słońce. Kolejny długi, ciężki dzień na wysokości, świeży śnieg i pogoda nas nie rozpieszczały, co znacznie spowolniło naszą tępo. Pierwsze 300 metrów wspinaliśmy się z lotną, na następnych 300 metrach napotkaliśmy trzy progi terenu mikstowego i pięć śnieżno - lodowych.
2 maja wieczorem, przy zachodzie słońca osiągnęliśmy wierzchołek Ama Dablam. Następnego dnia zeszliśmy drogą normalną do bazy.Nie znaleźliśmy informacji, że droga miała jakiekolwiek przejście. Nazwaliśmy ją "Free Tibet 2065" (V+ M5+ 80 st., 1500m) - wspomina Santi Padros.
Podczas zejścia z Ama Dablam (droga normalna,
południowa - zachodnia grań), zjazd po poręczówkach
(fot. Santi Padros)